Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Grzeczne dzieci"

Rekomendowane odpowiedzi

Mamy dla Was następny konkurs ze wspaniałymi poradnikami Thomasa B. Brazeltona i Joshuy D. Sparrowa od Wydawnictwa GWP.

Tym razem nagrodzimy 4 osoby zestawem złożonym z dwóch książek "Rywalizacja rodzeństwa" oraz "Grzeczne dziecko":

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/grzeczne%20dziecko.jpg

http://kontoredakcyjne.strefa.pl/rywalizacja_rodzenstwa.jpg

Zadanie konkursowe: Odpowiedz na pytanie "Jak radzisz sobie z napadami złości u swojego dziecka?"

Zapraszamy do udziału! Najbardziej kreatywne odpowiedzi zostaną nagrodzone. Wpisy należy zamieszczać w wątku konkursowym do 28 lipca 2014 roku do północy. Dwa dni robocze później ogłosimy wyniki!

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz jego regulamin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje sposoby na małego złośnika gdy:
1.Ucieka na spacerku.
Gdy wychodzimy na spacerek i Filipek (3 latka) sobie chodzi gdzie chce wszystko jest ok.Po najwyższych zaspach,najgłębszycjh kałużach,ja rozumiem sama uwielbiałam taplać się w błotku ale co to za przyjemnośc wyjść z dzieckiem na 15 min i pędem wracać bo jest przemoczone.Poza tym wogle mnie nie słucha ,idzie tam gdzie jemu pasuje.Gdy karze mu wracac i mówię:ja idę do domu papa ,on jeszcze szybciej ucieka i nic sobie z tego nie robi.Ciezko jest wytłumaczyć takiemu dziecku, że samochody jeżdzą i są niebezpieczne,jeszcze pół biedy gdy jesteśmuy na placu zabaw.
Sposób na synka:
Sygnalizuję dziecku ,że takie zachowanie jest złe,mówię spokojnie ,bez nerwów,wymaga to duzo cierpliwości bo to tak jagby rzucac grochem o ściane , jerzeli trzeba powtarzam kilka razy jak nalezy postąpić.Mam nadzieję ,że tłumaczenie mu ,że NIE WEOLNO uciekać na spacerku w koncu przyniesie jakiś skutek , a Filipek im bardziej będzie starszy tym będzie bardziej to rozumiał.
2.Gryzienie i bicie.
Jeżeli Filipek nie dostanie tego co chce czy odemnie, brata starszego ,meza czy dziadków zaczyna ich gyżć lub bić -poprostu.
Sposób na synka:
Tłumaczę mu ,że bicie i gryzienie boli,tata ,babcia płacze i trzeba przeprosić.Tak owszem przeprosi,przytuli ,pocałuje ale za jakiś czas i tak taka sytuacja się powtarza.
3.Wyrzucanie skarpetek z szuflady i wywalanie ziemi z doniczek
Poproszę go aby dał jedną parę skarpetek ,a on wywala wszystkie jakie tylko są w szufladzie.Ja ich powkładam ,nawet nie zdąrze się obejrzec a one spowrotem na podłodze.Jak grochem o ścianę.W końcu Filip zaczyna wrzeszczeć ,nie płakac! ,że nie pozwalam mu się bawić w wywalanie skarpet.To samo jest z ziemią z doniczek.Ja oglądam tv ,Filipek układa klocki.Wystarczy że na chwilę się zapatrze na film, a tu niespodzianka,ziemi narozsypywane na dywanie,kwiatki naszczepione dla kilku sąsiadek i na koniec cała doniczka z zawartościa spada na dywan.Masakra!
Sposób na synka:
Przeczekuje atak histerii i znowu tłumaczę Synku NIE WOLNO wyrzucac skarpetek z szuflatki bo to jest ich domek.I znowu tłumaczenie ,że NIE WOLNO grzebac w kwiatuszku bo nie bedzie rósł itd.Ale moje dziecko jest uparte jak osioł,nie da sobie wytłumaczyć i musi byc tak jak on chce.
4.Wyciąga garnkim i miski z szafek.
Niedozwolone rzeczy dla niego chowam do szafek,tam gdzie są garnki,patelnie czy plastikowe miski ,zamykam szafki i dodatkowo nakładam gumki.Gdy tylko coś robię w kuchni ,mleko czy kaszkę małemu ,czy nawet gotuję zupkę Filip natychmiast otwiera szafki i wszystko z nich ustawia na podłodze.Tłumacze mu 100 razy ,że NIE WOLNO wywalać wszystkiego z szafek ,mam już dosyć jak garnki fruwają po kuchni.
Sposób na synka:
Kucam naprzeciwko niego i patrząc mu w oczy powtarzam że nie wolno -do znudzenia.Teraz aby na niego spojrzę gdy stoi koło szafki ,tylko się uśmiecha szyderczo.
5.Włącza i wyłącza telewizor
Ja mu mówie ,że NIE WOLNO ,a on w te pędy do telewizora,ja go w koncu złapię udaję ,że go klepię w pupę i Filipek cały rozradowany na maxa tak jakby ta sytuacja ,że ja go gonię i chce niby dac klapsa w pupcię jeszcze bardziej nakręca.
Sposób na synka:
cały czas powtarzam -NIE WOLNO,bo telewizorek boli jak go popychasz,spadnie w końcu rozbije się i nie bedzie ani bajeczek dla synka ani filmów dla mamy.

Podsumowanie
1.Spokój-tylko on mi pomoze w osiągnięciu celu.
2.Bezpieczeństwo dziecka-uważać aby synek nie zrobił sobie w nerwach krzywdy np. nie uderzył się
3.Czas wyciszenia-przeczekuję,aż dziecko sie uspokoi i jeszcze raz tłumaczę co zrobił żle
4.Jestem stanowcza-trzymam się ustalonych zasad i nie ustępuję
5.Rozmawiam i tłumaczę-tak osiągnę cel

Najtrudniejsze ,a jednocześnie najważniejsze wg mnie jest zachowanie spokoju przez rodzica i przeczekanie aż dziecko sie uspokoi.
Odpowiedź z Cytowaniem


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieciaki często się złoszczą. Najgorzej jeżeli złość przeradza się w agresję. Co zrobić, aby dziecko ze złośnika stało się łagodne?

1. Naucz dziecko dzielenia się z innymi.
2. Wyeliminuj złośliwe bodźcem które mogą zdenerwować twojego malucha.
3. W napadzie złości zachowaj spokój nie panikuj.
4. Rozmawiaj z dzieckiem na temat złości.
5. Folia bąbelkowa? Ona może pomóc w napadzie złości.
6. Czytaj dziecku bajki gdzie bohater złości się, jednak znajduje sposoby, aby z nią walczyć.
7. Chwal dziecko- nawet za najmniejsze osiągnięcia.
8. Dawaj przykład dziecku- nie krzycz przy nim, nie denerwuj się.
9. Słuchaj z maluchem muzyki relaksującej.
10. Wykonuj razem z nim ćwiczenia oddechowe, które rozluźniają ciało.
11. Nie wymagaj od dziecka zbyt wiele. Zbyt dużo obowiązków może zezłościć każde dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Napad złości u dziecka..."- jakie to fachowe, naukowobrzmiące określenie czegoś, co według mnie samo w sobie NIE ISTNIEJE. To jedynie nasza dorosła, mądra nazwa. W istocie chodzi, jak sądzę, o nieradzenie sobie z emocjami targającymi małym, nieporadnym serduszkiem.
No bo jak, mając kilka latek,wyrazić to, co się czuje, gdy nagle umiera ukochany pluszak czy w nieznaną otchłań za tapczanem wpada nowa wyścigówka?! Jak tu nie wrzeszczeć i nie tupać?! Do tego jeszcze okrutnie oziębła reakcja dorosłych... że niby nie płacz, daj spokój, nic się nie stało... Jak to nic się nie stało?!!! Każdego dnia staram się rozumieć to, że gdy mojemu dziecku runie np. wspaniała,wysoka,dopiero zbudowana wieża z kolorowych klocków to tak,jakby na chwilę runął jego cały dziecięcy świat. Po tej chwili wszystko wróci do normy, ale moje dzieci są zbyt małe, bym oczekiwała od nich umiejętności przewidywania i takiego oceniania zdarzeń, jakie posiadamy my- dorośli...dlatego płaczą, złoszczą się i rozpaczają... pewnie jeszcze oczekują od nas zrozumienia... zwykle nie znajdują...Są za małe,by te emocje nazwać, przeczekać, stłumić... Więc wpadają w złość.
I właśnie próba zrozumienia tego punktu widzenia,z jakiego świat obserwują moi mali chłopcy,pozwala mi w miarę spokojnie przetrwać ich "napady złości". Po prostu nie odbieram im prawa do wyrażania emocji w taki sposób, w jaki na tym etapie potrafią. To nie jest łatwe.Ale wiem, że muszę akceptować, tłumaczyć, czekać... i czasem im zazdroszczę, bo mnie nikt nie daje już prawa, bym MOJE OSOBISTE FRUSTRACJE mogła publicznie głośno wyszlochać, wykrzyczeć czy wytupać. A szkoda...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja córeczka to charakterna dziewczyna , często wybucha złością , mój sposób na jej wybuchy to przede wszystkim spokojne podejście , nerwy na nic się tu zdadzą , a niestety mogą narobić więcej złego niż dobrego .Staram się tłumaczyć córeczce co jest dobre a co złe , jeśli jej zachowania nie podoba mi sie po prostu jej tłumaczę że tak nie robią grzeczne i ładne dziewczynki , często działa i córeczka uspokaja sie .Czasami po prostu muszę przeczekać jej wybuch złości , aż sam ustąpi ponieważ żadne argumenty nie przynoszą skutku .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak radze sobie z napadami złości u dziewczyn? - oj u nas to nie lada wyzwanie. Bo moje dziewczyny mają całkiem skrajne charaktery jedna jest nieśmiała i nadwrażliwa a druga z kolei jest bardzo ..hmm.. chyba wielką indywidualistką. Starsza córka (ta nieśmiała) uczęszczała na trening interpersonalny w zerówce .. co bardzo pomogło i jej i nam. Jej w poznaniu emocji które powodowały napady złości i sposoby na jej rozładowanie czyli: stanięcie w miejscu, głębokie oddychanie, liczenie od 10 do 0 w celu odwrócenia myśli i myślenie o miłych rzeczach .. nas, że to co dla nas może być błahą sprawą dla dziecka może być wielką i że trzeba z nim porozmawiać na temat co w danym momencie czuje, co spowodowało takie a nie inne zachowanie. No i na starszą przeważnie to już działa. Często wystarcza nawet wysłuchanie co się stało choć nie raz trzeba naciskać aby powiedziała co czuje i jaki jest powód to pozwala jej też wyciszyć złe emocje.
Młodsza ma bardzo olewatorski styl bycia i dąży do swojego celu (nie zawsze dobrego) do upadłego.. często jak coś jest po nie jej myśli potrafi kopać i pluć ..u niej próbujemy tłumaczyć i rozmawiać choć ze znikomym skutkiem (Jednym uchem wlatuje, drugim wylatuje) a najczęściej albo musi zostać sama w pokoju (na szczęście (?) jest bardzo towarzyska więc przeważnie po chwili jest zmiana zachowania i dopiero wtedy jakakolwiek rozmowa ma sens) albo musimy ją przeczekać ,,,
przyznaję z tą młodszą mamy największy problem więc metodą prób i błędów. Bo jak pisałam na początku co działa na jedną to na drugą nie za bardzo.
A najgorsze są konflikty siostrzane.. w małe i niegroźne staramy się nie ingerować aby nauczyły się rozwiązywać problemy .. w tych większych staramy się wysłuchać obu stron i wtedy znaleźć jakieś rozwiązanie ..najlepiej skutkuje rozdzielenie do różnych pokoi i aby każda zajęła się czymś innym. U nas jest jeden wniosek aby jakakolwiek rozmowa czy tłumaczenie przyniosło skutek dziecko musi choć trochę opanować emocje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznam szczerze - nie radzę sobie. Uważam, że nie ma na to dobrej i szybkiej metody, bo przyczyny takich napadów są różne. Mój trzylatek ma ich całe szczęście niewiele i myślę, że to normalne, bo jak każdy człowiek ma prawo do gorszych momentów, tylko jako mały człowiek sam nie wie, co się z nim dzieje. Jedyne, co robię zawsze, to przytulanie i spokojne proste komunikaty, ale ta metoda nie działa od razu. Nie znam lepszej, w zasadzie uważam, że to mówienie nie ma sensu dosłownego (słowa nie docierają), to raczej moc uspokajania głosem. Bywa, że gdy rozpoznaję przyczynę, staram się ją nazwać i "rozpracować". Ale zdarza mi się też, że nie potrafię zachować stoickiego spokoju i po prostu odwracam uwagę od problematycznej rzeczy. Chętnie się dowiem, w jaki sposób mogłabym profesjonalnie rozwiązać problem napadów złości u dzieci.


Tomek ur. lipiec 2011 / Ola ur. wrzesień 2013

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój synek ma dopiero 15 miesięcy, ale już miewa ataki złości. Jeśli jest to mały atak, np.zdenerwuje się na zabawkę, zaczyna nią rzucać lub w złości bije mnie lub siebie, tłumaczę mu,że nie wolno, że my go nie bijemy i jemu też nie wolno tak robić. Biorę go na kolana i staram się wyciszyć, mówiąc spokojnym tonem, że nie wolno tak się zachowywać.
Mieliśmy już jednak także większe ataki, połączone z piskami, krzykami i płaczem. Przytrafiły się dosłownie kilka razy, kiedy nie pozwoliliśmy Filipkowi robić tego, co sobie wymyślił- np.zabawa gniazdkiem. Kiedy zaczyna histeryzować przede wszystkim nie ustępujemy, tylko konsekwentnie odsuwamy synka od miejsca, które nie jest dla niego przeznaczone (wspomniane gniazdko). Biorę Filipka na ręce, przytulam go, głaskam po plecach i mówię uspokajającym tonem. Tłumaczę mu, że rozumiem, że chciał tam się bawić, ale nie wolno mu tego robić,bo to niebezpieczne. i w taki sposób czekam aż się uspokoi. Kiedy napad złości minie przytulamy się i jeszcze raz tłumaczę synkowi dlaczego nie wolno tak robić.
Póki co to działa, zobaczymy jak będzie w przyszłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja specjalnie nie mam problemów z moją córcią. Jednak nie ma dziecka idealnie grzecznego, kiedy moja złośnica ma jakieś nerwy to zawsze skutkuje to:
"proszę uspokoj się!"
"idziemy do domu, w swoim pokoju pomyslisz czego tak naprawde chcesz"
nie krzycze na moja laske, nie bije i nie stawiam do kata, naprawde slowo 'proszę' dziala jak magia. I duzo rozmawiam o tym co sie stalo


http://www.suwaczki.com/tickers/c55fj6yxbgntcc6i.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

po pierwsze moim dzieciom stawiam pewne zasady, które obowiązują w naszym domu. nie poddaje się, jestem stanowcza ale również wyrozumiała i wiem, że moje dzieci maja też prawo mieć swoje złe dni tak samo jak i ja. w takie złe dni daje im się wykrzyczeć jeżeli jest to potrzebne. jestem osobą spokojna wiec do dzieci mówię spokojnie. wtedy do nich więcej dociera. gdy dzieci za dużo broją albo mnie nie słuchają stosuję kary ( siedzą w wyznaczonym miejscu, wyznaczony czas odpowiednio dobrany do wieku). dużo bawimy się w zabawy które ćwicza cierpliwość dzieci ( układanie klocków, nawlekanie koralików na sznurek, malowanie farbkami za pomocą rączek oraz wiele innych zabaw, które młodsze dzieci bawia się w swoim żłobku).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daję do zrozumienia że nie akceptuję takiego zachowania. Nie pocieszam, nie przytulam.
Oczywiście zwracam uwagę aby córka nie zrobiła sobie krzywdy.
Gdy widzi że nic nie wskóra takim zachowaniem zaczyna powracać do normalnego zachowania :) Prędzej czy później przejdzie a wtedy tłumaczę na spokojnie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Judytka.92

Moj maluch przechodzi tzw bunt dwulatka... nie da sie tego niestety przeskoczyc... TŁUMACZĘ, TŁUMACZĘ i jeszcze raz TŁUMACZĘ... to jedyna dobra metoda... pamietam o tym ze moj synek nie jest moim wrogiem i nie robi mi niczego na złość... poznaje swiat w ten sposob sprawdzajac na ile mu wolno. dlatego trzymam nerwy na wodzy i brniemy przez to razem;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój synek jest jeszcze niemowlęciem, więc jego napady złosci to raczej humory i wymuszanie cysia dla samego jego posiadania (nie chce jeść, chce potrzymać sobie w buzi, a smoka wypluwa) :)

Póki co, radzę sobie tak:
przede wszystkim go przytulam mówię do niego cicho, spokojnie, albo śpiewam mu coś ciuchutko. Głaszczę jego rączkę. Mówię mu, że go kocham, że jest najważniejszy. Uspokajam go i dopiero wtedy daję cysia.
To taki nasz mały kompromis - dostanie ale musi się uspokoić, bo inaczej ssie chaotycznie krztusi się itd.

W przyszłosci jeszcze nie wiem jak będę sobie radziła, dlatego chętnie zapoznam sięz radami Brazeltona, ale plan jest taki:
- uspokoić/wyciszyć ale tez pozwolic mu wyladowac napiecie, np pozwolic mu sie wykrzyczec i spokojnie czekac az sam sie uspokoi - bedzie sie uczyl dzieki temu samouspokajania
- być przy nim, aby nie czuł się odrzucony
- wytłumaczyć, co zrobił nie tak, czego oczekiwałam, wytłumaczyć dlaczego jest mi przykro, dlaczego to takie ważne
- być cierpliwym na jego argumenty, starac się je zrozumieć i przedstawić swoje argumenty - nie chce dawac zakazów/nakazów dla zasady tylko je uzasadnic
- zrozumiec jego emocje, nie bagatelizowac ich. Np. gdy rozkrzyczy sie bo nie kupilam czegos, wytlumaczyc, ze rozumiem jego zlosc, ma prawo byc zly, ale... i tu argument dlaczego jest tak a nie jak on chcial
- byc konsekwentnym zawsze!
- szukać kompromisów: pójdziemy na spacer tu gdzie chcesz (ja zrobie to dla Ciebie), jesli Ty dla mnie zrobisz to czy to (albo nie bedziesz robił tego czy tamtego)
- nigdy, przenigdy nie moge pozwolic sobie na wybuch, nie moge dac sie sprowokowac jego zachowaniem, bo wiem, ze dzieci czasem sprawdzaja rodzicow.

Mam nadzieję, że teoria sprawdzi się w praktyce...


http://s2.suwaczek.com/201404304578.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając wasze posty zazdroszczę, że potraficie być takie konsekwentne i dajecie sobie radę z buntem!!:)

Jeszcze kilka miesięcy temu nie miałam problemów z córką; grzecznie słuchała moich próśb, chodziła za rączkę wszędzie ze mną, w sklepie zawsze wybierała sobie jedna rzecz która mogła sobie wziąć i nie było płaczu ani krzyku nigdy, nie biła dzieci , dzieliła się w piaskownicy, kiedy się na coś nie zgadzała zawsze ją wysłuchałam wytłumaczyłam i obyło się bez konfliktów - łatwe i proste macierzyństwo.

Jednak od kiedy jestem w drugiej ciąży i już coraz bardziej moja córka jest świadoma tego, że niedługo pojawi się jej siostrzyczka w domu to zaczyna się bunt , zazdrość i zwracanie na siebie uwagi i zaczyna mój brzuch traktować jak konkurencję.Nigdy nie dałam córce do zrozumienia, że jak przyjdzie na świat jej siostra to będzie musiała walczyć o naszą miłość i swoja pozycję w domu.Oczywiście tłumaczę jej, że "na barana" jej nie mogę wziąć, nie mogę podnosić, nie mogę z nią szaleć na łóżku i z nią skakać , że jestem częściej zmęczona ...- ale to się zmieni jak urodzę dzidziusia. Jednak z dnia na dzień jest coraz gorzej.Moja córeczka przestała sprzątać w pokoju, kiedy daję karę jest płacz i krzyk - czuję się wtedy strasznie i czuje się bezsilna.Nigdy wcześniej nie dostawała kary, bo po prostu nie było takiej potrzeby , a teraz wszystko jest na NIE - i jak patrzę na jej łzy to się łamię i dla świętego spokoju sama sprzątam jej pokój, nie wiem czy dla własnego spokoju, czy robię to aby moja córka nie czuła się źle z tym, że za niedługo pokój podzieli z siostrą.Kiedy o coś proszę odwraca się i zamyka pokój i udaje, że nie słyszy, czasem puści taki tekst, że nie wiem co mam odpowiedzieć czy dać kolejna karę, czy zwrócić uwagę ( choć to nic nie daje) czy w ogóle się nie odzywać.Czasem rani mnie to, że moja córka mi powie" ty mnie nie kochasz!!" - a dobrze wie, że tak nie jest i jest dla mnie najważniejsza na świecie.Czasem biorę ją na kolana i rozmawiam z nią o wszystkim, próbuję ja nastawić pozytywnie do nowej sytuacji - a kiedy mi się wydaje , że zrozumiała, na drugi dzień znów jest bunt... Każda kara dla córki jest kara dla mnie, bo serce mi pęka jak ona płacze i widzę, że jest nie szczęśliwa.Wiem, że powinnam być konsekwentna , ale nie wiem jak to zrobić.Żyję nadzieją, że kiedy urodzę drugą córkę , moja buntowniczka zobaczy, że nie "taki diabeł straszny" i, że statut starszej siostry jest całkiem fajny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje sposoby na złość u dziecka? Mam jeden sprawdzony i niezawodny sposób, który wyszedł w praniu sam z siebie. Mianowicie, wówczas kiedy dziecko ma niekontrolowany napad złości .. sadzam je na kanapie, gdzie ma się uspokoić i dojść do siebie. Zanim odejdę powtarzam kwestię "Jak się uspokoisz to zawołaj, albo przyjdź do mnie". Wówczas, kiedy płacz i ogólna agresja ustanie - podchodzę i zaczynam rozmowę pytając o powody jego zachowania. Jest to na prawdę sprawdzony sposób dzięki któremu da się obejść bez nerwów, krzyku i zbędnych negatywnych emocji, a dziecko ma czas, aby uspokoić się i przemyśleć swoje postępowanie :)

P.S. Jeśli na początku ta metoda nie działa - konsekwentnie sadzajcie malucha na kanapie bądź w jakimś innym konkretnym miejscu (może być to np. ławka w parku etc) bylebyście pamiętali o zaznaczeniu faktu: "że ma się uspokoić" - złoty środek :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy moje szczęście złości się zazwyczaj daje mu chwilkę na wyciszenie przykucam i staram się mu wytłumaczyć, zazwyczaj wystarczy chwila aby się uspokoił spokojnie możemy porozmawiać. Staram się nie zabraniać mu czegokolwiek bez uzasadnienia. Jeszcze chyba przede mną takie większe złości bo maluch ma dopiero 2 latka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja córka ma niecałe 5 miesięcy, takie dzieci nie mają napadów złości. Nic bardziej mylnego. Jestem największą szczęściarą na świecie widząc jak Moje dziecko we wtorek nauczyło się już czegoś, czego nie potrafiło w poniedziałek :) Odnosi się do do tych pozytywnych jak i negatywnych (jak napady złości) aspektów. Któregoś dnia zbyt długo zwlekałam ze śniadankiem - "Jeszcze 5 minutek" - mruczałam, kiedy z łóżeczka wydobywały się coraz to bardziej niezadowolone odgłosy. Kiedy już uświadomiłam sobie, że kogo jak kogo, ale Mojej córeczki nie obchodzi to, że jestem niewyspana podeszła do łóżeczka i zobaczyłam w pierwszej chwili coś, co w pierwszym momencie mnie rozbawiło - złość! I to taką złość prawdziwą, nawet w jej cudnych niebieskich oczkach było ją widać. I od tego dnia wszystko się zaczęło - brak posiłku na czas - złość, nie mogę sobie trafić do buzi gryzakiem - złość, mokra pieluszka - złość, nie będę spała bo jestem głodna, nie będę jadła bo jestem śpiąca - złość, złość, złość. Mój sposób na złość? - spokój! Na początku tej nowej sytuacji byłam nerwowa i niespokojna. Przecież nie będę tłumaczyła 5 miesięcznemu dziecku aby się nie złościło i było posłuszne, bo to wydaje się aż śmieszne. Wszystko zależało ode Mnie, próbowałam oczywiście nie doprowadzać do sytuacji skrajnych, które by ową złość powodowały, lecz człowiek jest tylko człowiekiem. Gdy Moja córeczka jest nerwowa próbuję ją czymś zająć, mówię do niej spokojnym głosem, uśmiecham się, czasem śpiewam, przytulam i rozmawiam jakbym miała przed sobą rówieśniczkę i wreszcie ona też się uśmiecha, cała złość znika. Są także odstępstwa od reguły - raz bywa lekko, raz ciężko, jeszcze wiele przede Mną, ale na tym etapie Mojej matczynej drogi wiem jedno - tylko spokój może Mnie uratować! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy moje dziecko ma napad złości,a zdarza się to już teraz sporadycznie odcinam się od tego. Nie zwracam uwagi na zachowanie dziecka,dając mu do zrozumienia,że takie postępowanie nie robi na mnie wrażenia. Działa! Dziecko wycisza się i nie próbuje robić tak dalej.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy napadach złości na początku tłumaczyłam córeczce iż tak nie można, że ładna dziewczynka tak się nie zachowuje ale niestety to tylko nasilało krzyki, wrzaski i tupania. Następnie zastosowałam karny rożek w którym umieszczam córcię i mówię jej,że wrócę jak się uspokoi i wychodzę. Na początku było ciężko, mała wrzeszczała jak opętana a ja płakałam w drugim pokoju ale z czasem to minęło a mała nauczyła się,że mama wróci jak się uspokoi. Na spacerach histerie zdarzają się mniej jednakże zdarzają się. I tak na spacerze mówię jej że jeśli będzie brzydko się zachowywać to zaraz wracamy do domu no i zaczynam się powoli w jego kierunku kierować. A że mała uwielbia otwarte przestrzenie zaraz zaczyna się uspokajać i znów jest moim słodkim aniołkiem. Ponadto zauważyłam iż mała jest energicznym dzieckiem i jeśli umiejętnie tę energię z nią rozładuje to mała jest bardziej wyciszona i spokojna i wtedy lepiej panuje nad swoim zachowaniem.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja prawie 2-letnia córeczka miewa napady złości jak każde dziecko w tym wieku. Nie są one jednak zbyt częste gdyż każdego dnia uczę się (razem z mężem) jak je przewidywać i minimalizować. Jak tego dokonuję? Zapraszam do lektury.
Po pierwsze stawiam na kreatywne rozwiązania, nie patrzę szablonowo. Odwracanie uwagi dziecka to jedno z takich rozwiązań. Zawsze wokoło znajduje się jakiś ciekawy przedmiot do obejrzenia, dotknięcia, powąchania. W chwilach krzyku wykorzystuję więc je do uspokojenia dziecka. Dodatkowo gestykulując w energiczny i przystępny sposób opisuję dokładnie te jakże ciekawe przedmioty to zaciekawia dziecko.

Zawsze ustalam zasady wcześniej. Spytacie Państwo jak robię to z 2-letnim dzieckiem skoro ono niewiele rozumie? Ono rozumie bardzo wiele! Oczywiście nie konwersuje z nią nad teoria powstania wszechświata, ale rozmowa o tym co się stanie jak pozbiera zabawki jest u nas dość częsta. Co się więc stanie? Wtedy będę mogła wyciągnąć jej inne zabawki (które były ukryte w szafie przez tydzień) lub będzie mogła zjeść pyszny deser z owocami i galaretką. Taki sposób u nas przynosi efekty. Dziecko wie, że za dobre zachowanie jest nagroda, a za złe krzyki nie dostaje się nic.

Staram się przewidywać jej napady złości. Oto kilka moich sprawdzonych sposobów aby uniknąć napadów:
- w sklepie obowiązuje zasada jednej rzeczy. Jest to np. zapakowane ciasteczko które dziecko trzyma w dłoni jadąc w sklepowym wózku, a które mama otworzy dopiero „jak pani skasuje”.
- wychodząc z dzieckiem do restauracji zawsze bierzemy kredki i książki, aby dziecko się nie nudziło, bo nuda + ograniczenia = złość.
- jadąc samochodem zawsze mówię dziecku gdzie jedziemy i jakie ciekawe atrakcje na nią tam czekają.

Stawiając natomiast dziecko w nowej, nieznanej dotąd sytuacji jestem tolerancyjna, wiem, że może czuć się ono niepewnie, bać się i dlatego dostać ataku gniewu, dlatego proponuję ale nie naciskam.
Zawsze pamiętam o potrzebach fizjologicznych mojego dziecka i ich zaspokajaniu. Czy to głód, cenność czy siusiu mogą być przyczyną która doprowadzi do katastrofy na środku ulicy. Jeżeli widzę, że moje dziecko jest coraz bardziej rozdrażnione pytam je po kolei czego potrzebuje lub przewiduję co to może być.
Obserwując moje dziecko wiem, że zdarzają się jej 3-6 dniowe okresy pogorszenia nastroju (kilkanaście ataków złości w ciągu doby), które przeplatają się z tygodniami zachowania spokoju, tylko z pojedyńczymi epizodami złości od czasu do czasu.

Jestem osobą tolerancyjną, nastawiam cierpliwość na 100%. Jeżeli córka chce coś czego dostać nie może informuję ją o tym i nie dostaje tego nawet kiedy krzyczy. Jestem konsekwentna, córka pokrzyczy kilka minut i nie widząc widowni i nie dostając tego czego pragnie uspokaja się i zaskakująco szybko zajmuje się czymś innym.

Podczas ataku złości nigdy nie dałam klapsa mojemu dziecku, tak naprawdę ono nawet nie wie co to jest. Moja córka i tak pewnie nie zrozumiałaby o co chodzi – a chodzi przecież w przypadku klapsów i bicia o frustrację rodzica i to on powinien wykazać się kreatywnością aby oboje z mogli dzieckiem wyjść z twarzą z trudnej sytuacji.

Podsumowując, z atakami złości nasza rodzina radzi sobie dobrze. Przewidujemy, zaspokajamy potrzeby, wymyślamy ciekawe rozwiązania, odwracamy uwagę. A jak już wystąpi atak złości? Jesteśmy konsekwentni. Wiemy wraz z mężem, że 2-letnie dzieci mają prawo do wyrażania frustracji i gniewu. Każdy człowiek ma do tego prawo! No może tylko my dorośli nie kładziemy się na ulicy i nie stukamy głową o posadzkę – chociaż czasem w stresie mamy na to ogromną ochotę…


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy mój synek ma napad złości, nie zwracam na niego uwagi, wtedy on widzi, że nic swoim zachowaniem nie zyska i się uspokaja. Na szczęście nie zdarza mu się to zbyt często :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciężki temat. Sposobów jest kilka:
1. Gdy córka wpada w szał, kucam przy niej, tak by wiedziała, że jest ważna dla mnie. Następnie spokojnym tonem mówię ( jeżeli wiem co wywołało bunt ) że ma prawo się zdenerwować/nie zgadzać się z moim zdaniem, ale nie może dostać danej rzeczy, ponieważ może zrobić sobię krzywdę. (jeżeli chciała bawić się np. nożem biorę nóż do ręki i pokazuję jej np. jak nóż kroi i tłumaczę że jest ostry i łatwo się nim skaleczyć. Często też staram się w ten sposób odwrócić jej uwagę, angażując ją do pomocy w kuchni przy użyciu narzędzi, którymi nie zrobi sobie krzywdy, ale nie ignorując jej zachowania i tłumacząc podczas wspólnej zabawy.
2. próbuję z nią porozmawiać gdy nie wiem o co chodzi- również siedząc lub kucając na podłodze. Gdy wciąż płacze daję jej chwilę by się uspokoiła np. proponując zabawę lub prosząc ją o pomoc. gdy się uspokoi kontynuuję próbę rozmowy.
3. Czasami żadne odwracanie uwagi, proponowanie zabawy nie dają rezultatów więc proponuję "przytulska" albo mówię że ją kocham daję buziaka i robię dalej swoje, nie ignorując jej spoglądam na nią i sie uśmiecham. * często tak jest gdy jestem zajęta robieniem obiadu no i nie mogę się od niego oderwać tylko dlatego że córka chce sie pobawić. Musi sie nauczyć że są czynności w których mama nie może sie z nią bawić. Ale jestem obok obserwuję i chwalę jej samotną zabawę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

(Mama 2 łobuzów KALO 5l. OLAF 2,5l)

Mam córę i synka,
I choć, nie przeczę, wesoła z nas jest rodzinka,
I łobuziaków moim bardzo kocham,
To przyznam ze czasem z bezradności szlocham..
Mąż mówi „ot, wieczna w domu zabawa”
A mi NIEPOTRZEBNA NA PODNIESIENIE CIŚNIENIA PORANNA KAWA… ;/
Oj, nie zrozumie syty głodnego,
Tata nie dałby rady 24h, bez instruktarzu dokładnego ;)
Pobudka punkt szósta,
Syn biegnie do kuchni sądząc że tam już gotowa śniadaniowa uczta.
Czekać? On? Absolutnie NIE
Siada przy stole i myśli że od razu zje…
Jeśli coś jest nie po jego myśli - skacze, biega, krzyczy, pluje…
A mamie już z rana sił brakuje…
Biegnie do łazienki i odkręca kran,
Mąż mówi że z syna taki mały słodki drań …
Wspina się na parapet i kwiatki ‘przesadza’,
Spodobała mu się w domu władza.
A my próbujemy jego swawole ukrócić,
Mały jest, a już się zaczyna z nami kłócić…
Zupę widelcem jeść będzie,
I nie daj się człowieku w tym obłędzie…
Na podwórku zbiera kamyki i patyki,
Myśli że to smakołyki…
Do tego szczypie, gryzie, bije, pluje,
Na spacerku się buntuje,
Niby potem przeprasza, całuje…
Ja mówię „NIE, NIE WOLNO”, mówię, tłumaczę, przemówić do 2,5 letniego rozumku usiłuje…
Ale za kwadrans jest to samo,
Obojętne czy popołudnie, wieczór, czy rano…
Mój syn jest zawsze skory do rozrabiania,
I nie jest tak, ze stosujemy się do zasad ‘bezstresowego zachowania’.
Nie wszystko mu wolno, zna granice, wiele rzeczy mu się zabrania.
A i tak po ścianach chce rysować, za lodówkę się schować.
W sklepie to on chce sprzedawać,
A mi … już ręce zaczynają opadać.
Siostrę zaczepia nieustannie,
No… może godzą się przy wspólnej dłuższej kąpieli w wannie…
Siostra też bratu nie pozostaje dłużna,
W końcu nie musi być zawsze ta siostra dobra i usłużna.
Gonią się więc i zaczepiają,
A mi te ręce ciągle opadają…
A krzykom i piskom nie ma końca…
Taka ‘zabawa’ dla mnie wielce jest wyczerpująca…
A gdzie tu zakupy? Obiad? Sprzątanie? Pranie?
O północy czas dopiero znajduję na prasowanie.
Wyprawa na plac zabaw też rozrywką jest wielce ryzykowną…
Wcale nie odprężającą i cudowną…
Moje sposoby mało skuteczne…
Tłumaczę spokojnie dlaczego nie wolno,
Przyznaje ze konwencjonalne metody wychowania,
Nie nadają w przypadku mego łobuziaka do stosowania…
Brak poprawy w zachowaniu mego syna do refleksji mnie skłoniła,
I do wzięcia udziału w tym konkursie zachęciła.
Może w poradnikach, które są do wygrania
znajdę podpowiedź na nurtujące mnie pytania;
Jak wychować syna na ułożonego chłopczyka?
Jeśli ktoś z szanownej Redakcji ma podobnego syna, wiec z jakim problemem się borykam…
Mam nadzieje że redakcja pomoże, bo … bomba zegarowa tyka …

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieci to nasze własne lustrzane odbicia, dlatego to co my mówimy i robimy prędzej czy później do nas wróci. Dlatego ja rozładowuję emocje śmiechem. Wolę dziecko rozbawić, niż nakrzyczeć i postawić do kąta. Kiedy moja starsza córka (7 lat) się denerwuje i obraża, najpierw ogłaszam: " No i pięknie, tak się wydzierałaś, że obudziłaś potwora Gilgotka" po czym następuje atak gilgotania. Złość szybko mija, bo obie się chichramy, a później następuje spokojne omówienie problemu. Z młodszym synkiem (3 latka) sprawa wygląda podobnie. Kiedy on się denerwuje i np. krzyczy, ja nadymam buzię lub robię jakąś śmieszną minę, co powoduje totalne "rozbrojenie przeciwnika". Moje dzieci wiedzą, że na świecie są tylko trzy potwory Gilgotek, Szczypawek i Całuśnik, wszystkie są w mamusi i wychodzą w zależności od sytuacji :)


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak,pamiętam jak bardzo się bałam,widząc w sklepie,czy na podwórku dzieci,które ''chcą tu iteraz!'' jaki będzie mój syn.Dziś idąc z nim na zakupy,gdy synek coś sobie upatrzy,a wiem że ta np. zabawka jest zbyt droga tłumaczę mu-kochanie zamiast tej zabawki,może kupimy coś innego,zobacz co tu jest,też jest fajne autko ,większe kolorowsze,co Ty na to?A może lepiej pójdziemy na loda? U nas to naprawdę działa.Na podwórku czy w domu ,jak coś nie idzie po jego myśli-wysłuchuję''żalu'' tłumaczę,przytulam,odwracam jego uwagę,ptakiem który akurat przelatuje,drzewem ,które mocniej się rusza ,bo zawiał mocniej wiatr ,do tego ogromny buziak i jest już dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...