Skocz do zawartości
Forum

jola12

Użytkownik
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    KRAKOW

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia jola12

0

Reputacja

  1. To jest tragiczne i ponad ludzkie siły. Ja do dziś nie wiem jak przeżyłam pogrzeb naszej córeczki. Był pochmurny dzień, liście spadały z drzew a ja szłam z szytym brzuchem, ale nie czułam bólu tylko z każdym moim krokiem taki straszny huk w głowie i wydawało mi się że ziemia usuwa mi się spod nóg. Czasem myślę, że gdybym była młodsza to może z czasem jakoś bym wyszła z tej rozpaczy. Wcześniej uczyłam w szkole średniej gdzie jest ponad 1000 uczniów, uwielbialam młodzież a oni mnie. Teraz poszłam sprzątać i to w miejsce gdzie nie ma ludzi. Uciekam przed rodziną, znajomymi, małymi dziećmi w sklepie i na ulicy. Nie potrafię przejść obok malutkiego dziecka a zwłaszcza dziewczynki, to ponad moje siły. Wiem, że niektóre dziewczyny potrafiły wrócić do pracy do żłobka czy przedszkola. Więc poprostu są albo psychicznie silniejsze albo mniej wrażliwe. Byłam ostatnio u psychiatry bo do teraz biorę leki i powiedział mi, że u niektórych matek ten ból i rozpacz nie znikają nigdy. I, że nie każdy potrafi się podnieść. Dla mnie nie ma na tym świecie już nic co mogłoby mi dać jakąkolwiek siłę do życia. Każdy dzień jest straszny, obydwoje z mężem jesteśmy wspomnieniem siebie z przeszłości. Musimy wstać do pracy a później siedzimy w domu w którym jest tak okropnie smutno i strasznie, nawet jak zdarzy nam się uśmiechnąć i zazartowac to w tym się taki nieopisany smutek
  2. Jesteśmy tu i wszystkie jesteśmy z Tobą. Wszystkie stracilysmy nasze najukochansze dzieci ale bardzo się od siebie różnimy. Część jakoś sobie radzi,uwaza że z czasem jest lepiej i potrafi żyć bez własnego dziecka a inne są całkowicie załamane i mimo upływu czasu to się nie zmienia. Dziś 15miesiecy po śmierci mojej córeczki wiem,że to zależy od wrażliwości, jedne jesteśmy bardziej wrażliwe a inne mniej. Dla mnie po śmierci Natalki świat sie skończył a życie zmieniło w ból i rozpacz których nie potrafię znieść i tak jest każdego dnia, każdego dnia od nowa. Nie potrafię bez niej żyć i wiem, że nigdy nie będę potrafiła. Bardzo mi przykro że Twój synek nie żyje. Każdego dnia myślę o wszystkich rodzicach zwłaszcza matkach, które cierpią tak samo jak ja. Wiem, że Cię nie pocieszylam , ale coś takiego dla nas nie istnieje.
  3. Od 13 miesięcy jest tak samo. Każdego dnia nic tylko ból i rozpacz, która nie ma końca. Nawet nie wiem po co to pisze bo to przecież już niczego nie zmieni. Na wszystko za późno.
  4. Ja też nic innego nie napisze. Wczoraj minęło 8 miesięcy od śmierci naszej córcia. My nawet jej nie zdążyliśmy przytulić bo jak byliśmy u niej to leżała w inkubatorku i była taka maleńka bo miała tylko 30 cm i pół kilo że byliśmy się żeby jej czegoś nie zrobić. A później już umarła a razem z nią ja. Wiem że niektóre z was myślą inaczej niż ja. Ale ja każdego dnia żałuję że nie umarłam razem z nią bo teraz to już nie ma naszego życia a było takie szczęśliwe. W naszym domu jest tak strasznie smutno że nie można tego znieść. Nie uśmiechamy się do siebie a nawet jak to się zdąży przez ułamek sekundy to jest to taki strasznie smutny uśmiech i tak mija kolejny straszny dzień. Przez ten czas udało mi się tyle osiągnąć że nie leżę godzinami i nie patrzę przed siebie. Wróciłam na kilka godzin do pracy ale i tak ciągle w niej płaczę i się chowam przed wszystkimi w domu nawet jak muszę coś zrobić to też płaczę i ten straszny ból i smutek nie opuszcza mnie nawet na sekundę. Bez przerwy myślę o naszej córcia. Nie potrafię się nawet spotkać z dziećmi mojego męża ani brata. Nie potrafię się już nimi cieszyć bo myśl że oni żyją a moja córcia nie poprostu mnie zabija. Tak mi przykro że nasze dzieci umarły dlatego ja Cię nie będę pocieszać bo nie wierzę że będzie choćby trochę lepiej to jest niemożliwe i już za późno. Już kiedyś pisałam że znam trzy rodziny które straciły dzieci. Dwie takie malutkie dziewczynki jak my a jedna 20 letniego syna i mimo upływu lat wszyscy tylko wegetuja na nic nie mają sił i chcą tylko jakoś przytrzymać kolejny dzień. Nigdy nie sądziłam że można do tego stopnia cierpieć ale nie mogłam tego wiedzieć a teraz wiem i z nami będzie tak samo z czegoś takiego się człowiek nie podnosi bo to za mocny cios
  5. Dla nas tu to jest za późno na takie rozmowy. Od dnia śmierci Natalii nie uwierzę żadnemu lekarzowi to bezmyślne potwory. Jak byłam w tamtym roku w ciąży to chodziłam do najdroższego lekarza nie po to żeby pokazać że mnie stać tylko żeby się nami zaopiekowal. Przez pół roku tylko dwa razy i to na początku zmierzył mi ciśnienie a później już ani raz. W szpitalu znalazłam się natychmiast bo 24 tyg miałam białko w moczu spuchniete stopy i ręce do tego nadciśnienie. Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku dni a ja wiem ze musieli coś przeoczyć mimo że czułam się dobrze. Obiecali że jak rozwiążą ciąże to malutka ma szansę żyć a ja uwierzyłam i każdego dnia żałuję. Gdybym wiedziała że Natalka umrze po trzech dniach to umarlybysmy razem i teraz po 8 miesiącach jestem o tym całkiem przekonana bo życie bez niej jest bez sensu i cokolwiek by się wydarzyło tego nie zmieni. A mój prowadzący lekarz jak się dowiedział że mała umarła to powiedział że trzeba zachodzić w ciążę we wcześniejszym wieku miałam 39. Jeżeli tak to po co mnie przyjął i brał kasę mógł powiedzieć że jestem dla mnie za stara poszłabym gdzie indziej i może moje dziecko by żyło i już nie długo stawialo pierwsze kroczkami. Tragiczne to wszystko tak bardzo tragiczne
  6. Ja cały czas czuje taki straszny ból w sercu że chwilami wydaje mi się że dłużej go nie zaniosę. Mija kolejny straszny dzień robię to co muszę ale tak nie mam sił żeby żyć. Poprostu ich nie mam. Czuję się tak jakbym była zupełnie martwa każda moja myśl dotyczy mojej córki. Jak sobie pomyślę że już niedługo zaczęła y chodzić i mówić to żal ściska mi gardło. Kiedyś byłam uśmiechnięta pomocna dla innych i z taką nadzieję patrzyłam w przyszłość a teraz nic z tego nie zostało. Może z czasem będzie choć trochę lżej ale niczego na sobie nie wymuszam bo nie potrafie i niczego nie udaje. Nie uśmiecham się bo nie dam rady i wiem że tak będzie jeszcze bardzo długo. Ale ja mam moje dziecko przed sobą wiem że kiedyś ja znów zobaczę bo ufam bożej obietnicy na zmartwychwstanie o której zapewnia Biblia w Ew Jana 5 28.29
  7. Jak czytam te wszystkie wpisy to wiecie co? po prostu się upewniam,że od początku miałam rację, chociaż niektóre z Was pisały ,że nic dla siebie nie robię ,że powinnam poszukać pomocy.A ja się zastanawiam jakiej pomocy i od kogo> Nikt nam już nie pomoże bo to nie jest możliwe, rozmawiałam ostatnio z psychologiem i nic , wyszłam gorsza niż weszłam bo ludzie wokół naprawdę niczego nie rozumieją. Od śmierci naszej Natalki minęło 7 miesięcy i zmieniło się tylko to ,że potrafię wstać rano z łóżka i jak jakiś robot zrobić to co w danym dniu jest konieczne. To wszystko na co mnie stać i wiem, że nic się nie zmieni, bo bez mojego dziecka świat jest dla mnie nie do zniesienia, nigdy wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy,że człowiek może tak okropnie cierpieć, dzień po dniu.Ja dalej nie potrafię nawet stać przy kasie jak przede mną stoi matka z malutkim dzieckiem , po prostu wychodzę, na ulicy jest to samo a w domu jak już wrócę to przezywam wszystko od nowa i to nie jest uzalanie się nad sobą jak niektórzy uważają a nawet tutaj piszą to jest niekoncząca się rozpacz i ona nigdy nie minie do końca życia. Same przyznajcie jak Wy teraz żyjecie o ile to jest zycie , nic człowieka nie cieszy , nie ma takiej wewnętrznej siły do życia ,żadnej radości tylko taki okropny żal i smutek w sercu ,który czuję w każdym kawałku ciała. Prawda jest taka ,że człowiek zostaje z tym sam na całe życie
  8. Jusz , nie będzie i nie musi , to tak nie działa niestety. Ja już na nic nie czekam i nie mam żadnej nadziei. Przed śmiercią naszego dziecka byłam silna , byłam kimś a teraz jestem tylko smutnym wspomnieniem siebie samej. Jest strasznie i nic się nie zmieni.Do śmierci w to nie uwierzę. Człowiek wstaje bo musi, robi coś bo musi ale w sercu taki smutek i on nigdy nie przeminie, nigdy .
  9. To już nie jest życie,życie było zanim umarły nasze dzieci. Teraz została tylko rozpacz i ból taki ogromny. Nie wiem jak to dalej będzie , bo nic już nie będzie.
  10. Ma myslę,że tu trzeba wiecęj uwagi poświęcać na to co dzieje z nami po poł roku a nawet i po dwóch , bo na początku opisujemy swoje tragedie a pozniej na codzień zostajemy z tym sami my jak i nasi mężowie. Jeżeli ktoś napisze jak próbuje życ po jakims , odległym czasie , to zrobił a czego zupełnie nie bo brak mu sił to mam takim świezym tutaj ogromnie to pomoże,Jeżeli uznanie,że jest to domysł do zaakceptowania to napiszcie a my będziemy wam bardzo wdzieczni.Zeby pokazać jak podnosimy się po tym co dla człowieka jest najgorszym przeżyciem
  11. Za tydzień dokładnie 25 minie cztery miesiące od smierci mojej Natalki, przez ten czas nic sie nie zmieniło, poza tym ,że już chyba wypłakałam wszystkie łzy.Leki nasenne już na mnie nie działają , dzisiejszej nocy zjadłam aż trzy tabletki i dalej nie spałam.Nie wróciłam do pracy bo nie mam na to sił, jak rano dociera do mnie,że zaczął się nowy dzień to boję się otworzyć oczy, bo mnie to przeraża, to co znów muszę przezywać. Leżę czasem godzinami z poduszką na głowie i udaję ,że mnie nie ma , wtedy jakoś troszku boli mniej.Jak tak leżę to wyobrażam sobie,że moja córeczka żyje,że ona jest.Ja z nikim nie mogę i nie chcę o tym rozmawiać. Bo nie mogę słuchać od ludzi ,którzy tego nie przeżyli,że musze się wziąć w garść, że jeszcze w moim zyciu będzie dobrze, skoro to nie prawda. Mój mąż nie chce rozmawiać o tym co się stało to jego sposób na przetrwanie. Jak ostatnio powiedziałam,że jest strasznie to bardzo się zdenerwował i powiedział,że to nie tęsknota za dzieckiem tylko depresja i mam się leczyć, że on ma juz tego dość i odejdzie ode mnie ale wcale się tym nie przejęłam , chociaż niecały rok jesteśmy po ślubie,pomyślałam tylko,że jak chce nie idzie.Nie wiem co mam dalej robić i tak bardzo boję się życia , bo wiem,że nie poradzę sobie bez mojego dziecka,każdy dzień to wieczność, chociaż z drugiej strony już bardziej mnie nie może skrzywdzić bo zabrało to najważniejszą osobę w moim życiu,czuję się tak bardzo samotna i tak już zostanie dokąd nie umrę.Myślę,że czas tu nic nie da,po czymś takim nie można się dozbierać.Dla mnie życie straciło sens , nie mam sił żyć a muszę tak jak my wszystkie.
  12. Wiem co do mnie piszesz,ale mi tak bardzo na niczym nie zależy ,że bardzo często myślę żeby popić te wszystkie nasenne leki jakąś wódą i już się nie obudzić.Jedyne co mnie powstrzymuje to fakt,że mamy pełno kredytów i póki jestem to jakieś pieniadze przychodzą na konto a gdyby mnie nie było to pewnie moja mama i mąż zostaliby bez dachu nad głową bo nie są w stanie tego spłacić.Jak mówię do mojego męża ,że jest strasznie i że nie potrafię żyć bez naszej córki to mówi ,że to nie tęsknota za dzieckiem tylko depresja i mam się leczyć.Ale ja wiem, że to jest straszna rozpacz i tak strasznie boli. mi w sercu śmierć mojej Natalki odebrała wszystko i już niczego nie chcę,
  13. Ja po prostu nie chce ani żyć ani poczuć się lepiej, jak mogłabym chcieć czegoś takiego jak moje dziecko nie zyje. Moja córeczka miała się w tym tyg urodzić,wszyscy mi w rodzinie mówią,że przeżywają to co się stało , ale tylko ja nie potrafię bez niej żyć i nigdy nie będę potrafiła, ja to wiem i nawet czas tego nie zmieni.Odkąd umarło moje dzieciatko w każdym momencie żałuje ,że nie umarłam razem z nią to byłoby dla mnie lepsze niż życie w takim cierpieniu. Cały czas myślę,że może uda mi się umrzeć jakimś przypadkiem i nie będę musiała się tak męczyć do starości. Mam juz 40 lat to może mi tego marnego zycia nie zostało duzo, ja w nic nie wierzę , w żadne lepsze jutro w żadną przyszłość bo dla mnie wszystko się skończyło , już za pozno na cokolwiek, tak czuje i wcale nie chce czuć inaczej.
  14. Dziewczyny czy ja już zwariowałam? ciągle płaczę bo nie potrafie żyć bez tego najukochańszego dziecka.mąż mnie straszy ze sie wyprowadzi bo juz tyle czasu minęło a ja dalej rozpaczam,ale niech idzie mało mnie to obchodzi,juz z nikim nie rozmawiam tylko z nim chciałam ale się nie da, jestem juz na dnie, ja nie chce żyć bez mojej córeczki i nie potrafie, minęły trzy miesiące za chwile minie rok, pięć, dziesięć a ona przecież nie wróci , zabija mnie to
  15. MEGI 86. Doceniam,że chcesz mnie pocieszyć ale ja wiem ,że juz nigdy nie będę szczęsliwa, już byłam, jak w ogóle mozna myśleć ,że będzie sie szczęsliwym po czymś takim? I nawet nie o to chodzi , ja nie myśle o sobie i własnym życiu , naprawdę jest mi ono teraz takim strasznym ciężarem ,że tylko śmierć mnie od tego uwolni.Dla mnie tak straszna jest mysl,że moja córcia nie miała zadnych szans na życie i to mnie tak strasznie dreczy,że żyć mi nie daje. Chwilami popadam w jakiś obłęd i wydaje mi się,że nigdy się z tym nie uporam. Okazało się,że znam osobiście dwie dziewczyny , które tak jak my straciły dzieci. Jedna z nich , nawet z nią pracuje po czterech miesiącach od śmierci córci- Julci zaszła w ciążę i jak zadzwoniłam do niej któregoś wieczora cała w rozpaczy to powiedziała mi,że jest jej ciężko w czasie świąt i to wszystko , dla mnie to było straszne, jak matka po śmierci dziecka może tak powiedzieć nawet jak minęło 13 lat?Druga moja koleżanka straciła córeczkę 4,5 roku temu do tego momentu są w całkowitej rozsypce oboje z mężem. To jest tak straszna tragedia,że jedni się podniosą a drudzy nigdy. Ja to wiem i czuje, że do dnia śmierci się nie pozbieram bo bez mojej córci już nic nie ma i nie będzie miało znaczenia.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...