Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Wyprawka dla noworodka od CBS Reality"

Rekomendowane odpowiedzi

Wygraj wyprawkę dla swojego dziecka od CBS Reality!

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/CBSReality.png

Narodziny dziecka to najważniejsza chwila w życiu każdego rodzica. Serial dokumentalny "Porody: Nietypowe Przypadki" pokazuje właśnie takie wydarzenia mające miejsce w USA, gdzie dziennie na świat przychodzi około 11 tys. maluszków. Jednak nie wszystkie porody przebiegają bez komplikacji... Każdy kolejny odcinek serialu przedstawia perypetie kobiet w ciąży, pozwala widzom śledzić przebieg ciąży oraz porodu oraz zapoznać się z przyszłymi rodzicami, ich obawami o nienarodzone dzieci. Serial emitowany jest na kanale CBS Reality w dni powszednie o 18.00.

Z okazji emisji programu "Porody: Nietypowe Przypadki" kanał CBS Reality przygotował dla użytkowników Parenting.pl konkurs, w którym można wygrać aż pięć wspaniałych wyprawek niemowlęcych, doskonałych do zabrania ze sobą do szpitala, jako pierwsze ubranka dla dziecka.

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/wyprawka.jpg

W skład każdej wyprawki wchodzą:
- body
- bluzeczka
- półśpiochy
- czapeczka
- śliniak
- buciki
- łapki-niedrapki

By wygrać jeden z zestawów wystarczy odpowiedzieć na pytanie:
Co robisz/robiłaś w ciąży, by ten czas przebiegł spokojnie i bez komplikacji?

Nagrody trafią do autorek pięciu najciekawszych odpowiedzi. Wśród nagród znajdą się zestawy w kolorze żółto-pomarańczowym.

Konkurs trwa do 23 lipca do północy, a jego wyniki ogłosimy w ciągu kolejnych dwóch dni roboczych.

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz jego regulamin.

Zapraszamy do udziału!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poprzestawiałam sobie w głowie i to dosłownie, od momentu gdy dowiedziała się że jestem w ciąży najważniejsze było dziecko i jego dobro. Wszystko inne zeszło na dalszy plan, nieugotowany obiad, wizyta u teściowej czy zdenerwowany szef, I to podstawa bo zrelaksowana mama to zdrowe i radosne dziecko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Pajaa

Leżę i odpoczywam kiedy mam na to ochotę a wszystkie obowiązki idą na drugi plan -teraz nie są najważniejsze, nie uciekną. Staram sprawiać sobie i nienarodzonemu jeszcze synkowi jak najwięcej przyjemności ,włączam muzykę, którą pewnie bardzo lubi bo radośnie podskakuje w moim brzuszku. On teraz jest najważniejszy dla mnie i dla moich bliskich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość zuza11

Ciąża to był jednocześnie najszczęśliwszy okres w moim życiu i najcięższy......w 13 tygodniu okazało się, że moje dziecko za wolno rośnie i jest za małe w stosunku do swojego wieku ciążowego....to był dla mnie szok i od tego momentu zaczęła się walka o każdy gram mojej córeczki. Zdrowa dieta, ruch na świeżym powietrzu, milion przeczytanych poradników, systematyczna kontrola lekarska. Jednak tak naprawdę nie jestesmy w stanie przewidzieć co się zdarzy. Kolejne USG i ta sama diagnoza: Pani dziecko jest za małe, może mieć wadę...to był koszmar. Dostałam skierowanie do szpitala, badania, obserwacja, stresy, nerwy, lekarze rozkładali ręce nie wiedzieli co może małej dolegać. Nadal była za mała :(i tak przynajmniej 1 raz w miesiącu dostawałam skierowanie do szpitala na badania, w szpitalu nakaz leżenia. I jeszcze do tego zachorowałam na cukrzycę i doszła anemia, już miałam dość, jednak dla mojego dziecka zrobiłabym wszystko. Wizyta u diabetologa, ścisła dieta, 4 pomiary cukru dziennie.....tak mijały tygodnie ciągłe wizyty w szpitalu, badania, pomiary cukru, dieta. Podczas USG lekarz stwierdził kiepskie przepływy co może skutkować niedotlenieniem dziecka i dostałam bezwzględny nakaz leżenia na lewym boku i nic nie mogłam robić tylko leżeć ). Znowu mijały tygodnie a ja starałam się jak mogłam żeby dziecku było w moim brzuchu jak najlepiej :) Pewnego dnia leżąc w łóżku dostałam krwawienia z trzęsącymi się rękami i starając się zachować zimną krew spakowałam się do szpitala i pojechalam na Izbę przyjęć. Szybkie badania sprawdzenie tętna i ufff ulga dziecku nic nie jest serduszko bije czuję ruchy. Zostałam skierowana na oddział i znowu badania ale teraz lekarze przygotowują mnie na najgorsze powiedzieli że mam się szykować na przedwczesny poród a ja w szoku!!!!jak to jak ja jestem dopiero w 7 miesiącu......na szczęście z dzieckiem było dobrze i poród nie zaczął się, po prawie 2 tygodniach wyszłam do domu i teraz dopiero się zaczęło bałam się zrobić najmniejszy krok żeby nic się nie stało, leżałam i tyle bałam się nawet iść do wc ....mijały tygodnie...znowu wizyty u lekarza, USG diagnoza ta sama dziecko jest za małe ale nie wiadomo czy jest chore czy zdrowe okaże się po porodzie, no nic ja wiedziałam że musi być dobrze :) kiedy zostało kilka dni do terminu porodu lekarz stwierdził że muszę kilka dni wcześniej iść do szpitala na monitorowanie dziecka no to poszłam jak nakazał. Minął termin i nic się nie działo. Lekarz zadecydował o wywołaniu pomyślałam no w końcu :) założyli mi cewnik, potem oksytocyna i tak po prawie 10 godzinach skurczy urodziłam dziecko :) pierwsze o co zapytałam czy coś jej dolega.....okazała się całkowicie zdrowa, krzyczała jakby chciała mi z wejścia powiedzieć : mamo jestem cała i zdrowa :) tylko urodziłam się mała ( ważyła 2800 g.) to było coś niepowtarzalnego i niesamowitego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co zrobie żeby moja ciąża przebiegała prawidłowo? Zmieniłam swoje życie o 180° :-) :-) :-)
Przedewszystkim zrezygnowałam z solarium, zrezygnowałam z ciężkiej pracy, zaczęłam dbać o to co jem, zaczęłam gotowac obiady; żeby moja niunia rosła zdrowo:-) Dużo odpoczywam, rozmawiam z moim skarbem który rośnie w brzuszku, glaszcze go i mówię że kocham żeby moja dzidzia wiedziała że jest kochna i wyczekiwana ♡ Zaczęłam w końcu być szczesliwa!


http://www.suwaczki.com/tickers/bl9crl682a7w7jen.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim dobre odżywianie i folik:-)..minimalizacja stresów, zero używek ani sztucznej opalenizny.
Wizyty kontrolne u ginekologa by sprawdzić czy wszystko jest okay ... wysypianie się. I MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ do tej najmniejszej istotki noszonej pod serduszkiem :-))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość AniaMk86

Nie panikować! To jest główna zasada, która mi przyświeca podczas ciąży, ale żeby nie było, że jestem taka twarda, to bez pomocy męża i jego racjonalnego podejścia, trudno byłoby mi trzymać się tej zasady :) W całym tym procesie, nieoceniona jest mi pomoc mojej rodziny oraz profesjonalizm mojego lekarza. Również książki edukacyjne i uczęszczanie do szkoły rodzenia, wspomaga przejść mi bez komplikacji okres ciąży. I na koniec, odpoczynek, zero a najlepiej min. stresu oraz kontakt z fasolka w naszym brzuszku (u mnie akurat poprzez śpiewanie mu, opowiadanie mu co aktualnie robie) ma zbawienny skutek :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ola26tydz

Ja właśnie jestem w ciąży z komplikacjami. Mimo, że co jakiś czas pojawiają się nowe nie tracę nadziei, że obie z córką damy radę i dotrwamy do szczęśliwego rozwiązania. Staram się myśleć pozytywnie i być spokojna. Oczywiście zdarzają się chwile zwątpienia, strachu i ogromnego zmęczenia, ale już wiem, że należy jak najszybciej te stany przeganiać. Pozostaje jeszcze cierpliwość i wielka wiara w to, że wszytko się ułoży. Ja jestem dzielna dla swojego dziecka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najważniejsze w ciąży było dla mnie to, żeby traktować siebie tak jak zawsze. Dbać o siebie, stosować odpowiednią dietę, jednocześnie pamiętając,że mogę mieć nieprzewidywane chęci na coś czego normalnie nie jem - i to wcale nie jest złe. Pamiętam jak każdy mi powtarzał "tego nie rób, bo to za ciężkie" , "po co Ty tyle chodzisz, nie możesz tak" , a ja uśmiechałam się tylko i ufałam swojej intuicji. Wiedziałam, że to moje ciało powie mi czego najbardziej mu trzeba. I tak w pierwszej ciąży byłam niczym "pędziwiatr", energia mnie rozsadzała, wszędzie było mnie pełno, a kilka godzin w bezczynności strasznie mnie męczyło, dlatego pozwalałam sobie na długie spacery, bieganie po sklepach, czy aktywny relaks na działce. Gdy zaszłam w drugą ciąże wszystko się zmieniło i sprawdziło się tutaj,że każda ciąża jest inna. Każde wyjście z domu było dla mnie niesamowicie męczące, każdy najmniejszy wysiłek kończył się litrami potu, bólem krzyża i sennością. I tutaj zaufałam temu co czuje i po prostu oszczędzałam się, nie zmuszając organizmu do nadmiernego wysiłku.
I to jest moim zdaniem najlepsze postępowanie, by ciąża przebiegła zdrowo i szczęśliwie - bo jeśli wsłuchamy się w siebie, będziemy wiedziały co jest dla nas i dziecka najlepsze i żadne rady nie zastąpią głosu naszego naturalnego instynktu


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ważne jest aby PRZYSZŁA MAMA,
była zadowolona od samego rana.
A czy Wy wiecie,
co dla niej jest najważniejsze na świecie?
Po pierwsze żeby bobasek był zdrowy,
a poród był bajeczny i kolorowy.
Nie no może trochę z tym porodem przesadziłam,
i fantazji swej użyłam.
Niech lekarz dobrze się swą pacjentką opiekuje
i wszystkie badania dokładnie wykonuje.
A przyszła mamusia niech kilogramów nie liczy,
tylko prawidłowe oddychanie w domu ćwiczy.
I niech się nie stresuje,
tylko pokój dla maluszka szykuje…
Czasami przyszła mama sama nie wie co by chciała…
Czy któraś z Was tak miała?

A teraz coś z humorem:

Przyszła mama do lekarza przychodzi,
a on się pyta: „O co chodzi?”
A ona na to: „Tak myślę sobie,
że mam tyle rzeczy na głowie…”
I wymienia: „Chcę żeby wszystko dobrze się udało,
żeby moje dziecko zdrowie miało,
żeby mnie podczas porodu mało bolało,
ah i tego nie jest mało…
Ja się tak wszystkim stresuje!”
Na to doktor: „Niech się pani nie przyjmuje,
bo to panią dużo zdrowia kosztuje,
niech pani teraz dużo odpoczywa
i się nie przejmuje, że kilogramów przybywa,
niedługo maluszek na świat przychodzi,
liczy się teraz spokojne oczekiwanie- chyba o to chodzi?”
A przyszła mamusia” „Panie doktorku,
ja o tym wszystkim tak myślę od tamtego wtorku…”
- „A po co się w pani taki lęk rodzi?
To tylko pani szkodzi.
Niech pani muzyki relaksującej w domu posłucha,
a na twarzy ma być uśmiech od ucha do ucha.
A teraz zapraszam na badanie,
zaraz maleństwo pojawi się na ekranie.”
- „Dziękuje panie doktorze,
pan to zawsze mi pomoże!”

Więc co ja robiłam, aby czas ciąży przebiegał u mnie spokojnie?
- regularnie chodziłam na wizyty lekarskie i robiłam wszelkie badania
- zdrowo się odżywiałam
- codziennie spacerowałam z mężem- chyba, że była zła pogoda to sobie musiałam odmówić
- słuchałam relaksującej muzyki
- nie stosowałam wszelkich używek
- unikałam hałaśliwych miejsc
- nie przejmowałam się dodatkowymi kilogramami, zgagą czy mdłościami- wiedziałam, że to w końcu przejdzie
- byłam leniuszkiem z książką w ręku- najczęściej były to wszelkie poradniki dla przyszłych mam
- każdy dzień witałam z uśmiechem na twarzy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od samego początku postanowiłam sobie,że zrobię wszystko by moje maleństwo podczas ciąży jak i po miało spokój i odpowiednie warunki do prawidłowego rozwoju. I tak zmieniłam dietę, zaczęłam jeść częściej ale mniej i postawiłam na ruch.Niestety z tego ostatniego musiałam zrezygnować bo okazało się,że ciąża jest zagrożona i muszę leżeć. Leżąc czytałam córeczce w brzuchu książki, puszczałam jej relaksującą muzykę i opowiadałam o świecie jaki na nią czeka. W pewnym momencie zaczęłam zwracać się do niej po imieniu i może nie uwierzycie ale ona na nie reagowała. Choć większość czasu przeleżałam w szpitalu nie dałam dziecku odczuć jak bardzo się o nie boję,jak bardzo chcę by w końcu ktoś powiedział ,że będzie dobrze. Nikogo takiego nie było. Jej narodziny lekarze uznali za cud a ja trzymając ją już w ramionach byłam najszczęśliwsza. I choć córeczka jest wcześniakiem to rozwija się prawidłowo a ja na każdym kroku okazuje jej swoją miłość i ciepło. Bo kluczem do szczęścia jest właśnie miłość i optymistyczne nastawienie. U mnie się sprawdziło i sprawdza na każdym kroku.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

by ciąża przebiegała prawidłowo, a maleństwo urodziło się zdrowe trzeba dbać o siebie i nienarodzone dziecko:
*odżywiam się zdrowo, jem więcej warzyw i owoców
*brałam kwas foliowy oraz witaminy i minerały
*unikałam na początku ciąży gorących kąpieli aby nie doprowadzić do krwotoku
*unikam stresu i hałasu
*zapisałam się do szkoły rodzenia
*rzuciłam palenie
*regularnie chodzę do lekarza i robię wszystkie zalecane badania

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W czasie ciąży każda mama do wieczora i od rana jest najczęściej roześmiana! Czasem w nocy spać nie mogę - ale zaraz do poduszki przytulam głowę, z marzeniami o dzieciątku sen przyjdzie i do mojego zakątku! Nawet kiedy brzuszek boli - zaraz do góry zadzieram nogi! No a schody, cóż za wyzwanie, zwolnię troszkę. O! już są pokonane :) A na zgagę mleka troszkę, oj pokocham tą moją małą kokoszkę. Mimo iż ciąża zagrożona - nie odstępuję od sportowego grona - jak to doktor mówi - ruszaj się mała, to i poród przejdzie bez narzekania! No i mała już mamusie widzieć chce, zwolnić w końcu troszkę czas. Kiedy humor troszkę zgasł - na zakupy ruszać czas. Tu sukienka, tam buciki, ohhh jak kocham te motyle. A gdy duszno i oddychać nie mogę - zaraz pod prysznic biegnę na ochłodę. Jak główka jest za ciężka bujany fotel woła - choć marudo, choć pomogę, zaraz pobujam tą twoją bolącą głowę! Chwila drzemki - świat wiruje - niunia w brzuszku podskakuje :) A że jest już coraz większy - za wygodnie być nie może :( poduszka-rogal tu pomoże. No i koniec spania, czas jest teraz gotowania. Troszkę warzyw, troszkę mięska - dbam o zdrowie tego maleństwa. Dużo miłości tatuś dzidziusia mi daje i nie zwraca uwagi na marudne potupaje! Żadnych kłótni, żadnych łez! Przecież bycie w ciąży piękne jest! <3

monthly_2014_07/konkurs-wyprawka-dla-noworodka-od-cbs-reality_13196.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co robię w ciąży, by ten czas przebiegł spokojnie i bez komplikacji? Odpoczywam i nie myślę o niczym innym jak o zdrowiu mojego maluszka. Zdrowo się odżywiam, relaksuję, chodzę na spacery, staram się wyciszyć po burzliwym początku ciąży.
W 10 tygodniu usłyszałam, że mam szmery w sercu i zdecydowanie zbyt wysokie ciśnienie. Lekarz rodzinny, skierowanie do kardiologa, jakimś cudem szybki termin wizyty, badania - tak przez prawie 1,5 mc-a. Szczęśliwie serce bez wad a nadciśnienie spowodowane stresami w pracy. Uspokoiłam się, praca nie jest najważniejsza w tym momencie, a i przełożeni okazali się pomocni i trochę mnie odciążyli.
Następnym koszmarem było podejrzenie toksoplazmozy. Standardowe badanie, wynik dodatni, znacznie podwyższony poziom przeciwciał, ponowne badanie po 2 tygodniach, sytuacja podobna. Nerwy. Skierowanie do poradni chorób pasożytniczych koniec lutego, termin na grudzień! Załamałam się, a co jeśli jestem chora?! Co z moim maluchem? Stres i czarnowidztwo. Nagle pojawia się światełko w tunelu, jeżeli na skierowaniu będzie dopisek "pilne" mogę liczyć na wizytę "już" za miesiąc, trudno jakoś wytrzymam, lepiej czekać 1 miesiąc niż 10. Prywatnie robię powtórne badanie na poziom przeciwciał i dodatkowe mające na celu określenie kiedy doszło do zachorowania - pani w szpitalu jest nieprzyjemna "Czemu pani tyle czekała? Liczy się każdy dzień". Wiem, ale nie jestem specjalistą, nikt nie mówi mi o tym badaniu, przez przypadek się o nim dowiaduję i postanawiam wykonać. Jestem bezsilna i załamana. W pracy "bezużyteczna", myślę tylko o jednym, co jeśli jestem chora?! Mając "pilne" skierowanie i czekając na wynik badania udaję się do poradni ustalić termin wizyty. Cud jakiś! Dzień wcześniej zmieniono jakiś zapis i ciężarna na wizytę czeka maksymalnie tydzień! Odbieram wyniki, są dobre, nie jestem chora, byłam. W poradni potwierdzają, jest dobrze, chorowałam przed zajściem w ciążę. Świat znowu wygląda pięknie!
Następne 2-3 tygodnie są spokojne, później podejrzenie niedoczynności tarczycy. Wizyta u endokrynologa [termin też z wielkim szczęściem znaleziony bo jestem w ciąży i rok czekania jest niedopuszczalny], badania krwi, usg tarczycy i wynik: guzy. Biopsja w trybie pilnym i dobre wieści, brak oznak złośliwości! Biorę hormony i się badam, wyniki są lepsze ale dla dobra małego do porodu leki. Pozostaje się tylko zastosować.
Mimo kilku przygód ze służbą zdrowia, jestem z niej zadowolona, ludzie do których trafiam mają serce, współczują, niektórzy lekarze przyjmują zestresowaną i pierwszy raz ciężarną pacjentkę poza godzinami pracy, przychodząc wcześniej lub zostając kilka minut dłużej. Bardzo im jestem wdzięczna. Oby każdy miał takie szczęście spotkać takie osoby na swojej drodze.
Moja ciąża od początku przebiega "burzliwie" dlatego też staram się myśleć tylko pozytywnie, wierzę, że wszystko będzie dobrze a mój mały synek będzie zdrowy. Musi, tyle już przeszliśmy, za 3 tygodnie się spotkamy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez moją całą ciążę mój mąż i rodzina dbała o to bym się nie denerwowała, wszystkie moje zachcianki spełniali oraz czasem plecy mi masowali. Ciąża moja przebiegała spokojnie, a bezpieczeństwa pilnował położnik. Byłam odpowiedzialna, wiedziałam co szkodzi, a co pomoże by bąbel był zdrowy i tak po okresie chuchania, dmuchania nastał czas przywitania. Małe paluszki, małe nóżki i rączki. Cały i zdrowy, zaledwie ważył 3 kg . Lecz po porodzie nie nastał czas spokoju, teraz to dopiero jest rozpoczęła się walka o życie mamy. Doszło do zatrucia, organizm nie potrafił się sam obronić, zainterweniował lekarz. Udało się przetrwać te trudne chwilę, wygrałam potrójnie: życie, dziecko i męża.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co robiłam w ciąży, aby ten czas przebiegał bez komplikacji? Przede wszystkim myślałam o tym, że pod moim sercem rośnie nowe życie - mój największy Skarb, na którego pojawienie się czekałam z niecierpliwością. Starałam się nie zapominać o tym, że od chwili poczęcia nie jestem sama - że w naszej rodzinie pojawi się istotka, dla której warto zmienić złe nawyki. Jadłam nie za dwóch, lecz dla dwóch. Dbałam o siebie, głaskałam brzuszek i śpiewałam kołysanki. Często mówiła do mojego synka, co zaprocentowało po porodzie. Wykonywałam ćwiczenia, które wzmacniały mój organizm. Starałam się być spokojna i wyciszona. Z dnia na dzień coraz bardziej chciałam już zobaczyć moje Dzieciątko. Uważam, że pozytywne myślenie, kontrole i opieka zaufanego lekarza, a także wsparcie rodziny są kluczem do sukcesu i prawidłowego rozwoju dziecka przed i po narodzinach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość justyna737

Aby ciąża przebiegła spokojnie i bez komplikacji zwracałam uwagę przede wszystkim na dobre samopoczucie i optymizm. Mimo ciążowych dolegliwości i ciężkich przejść podczas poprzedniej ciąży starałam się myśleć pozytywnie i czerpałam radość z każdej chwili noszenia synka. Uważam, że szczęście ciężarnej mamy udziela się dziecku, co pozwala na jego prawidłowy rozwój i tam myśl pozwoliła mi przetrwać całe 40 tygodni w spokoju i radości. Ważne jest też wsparcie najbliższych- oni też powinni mieć świadomość, że niepotrzebne stresy i negatywne emocje mogą mieć negatywny wpływ na mamę i dziecko, dlatego powinni niwelować wszelkie niekorzystne czynniki. Podczas 9 miesięcy oczekiwania nie zaprzątałam sobie głowy negatywnymi myślami i strachem, tylko od samego początku rozmawiałam z maleństwem, śpiewałam mu i głaskałam, planowałam, robiłam zakupy, urządzałam pokój i nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś może być nie tak. Nawet strach przed porodem zmieniłam w zniecierpliwienie i nie mogłam się doczekać momentu, w którym zobaczę mojego szkraba. Oczywiście równie istotnym aspektem jest dbanie o siebie i tym samym o zdrowie dziecka- odpoczywanie, odpowiednie odżywianie się, trochę ruchu, regularne wizyty u lekarza i badania. Dzięki temu urodziłam zdrowego, dużego (4kg), silnego i ślicznego synka, który jest radosny i ciągle się śmieje. Dlatego moja uniwersalna rada dla wszystkich mam (zarówno tych w ciąży, jaki i tych mających już swoje pociechy) brzmi następująco: SZCZĘŚLIWA MAMA= SZCZĘŚLIWE DZIECKO !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie jestem w 31 tc ciązy pomału kompletuję wyprawkę dla córci i cieszę się każdym kolejnym dniem bez komplikacji.
A co robię? Od zawsze słyszałam że ciąża zmienia kobietę ale do głowy mi nie przyszło, że aż tak bardzo. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę słuchac Mozarta to bym go wyśmiała. A jednak. Słucham, wyciszam się przy tym i ja i dziecko. Dużo spaceruję i namiętnie rozmawiam z moim ciągle rosnącym brzuszkiem. Przede wszystkim jednak wchodząc do sklepu nim coś kupię to 10 razy przeczytam etykietę. Zrezygnowałam ze słodyczy, ze smażonego, jem warzywa i owoce których kiedyś bym nie tknęła. Nie marudzę przy tym robię to dla nowego życia które noszę pod sercem.To dla tego serduszka kładę się wcześniej spac nie oglądam głośnych filmów, nie piję nie palę....dla jednego małego serduszka zmieniłam całe swoje dotychczasowe życie.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam .
Co robiłam aby ciąża przeszła spokojnie i bez komplikacji ...WSZYSTKO co tylko było możliwe. Nasze drugie dziecko było planowane i już od samego poczatku pilnowałam się aby nie zaszkodzić dziecku . Robiłam często testy aby wiedzieć czy wynik jest pozytywny .W czasie starania się o dziecko nie brałam żadnych leków i nie piłam alkoholu ...Często słyszałam głupie odzywki typu " No ale napij się wina z nami przecież jeszcze w ciąży nie jesteś ". Dla mnie staranie się o dziecko to juz powód do tego aby unikać alkoholu przecież test wychodzi póżniej i we wczesnym etapie możemy nawet o tym , że jesteśmy w ciąży nie wiedzieć . Bardzo oczekiwane dwie kreski zobaczyłam w 6 tygodniu ciąży . Bardzo się cieszyliśmy i rozgłosiliśmy wszystkim dobrą nowinę ... Dwa dni póżniej zaczęłam plamić .Spakowałam się bez zastanowienia i pojechałam do szpitala ...wyniki badań beta hcg nie były obiecujące ..Pani dr . powiedziała mi, że raczej nic z tego nie będzie ale bywa róznie więc jest nadzieja i mam leżeć . Tak więc leżałam po kilku dniach poziom beta HCG wzrósł i wszystko zaczęlo się układać .Byłam szczęśliwa ..plamienie ustało i wrócilam do domu ..jednak po powrocie znów pojawiło się krwawienie ...droga samochodem ze szpitala do domu zrobiła swoje . Wróciłam do szpitala z większym krwawieniem i znów lezałam plackiem modląc się o to by z dzieckiem było wsztystko dobrze. Przeleżałam dwa tygodnie i badanie usg potwierdziło,że dziecku nic nie jest ..po dwóch dniach przerwy w krwawieniu wypuszczono mnie do domu ..jak tylko przyjechałam dostałam krwotoku i myślałam ,że to juz koniec w tym momencie brakowało nadzieji i przestałam rozumieć dlaczego tak się dzieje ,że niektóre kobiety ćpają , piją i jedzą co popadnie a ktoś kto leży plackiem i robi wszystko by wydać dziecko na świat ma takie problemy . Do głowy przychodziło mi tylko jedno zdanie: "Życie jest niesprawiedliwe". Znów trafiliśmy do szpitala , dużo mnie to kosztowało bo powrót poraz 3 w ciągu 3 tygodni na ten sam oddział zaraz po wypuszczeniu to coś strasznego ,,Wciąż słuchałam głupich komentarzy ,że jak to możliwe że tylko wyjdę za drzwi szpitala i znów krwawienia są . Tym razem trafilam na panią dr, która stwierdziła ,że jeśli tak przechodzę ciąże to dopiero po tyg nie krwawienia minimum powinnam wyjść a nie na drugi dzień i że to wina lekarzy . Tym razem leżałam aż do 14 tygodnia ciąży z ciągłym krwawieniem ,,,leżałam plackiem ,,,w pokoju nie było nic oprócz wymieszanych kobiet ,,jedna w ciąży , druga do poronieniu do skrobanki a trzecia z zagrożoną ciążą ,,,W pokoju co trzeci dzień przychodził ktoś nowy na czyszczenie po poronieniu ,,,,Mi pani dr . na usg powiedziała że dziecko wciąż walczy i trzeba mieć nadzieje .Leżałam patrząc w okno z nadzieją, że będzie dobrze . Nie raz nerwy puszczały i nie jedną noc przepłakałam prosząc w myślach o cud...i tak się stało leki i ciąge leżenie ( można powiedzieć ,że od 7 do 14 tyg) pomogło.Wstawałam tylko na siusiu do łazieni. Mówiąc o poświęceniu chciałabym wspomnieć też o moim mężu , który cały czas był dla mnie wsparciem i ani razu się nie poddał , Cały pobyt w szpitalu zajmował się naszą trzy letnią córką . Strasznie było ci ciężko kiedy mnie odwiedzali żeby nie dać jej po sobie poznać jak mi ciężko że poświęcam się dla dziecka ktore ma przyjść na świat a przez to starsza córka nie ma mnie na co dzień ,,,ale w sercu wiedziałam,że tak trzeba i razem musimy to przetrwać. Kiedy mąż przychodził do szpitala włączaliśmy bajki siadała obok mnie i był to czas dla nas. Wkońcu nadszedł dzień wyjścia ze szpitala . To był 14 tydzień ale my przeżyliśmy tyle co nie jedną para przez całą ciąże ... Ciąża do samego końca była jednym wielkim wyrzeczeniem się wszystkiego co mogło spowodować jakie kolwiek komplikację ..Brałam dużą liczbę leków na podtrzymanie ciąży , takie ilości że wymiotowalam od 12 do 18 tygodnia dzień w dzień ...Całe 9 miesięcy było walką o to by donosić ciążę. W pewnym sensie walka dotyczyła całej mojej rodziny . Mąz chodził do pracy i wyręczał mnie w domu we wszystkim w czym tylko sie dało ..Nie mogłam brać starszej córki na ręce ,,,ba nie mogłam nawet siedzieć bo siedzenie wywoływało skurcze , samochodem jeżdziłam tylko na wizyty kontrolne do mojej pani dr. która prowadziła ciąże ...miałam zakaz jeżdżenia gdziekolwiek . Do szpitala trafiłam jeszce raz w 24 tygodniu ciąży z podejżeniem tachykardii serca pładu ale na szczęsie wszystko się dobrze skończyło ,,,wróciłam do domu i dalej leżałam .Podczas pobytu w szpitalu moja córka , która była ww domu zachorowała i trafiła do szpitala i tak oto ...ja leżałam w jednym szpitalu a mój maż z córką w drugim , To były dla nas bardzo ciężkie chwile.Jakoś dalismy radę. Dzięki determiancji i walce mojej i mojego męża udało mi się donosić do 35 tygodnia ,,, i trafiłam do szpitala ze skurczami ,,,tam okazało się że dziecko ma hipotroifię i przez to były te wszystkie krwawienia na samym początku .Z jednej strony wiedziałam,że kazdy dzień się liczy i muszę jeszce wytrzymać bo dziecko jest za małe, to był 35 tydz -dziecko miało 1800g a drugiej strony uprzedzono mnie, że w kazdej chcwili dziecku może zabraknąć tlenu i może być za póżno ,,, Udało mi się wytrzymać jeszcze tydz walcząc ze skurczami ,W 36 tygodniu na świat przyszła nasza córeczka nie ważyła nawet 2 kg ...dostało miano "małej wojowniczki " bo walczyla o swoje życie już od samego poczatku ..Poraz drugi zostaliśmy rodzicami a ja niestety nie mogłam zobaczyć córki bo po cc dopiero na drugi dzień mogłam pójść o własnych siłach na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka bo tam właśnie trafiła po porodzie . Wkońcu mogłam zobaczyć moje maleństwo . Na oddziale spędziła 2 tygodnie a ja za każdym razem wracałm z wielkim cierpieniem w sercu wiedząć ,że nie mogę jej wziąść ze sobą .Dziś wiem że te dwa tygodnie dla były potrzebne jej aby mogła dojść do siebie ,,, no i dla nas też bo mialiśmy czas na zaopatrzenie pokoju w monitor oddechu którego potrzebowała no i na to aby dostosować pokój do jej wyjątkowych potrzeb .. :)
Takim oto sposobem mamy teraz dwie łobuziary pełne energi i radości :)
Ps. Zazdroszcze mamą , które przechodzą ciążę bez komplikacji . Niektóre kobiety mają problemy całą ciąże i nie jest to spowodowane ich bezmyślnością czy niedbalstwem ,,,tylko tak się czasami dzieje i już . Dla kobiet , które przechodzą teraz w ciąży ciężkie chwile mam takie przesłanie "NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE I ANI NA CHWILĘ NIE TRAĆCIE NADZIEJI , kiedy zobaczycie swoje dziecko zrozumiecie ,że było watro !"

monthly_2014_07/konkurs-wyprawka-dla-noworodka-od-cbs-reality_13209.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zacznijmy od poczatku...To moja pierwsza ciaza - nasz maly wielki cud. Strach mieszany ze szczesciem towarzyszy mi od samego poczatku, gdyz o ciazy dowiedzialam sie na 2 dni przed planowana operacja jajnikow. Biorac pod uwage moje PCOS, zaawansowana endometrioze, torbiele czekoladowe i brak miesiaczek - jajeczkowania - przestalam wierzyc. Zmiany nowotworowe postepowaly na tyle szybko, ze musialam sie zgodzic na ewentualne usuniecie jajnikow. Przed operacja postanowilismy poleciec na wakacje - zeby oczyscic mysli, odreagowac stres - zaskakujace juz wtedy bylo ze moj endometrialny bol ustal - nie wiedzialam czy to zasluga pina colady czy tropikalnego klimatu, ale czulam sie jakby lepiej..Wrocilismy do domu w niedziele, w srode mialam sie zglosic do szpitala. Jet lag, powrot do rzeczywistosci i nie moglam spac w nocy, wzielam sie za sprzatanie - znalazlam stary test ciazowy , wszystkie inne regularnie co miesiac szly do kosza..byla 4ta w nocy, pomyslam..okej zanim wyrzuce moge nasikac - co mi szkodzi (praktyczny umysl nie dal za wygrana) Moje zdziwienie bylo ogromne gdy zobaczylam 2 kreski, Ta druga taka slaba ale BYLA. ONA TAM BYLA! Pobieglam do ukochanego, budze go i pokazuje a on mi na to : ale to taka slaba kreska.. a ja |: ALE ON TUTAJ JEST! popatrz ona tutaj jest! dopiero po kilku godzinach i rzetelnym sprawdzeniu internetu dotarlo do niego, ze to prawda. Tak tez operacja zostala odwolana..szczesliwi poszlismy do lekarza, aby uslyszec: niech sie pani jeszcze nie cieszy , w pani sytuacji to moze byc ciaza pozamaciczna.. prosze wrocic za 2 tygodnie, zobaczymy gdzie ciaza sie umiejscowila. Wrocilismy - ciaza w macicy - szczescie , a lekarz : prosze sie jeszcze nie cieszyc bo nie wiadomo czy bedzie akcja serca...i tak kolejne 2 tygodnie. Hustawka emocjonalna - szczescie i strach. Zadnych dolegliwosci nie bylo, czulam sie swietnie, niedowierzanie spowodowalo ze robilam kolejne testy niemal co tydzien aby sie upewnic ze moje malnestwo nadal we mnie jest. Jest i rosnie. Ostatnio zostalam znowu sprowadzona na ziemie przez lekarzy, gdyz w 24 tygodniu stwierdzili u mnie lozysko przodujace centralnie. Ponoc ciaza 1 na 1000. Mam uwazac. Znowu strach i szczescie.. powtarzam sobie jednak, ze jeszcze tylko 3 miesiace i powitam nasz maly cud i dam mu wszystko co kochajaca matka moze dac. Wiem , ze to chlopiec - mundialowo kopie mnie codziennie i to jest nacudowniejsze uczucie -wtedy czuje ze warto. A co robie aby bylo bez komplikacji? DOSLOWNIE NIC. bo nic mi nie wolno. Nie wolno mi pracowac, cwiczyc, sprzatac ,podnoscic , kochac sie z najcudowniejszym mezczyzna - ojcem mojego malnestwa, nie wolno mi sie denerwowac, ponadto z oczywistych wzgledow nie wolno tez pic i jesc co sie lubi.. Malenstwo rzadzi na dlugo przed przyjsciem na swiat - co mi wolno to kochac tego czlowieka i zrezygnowac z wlasnych pasji, wygody i zarobkow w imie wyzszej wartosci. Podejrzewam, ze cale macierzysntwo wlasnie na tym polega. Odpowiadajac wiec zwiezle na wasze pytanie co robie aby bylo spokojnie odpowiem jednym slowem : KOCHAM.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość M.Napierala

Hm... co robię,aby ten czas przebiegł spokojnie i bez komplikacji...?
Dla mnie dziecko,to prawdziwy dar,przez co moje życie zmieniło się drastycznie od momentu kiedy na teście ciążowym ujrzałam te upragnione dwie kreski!
Rzuciłam palenie-dziś wstyd mi się przyznać,że w ogóle mogłam palić-uwierzcie mi :) to była pierwsza poważna zmiana na lepsze,której się podjęłam :) udało się,dziś jestem wolna od nałogu :) przez całą ciążę nie wzięłam papierosa do ust! to dla mnie duży sukces!Już czuję,że wygrałam wszystkie konkursy świata :)
Następnie jak każda chyba przyszła mama odstawiłam produkty zakazane w ciąży,typu surowe jajka,surowe mięso itp; no i oczywiście zaczęłam się baaardzo oszczędzać i uważać na to,co jem! Chodzę regularnie do lekarza,wykonuję zalecone przez niego badania,chodzę do specjalistów,a to wszystko dla dobra i zdrowia mojej córeczki! Dużo odpoczywam,nie dźwigam ciężarów i wiele rzeczy,które robiłam zanim zaszłam w ciążę,zeszło na drugi plan! Teraz najważniejsze jest moje dziecko i to,aby ciąża przebiegała bez komplikacji,bo zdrowe i szczęśliwe dziecko,to dziecko dbającej,zdrowej i szczęśliwej mamy! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdą z moich dwóch ciąż (a mam nadzieję, na jeszcze jedną) przeżyłam inaczej. Oczywiście nie obyło się bez problemów (w pierwszej ciąży najważniejsze było samo jej utrzymanie, w drugiej organizm "wariował" od 6 m-ca do samego końca). Ale radość jaką dawało mi samo bycie w ciąży, ruchy i kopniaki "zaliczane ;)" od moich chłopaków, a nawet samo głaskanie się po brzuchu, sprawiła, że wspominam te momenty jako jedne z najbardziej szczęśliwych w moich życiu.
Oczywiście dbałam o dietę, nie zaniedbywałam wizyt i badań lekarskich, dużo odpoczywałam itd.
Ale tak naprawdę jak każda przyszła mama miałam obawy i lęki.
Co mi pomagało się uspokoić i niejako "wyciszyć" organizm?
Wszystko to co po prostu lubię robić, bez względu na to czy jestem mamą czy nie.
Po pierwsze coś dla ducha: muzyka, czytanie książek, spotkania z przyjaciółmi przez duże P (którzy jak PRAWDZIWI przyjaciele nie stresowali mnie w kółko pytaniami "jak się czujesz?") i moje hobby: szydełkowanie.
Po drugie coś dla ciała: błogie leżenie w wannie (obie moje ciąże były letnie, lipcowy upał dawał się we znaki, więc woda była wybawieniem) i liczne drzemki ;) a także (nie ukrywam) jedzeniowe zachcianki.
Fantastycznie działał też na mnie "powrót do przeszłości" :) Tzn... oglądanie starych rodzinnych fotografii i po prostu wspominanie własnego dzieciństwa, a w drugiej ciąży snute starszemu synowi opowieści o dziadkach, wujkach, ciociach i oczywiście mamusi ;)
Tak naprawdę myślę, że nie ma złotego środka na "spokój ciężarnej". Hormony robią swoje. Trzeba po prostu pozwolić samej sobie zatrzymać się, zwolnić tępo i w miarę fizycznych możliwości robić to co się lubi. Czasem zwykła świadomość przeżywania jednego z najbardziej magicznych momentów może sprawić, że każda przyszła mama uśmiechnie się do samej siebie i do maleństwa, które nosi pod sercem i już to napełni ją spokojem. Mam świadomość, że trudno o spokój w przypadku zagrożenia ciąży lup pomiędzy "witaniem się z muszlą" a ciągłym parciem na pęcherz, ale pomyślcie drogie mamy, że Wasz spokój to też spokój Waszego dzieciaczka i choć to może nie łatwe, to może warto czasem zapomnieć o całym świecie ( o nieugotowanym obiedzie, niewyprasowanej stercie ubrań, "dobrych radach" wszystkich dookoła) i przeznaczyć choćby jedną godzinę dziennie, by zrobić coś dla siebie. Coś, co się naprawdę lubi, a na co nigdy nie ma czasu... Coś co sprawi, że mama (a co za tym idzie maluszek) poczuje się szczęśliwa i zrelaksowana.

Poza tym z perspektywy czasu: spokój i opanowanie trzeba chyba w sobie niejako"wytrenować" - może pomoże mała wizualizacja:" wystarczy wyobrazić sobie jak bezpiecznie czuje się Wasze dziecko w maminym brzuszku, gdy ta go głaszcze, albo jak spokojnie JUŻ w Waszych ramionach śpi Wasz mały SKARB... :)

Nawiasem mówiąc: spokój w ciąży to "pikuś" przy tym jaką dozą spokoju i cierpliwości trzeba się wykazać by wytłumaczyć czteroletniemu synkowi, że Miłosz nie oglądał "siusiaka" Julki, bo ona go nie ma, a mamusia i tak Ci nie pokaże "co" tam jest zamiast "siusiaka" i by po raz milionowy powtarzać: "niestety kochanie, nie kupię CI kolejnego samochodu/ 5 paczki klocków/ trzeciego loda itd. itd...", nie mówiąc już o tym ile spokoju wymaga odciąganie dzieci od półek sklepowych :D
Pomyślcie drogie mamy ile spokoju będzie od Was wymagało odpowiadanie po raz tysięczny na pytanie "a dlaczego...?" i "ĆWICZCIE" SPOKÓJ :)


http://suwaczki.maluchy.pl/li-70301.png
http://suwaczki.maluchy.pl/li-70299.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Angelika K.

Co robisz/robiłaś w ciąży, by ten czas przebiegł spokojnie i bez komplikacji?
Hm... spokojnie... mam wrażenie, że ten termin mnie nie dotyczy:P zawsze byłam aktywna i fizycznie i społecznie. Akurat jako studentka ostatniego roku, przed obronami, egzaminami, spokoju za dużo nie miałam dodatkowo ślub, dzidzia, jak tu nie oszaleć!!?? Na spokojnie?:) Hm... powiedzmy. Egzaminy- w razie "W" zawsze można zdać jeszcze za drugim podejściem- tak się uspokajałam, uczyłam się przez wszystkie te lata, więc nie powinno być problemu:) i udało się wszystko za pierwszym razem więc, później już więcej spokoju!:) Ślub- zorganizowała mi niezastąpiona rodzina i mąż ♥ oprócz wyboru sukni, makijażu, fryzury, tych najprzyjemniejszych rzeczy:) na dobrą sprawę niczym nie musiałam się więcej przejmować:) Ślub był cudny i byłam spokojna, powtarzając ciągle, że nie mogę się denerwować:). Siła umysłu okazała się najważniejsza:), miałam dość stresującą pracę więc powiedziałam- "DO WIDZENIA" maleństwo najważniejsze. Jako modelce dużo spokoju dawały mi sesje, kontakt z ludźmi, piękny wygląd bądź co bądź każda z nas chce być piękna i wtedy czuje się dużo lepiej i nie musi się niepokoić o to, że boże jak ja wyglądam:). Przyjaciele dają mi dużo wsparcia i ci z uczelni i z rodzinnych stron i zaprzyjaźnione czubki:)) z branży modelingu, przy nich człowiek się relaksuje i zapomina o tym co go niepokoi:) tzw. Szarej rzeczywistości codziennego życia spokój daje mi muzyka, ciepłe myśli, czytanie o porodzie, szkoła rodzenia, ramiona męża ♥, ćwiczenia obecnie teraz już tylko te domowe ciążowe, wcześniej siłownia pod okiem instruktorów i ze ściśle określonym planem dla ciężarnych;) kiedy coś mnie zaniepokoi mówię o tym głośno, rozważam wszystkie za i przeciw, rozwiewam wątpliwości i... uspokajam się;). W jakieś bardzo stresujące dni ciepła kąpiel, masaż i stres odchodzi.

Jeżeli chodzi o ciążę bez komplikacji: przede wszystkim wizyty u lekarzy, pielęgniarek, położnych, badania, skrupulatne zapiski parametrów, które mają znaczenie podczas ciąży odpowiednia dieta, aktywność fizyczna i niezbędne suplementy, jak do tej pory wszystkie badania mam na piątkę z plusem;) więc brak komplikacji:)), jedyną przeszkodą przed fizjologicznym porodem może stać się obecne ułożenie pośladkowe maluszka, więc liczę na to, ze się odwróci;) całość życia prowadzę tak, żeby ciąża była w jak najlepszej formie;), po uczelni medycznej, mam jako takie obeznanie w tym co może szkodzić a co pomóc i tego się trzymam:)!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niedługo będę szczęśliwą mamą:) Od momentu, gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami nasze życie stopniowo się przeobrażało na lepsze:)Zastopowaliśmy w codziennym biegu-po prostu zwolniliśmy tempo. I dobrze nam z tym:) Teraz inaczej patrzę na świat i ludzi-staram się dojrzeć pozytywy i niekiedy zakładam różowe okulary.Nie szukam negatywnych rozwiązań i emocji. Teraz więcej się śmieję tak byle z powodu-wcześnie rano wstaję pozytywnie naładowana energią. Rozweselam nawet mojego leciwego już pieska, który miałby tylko ochotę cały dzień spać na kanapie. Ja zabieram go na poranny spacer po lesie. Wtedy też lubię sobie pośpiewać, ponucić swoje ulubione melodie-wtedy czuję się jak nowo narodzona-rosną mi skrzydła-jestem w niebie. Myślę, że moje Maleństwo to także lubi:) Staram się myśleć pozytywnie i zarażać tym uśmiechem tez przypadkowo napotkane osoby. Wtedy naokoło jest wesoło:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...