Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Wyrusz w wielką przygodę z SAWĄ"

Rekomendowane odpowiedzi

Kochani,

przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym możecie wygrać 5 pakietów składających się z gier planszowych Granna (FARMER UFO, DINO KONTRA DINO, FARAS) i dvd z bajką PADDINGTON. W każdym pakiecie znajduje się 1 gra i 1 dvd z bajką PADDINGTON.

Zdobywcy 1. i 2. miejsca otrzymają dvd z bajką PADDINGTON i grę FARMER UFO, zdobywcy 3. i 4. miejsca dvd z bajką PADDINGTON i grę FARAS, a zdobywca 5. miejsca dvd z bajką PADDINGTON wraz z grą DINO KONTRA DINO.
http://kontoredakcyjne.strefa.pl/SAWA.png
Dzieci mają bujną wyobraźnię, nie inaczej jest też w przypadku 10-letniego chłopca Sawy, bohatera bajki “SAWA. MAŁY WIELKI BOHATER”, która weszła do kin w piątek 13 listopada 2015 r..
http://kontoredakcyjne.strefa.pl/33sawa_poster.jpg
Sawa wyrusza w pełną przygód podróż, aby uratować swoją rodzinę i całą wioskę! Aby ochronić swoich bliskich musi wygrać nierówną walkę z magicznymi istotami. Wspiera go biały wilk Angi, córka wioskowego szamana Nanty, a także stworka o imieniu Puffy. Chłopiec wraz z przyjaciółmi docierają do tajemniczego Maga. Tylko on ma moc potrafiącą zniszczyć zło może uratować wioskę. Sawa nie podejrzewa jednak, że każdy z jego współtowarzyszy ma własny powód do spotkania się z Magiem.

Zadanie konkursowe to ułożenie historii, która będzie inspiracją na podstawie filmu. Może to być opis ciekawej podróży, wyjazd do tajemniczej krainy, opis misji, którą musi wykonać bohater historii.

Interpretacja dowolna, puśćcie razem z dziećmi wodze wyobraźni! A potem wybierzcie się do kina i zobaczcie, czy Wasza historia jest podobna, a może idzie w zupełnie inną stronę, niż historia Sawy.

Zgłoś do nas swoją unikalną propozycję do 30.11.2015 roku do północy. W ciągu 7 dni roboczych wybierzemy zwycięzców!

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz jego regulamin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zosia mała dzielna przedszkolanka miała za zadanie udać się do lasu i pozbierac wszystkie dary natury, a później stworzyć piękną prace. Zawołała swojego przyjaciela pieska Burka i razem popędzili do lasu. Burku ty masz dobry węch na pewno znajdziesz mi znakomite dary na prace do przedszkola - powiedziała Zosia do pieska. Burek zamerdał ogonkiem i pognał szukać darów lasu .Nagle piesek zauważył leżącego ptaszka, który miał skaleczone skrzydełko, pognał więc szybko po Zosie. Mała dziewczynka gdy zobaczyła ptaszka postanowiła mu pomóc. Razem z Burkiem wzięli ptaszka do domku i opatrzyli mu skaleczone skrzydełko, dali mu też jeść i pić. Kiedy ptaszek nabrał sił to w ramach podziękowania pokazał Burkowi i Zosi przepiękną krainę, która nazywała się Fantazja . Zosia była zachwycona w krainie było przepięknie, kolorowo i magicznie. Zosia razem z pieskiem odwiedzali krainę codziennie i radośnie spędzali w niej czas!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć mam na imię Sawa i razem z moją przyjaciółką Nanty wybraliśmy się na spacer do pobliskiego lasu.Spacerując po lesie dostrzegliśmy duży drewniany dom .Postanowiliśmy ,że wejdziemy do niego zobaczyć do kogo należy.Najpierw zapukaliśmy ,nikt nie otwierał. Nanty stwierdziła ,że zobaczy czy drzwi są otwarte.Tak jak przypuszczała w środku nikogo nie było i wyglądało tak jakby nikt tam nie mieszkał od bardzo długiego czasu.Zaczęliśmy zwiedzać opustoszały dom.W trakcie spacerowania po domu zaciekawiły mnie stare drewniane schody które prowadziły na strych.Na strychu znaleźliśmy wielką skrzynie która wydawała nam się dosyć dziwna.Otworzyliśmy ją .Gdy zajrzałem do skrzyni zobaczyłem długi wąski tunel a na końcu widać było jasne światło.Postanowiliśmy tam wejść.Gdy doszliśmy do końca tunelu.wyszliśmy na polanę pokrytą śniegiem , w wokół niej był gęsty las.Na polanie spotkaliśmy białego wilka ,którego z początku się przestraszyliśmy ale potem zobaczyliśmy ,że wilk nie jest groźnie do nas nastawiony i po paru sekundach odezwał się ludzkim głosem.
-Wreszcie jesteście .Czekałem na was cały ranek.
-A ty kim jesteś i gdzie my właściwie jesteśmy.Spytała się Nanty.
-Jestem Angi przyjacielem tajemniczego Maga.Który zwabił was tu abyście pomogli w uratowaniu pobliskiej wioski przed magicznymi stworami i siłami Czarnej czarownicy.- odparł wilk.
W tym czasie rozległo się straszliwe wycie dziwacznych stworów.
- W nogi , uciekamy-krzyknął Angi.
W tej samej chwili zaczęła jakaś pary dziwacznych stworów z wielkimi głowami i świecącymi oczami za nami biec. Angi wskoczył do jakiejś nory i wciągnął nas za sobą.Siedzieliśmy tam cicho przez dłuższy czas aż zaczęło zachodzić słonce .Wycie wreszcie ucichło i Angi się odezwał.
-To byli słudzy złej Czarnej czarownicy, którzy zostali wysłani aby nas zgładzić .Gdy zrobiło się całkiem ciemno poszliśmy do tajnego klubu ,który walczył ze złymi siłami Czarnej czarownicy.Było tam dużo dziwnych zwierząt ; niedźwiedzie , jednorożce i olbrzymy.Dowiedzieliśmy się ,że zbierają żołnierzy dla Wielkiego Maga, który niedługo przybędzie aby rozprawić się ze stworami i Czarną czarownicą.Pomogliśmy białemu wilkowi przez kilka dni zbierać armię.Pewnego dnia usłyszeliśmy ,że Mag nadchodzi ze swoją przyboczną armią .Po paru godzinach zobaczyliśmy Wielkiego maga. Był potężny z długą brodą.Ubrany w granatowy płaszcz sięgający do samej ziemi.Spojrzenie miał odważne a jednocześnie groźne.Stanął na niewielkim wzniesieniu i przemówił.
-Witajcie moi przyjaciele ,przybywam do Was bo dzisiaj ma odbyć się bitwa z Czarną Czarownicą i jej gwardią dzikich stworów. Dziękuję Wam za przybycie.Gdy wszyscy byli na wyznaczonych pozycjach zaczął się atak czarownicy .Mimo ,że czarownica miała większe wojsko to i tak Wielki Mag z przyjaciółmi wygrali stoczony bój.Wszyscy byli zadowoleni bo od tej chwili zapanował pokój i harmonia.Nikt nie musiał bać się ,panowania złych mocy.

Autor Daniel 11 lat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sawa, Nanty, Puffy i wilk Angi wjechali do magicznego lasu. Spotkali tam małego Konradka i jego towarzysza kota Hamona. Okazało się, że dwaj towarzysze zgubili się w lesie. Bohaterowie postanowili im pomóc. Ruszyli w głąb lasu głośno wołając mamę Konradka. Jednak gdy tak krzyczeli zbudzili śpiące na drzewach nocne zwierzęta. Ogromne cienie powędrowały w ich kierunku z głośnym krzykiem: KRRAA, UHHUU. Przestraszone dzieci zaczęły uciekać. Biegły i biegły, aż nagle wpadły do wody. Okazało się, iż było to magiczne jezioro, którego nocne stwory się bały i odleciały. Wszyscy ogromnie się ucieszyli i odetchnęli z ulgą. Zaczęli wychodzić z wody gdy nagle Konrad uniósł się w powietrze. Siedział na głowie wielkiego morskiego stwora. Wodny dinozaur powiedział WRR WRAA, a wilk Angi i Puffy odpowiedzieli mu w zwierzęcym języku. Opowiedzieli dokąd zmierzają, a także to , iż szukają mamy Konradka. Zwierzak postanowił im pomóc. Uniósł swoją szyję tak wysoko jak tylko mógł, aby Konrad rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu swojej mamy. Gdy ją zobaczył pomachał do niej, pożegnał się z przyjaciółmi i wraz z kotem Hamonem pobiegł do domu. Reszta towarzyszy udała się zaś w dalsze poszukiwanie maga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patryk nasłuchiwał. Cisza. W końcu sobie poszli. Wyszedł ze swojej kryjówki - piwnicy, która znajdowała się w jego pokoju. "Co tu robić?" - pomyślał spanikowany, po czym już odważniej powiedział: "Muszę im pomóc!" Odnalazł swojego przyjaciela Azorka i ruszyli śladami napastników. Gdy nastała noc usnęli pod drzewem. Wtem ukazała im się zjawa. Biały cień powiedział im, że muszą przejść 3 niezwykle niebezpieczne krainy, by do niego dotrzeć, a on pomoże im uwolnić bliskich. Kiedy Patryk się obudził pomyślał, że to sen, jednak znajdowały się przy nim dary, od zjawy, która powiedziała, że musi mądrze z nich skorzystać. W pierwszej krainie napadły na nich wściekłe osy. Patryk użył dzwonka - niezwykle głośnego, przez który zdezorientowane osy padały na ziemię. Dźwięk ten nie szkodził za to bohaterom.W drugiej krainie zaatakowały ich okrutne hieny. Patryk wyjął pudełko, po otwarciu którego otoczenie wypełniał okropny zapach. Nosy hien tego nie wytrzymywały, więc uciekały one przerażone. Bohaterowie nie czuli nic. W trzeciej krainie spotkali się z wilkami. Jednak niezwykle silne światło z magicznej latarki na dobre oślepiało przerażone wilki. Bohaterowie dotarli bezpiecznie do góry zjawy, która okazała się silnym i mądrym magiem. Pogratulował on Patrykowi odwagi i umiejętności skorzystania z otrzymanych darów. Na magicznym liściu dotarli do miejsca, gdzie potwory przetrzymywały mieszkańców wioski. Mag rzucił na nich zaklęcie, które zawierało w sobie odwagę, miłość i poświęcenie Patryka. Dzięki temu potwory zostały pokonane, a mieszkańcy uwolnieni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyprawa do zoo

- Oddaj mi zebrę- krzyknął czteroletni Szymon
- A ty oddaj mi żyrafę - odgryzła się Wiktoria jego o rok młodsza siostra
- Żyrafa jest moja.
Nagle drzwi pokoju otworzyły się ze zgrzytem
- Dzieci! co tu się dzieje! słychać was w całym domu
To była mama jej groźne spojrzenie mówiło samo za siebie.
- Bo on nie chce oddać mi żyrafy - zaczęła tłumaczyć się Wiktoria
- A nie możecie chodź raz grzecznie pobawić się zabawkami? Przecież są wasze wspólne. Możecie wymieniać się zwierzątkami - zaproponowała mama.
Dzieci zgodziły się i obiecały że nie będą się kłócić ze sobą i rzeczywiście bawiły się świetnie wymieniając się figurkami, odleciały w świat fantazji wcielając się egzotyczne zwierzątka.
Na koniec zgodnie stwierdziły że fajnie było by zobaczyć te wszystkie lwy, małpki, nosorożce, słonie na żywo. Dotychczas miały okazję widzieć tylko krowy, świnki, kozy i małe zwierzątka domowe.
Drzwi znów się otworzyły, tym razem na ustach mamy pojawił się uśmiech.
- Chodźcie na kolacje - zawołała - tylko pospieszcie się bo mamy dla was niespodziankę.
I zniknęła.
Już po chwili Szymon i Wiktoria siedzieli za stołem.
- Jaka to niespodzianka - przekrzykiwały jedno przez drugie.
- Za to, że tak grzecznie się bawiliście to jutro, jeśli macie ochotę pojedziemy do zoo - odpowiedziała mama - co wy na to?
-Hurrraaaa... jedziemy do zoo....
Dzieci były tak podekscytowane, że z trudem mogły zasnąć.
Od samego rana trwały przygotowania do wyprawy, mama szykowała kanapki na drogę, a tata sprawdzał samochód. Wiktoria z bratem pakowali swoje małe plecaki nie zapominając o ulubionych przytulankach. Szymon uwielbiał swojego misia Budynia i zawsze gdy się gdzieś wybierali to zabierał go ze sobą.
- Wszyscy gotowi? - zawołał tata - To wsiadać do auta. - rozkazał.
Czterolatek wygodnie zasiadając w aucie i jeszcze raz zajrzał do plecaka by upewnić się że nie zapomniał o Budyniu.
Po godzinie jazdy byli już na parkingu przy zoo.
Przekroczyli bramę główną i skręcili w lewo, tata poszedł do kasy po bilety, a dzieci z mamą czekały przy wejściu przy okazji zapoznając się z regulaminem zwiedzania. Rodzice wybrali jedną z proponowanych tras, na której pierwszym punktem był wybieg dla lwów.
- Nie bój się Budyniu - Szymon głaskał misia - lew nic ci nie zrobi. - chodź sam nie miał pewności.
Po chwili kiwali na pożegnanie wielkim budzącym starach kotom i skierowali się do pawilonu Afrykarium gdzie spędzili ponad godzinę.
- Teraz usiądziemy na ławce i trochę odpoczniemy - zarządziła mama.
Byli tak zmęczeni, że nikt nie protestował.
Dzieci posilały się kanapkami i z przejęciem opowiadały o wielkich rybach jakie widziały, kolorowych rybkach na rafie koralowej, hipopotamach, krokodylach, antylopach i wielu innych egzotycznych zwierzętach.
- No dobrze, a teraz idziemy na Saharę - zawołał tata.
- Na pustynię? - zapytał zdziwiony Szymon
Tata nie odpowiedział, tylko zaśmiał się głośno.
Pawilon Sahary zamieszkiwały między innymi wielbłądy jednogarbne zwane dromaderami.
- A mnie się podobały franki - zawołała Wiki - chciała bym takiego mieć i przytulać.
- Chyba fenki - poprawiła ją mama.
Wszyscy zarechotali.
Kontynuując zwiedzanie przechodzili obok żubrów, żbików, rysi, muflonów aż wreszcie dotarli do niedźwiedzi brunatnych.
- Wychodź Budyniu, pokażę Tobie twoich wielkich kuzynów - zawołał podekscytowany Szymon.
Zdjął plecak, otworzył go i zamarł. Misia nie było.
- Co się stało? - zapytała mama widząc jak radosna mina chłopca przeobraziła się, już się nie śmiał a oczy zrobiły się szkliste i mokre.
- Budyń zniknął - z ledwością powstrzymywał się przed płaczem.
- Nie martw się - pocieszała go mama głaszcząc po główce - na pewno się znajdzie.
- Ja wiem - podskakiwała siostra - ja wiem, połknęła go ta wielka ryba.
Zamiast pocieszyć brata, tylko dolała oliwy do ognia.
Szymon nie wytrzymał i się rozpłakał.
Mama spojrzała groźnie na córkę i przytuliła chłopca.
- Już dobrze zaraz się na pewno znajdzie, tylko musimy się wrócić.
Powoli posuwali się w kierunku przeciwnym mijając poznane wcześniej zwierzęta, smutny Szymon nie był jednak zainteresowany nimi tak jak wcześniej, zależało mu tylko na odnalezieniu ulubionej przytulanki.
- Przepraszam - tata zwrócił się do pracownika zoo - czy nie widział pan może pluszowego misia, gdzieś nam się zapodział.
Wymownie rzucił spojrzenie na zasmuconego Szymonka.
- Niestety nie... - pokręcił przecząco głową - ale proszę zapytać w biurze, może ktoś znalazł misia.
- Dziękuję.
Na szczęście nie musieli iść do biura, bo już po chwili chłopiec z wypiekami na policzkach biegł w kierunku ławki na której niedawno odpoczywali. Jak gdyby nic miś Budyń siedział spokojnie i czekał na swojego pana.
Szymon zbeształ swojego przyjaciela za to, że się zgubił i przytulił najmocniej jak potrafił, radość i ochota na zwiedzanie znów wróciła chłopcu.
To był dzień pełen wrażeń.
Po powrocie do domu Szymon z Wiktorią posłusznie ułożyli się w swoich łóżkach. Niemal natychmiast zasnęli. Chłopiec wtulony w swojego ukochanego misia śnił o nosorożcach, żyrafach z długimi szyjami, groźnych tygrysach, olbrzymich słoniach i zabawnych małpkach... nie sposób wszystkich wymienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sawa, Nanty i Pafik siedzą nad przewalonym, porośniętym mchem pniem i zastanawiają się jak uratować wioskę przed nowym zagrożeniem jakim były przeklęte drzewa.
- Dziwne, myślałam, że drzewa da się uleczyć w ten sam sposób co wilki. – stwierdziła Nanty.
- To jest jednak nieco trudniejszy orzech do zgryzienia. Co jeśli te drzewa są przeklęte od urodzenia i nie będziemy w stanie ich odczarować? – odrzekł Sawa.
- To już koniec! A miało być tak pięknie. Drzewa są jeszcze gorsze od przeklętych wilków i hien. – wyraźnie zaniepokoił się Pafik.
- Poradziliśmy sobie z poprzednim problemem, poradzimy sobie i z następnym. W końcu „Człowiek jest w stanie uczynić wszystko, ale tylko wtedy, gdy pragnie czegoś z całego serca.” – wsparła na duchu drużynę Nanty.
- Co jeśli to powiedzenie nie jest wieczne i... – zapytał Pafik składając łapki jak do modlitwy. Niestety nim zdołał to zdanie wypowiedzieć, drzewo, na którym siedzieli, zaczęło drżeć.
- Wow... Hola, co się dzieje! – wołała na przemian drużyna trójki naszych dzielnych bohaterów - To nie może być... To nie może być... To-to-to je-je-je-st prze-prze-prze-klęte d-d-d-drzewo!!!
Siedzącym na drzewie bohaterom ukazała się para złowieszczych oczu. Widząc to - Sawa, Nanty i Pafik, ruszyli co sił w nogach. Drzewo, na które została rzucona klątwa, powstało, rozpostarło swoje ramiona i pojawiło się w pełnej okazałości. Trójka dzielnych - chociaż nie tym razem bohaterów – odwróciła głowę tylko na jeden moment i nie bacząc na przeszkody, parła przed siebie, od czasu do czasu potykając się o korzenie tych „dobrych” drzew.
Cudem udało im się umknąć. Zdyszeni bohaterowie ukryli się za pagórkiem porośniętym leśnymi krzewami, pochylili głowy w stronę ziemi i wsparli kolana dłońmy. Zaczęli obmyślać plan pokonania potwornego drzewa.
- Musimy coś zrobić zanim ten potwór naprawdę kogoś skrzywdzi! – stwierdził Sawa.
- Musi istnieć rozwiązanie, tylko jakie... Chociaż. Przypominam sobie coś. Niedaleko zachodniej części lasu, znajduje się ukryta krypta. Mamy tam różnego rodzaju bronie na wszelkie okazje. Pobiegnijmy tam sprawdzić, czy da się coś odnaleźć. – wpadła na pomysł Nanty.
- Świetny pomysł! – zawrzał z entuzjazmem Sawa. Zapomniał, że powinni być teraz cicho, żeby nie zostać dostrzeżonym przez potwora, po czym z resztą drużyny, ukradkiem wymknęli się z terenu okupowanego przez przeklętego pniaka.
Nieustraszona drużyna pobiegła w kierunku wioski, a następnie minęła ją, kierując się prosto w stronę zachodniej części lasu. Gdy dotarli na miejsce, zastali kilka kamieni zawalonych na siebie. Przed startą wielkich głazów stała gładka płyta z napisami stworzonymi w niezrozumiałym języku. Nanty przeczytała powoli napisy, po czym otworzyły się drzwi.
- To musiało zadziałać. Ciekawe, czy Sawie też tak mówisz, gdy podróżujecie sami? – próbował zażartować Pafik. Sawa wyraźnie się zawstydził. Nanty przynajmniej udawała, że nie rozumie docinki.
Wchodząc do krypty, natrafiali na mnóstwo pajęczyn, które musieli strzepywać dłońmy z twarzy. Znaleźli tam pochodnie, którą zapalili na komendę wydaną przez Nanty. W środku znajdowało się mnóstwo broni, ale także kilka zwojów z zaklęciami. Wszystkie zwoje zdawały się Nanty – córce szamana - zupełnie bezużyteczne. Sawa i Pafik przymierzali różne rodzaje broni, niektóre były zbyt toporne na tak małe stworzonko jak Pafik. W końcu Sawa odnalazł harpun, na którym był wyżłobiony wzór drzewa. Leżał płasko na przedmiocie przypominającym kowadło.
- To musi być to! – westchnął.
Problem w tym, że harpun ani drgnął. Sawa próbował wydobyć harpun z rozpędu, z zamachu... Wszytki próby na nic. Wkrótce dołączyła i Nanty. Jej próby też spaliły na panwece. Namówili się, aby wyjąć harpun razem. Też nic. Do harpuna podszedł nieśmiało Pafik i zaproponował pomoc. Sawa i Nanty odrzucili propozycję Pafika, nie chcąc go obrażać, stwierdzili jednomyślnie, że skoro dwie osoby nie wyciągną harpuna, który nawet nie jest w nic wbity, zwyczajnie leży, to tym bardziej, malutkie prosiaczkopodobne stworzonko nie poradzi sobie z takim wyzwaniem. Zrezygnowana Nanty usiadła i złożyła ramiona na znak bezradności. Pafik mimo wszystko zainteresował się przemiotem, podszedł pod niego i podniósł go jak gdyby nigdy nic. Wymachiwał nim jak prawdziwy atleta.
- Patrzcie, teraz, to i ja jestem wojownikiem. Myślicie, że zapiszę się na kartach historii jako pogromca złych drzewców? – odezwał się wyraźnie podnieconym głosem Pafik.
- Wow! Jak ty to zrobiłeś!? – zapytała z entuzjazmem para bohaterów.
- Zwyczajnie, podniosłem i koniec.
- No tak. Przecież harpuny nie mogą być dzierżone przez ludzi. Tutaj jest wyraźnie tak napisane. – doszła do wniosku Nanty.
- Teraz możemy z powodzeniem obmyślić plan pokonania przeklętego drzewa. Myślę, że mógłbym rzucić Pafika na potwora, a Pafik się już wszysktim zajmie. – obmyślił plan Sawa.
- Myślę, że lepiej będzie się pod niego podkraść. Nie oszukujmy się, ale bezpośredni atak może nas wiele kosztować. – odpowiedziała Nanty.
Nasi bohaterowie zamknęli za sobą kryptę i dzielnie wyruszyli w stronę przeklętego drzewa. Zastali je w tym samym miejscu. Wiedzieli, że już drugi raz nie nabiorą się na pułapkę złego pniaka i będą udawali, że znowu chcą na nim usiąść. Kiedy tak zrobili, Pafik szybko się ocknął, dobył harpuna zza pleców Sawy i wbił go z całej siły w drzewo. Drzewo zaczęło jęczeć, wymachiwać konarami we wszystkie strony i po krótkim czasie, z oczu drzewa, zniknąła czarna, zamglona poświata. Przeklęty drzewiec zamienił się w piękne, zdrowe drzewo.
- Zrobiłeś to Pafik. Jesteśmy z ciebie dumni. Teraz już nic nam nie grozi. – odetchnął Sawa.

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_39795.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sawa chciał odszukać swoją rodzinę i mieszkańców wioski porwanych przez okrutne stwory. W tym celu musiał dotrzeć do tajemniczego maga, który miał w sobie moc pokonania nieziemskich stworów. Nie bacząc na własne bezpieczeństwo wyruszył w podróż. A była to podróż niezwykła – należało przejść przez las znany z tego, ze działy się w nim dziwne i straszne rzeczy. Sawie towarzyszyła przyjaciółka Nanty i biały wilk. Już na początku słychać było złowrogie pomruki drzew, które w pewnym momencie zastąpiły im drogę. Wyciągały swe korzenie jakby chciały ich złapać. Sawa chwycił za swój miecz i ciął po gałęziach. Zszokowane drzewa cofały je robiąc przejście. Przyjaciele skorzystali z tej okazji i szybko podbiegli dalej. Potem, gdy zrobił się ciemno usłyszeli dziwne hałasy jakichś zwierząt. To były sowy, chociaż nie takie zwykłe, zaczęły bowiem atakować Sawę, Nanty i wilka! Na szczęście chłopiec zapalił pochodnię. Sowy przestraszyły się ognia i odpuściły dalszy atak. Następnie na ścieżce zaczęły znienacka pojawiać się głębokie dziury. Sawa o mało w jedną nie wpadł! Nanty wymyśliła, by wsiąść na grzbiet wilka i je przeskakiwać. Był to znakomity pomysł. W końcu ścieżka ponownie była cała. Potem przyjaciele uciekali przed gradem żołędzi jakie ciskały w nie dęby. Szybkość wilka znowu była ich atutem. Na koniec musieli pokonać strumyk. Niby niepozorny, ale bystry, a dno napiętrzone igłami jak u jeża. Sawa zdecydował o spleceniu pędów, liści i gałęzi. Związali mały most, którym przeszli na drugą stronę. Ostatecznie, kiedy wyszli z lasu ujrzeli górę, w której mieszkał mag. Sawa opowiedział mu co się stało i poprosił o pomoc. Mag zgodził się. Wiedział gdzie są stwory. Poszedł do nich, stoczył ciężką bitwę. Wygrał ją i przyjaciele mogli odejść razem z mieszkańcami. Nanty miała jednak inny plan. Ona przybyła do maga, by zostać jego uczennicą. Mag się zgodził. Sawa pożegnał się więc z Nanty i ruszył w drogę powrotną do domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daleko, daleko stąd w odległej krainie zwanej Arkadią działo się bardzo źle. Ludzie pogrążeni w ułudzie i kłamstwie cierpieli głód, kradnąc i rozgrabiając wzajemnie swe majątki. Widząc to potężny mag strapił się okrutnie i zesłał im córkę swą Harmonię, by panowała nad krainą i nauczyła lud swój życia w prawdzie i współpracy. Miesiące mijały, a Arkadia powoli odzyskiwała dawną świetność. Pola uprawne dawały owocne plony, a ludzie dzięki wzajemnej pomocy cieszyli się zdrowiem i bogactwem. Jednak szczęście Arkadii nie miało trwać długo. W tym czasie do domu wrócił syn Maga Chaos. Dowiedziawszy się, że jego siostra otrzymała królestwo we władanie – zdenerwował się ogromnie. Zamknął Maga i Harmonię w wierzy, a sam objął władzę w królestwie. Ludzi zmuszał do niewolniczej pracy, skłócał ich ze sobą i zachęcał do niecnych uczynków. Proceder ten trwał i trwał, ludzie przestali się do siebie odzywać, dzieciom nie wolno było się ze sobą bawić. Dla Arkadii ponownie nastały ciężkie czasy. W okresie tym na świat przyszedł Sawa, chłopiec o niewielkiej posturze, lecz o ogromnym sercu. Kiedy rodzice wyruszali do pracy przy budowie pałacu dla nowego władcy, Sawa starał się jak najbardziej odciążyć ich w pracach domowych. Prał, sprzątał, gotował z tego co akurat znalazł w domu. Całe dnie spędzał wraz ze swoim przyjacielem stworkiem Puffim. Jednak któregoś dnia Puffy ujrzawszy otwartą okiennice uciekł na zewnątrz. Sawa niewiele myśląc ruszył za przyjacielem. Puffy biegł i biegł przez brudne i niebezpieczne ulice Arkadii, zatrzymał się dopiero przy małej dziewczynce. Sawa, kiedy udało mu się dotrzeć na miejsce, podszedł ostrożnie do swego druha. Wiedział bowiem, że w Arkadii nikomu nie można ufać. Dziewczynka podniosła głowę znad kamyków, które właśnie układała i spojrzała na chłopca:
- Cześć, jestem Nanty.
- Nie wolno mi rozmawiać z ludźmi (odparł Sawa) oni są źli.
- Źli? (zdziwiła się Nanty) Spójrz na siebie, ty też jesteś człowiekiem, czy więc jesteś zły?
- Ja? Nie!
-A ja? (kontynuowała dziewczynka) Czy wyglądam na wcielenie zła?
-Nie
- Więc dlaczego myślisz, że wszyscy są źli?
- Bo tak mówi wszechmocny Chaos (odparł chłopiec)
- Chaos? Chaos?! Bla… Bla… Bla… Co dzień to słyszę. Skąd wiesz, że on mówi prawdę?
- Yyyy… (zamyślił się chłopiec) To przecież wszechmocny Chaos, nasz władca.
-Tak? I to jest jedyny powód?
-Hmmmm…. Jestem Sawa. Skąd tak dużo wiesz o ludziach?
-Mój tata mówił, że ludzie są z natury dobrzy, że Chaos skłócił ich ze sobą by móc panować nad Arkadią, że biały wilk Angi uwięziony w jaskini poza miastem zna tajemnicę, która pozwoli uratować nasza krainę.
-Więc dlaczego nikt dotąd go nie uwolnił?
-Jaskini, w której jest więziony strzeże straszna klątwa, legenda głosi, że tylko bohater o czystym sercu może ją złamać.
-Ach… (zasmucił się Sawa) Więc wszystko na nic? Nie ma szans na ratunek? A gdybyśmy tak…
-Gdybyśmy co? (zapytała Nanty)
-Gdybyśmy spróbowali go uwolnić, co mamy do stracenia? Całe życie spędzone w kamieniołomach?
-A wiesz, że może masz rację! Spróbujmy!
I tak oto dzielny Sawa, jego nowa przyjaciółka Nanty i maleńki Puffy ruszyli w niebezpieczną podróż. Po drodze mijali zasmuconych ludzi jednak nikt nie zwracał na nich uwagi. Przed zmierzchem wyszli z miasta i dotarli do ciemnego lasu. W ciągu kilku chwil ich oczom ukazała się magiczna polana pełna owoców, warzyw i przeróżnych słodkości. Obok wbity było drogowskaz z ostrzeżeniem: „ GDY SKOSZTUJESZ TYCH SŁODKOŚCI, POZOSTANĄ Z CIEBIE KOŚCI, KIEDY OPRZESZ SIĘ POKUSIE TO OSZCZEDZĄ CIE RABUSIE”.
-Chodźmy! (powiedział Sawa) Mam w kieszeni trochę skórki od chleba, podzielę się z tobą.
I tak dzieci głodne i zmęczone oparły się przysmakom i ruszyły dalej. Nagle zza wielkiego drzewa wyłoniła się staruszka, bardzo drobna o skórze lśniącej niczym najdroższe kamienie.
-Dzieci! Dzieci! (zawołała) Jestem bardzo głodna już tydzień nie miałam nic w ustach, czy nie macie nic do jedzenia?
Przyjaciele spojrzeli po sobie, w rękach trzymali kawałki czerstwej skórki .
-Proszę (powiedział Sawa i oddał staruszce swoją część)
Kobieta szybko zjadła skórkę i odparła:
-Niestety nadal jestem głodna
Wtedy zza Sawy wyłoniła się Nanty:
-Proszę zjedz też moją (powiedziała)
Staruszka zjadła drugą skórkę i rzekła: „SZLACHETNE DZIECI WIELKIE SERCA MAJĄ, CIĘŻKIE ZMAGANIA NA NIE CZEKAJĄ, CZAREM PRZENIOSE JE W MIEJSCE SPEŁNIENIA, JASKINIA OBJAWI DZIECIĘCE PRAGNIENIA.”
Nagle ziemia zaczęła się trząść i za sprawą magicznego czaru dzieci, znalazły się przed jaskinią. W bramie stał klucznik:
-Czego tu szukacie? (zapytał)
-Chcemy uwolnić Angi (odparł Sawa) Dasz nam klucz do bramy?
-Mogę dać wam klucz, albo…
-Albo co?( zapytała Nanty)
-Zamiast klucza dam wam zamek i worek złota. Możecie tam szczęśliwie żyć do końca swych dni. To jak będzie?
-Nie! (zawołał Sawa)
-Nie? (zdziwił się klucznik)
-Chcemy klucz do pieczary !
Nagle klucznik zniknął, brama opadła, a za nią ukazał się wielki biały wilk.
-Udało wam się! (zawołał) Oparliście się pokusom i uwolniliście mnie. Teraz powiedzcie, jak mogę wam pomóc?
-Podobno znasz sekret, który pomoże nam się uwolnić od złego Chaosu?
-Tak. Znam. To są trzy potężne czary: miłość, przyjaźń, braterstwo.
- Że co?! (Zawołała mały Puffy) Przeszliśmy taki kawał drogi, narażaliśmy życie aby cię uwolnić, a ty nas zbywasz trzema słowami!
- Słowami? (zdziwił się Angi) Tu nie o słowa chodzi, a o czyny. Idźcie do miasteczka i przypomnijcie ludziom czym jest przyjaźń, dobroć i wzajemna pomoc.
Dzieci nieco rozczarowane radą białego wilka wróciły do miasteczka, zaczęły wołać do każdej napotkanej osoby: „dzień dobry!” i obdarowywały ją uśmiechem. Gdy ktoś potrzebował pomocy – pomagały, gdy ktoś chciał się wyżalić – słuchały. Uczyły dzieci bawić się ze sobą, a dorosłych zachęcały do rozmów z sąsiadami. Powoli ludzie zaczęli otwierać oczy. Naród się jednoczył, a w jedności siła! Z pozoru nic nie znaczący ludzie wspólnie obalili Władce tyrana i uwolnili królową Harmonię oraz jej ojca wielkiego Maga. Arkadia odtąd stała się silna i bogata, bo jej mieszkańcy zrozumieli jak wielką moc ma miłość!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nanty! Nanty! Pospiesz się, mieliśmy wyruszyć z samego rana. Jeśli chcemy dotrzeć do Maga jeszcze prze zachodem nie możemy dłużej czekać. Nanty! Gdzie też ona się podziała….
Angi widziałeś ją? – spytał zaniepokojony Sawa.
Tylko wczoraj wieczorem, kiedy kładliśmy się spać przy ognisku, teraz jestem tak samo zdziwiony jak ty. – odpowiedział Angi.
A ty Puffy? To znowu jeden z tych waszych kawałów?
Pik, pik, pik – odpowiedziała Puffy, kiwając przecząco głową.
Hmmm dziwne, to do niej nie podobne, znikać tak bez śladu.
No nie tak całkiem bez śladu- wtrącił Wilk Angi. Spójrz- wskazał nosem na ziemie. Pod jego łapami na leśnej ściółce widać było ślady, ogromnych stóp. Całą trójkę, aż zmroził zimny dreszcz.
Pik ! pik !pik ! pik!- stworka Puffy zaczęła nerwowo skakać.
Spokojnie - powiedział Sawa- nic jej nie będzie, nie pozwolę na to. Sawa i Puffy wskoczyli na grzbiet Wilczycy. No Kochany, użyj swojego nosa. Czeka nas nie lada wyzwanie.
Angi, zaczął jak szalony biegać od drzewa do drzewa, wąchał liście, kamienie i patyczki. Raz unosił pysk ze zdziwienia innym razem pędził nie patrząc przed siebie, wodzony tylko tajemniczym zapachem. Nagle zatrzymał się tak gwałtownie, że siedzący na jej grzbiecie Sawa i Puffy ledwie utrzymali równowagę. Między drzewami dostrzegli wielką postać. Wysoki na trzy metry, włochaty stwór siedział na ziemi. Nanty stała tuż obok niego.
Przybyliśmy w sama porę! – szepnął Sawa – nic jej nie jest! Z plecaka wyjął procę, naładował ją amunicją z dymiących kulek. Wymierzył prosto w łeb wielkiego stwora. Angi gotów był rzucić się w każdej chwili na ratunek Nanty.
Puf! - Sawa wystrzelił, pierwszy pocisk. Chybił, kula rozbiła się tuż przed siedzącym potworem. Ten w popłochu złapał dziewczynę i zaczął krzyczeć. Z jego ust wydobywał się przedziwny dźwięk, brzmiał niemal jak płacz dziecka. Dosyć! Przestańcie! – krzyknęła Nanty, – co wy robicie!
Jak to, co? Przybyliśmy Ci na ratunek- odpowiedział zdezorientowany Sawa.
Mnie nie trzeba ratować!!! To jest Burka. Burka to są moi przyjaciele Sawa, Angi a ta mała to Puffy. Burka to tak naprawdę mały szop pracz, tylko tak się rozrosła przez magię. Myła jagody w zatrutej rzece. Trafiła przypadkiem na nasz obóz, sama potrzebuje pomocy. Pomyślałam, że skoro i tak idziemy do Maga to może mogłaby się do nas przyłączyć. Co wy na to? W większej paczce będzie weselej.
Oszołomiony Sawa, nie wiedział, co powiedzieć. – Oczywiście, przepraszam, nie zdawałem sobie sprawy, że szukasz pomocy. Zrozum, od rana szukaliśmy Nanty…tak jakoś wyszło. Przepraszam za ten pocisk, dobrze, że nie trafiłem. Oczywiście, że możesz iść z nami. Tylko błagam chodźmy już. Bo przecież, czas leci. I koniecznie, pokarz nam tą rzekę. Musimy wiedzieć, co czyha w tym lesie…
I tak właśnie nasi bohaterowie, w powiększonym składzie ruszyli na spotkanie Maga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dawno, dawno temu przez las drzew przedzierała się ciężarna wilczyca. Dyszała uciekając przed innymi drapieżnikami, a jej serce biło ze zdwojoną siłą! Nagle poczuła ból! Przystanęła i w zaciszu zielonych krzaków urodziła kilka małych, skomlących wilczątek. Wśród zwierzątek znalazła się biała wilczyca Angi.... Był jej pisane wielkie przygody!
Matka wilczycy uszła z życiem i z dumą zaczęła wychowywanie swoich wilczątek. Angi dorastała polując, bawiąc się z rodzeństwem i pilnie pobierając nauki od mamy! Pewnego dnia zapatrzyła się jednak na fruwające motyle i zgubiła trop bliskich wędrujących przez wielki bór w poszukiwaniu jedzenia! Została sama. Wystraszona i stęskniona. Nagle usłyszała trzask łamanych gałęzi. Poczuła dziwny, nieznany zapach! Zapach człowieka! Małą wilczycę znalazł ojciec Sawy... Mężczyzna nie miał serca zostawic samotnego wilczątka. Przygarnął Angi i tak zaczęła się wspólna przygoda naszych bohaterów :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Małgosia położyła się do łóżeczka pogrążona w rozmyślaniach o tym co stanie się Sawą, z jego rodziną i całą wioską. Była zła, że rodzice nie pozwolili obejrzeć jej filmu do końca. Stwierdzili, że jest za mała na tylu złych bohaterów, na takie straszne walk i złe czary. Mówili, że od tego będą śnić się jej koszmary. A ona przecież wcale się nie bała. Gdyby tylko mogła, to sama osobiście pomogłaby Sawie w tej nierównej walce z magicznymi istotami, bo miała serce do wielkich przygód, i zawsze o nich marzyła.
Wstała po cichutku z łóżka i chciała wyjrzeć przez okno. Odsłoniła zasłonkę i osłupiała. Za oknem rozciągał się przedziwny gęsty las... podobny do tego jaki widziała w filmie. Bez wahania otworzyła okno i wydostała się na zewnątrz.
Szła pomiędzy złowrogimi, szepczącymi i chichoczącymi drzewami, które chciały ja pochwycić powyginanymi i powykręcanymi szponami, ale na szczęście robiła uniki i nie mogły jej dosięgnąć. Widziała mnóstwo białych oczu kryjących się po krzakach, ale szła naprzód. Nagle na ścieżce ujrzała kostkę do gry wielkości najstarszej córki kotki Luśki, która mieszkała w ich domu. Podniosła ją i obejrzała dokładnie. Okazało się,że dziwny przedmiot ma więcej ścian niż na początku się wydawało, i w dodatku... żyje!
Dziewczynka jak oparzona rzuciła kostkę na ziemię. Wyskoczyło z niej stado przedziwnych stworzeń i szybko znikło w lesie.
Oszołomiona podniosła kostkę jeszcze raz i znowu rzuciła tylko mocniej. Tym razem wysypały się z niej szklane, przepiękne mieniące się kolorami kuleczki i poturlały rzędem w kierunku, w którym pobiegły wcześniej uwolnione stwory. Kulki wydawały się być również żywymi stworzeniami, które trzymając się za rączki i tworząc przepiękny, niekończący się korowód mknęły po lesie rozświetlając go pięknie. Złowieszcze drzewa w tym czasie z gniewem próbowały je łapać, ale nie udawało im się to, bo kulkowe istotki robiły sprytne uniki, tak jak wcześniej Małgosia.
Bohaterka po raz trzeci chwyciła kostkę i zaczęła jej się baczniej przyglądać.
- Rzucić, jeszcze raz, czy nie rzucić?- głośno zaczęła się zastanawiać.
- Nie rzucać!- złowrogo, groźnie syknęły wszystkie drzewa.
Brzmiało to zarazem jak rozkaz i ostrzeżenie.

Dziewczyna poczuła złość. Miała już dość tych zarozumiałych drzew.
Rzuciła z całej siły. Tak mocno, jakby chciała dorzucić kostką na koniec świata. Ta trafiła w pobliskie drzewo i zaczęła z jękiem się odbijać o inne- zupełnie jakby była gumową piłeczką. Za każdym razem gdy napotykała na jakąś przeszkodę, z brzdękiem i "ała" wysypywały się z niej jakieś przedmioty, różne zwierzęta, stworki, potworki i istoty podobne do ludzi.
Kostka odbijała się coraz mocniej i Małgosia musiała schylać głowę, żeby nie oberwać. Później zaczęły wysypywać się z niej jeszcze prześmieszne domki w kształcie składanych harmonijek, wachlarzy, instrumentów muzycznych- wszystkie bardzo cudaczne, ale wyglądające na porządne i użytkowe.
Nagle kostka utknęła w dziupli silnego drzewa, gdzie zatrzymała się i z impetem wypadły z niej kolejno cztery oszołomione postacie: dziesięcioletni chłopiec, dziewczynka w podobnym wieku, jakaś przedziwna stworka z różową kokardką i biały wilk.
-Sawa
-Nanty
-Puffy
-Angi
Przedstawili się kolejno osobnicy, a Gosia dalej stała z otwartą buzią, nie mogąc nic odpowiedzieć. Właśnie zaczęła uświadamiać sobie, że zna ich, tylko nie mogła sobie przypomnieć skąd...
Nagle ją olśniło. To przecież bohaterowie tego filmu, którego nie pozwolili jej oglądać rodzice. Już miała się przedstawić...
-Ty na pewno jesteś Maga?!
-Tylko ty nas możesz uratować...
-Jak dobrze, że cię znaleźliśmy...
Postacie przekrzykiwały się jeden przez drugiego, a Małgosia nie dała rady wtrącić słowa. Parę razy próbowała zaprzeczyć, przedstawić się, ale to było niemożliwe.
Zrozumiała, że w ich oczach była wybawicielką i już. Nie chcieli słuchać o tym, że jest inaczej.Postanowiła im pomóc. Co za różnica, czy jest Magą, Małgosią, czy kimś innym. Ważne, że czuła, że ma serce do przygody i bohaterskich uczynków.
-Co mogę dla was zrobić?- udało jej się przekrzyczeć ich jazgot.
-Musisz ocalić naszą wioskę- Sawa w zadziwiający sposób gestem jednej dłoni uciszył swoich przyjaciół- Jakieś złe moce porywają nocą mieszkańców naszej wsi z całymi domami- kontynuował.- Próbowaliśmy przyłapać złe siły na gorącym uczynku, czuwaliśmy całymi nocami, ale nic to nie dało. Rodziny znikają z całym swoim dobytkiem jakby rozpływały się w powietrzu...
Nagle przerwał i rozejrzał się dookoła
-Zaraz... przecież to są zaginione domy... o a tu, w tym domu mieszka zaginiona zeszłej nocy rodzina Myszałków...- podekscytowany chłopiec biegał wśród domków, które wysypały się wcześniej z kostki. Nagle przystanął- Jest!-wykrzyknął radośnie.
- Co jest?- Zapytała Małgosia.
- Moja rodzina!- chłopiec z nadzieją otworzył drzwi swojego odnalezionego domku i wbiegł do środka by przywitać się z domownikami.
- Jego rodzina też została porwana, a on ocalał bo akurat wtedy pełnił wartę na zewnątrz- wyjaśniła Nancy.
-Czyli już jest po sprawie?- zapytała trochę rozczarowana Małgosia- Jesteście już uratowani i nie potrzebujecie mnie?
- Uratowałaś naszą wioskę, ale to jeszcze nie koniec- odezwał się biały wilk.
- Wszyscy podejrzewają, że za tym złem stoi mój ojciec, ale ja w to nie wierzę.- odezwała się Nanty.- On zawsze pomagał chorym stworzeniom i nikogo by nie skrzywdził. Musisz pomóc mi go odnaleźć i udowodnić im, że się mylili.
-My też jesteśmy podejrzani- dodała stworka Puffy, a wilk potaknął głową- bo byliśmy akurat w domu wielkiego szamana razem z nim i jego córką Nanty, gdy zniknął wraz z domem. My zostaliśmy i to wystarczyło, by nas oskarżyć o współpracę- opowiadała smutno stworka.
-Dlatego wszyscy w wiosce podejrzewają, że to właśnie ojciec Nancy za wszystkim stoi, a my mu pomagamy- powtórzył wilk Angi.

Gdy Małgosia słuchała tych opowieści i obserwowała wychodzących ze swoich domków radujących się mieszkańców, zauważyła, że kostka, która utkwiła w drzewie jest wciągana do środka przez jakieś niewidzialne ręce.
Dziewczyna w ostatniej chwili rzuciła się na ratunek i wyciągnęła ją zapierając się o pień nogami.
Nagle niewidzialne ręce puściły przedmiot i Małgosia poturlała się z trofeum po trawie, z którego wypadł jeszcze jeden dom. Wyszedł z niego jedyny zaginiony, którego brakowało jeszcze wśród odnalezionych. Nancy rzuciła się w jego objęcia. To był jej ojciec szaman.
W tym samym czasie drzewa zaczęły się łamać i pękać, a z ich wnętrz wylatywały jak ćmy czarne cienie. Małgosia biegała między trzeszczącymi i syczącymi konarami i łapała złe duchy do otwartej jak pudełko kostki. Gdy wszystkie cienie zostały złapane ucichły trzaski. Cały zły czar spadł z lasu, a drzewa odzyskały swoje piękne zielone korony.
Wybawicielka szybko zamknęła kostkę, a ta natychmiast zmniejszyła swój rozmiar i zamieniła się w małą sześcioboczną zwyczajną kostka do gry.

Małgosia i inni zrozumieli, że to już koniec panowania złych mocy. Wszyscy wiwatowali na cześć bohaterki i dziękowali jej. A ona przypomniała sobie, że taka właśnie kostka zginęła jej niedawno z ulubionej gry planszowej"Porywacze z czarodziejskiej krainy".
Postanowiła zabrać ją ze sobą do domu i dobrze pilnować, by nie narobiła szkód w jakiejś jeszcze magicznej krainie.

Poczuła szarpanie za ramię. Czyżby jeszcze jakaś nieczysta siła została i próbowała odebrać kostkę... Otworzyła oczy...
-Zagramy w "Porywaczy z czarodziejskiej krainy"?- zapytała jej młodsza siostrzyczka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mały Tygrysek miał w końcu upragnione wakacje, nie miał jednak pieniążków, by gdzieś wyjechać. Pewnego dnia zobaczył, że jest konkurs na opowiadanie, w którym do wygrania są pieniążki na wyjazd nad morze. Koledzy się z niego śmiali, konkurencja była silna, jednak tygrysek nie poddał się i wziął udział w konkursie. W opowiadanie włożył całe swoje serce, bardzo bowiem zależało mu by wziąć rodzinę na wakacje i w końcu odpocząć. Koledzy, by zrobić mu na złość, też nadesłali opowiadania na konkurs, ale ściągnęli je z internetu. Tygrysek natomiast napisał o swoich marzeniach...Na wyniki czekał długo, a kiedy zobaczył listę nie mógł uwierzyć własnym oczom był wśród laureatów. Cieszył się bardzo, teraz mógł pojechać na niezapomniane wakacje, zwyciężyło także jego hasło:
(motywacja +wiedza) x wysiłek +wytrwałość do kwadratu = SUKCES
Wygrały marzenia...


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dziecięcym pokoju mieszka mały chłopiec Sawa z ukochanymi pluszakami. Nic nie zapowiada nieszczęścia, ale zza gór już nadciągają bandy mikrobów. Dwoją się i troją, by przybyć jak najliczniej. Pomaga im w tym jesienna plucha. A nasz chłopaczek trzymany jest pod kloszem, nigdzie nie wychodzi, bo istnieje obawa, że zaraz się przeziębi. Z nikim się też nie spotyka, wszak może coś od kogoś złapać. W efekcie jego organizm jest bezbronny w walce z mikrobami. Nawet najmniejszy jest w stanie rozłożyć go (nie tylko na łopatki).
Mikroby po cichutku chowają się w pluszakach. Potem atakują rodziców chłopca zatykając im nosy i wywołując straszliwy kaszel. Mnożą się na potęgę i po cichutku próbują wniknąć do ciała śpiącego chłopca.
-Co to ma znaczyć!?-krzyknęły na widok szykującej się do ataku przytulanki.
-Ja tu stoję na straży spokojnego snu-odpowiedział biały przytulankowy wilk Angi.
-Mikroby Na do ataku!-wykrzyknął dowódca mikrobów.-Już my Cię przerobimy na Anginę.
Wtem przebudził się Sawa. Już chciał dołączyć do walki, ale wilk ostrzegł go, że to nie dla niego.
-Sawo, to jest zadanie jedynie dla osoby o wielkim sercu.
-Angi, moje zabawki i rodzice to jest cały mój Świat. Nie pozwolę go zniszczyć.
Wtem przebudziła się laleczka Nanty i smoczek Puffy.
-A my nie pozwolimy, by stała się tobie krzywda. Ruszasz z nami lub wcale!
I tak wszyscy razem podążyli do biblioteczki rodziców po encyklopedię zdrowia Mag. Na drodze stawały im coraz to groźniejsze mikroby, ale współpracując ze sobą udawało im się pokonywać kolejne bariery. Gdy dotarli na miejsce czytali, dyskutowali i kombinowali jak pokonać wroga. Angi wskoczył do zamrażarki, by wymrozić bakterie. Puffy wyparzył się, laleczka odkaziła się polewając specjalnym płynem, a Sawa wypił gorącą herbatę malinową. Potem wspólnie wywietrzyli mieszkanie wyganiając mikroby. Niestety, Sawa nie przewidział, że każdy z przyjaciół miał jeszcze prywatną sprawę do Maga. Angi dokonał pierwszej operacji plastycznej na sobie-pozszywał rozdarte futerko-i nie ma teraz czasu na zabawy z Sawą, bo naprawia inne zabawki. Nanty ciągle ktoś podrywa, bo wylaszczyła się po tym jak zastosowała zdrową dietę. Puffy zniknął na zawsze (przeczytał jak skutecznie odstawić smoczek).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olek postanowił zrobić opowieść złożona ze zdjęć - sam układał zabawki do zdjęć i wymyślił historię - ja tylko robiłam fotki.Zaczynamy:
Pewnego dnia Sawa i jego pies Angi poszli na spacer. Znaleźli w trawie jajko i postanowili je wysiadywać. Po kilku dniach z jaja wykluł się mały dinozaur i nazwali go Dino. Dino był cały czas głodny i Sawa z Angi całe dnie zbierali dla niego owoce i warzywa. Dinozaurek bardzo dużo jadł i po kilku dniach zrobił się bardzo duży. Podziękował przyjaciołom za to, że zaopiekowali się nim i obiecał towarzyszyć im zawsze we wszystkich przygodach. I tak Dino dołączył do Sawy,Angi i innych przyjaciół.Koniec! :)

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_40188.jpg

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_40189.jpg

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_40190.jpg

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_40191.jpg

monthly_2015_11/konkurs-wyrusz-w-wielka-przygode-z-sawa_40192.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drzwi zatrzasnęły się z hukiem Sawa, Nanty, Angi i Puffy wylecieli z domu Maga. Było słychać głośny, histeryczny płacz i tłukące się szkło. Mag biegał po swojej chacie i siał zamęt. Przyjaciele stali nieruchomo i nie wiedzieli dlaczego Mag zareagował na nich w ten sposób.

- O co mu chodzi? Zwariował czy co?- zaczął rozmowę Sawa.
- Muszę się Wam do czegoś przyznać. Ta reakcja to na mnie. Jestem jego wnuczką. To dlatego postanowiłam wybrać się z Tobą na tą wyprawę. Tylko proszę nie zrozumcie mnie źle. Dziadek został wiele lat temu wygnany z naszej wioski. Nie wiem dlaczego, a bardzo chciałabym wiedzieć. Musiałam go odnaleźć.- Niemal wykrzyczała to z siebie Nanty.
- No i wszystko jasne!- Wrzasnął zirytowany Sawa.
- Nie wszystko.- Powiedział Angi znacząco spoglądając na Puffy.
- Już nic mnie nie zdziwi.
- My też nie byliśmy zupełnie uczciwi przyłączając się do Ciebie. Naszym marzeniem było odnaleźć Maga, bo tak naprawdę jesteśmy ludźmi. Pewna bardzo zła osobą rzuciła na nas okrutne zaklęcie i nie mamy pojęcia jak je odwrócić. Mag jest naszą jedyną nadzieją.

Wtedy drzwi chatki zaskrzypiały, a w drzwiach pojawił się Mag.
- Do środka.- Zagrzmiał.

Przyjaciele wślizgnęli się do chatki, a w niej oprócz unoszącego się tumanu kurzu nie było ani śladu po tym co słyszeli stojąc za drzwiami.

Mag bez słowa zaczął warzyć jakąś miksturę. Szeptał coś pod nosem i jednym okiem spoglądał na swoją wnuczkę. Postawił dwie szklanki na stole. Rzucił nerwowe spojrzenie w stronę Angi i Puffy.
- Pijcie.- Warknął.

Nie wiedzieli co ich czeka, a mimo tego posłusznie zbliżyli się do dziwnej kolorowej cieczy. Wypili i...

Chatka zaczęła drżeć, a stwory uniosły się nad sam sufit. Dało się słyszeć jedynie dziwne szepty, wiatr i coś w rodzaju pomruku silnika auta. Po pięciu minutach opadli na podłogę. Tylko, że byli zwyczajni. Znów byli młodzieńcami.

-Dzięk...- chcieli podziękować, ale Mag zatkał im usta.

- Siadać. Rzecz, której szukacie znajduje się w tej drewnianej skrzynce. - Rzucił nią o blat.- Nie dotykaj, nie otwieraj i nie pytaj. Znajdź miejsce gdzie te bestie się ukrywają, znajdź ich przywódcę i dopiero wtedy otwórz. Dalej pozwól działać swojej intuicji. - Spojrzał na drzwi.
- To tyle?- Zapytał Sawa.
- Tyle i pamiętajcie, że musicie się śpieszyć. Ty zostań!- Spojrzał na Nanty- Musimy porozmawiać.

Nanty i chłopcy pożegnali się. Wyszli i ruszyli hardym krokiem przed siebie. Zatrzymali się na wzgórzu i obejrzeli za siebie na chatę Maga.
- I co teraz? - Rzucił w przestrzeń Sawa.
Nie wiedzieli dokąd iść i gdzie szukać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A TO BYŁO TAK...

W wielkim mieście mieszkał Sawa mały,
lecz korki, pośpiech mu się tutaj nie podobały.
Więc tak myśli sobie,
co ja tutaj robię?
Nie wiem czy się nie mylę,
ale chciałbym poczuć naturę, spokój- choć tak na chwilę.
No, ale sam się w nieznaną podróż nie wybiorę,
Już wiem! Mamę i tatę ze sobą zabiorę...
Tylko on tacy zapracowani
i w każdy dzień zabiegani.
W sobotę jednak mają wolne od pracy,
niech oni również poczują, co to ucieczka od codziennego zgiełku znaczy...

SOBOTNI PORANEK

Mamo, tato! Bilety do Puffowej Wioski zarezerwowałem
i o naszym przyjeździe naszą babcię Angi poinformowałem.
Tam sobie odpoczniemy,
bo relaks na łonie natury- jest dobry o czym bardzo dobrze wiemy.
Rodzice zaskoczone minki mają,
lecz bez zastanowienia do pakowania walizek się zabierają.

NIEDZIELNE POPOŁUDNIE

Rodzinny piknik już za sobą mamy,
tak sobie leniuchujemy i świeżym powietrzem oddychamy.
Łono natury podziwiamy
i dopiero za tydzień do wielkiego miasta wracamy, a Was pozdrawiamy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Było już późno, jednak myśl o tajemniczej istocie, nie pozwalała mu zasnąć. Któż to był? Skąd przybył? Czy ma dobre zamiary w stosunku do mieszkańców naszej wioski? Na te i inne pytania nie był w stanie nikt dzisiaj dać mu odpowiedzi. Zmęczony i zaniepokojony Pao w końcu zasnął.
-Hej, pobudka! Mamy nowy dzień, chyba nie masz zamiaru wylegiwać się w łóżku, gdy za oknem taka piękna pogoda!
-Ale...ktoś ty?...gdzie ja jestem?
-No coś ty, Pao. Nie poznajesz mnie? Wczoraj przecież obiecałem ci niespodziankę i oto moja niespodzianka.
-Nie rozumiem. Nic nie rozumiem! Nie znam cię, to nie moje łóżko, to nie mój dom, to nie moja wioska...
-Nie bój się. Nikt tu nie zrobi ci krzywdy. Zaraz ci wszystko wytłumaczę. Ubierz się tylko proszę. Czekam na werandzie.
Zakłopotany chłopiec pospiesznie ubrał koszulę, spodnie, skarpetki i czym prędzej udał się za nieznanym, tak przynajmniej mu się wydawało, przybyszem.
-Jestem – powiedział Pao – czy teraz możesz mi wszystko wyjaśnić?
-Oczywiście. Może najpierw przypomnę ci moje imię – jestem Kilek, leśny ludek.
-Leśny ludek? – zapytał zdziwionym głosem Pao.
-Tak. Przybyłem tu na twoje wezwanie.
Wówczas chłopiec przypomniał sobie, jak wspólnie z dziadkiem czytał o leśnych istotach i krainie, w której one żyły. Właśnie wtedy głęboko w sercu zapragnął przeżyć choć jeden dzień w otoczeniu leśnych ludków i obudzić się w małej, drewnianej chatce.
-Nie mogę uwierzyć, to się dzieje naprawdę! – radośnie wykrzyknął Pao.
-Tak. Twoje marzenie się spełniło. Spędzimy razem cały dzień. Pójdziemy na muchomorową polanę. Pobawimy się w naszej magicznej zagrodzie i popływamy w bąbelkowym stawie.
-Hura! Tak się cieszę. Chodźmy więc.
Pao i leśny ludek Kilek wyruszyli razem. Szli, szli.. i nagle z daleka, coraz głośniej ktoś wołał:
-Pao, Pao.. obudź się. Zaraz wychodzimy, a ty jeszcze jesteś w łóżku!
-Mamo, to ty?
-Dziecko, moje kochane, a kto inny?
-Już wstaję. Och, to był piękny ...sen, ale jutro też będzie noc i może Kilek znów po mnie przyjdzie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani,

bardzo Wam dziękujemy za wspaniałe historie oraz udział w konkursie. Wszystkie opowieści były fantastyczne i bardzo nam się podobały.

Udało nam się jednak wybrać zwycięzców!

I-II miejsce:
duska11
Mateusz.Domownik

III-IV miejsce:
Karola84
MamaBrunonka

V miejsce:
kajka89

Bardzo dziękujemy raz jeszcze i prosimy o przesłanie danych adresowych wraz z numerem telefonu na maila: konkursy_parenting@grupawp.pl. W temacie wiadomości należy wpisać swój nick oraz nazwę konkursu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...