Poronienie

Jak radzić sobie po śmierci dziecka?

Odpowiedzi znajdują się poniżej

moni27

moni27

ally79
moni27, czy u ciebie robiono np. sekcje zwlok aby stwierdzic przyczyne smierci twojego dzidziusia? czy wiesz co moglo spowodowac jego smierc?

tak, ale sekcja nic nie wykazała - Kubuś był zdrowy, tylko nie wiadomo dlaczego w 36 tc przestał się rozwijać... a ja trafiłam na lekarzy debili ( w Irlandii) , którzy twierdzili, że wszystko jest ok i nie zrobili nic, co mogłoby pomóc mojemu dziecku. Kiedy dowiedzialam sie ze mojemu Kubusiowi serduszko nie bije przyleciałam do PL, gdzie urodziłam i tu robili sekcję

--

http://lagm.lilypie.com/MiF3p1.png http://www.zapytajpolozna.pl/components/com_widgets/view.php?sid=52006
(*)(*)(*) 25. 12.2008 40 tc

4237 moni27 Kobieta, 37 lat, Ostrów Wielkopolski
ally79

ally79

a czy od tego czasu starałaś się jeszcze o dziecko? jeżeli tak to czy robiłaś jakieś badania, np. genetyczne.... nie wyobrażam sobie życia bez dziecka, włącznie z tym, iż gdybyśmy z mężem nie mogli jednak mieć to chcemy adoptować, ale chcemy się nadal starać....jestem jeszcze przed wizytą u swojego gina a w środę odbieram wyniki z sekcji...ale z tego co mój mąż rozmawiał z ordynatorem intensywnej opieki neonatologicznej to wyniki sekcji nie wskazały nic innego niż to co oni wczesniej wiedzieli, a jako przyczynę zgonu mojego Ksawerusia podano SIRS.... i teraz z mężem zastanawiamy się co możemy zrobić aby i poronienie ani kolejna śmierć naszego dziecka już się nie zdarzyła.....Tak bardzo progniemy mieć swojego szkraba i tak bardzo się boimy jaką podjąć decyzję aby już takie nieszczęście nas nie spotkało.
Nie wiemy czy starać się odrazu czy też czekać, robić badania i czekać.......to są najtrudniejsze chwile i decyzje mojego życia.....

--

15464 ally79 Kobieta, 0 lat, Kraków
moni27

moni27

ally79
a czy od tego czasu starałaś się jeszcze o dziecko? jeżeli tak to czy robiłaś jakieś badania, np. genetyczne.... nie wyobrażam sobie życia bez dziecka, włącznie z tym, iż gdybyśmy z mężem nie mogli jednak mieć to chcemy adoptować, ale chcemy się nadal starać....jestem jeszcze przed wizytą u swojego gina a w środę odbieram wyniki z sekcji...ale z tego co mój mąż rozmawiał z ordynatorem intensywnej opieki neonatologicznej to wyniki sekcji nie wskazały nic innego niż to co oni wczesniej wiedzieli, a jako przyczynę zgonu mojego Ksawerusia podano SIRS.... i teraz z mężem zastanawiamy się co możemy zrobić aby i poronienie ani kolejna śmierć naszego dziecka już się nie zdarzyła.....Tak bardzo progniemy mieć swojego szkraba i tak bardzo się boimy jaką podjąć decyzję aby już takie nieszczęście nas nie spotkało.
Nie wiemy czy starać się odrazu czy też czekać, robić badania i czekać.......to są najtrudniejsze chwile i decyzje mojego życia.....

Starałam sie, chociaż trochę t trudne, bo najpierw lekarz powiedział, ze 6 miesiecy musimy poczekać, bo poprostu nie donoszę ciąży, ja nosięłam martwego Kubusia przez około 2 tyg), później czekałam na początek pracy, a teraz od prawie roku jestem w PL a mój mąż w Irlandii, więc nie wiele mamy okazji do starań.... ale juz niedługo, bo tylko do końca roku, bo mąż wraca, no chyba ze sie do nas uśmiechnie los wcześniej...

A co do badań, najpierw było podejrzenie zakarzenia organizmu - ze względu na długo noszone martwe dziecko - na szczęście bolało mnie ucho i już wcześniej brałam antybiotyki, więc wszystko ok. po porodzie okazało sle karz skierował mnie na badania na choroby, które mogły byc przyczyną śmierci Kubusia i nic nie wyszło tylko tyle, ze jestem zdrowa... lekarz przypuszczał, że mały poprostu barkiem przycisnął sobie pępowinę i mogło dojść do niedotlenienia i w związku z tym przestał sie rozwijać...

Wiesz u mnie minęło już 18 miesięcy, ciężkich, trudnych miesięcy. Za każdym razem jak patrze na maluszki (szczególnie te w wieku Kubusia ) wyobrażam sobie jak wyglądał, jaki by był, że by juz chodził, zaczynał mówić.... ja tego nigdy nie zobacze , nie usłysze... ale wiem jedno ON jest przy mnie....

--

http://lagm.lilypie.com/MiF3p1.png http://www.zapytajpolozna.pl/components/com_widgets/view.php?sid=52006
(*)(*)(*) 25. 12.2008 40 tc

4237 moni27 Kobieta, 37 lat, Ostrów Wielkopolski
ally79

ally79

trzymam za was kciuki i wierze ze zarowno TY jak i kazda z nas bedzie kiedys mama....wierze w to....

--

15464 ally79 Kobieta, 0 lat, Kraków
moni27

moni27

Tak sobie myślę, że w całym bólu miałaś duzo szczęścia, mieć swoje dziecko na rękach, zapamiętać Go takiego jakim był, słodkim maleństwem.
Ja mojego Kubusia nie widziałam ,lekarka, wstretna baba nie chciała mi go pokaać, bo to nieprzyjemny widok... ja nie mialam siły się kłócić. Moj poród przebiegał bardzo szybko, moj maz nie zdarzyl dojechac do szpitala i ta baba nie chciala go wpuścic do mnie.

Jedyna możliwością pożegnania się z synkiem było prosektorium, ale nie odwazyłam się zobaczyć Jego buźli, bo była zawinięta po sekcji , a kiedy zaczęłam odwijać zobaczylam na ligninie krew i poprostu nie byłam w stanie Go zobaczyć, ale dotykałam rączki, buźkę, nóżki. Od pana z prosektorium wiemy, ze miał duzo czarnych włosków i tylko tyle... pozostały po Nim tylko zdięcia usg , ciuszki i grobek.

Przepraszam, ze tak pisze, ale pomimo upływu czasu i jako takiego życia, w sumie dobrago, jest we mnie mnostwo bólu i złych wspomnień, ale też nadzieji na szczęście i kolejne maleństwo

--

http://lagm.lilypie.com/MiF3p1.png http://www.zapytajpolozna.pl/components/com_widgets/view.php?sid=52006
(*)(*)(*) 25. 12.2008 40 tc

4237 moni27 Kobieta, 37 lat, Ostrów Wielkopolski
ally79

ally79

nie przepraszam, ja odczuwam dwie sprzeczności moglam widzieć mojego synka, przytulać po porodzie, rozmawiać, patrzeć na niego i widzieć jak on patrzy na nas, mogłam widzieć jego uśmichy i przeroźne minki, mogłam go przez 5 dni kangurować czyli przytulać do piersi uczucia towrzyszące mi przy tym zostaną mi do końca życia jako najszczęśliwe momenty mojego życia....codziennie doceniam to że to wszystko mogłam czuć......mam jednak ogromny żal do Boga, że to się wydarzyło........
Mi a raczej nam (ja i mąż) przez ostatnie najgorsze 4 dni mogliśmy siedzieć przy Kaswerusiu prawie 24h a w tym szpitalu rodzice mogą być przy dziecku w pojedynkę na zmianę między 12-15, tylko i wyłącznie, nam już pozwalali na siedzenie - i tylko wychodziliśmy jeżeli musili przewijać albo też wykonać zabiegi innym dzieciom i naszemu synkowi też. A gdy wiedzieliśmy, że jest już stan agonalny to było w czwartek o 19 lekarka powiedziała abyśmy jechali do domu odpocząć i jak będzie się coś działo to zadzwonią, cytuję "dzieci jak umierają umierają kilka godzin więc zdążymy dojechać" z tym, że powiedziała to grzecznie ja się uparłam, że nie jadę nigdzie wówczas (czego nie robią) zapytała czy chcę wziąć go na ręcę - oczywiście, że chciałam i gdy tylko miałam go w swoich ramionach tak naprawdę od kilku godzin on już umierał wiedzieliśmy to od rana i nagle w moich ramionach (zaznaczę, że serdudzko biło przez te 16 dni cały czas rowno 140 uderzeń) u mnie na rękach w sekundzie było 200 a każda kolejna sekunda było mniej - ordynatorka przyszła i powiedziała "niewiarygodne" powiedziała, że Ksaweruś tylko czekał aż go przytulę i na moich rękach odchodził pomału - trwało to godzinę od momentu kiedy go wzięłam na ręce, tylko go przytulałam i patrzymał jak przestaje mu bić serduszko minuta po minucie....to była niewiarygodna rozpacz a zarazem miłość, że mogłam z nim być, że czekał na moje przytulenie..........

wyniki sekcji mam w tę środę ale już wiem wstępnie od ordynatorki, że sekcja nie wykazała nic co lekarze by nie wiedzieli - nic nowego nie wnioska, zasugerowała abyśmy z mężem zrobili badania....bo oni nie wiedzą jaka była przyczyna, co się stało, oprócz tego że złapał bakterie z którymi powinien był sobie poradzić a nie poradził sobie i wszystko to pociągnęło kolejne niewydolności..........ale zobaczymy co nam jeszcze w środę powiedzą..... :(

ps mój mąż jak przywiózł Ksawerusia z prosektorium musiałam zobaczyć jeszcze raz mojego synka.......i okazało się, że usnął z prześlicznym uśmiechem na buzi

ps ból po stracie ukochanego dziecka jest straszny, ból przeszywający, krwawienie z serca nie dające się zatamować.... najgorsza to ta niesprawiedliwość, żal i rozgoryczenie........ tak bardzo każda z nas pragnęła być szczęśliwą ze swoim dzieckiem.........tylko tyle i aż tyle :'(

--

15464 ally79 Kobieta, 0 lat, Kraków
ally79

ally79

na samym początku miało być - nie przepraszaj- przepraszam literówkę zrobiłam

--

15464 ally79 Kobieta, 0 lat, Kraków
moni27

moni27

Ally teraz przed Wami najtrudniejszy czas, będzie bolało i to bardzo, na to sie musicz przygotować... Też mam żal do Boga, że nam Go zabrał, ale ratuje mnie myśl - co jeśli by był chory. Wtedy całe życie by cierpiał, męczył się - wtedy byśmy mogli cierpieć podwójnie. Być może tak miało być... wiem jedno ja się bardzo zmieniłam - do tego pracuje z dziećmi, więc nie jest łatwo... ale minęło już 18 miesięcy bólu i wiem , ze będzie bolało do końca, ale z czasem jest troszeczkę łatwiej, wiem , że Kubuś jest przy mnie i czuwa... po pierwszym dniu pracy (zajęcia z dziećmi) byłam w jakiejś restauracji i zastanawiałam się skąd u mnie spokój, brak jakiegokolwiek stresu spojrzałam wtedy na ścianę, była na niej półka i 2 figurki ślicznych Aniołków - wtedy uświadomiłam sobie, skad ten spokój - mały jest i czuwa....

W grudniu kiedy mój maluszek odszedł widziałam się z kuzynką, która miała wtedy 7-mio miesięczną córeczkę - mała wtedy chciała, żebym ja wzieła na ręce i przytulała się do mnie tak jak nigdy wcześniej i później - ja wierzę w to, że tam był mój synek - podobno dzieci widzą Anioły...

Mam jeszcze pare takich sytuacji, o których mogę Ci opowiedzieć, ale najważniejsze, żebys ich szukała - to moze złagodzić ból

Ja własnie wybrałam pomniczek dla małego, więc za mną znow ciężki czas, ciagle chodziłam i ryczałam, a w momencie, kiedy juz ten pomniczek został wybrany, znów wrócił humor i radość, że choć tyle mu mogę dać...

--

http://lagm.lilypie.com/MiF3p1.png http://www.zapytajpolozna.pl/components/com_widgets/view.php?sid=52006
(*)(*)(*) 25. 12.2008 40 tc

4237 moni27 Kobieta, 37 lat, Ostrów Wielkopolski
moskala22

moskala22

Jestem tu nowa, ale również chciałabym Ci dodać otuchy. Nie wiem, jak to jest stracic maluszka, ale wiem, że słowa wsparcia czasami moga pomóc. Bądź dzielna, masz dla kogo żyć, Twoje dziecko potrzebuje silnej mamy. Może z czasem będzie lepiej. Trzymam kciuki i życzę dużo sił!!!

11284 moskala22 Kobieta, 35 lat, Nowa Wieś Szlachecka k. Krakowa