Skocz do zawartości
Forum

Jak radzić sobie po śmierci dziecka?


dysiak

Rekomendowane odpowiedzi

Dziewczyny czy ja już zwariowałam? ciągle płaczę bo nie potrafie żyć bez tego najukochańszego dziecka.mąż mnie straszy ze sie wyprowadzi bo juz tyle czasu minęło a ja dalej rozpaczam,ale niech idzie mało mnie to obchodzi,juz z nikim nie rozmawiam tylko z nim chciałam ale się nie da, jestem juz na dnie, ja nie chce żyć bez mojej córeczki i nie potrafie, minęły trzy miesiące za chwile minie rok, pięć, dziesięć a ona przecież nie wróci , zabija mnie to

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza
Gość Stracilam synka

Nie zwariowałas jesteś normalną matką która kocha swoje dziecko i bardzo za nim tęskni. Ja przez oierwsze 6miesięcy też tylko płakałam u chodzilam na cmentarz to mi pomagało. Czułam że jestem blisko mojego maleństwa. Później musiałam wrócić do pracy też ciekawie nie było. Koleżanki z pracy mnie unikaly nie wiedziały jak ze mna rozmawiać. Dla mnie to było wygodne bo ja też nie chciałam nic mówić. Z czasem jest lepiej. Trzeba jakoś żyć

Odnośnik do komentarza

Jolu, czy masz możliwość pójść do psychologa, masz gdzieś niedaleko poradnie, fundację, która zajmuje się rodzicami po stracie dziecka i będzie mogła Ci pomóc? Jest ich trochę w całej Polsce, czasem przy hospicjach dla dzieci nieuleczalnie chorych są tacy psychologowie. Mogłabyś porozmawiać z kimś, kto Cię zrozumie, nie przerwie, wysłucha. Twojemu mężowi na pewno też jest ciężko, tylko mężczyźni to przeżywają zupełnie inaczej, w końcu to kobieta w ciąży pierwsza więź z dzieckiem nawiązuje. Naprawdę jeśli możesz, idź koniecznie, będzie Ci troszkę lżej i nie będziesz z tym sama!

Odnośnik do komentarza

Trudny tydzień dla mnie nastał... Na 5 lutego miałam termin porodu... Dziś Kacperek miał być już z Nami w domu... A on nie żyje już od 4 miesięcy... Kolejny raz na wizycie u psychologa ryczałam... Leki od psychiatry wyciszyły moje ciało ale nie głowę... W poniedziałek od matki usłyszałam, że mam nie rozpamiętywać, że trzeba żyć dalej... Zabolało... Jak mam zapomnieć o własnym dziecku? Nigdy nie zapomnę. Kacperek jest i zawsze będzie częścią naszego życia. Szkoda, że dla niej Kacperek przestał istnieć jak umarł. W Nas, w moim i męża sercu synek jest i będzie i wkurza mnie że z własną matką nie mogę o Nim rozmawiać... Psychiatra ani psycholog nie zabierze nam bólu jaki czujemy po stracie dziecka ale pomaga zrozumieć co się z nami dzieje. Moja psycholog cały czas mi powtarza, że to co przeżywam jest normalne, bolesne i trudne ale to taki etap żałoby. Z czasem nauczę się żyć z tym bólem. Z czasem będę gotowa by wrócić do pracy, z czasem będę gotowa na rodzeństwo dla Kacperka... Ale na to potrzeba czasu. Po prostu. Dajmy czas czasowi. Nie słucham ludzi którzy mówią, że minęły już 4 miesiące i pora się pozbierać. Wkurzam się na takie słowa. Ale słucham siebie i wiem, że moja żałoba jeszcze trwa i potrwa jeszcze bardzo długo. Bo przeżywam teraz najtrudnieszy jej etap. Najbardziej bolesny. I boli jak cholera... Ale powoli zaczynam myśleć o pomniczku dla Kacperka i wiem już co na nim napiszę: "W Księdze Życia Anioł zapisał datę Twoich narodzin... Zamykając ją wyszeptał: zbyt piękny dla ziemi..."

"Śmierć dziecka... I dla matki żadne inne końce świata nie istnieją..."
marzec 2017 dwa Aniołki 4/5 tc
październik 2017 Aniołek Kacperek 22+1 tc
październik 2018 nasz cud Marcelek

maj 2020 Aniołek 8 tc

Odnośnik do komentarza

Ja po prostu nie chce ani żyć ani poczuć się lepiej, jak mogłabym chcieć czegoś takiego jak moje dziecko nie zyje. Moja córeczka miała się w tym tyg urodzić,wszyscy mi w rodzinie mówią,że przeżywają to co się stało , ale tylko ja nie potrafię bez niej żyć i nigdy nie będę potrafiła, ja to wiem i nawet czas tego nie zmieni.Odkąd umarło moje dzieciatko w każdym momencie żałuje ,że nie umarłam razem z nią to byłoby dla mnie lepsze niż życie w takim cierpieniu. Cały czas myślę,że może uda mi się umrzeć jakimś przypadkiem i nie będę musiała się tak męczyć do starości. Mam juz 40 lat to może mi tego marnego zycia nie zostało duzo, ja w nic nie wierzę , w żadne lepsze jutro w żadną przyszłość bo dla mnie wszystko się skończyło , już za pozno na cokolwiek, tak czuje i wcale nie chce czuć inaczej.

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza

Jolu, ja to wszystko rozumiem. Naprawdę. Też tak czułam. I nadal czasem tak czuję. To, że w tej chwili potrafię znaleźć w sobie chęć, żeby coś zrobić, gdzieś wyjść, coś zaplanować na przyszłość, nie sprawia, że mniej rozumiem, że zapomniałam, albo że jestem gorszą mamą. Jesteś teraz w najgorszym możliwym momencie, planowana data urodzin to jest tak bardzo bolesny czas. Spróbuj poszukać dla siebie pomocy, ja nie mówię, że masz poczuć się lepiej, wiem, że to niemożliwe w tym momencie, ale chociaż będziesz mogła komuś to wykrzyczeć, wypłakać, żywej osobie, która to zrozumie i do niczego Cię nie będzie przekonywać. Ściskam Cię mocno. Ja swoją córeczkę czuję cały czas przy sobie, tak jak odeszła, u mnie na rękach. Jest ze mną. Twoja też z Tobą jest.

Odnośnik do komentarza

Wiem co do mnie piszesz,ale mi tak bardzo na niczym nie zależy ,że bardzo często myślę żeby popić te wszystkie nasenne leki jakąś wódą i już się nie obudzić.Jedyne co mnie powstrzymuje to fakt,że mamy pełno kredytów i póki jestem to jakieś pieniadze przychodzą na konto a gdyby mnie nie było to pewnie moja mama i mąż zostaliby bez dachu nad głową bo nie są w stanie tego spłacić.Jak mówię do mojego męża ,że jest strasznie i że nie potrafię żyć bez naszej córki to mówi ,że to nie tęsknota za dzieckiem tylko depresja i mam się leczyć.Ale ja wiem, że to jest straszna rozpacz i tak strasznie boli. mi w sercu śmierć mojej Natalki odebrała wszystko i już niczego nie chcę,

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza

Ja tez straciłam moja coreczke 3tygodnie temu. W 39tyg okazało się ze jej serduszko przestało bić.. to był mój najgorszy dzień w życiu. Po porodzie nie trzeba bylo robic juz zadnych badan 'dlaczego' , byla owinieta pepowina..
Codziennie wyobrażam ją sobie, mysle o tym jakby była tutaj z nami, o tym wszystkim co planowaliśmy po jej przyjściu na swiat. Nie potrafie teraz znalezc jakiegos sensu bycia, zrobienia czegos.., bo to ona wcześniej dawała mi siłę, pozytywne nastawienie, checi. Ciężko pogodzić się z myślą, że już nigdy jej nie przytule,nie zobacze.. mojego pierwszego dziecka, ktorego nie mogłam się już tak doczekać.. :(

Odnośnik do komentarza

Hej Mgd ciężkie to wszytko jest. I bardzo ci współczuję. Ja,swojego synka stracilam prawie dwa lata temu. Ciężko jest . Nie będę ci mówiła że z dnia na dzień bedzie lepiej bo to nieprawda. Mi z dnia na dzien z miesiąca na miesiac jest gorzej. Cały czas muszę udawac że wszytko jest dobrze. Codziennie też myślę o moim aniołku, i Tak już bedzie przez caly czas. Nic mi sie nie chcę, czas po prostu sobie leci. A mi się wydaje że z mężem jesteśmy ciągle w tym samym miejscu. Ja się bardzo zmienilam po tym wszytkim. Ale najważniejsze ze masz wsparcie w mężu który też to na pewno bardzo przeżywa. Rozmowa z nim powinna ci dużo pomóc. Nawet siedzienie w ciszy i płacz dużo pomaga.

Odnośnik do komentarza

Na pewno już na zawsze zostanie ten ból po stracie dziecka..
Myślę, że tłumienie w sobie uczuć i udawanie nie jest dobre, jeśli po dwóch latach nie czujesz się jeszcze na siłach to może psycholog by pomógł ruszyc? Ja niestety takiej możliwości nie mam, jesteśmy za granicą i ciężko w nie swoim języku rozmawiać swobodnie.
Mam w nim wsparcie, od samego początku jak zaczął się ten koszmar mogłam liczyć na niego, gdyby nie on zwariowalabym. Rozmawiamy o niej, o sytuacji, co czujemy. Raz czuje się w miarę dobrze, raz tak ze w środku rozrywa od tej pustki. Straszne to wszystko

Odnośnik do komentarza
Gość Stracilam synka

Wiesz chodzi o to że nie z każdym masz ochotę rozmawiać na ten temat. Tak naprawdę osoba ktora tego nie przeżyje nie wie co czujesz. A psycholog szczerze nic ci w tym.nie pomoże. Najlepsze jest rozmowa z mężem, który Cię wspiera.

Odnośnik do komentarza

Za tydzień dokładnie 25 minie cztery miesiące od smierci mojej Natalki, przez ten czas nic sie nie zmieniło, poza tym ,że już chyba wypłakałam wszystkie łzy.Leki nasenne już na mnie nie działają , dzisiejszej nocy zjadłam aż trzy tabletki i dalej nie spałam.Nie wróciłam do pracy bo nie mam na to sił, jak rano dociera do mnie,że zaczął się nowy dzień to boję się otworzyć oczy, bo mnie to przeraża, to co znów muszę przezywać. Leżę czasem godzinami z poduszką na głowie i udaję ,że mnie nie ma , wtedy jakoś troszku boli mniej.Jak tak leżę to wyobrażam sobie,że moja córeczka żyje,że ona jest.Ja z nikim nie mogę i nie chcę o tym rozmawiać. Bo nie mogę słuchać od ludzi ,którzy tego nie przeżyli,że musze się wziąć w garść, że jeszcze w moim zyciu będzie dobrze, skoro to nie prawda. Mój mąż nie chce rozmawiać o tym co się stało to jego sposób na przetrwanie. Jak ostatnio powiedziałam,że jest strasznie to bardzo się zdenerwował i powiedział,że to nie tęsknota za dzieckiem tylko depresja i mam się leczyć, że on ma juz tego dość i odejdzie ode mnie ale wcale się tym nie przejęłam , chociaż niecały rok jesteśmy po ślubie,pomyślałam tylko,że jak chce nie idzie.Nie wiem co mam dalej robić i tak bardzo boję się życia , bo wiem,że nie poradzę sobie bez mojego dziecka,każdy dzień to wieczność, chociaż z drugiej strony już bardziej mnie nie może skrzywdzić bo zabrało to najważniejszą osobę w moim życiu,czuję się tak bardzo samotna i tak już zostanie dokąd nie umrę.Myślę,że czas tu nic nie da,po czymś takim nie można się dozbierać.Dla mnie życie straciło sens , nie mam sił żyć a muszę tak jak my wszystkie.

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza

25.02. minie 8 mięs. od narodzin i śmierci naszego Synka. To miał być ostatni dzień ciąży i tak długo wyczekiwane rozwiązanie. Wtedy także była to niedziela. Od tamtego dnia każda jest dla mnie katorgą. Nie wiem jak przetrwania tą najbliższą. Niedługo 23.02.-tego dnia byłam na USG połówkowym. A teraz? Szkoda słów. Dobra mina do złej gry.

10.11.2015 Kropek 6 tc.
25.06.2017 Oluś, ur. w 39 tc., żył 2godz.39min. Nasze serca odeszły razem z Tobą Skarbie

10.06.2019 Lila:
Odnośnik do komentarza

Z czasem zamiast lepiej mi jest gorzej. Od dnia planowego terminu porodu posypałam się kompletnie. Nic mi się nie chce, na nic nie mam siły, z domu nie wychodzę, jedynie do samochodu jak mąż wraca z pracy bo jedziemy do Kacperka na cmentarz. Jestem chodzącą tykającą bombą. Z byle powodu wybucham złością, potem płaczem. Mąż ma mnie dość. Ja siebie też. Nie mam już siły, te wszystkie emicje: złość, żal, smutek, pustka i wiele innych przygniata mnie. A już małymi kroczkami szłam do przodu, powoli uczyłam się żyć z tym bólem, bez połowy serca, które mi wyrwało z dniem śmierci synka... Po 4 miesiącach od jego śmierci wszystko wróciło i boli potwornie. Leki przestały na mnie działać. Psychiatra chciała zamknąć w szpitalu bo twierdzi że żałoba połączyła się z depresją. Na szpital się nie zgodziłam. Bo nie wyobrażam sobie dnia bez odwiedzin synka na cmentarzu. Dziś ostatkiem sił poszłam do szpitala na oddział gdzie rodziłam i wtedy rozmawiała z nami pani psycholog. Poprosiłam żeby ją znalazły i mi pomogli bo nie daję rady. Nie znałam jej nazwiska a wygląd jak przez mgłę pamiętałam. Panie położne uspokoiły mnie i kazały zaczekać, bo będą szukać tej pani dla mnie. I znalazły. Przez godzinę wyłam z bólu. Cierpliwie słuchała, zadawała pytania. Obiecała pomóc. Już pomogła bo wychodząc ze szpitala po rozmowie z nią poczułam się lżej bo zrzuciłam parę kilo tych emocji. Dziewczyny szukajcie pomocy zanim żałoba i depresja całkiem nas zniszczy. Nasze Aniołki na pewno by nie chciały mieć mam wariatek. Nasze dzieci chcą byśmy żyły dalej. Z bólem serca do końca życia ale dzięki pomocy specjalistów wierzę że nauczę się z tym bólem żyć i iść dalej. I to że pozbędę się tych emocji wcale nie znaczy, że zapomnę o synku. To że będę żyć dalej i z czasem będę się cieszyć z życia nie jest zdradą mojego zmarłego dziecka... Zawsze będzie w naszych sercach i nigdy o nim nie zapomnimy. Nie mam wpływu na to że Kacperek nie żyje. Życie jest brutalne. Ale to że ja żyje a mój synek nie, nie znaczy że mam zniszczyć swoje życie. Mam przecież kochającego męża. Pójście po pomoc sporo mnie kosztowało ale wiem, że dobrze zrobiłam. Jeśli jest ktoś z Poznania lub okolic chętnie pomogę trafić do tej pani doktor.

"Śmierć dziecka... I dla matki żadne inne końce świata nie istnieją..."
marzec 2017 dwa Aniołki 4/5 tc
październik 2017 Aniołek Kacperek 22+1 tc
październik 2018 nasz cud Marcelek

maj 2020 Aniołek 8 tc

Odnośnik do komentarza

Taka byłam wczoraj podbudowana po rozmowie z Panią psycholog. Ale nastał kolejny dzień i znowu czarna otchłań bólu i złości i żalu i smutku i poczucia beznadziei... Moje małżeństwo po 4 latach się rozpada. Mąż kompletnie mnie nie rozumie, ciągle się kłócimy. Niedługo nie będzie co zbierać ani po mnie ani po naszym związku... I dziś doszłam do wniosku że mam to w dupie... Na niczym mi już nie zależy, tylko na tym żeby przestało boleć...

"Śmierć dziecka... I dla matki żadne inne końce świata nie istnieją..."
marzec 2017 dwa Aniołki 4/5 tc
październik 2017 Aniołek Kacperek 22+1 tc
październik 2018 nasz cud Marcelek

maj 2020 Aniołek 8 tc

Odnośnik do komentarza

Ciężkie to wszytko jest zawsze to będzie boleć. Pustka,pozostanie na,zawsze, i myśli jak by było pięknie gdyby nasze maleństwo było z,nami. AniolkowaMamusiu boleć to.niestety będzie zawsze, i tęsknota też z,nami już pozostanie. Musisz się nauczyć z tym żyć . I może porozmawiaj szczerze z mężem, on napewno też bardzo to przeżywa tylko inaczej niż ty. Skora wcześniej byliście zgodnym małżeństwem to szkoda to stracić. Mój mąż po śmierci synka też dużo emocji tłumil w sobie. Udawał że nie jest źle. Ale zawsze mnie wysłuchał. Dopiero z czasem otworzył się i wszytko powiedział co czuję, i jak mu naprawdę jest ciężko. Tak samo jak ja nie umie się z tym wszystkim pogodzić. Obydwoje staliśmy się innymi ludzmi, ale wspieramy się, i tylko my wiem jak nam naprawdę jest ciężko. Ale wiem jedno zawsze bedziemy razem.

Odnośnik do komentarza

Ma myslę,że tu trzeba wiecęj uwagi poświęcać na to co dzieje z nami po poł roku a nawet i po dwóch , bo na początku opisujemy swoje tragedie a pozniej na codzień zostajemy z tym sami my jak i nasi mężowie. Jeżeli ktoś napisze jak próbuje życ po jakims , odległym czasie , to zrobił a czego zupełnie nie bo brak mu sił to mam takim świezym tutaj ogromnie to pomoże,Jeżeli uznanie,że jest to domysł do zaakceptowania to napiszcie a my będziemy wam bardzo wdzieczni.Zeby pokazać jak podnosimy się po tym co dla człowieka jest najgorszym przeżyciem

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza
Gość aniolkowamamusia

kochane u nas mija jutro pol roku, jest mi ciezko bo chcialabym miec coreczke obok ale zyc trzeba, przeciez ona patrzy na nas caly czas i chce aby byla ze mnie dumna. Ona wie ze ja kocham. codziennie bylam u niej na cmentarzu. i jutro mija pol roku, dojrzelismy z mezem ze to czas kiedy chcemy sie starac o kolejnego maluszka napewno nasza niunia chcialaby rodzenstwo wiec sie bedziemy starac. musi byc dobrze

Odnośnik do komentarza

Jolu u mnie tak jak pisałam w tej chwili minął rok i cztery miesiące od śmierci mojej córeczki. Przez pierwszy miesiąc, dwa byłam odrętwiała i w szoku, rzadko płakałam, miałam potworne wyrzuty sumienia, że to moja wina. Gorzej zaczęło być po jakichś 5 miesiącach, miałam napady paniki, nie byłam w stanie przejechać ani przejść obok miejsc, które mi się z tą ciąża kojarzyły, odtwarzalam w głowie filmy z porodu, śniło mi się to, to trwało wiele miesięcy, w trakcie ostatecznie zaczęłam chodzić do psychoterapeutki, bo już sobie nie dawałam rady z normalnym życiem (mam w domu 3 dzieci w tym bliźniaka tej córeczki, nie byłam w stanie się nimi zajmować, nic zaplanować, nawet ugotować). Pomogło mi o tyle, że mogłam się komuś wypłakać i ten ktoś nie mówił mi że mam się wziąć w garść. Przyjaciele nic nie rozumieli i mieli dość, rodzina tak samo. Powoli zaczęłam planować sobie dokładnie dni, co zrobię, co ugotuje, nawet że wypije wodę, dokładne planowanie i trzymalam się tego planu, żeby żyć. Po jakimś roku zaczęło powoli być trochę lepiej. Wróciłam do pracy, nie bardzo mi się chce tam chodzić, bo całe zaangazowanie zniknęło, ale to organizuje dzień. I próbuje sobie przypomnieć, co mnie kiedyś interesowało, co lubiłam. Natomiast dwa miesiące temu niestety zaszłam w nieplanowana ciążę. Nie chciałam, bo boje się panicznie powtórki i z mężem nie układa mi się najlepiej. I wszystko się posypało. Byłam przerażona, potem zaczęłam się nieśmiało cieszyć, a potem ja wizycie okazalo się, że może coś jest nie tak, trzy tygodnie niepewności i kolejnych badań USG i skierowanie na zabieg. Poronienie zatrzymane. Jestem w rozsypce, wszystko co budowałam mozolnie dla tej trójki która mam runęło, a ja znowu nie mam ochoty wstawać z łóżka.

Odnośnik do komentarza

Bo z tego nie można się podnieść , to ponad ludzkie siły. Ze wszystkim człowiek sobie jakos lepiej lub gorzej poradzi ale nie ze smiercią własnego dziecka. Ja nie mam złudzeń ,wiem,że już nigdy nic się nie ułoży i trzeba jakoś docierpieć do smierci.Żaden psycholog ani kto inny nam nic nie pomoże,

Odnośnik do komentarza
Gość Stracilam synka

. Nigdy o moim malenstwie nie zapomne. Ciągle jest smutek i żal. Myślę każdego dnia jak by to bylo jak by mój syn żył. Po takiej tragedii ciężko jest się pozbierać. Nikt nie jest w stanie pomóż , bo nikt nie,przywróci nam naszych dzieci.

Odnośnik do komentarza

Po śmierci synka znalazłam wiersze, które podtrzymywały mnie na duchu.

"Dzień z życia Aniołka
Pamiętam jak to było. Ktoś mnie łaskotał a potem…a potem już tak chciałem wyjść…tam do Was i wyciągnęli mnie, ale tatuś się odwrócił, a Ty Mamo płakałaś. Dotknąłem policzków Twoich – zapłakałaś mocniej, chciałem przytulić tatusia, ale się tylko skulił… Dlaczego? Chciałem krzyczeć, bo byłem blisko, ale nie widzieliście. A moje pieszczoty sprawiały Wam ból. Wtedy przyszła po mnie… Nie przedstawiła się.. zabrała na chmurkę i pogłaskała po główce. Powiedziała, że jeszcze troszkę i mnie zobaczycie, i będziemy się uśmiechać. Powiedziała, że nauczy mnie wszystkiego. Zapytałem, dlaczego jestem tutaj. Podobno wszystkie dzieci wracają na chmurki, kiedy ich skrzydełka są zbyt duże. To znaczy, że jeszcze nasze duszyczki nie są gotowe, by zejść na ziemię, by stawić czoło trudom codzienności. Mądre słowa, za dużo… Zasnąłem.
Kilkanaście minut później obudziła mnie. Powiedziała, że czas na lekcje. Zabrała mnie do Was. Zabawne, ale byliście już w domku. Nadal płakaliście. Byłem zły. Tak zły, że tyle bólu, że tęsknicie do mnie a ja do Was, choć się nie widzimy. Moja nauczycielka wyjaśniła, że nie mogę się denerwować. Tak właśnie sprawiam, że bardziej boli, że moja cierpliwość nauczy Was uśmiechu i że kiedyś się spotkamy.
Podglądam Was co kilka minut. Patrzę, jak się bawicie z moim rodzeństwem. Zazdroszczę. Ale kocham Was wszystkich. Dla Was płyną dni, miesiące, lata. A dla mnie to sekundy, minuty, godziny. Tak wolno. Ale postanowiłem zamrugać. Mrugnąłem oczkiem. Uśmiechnęłaś się! Zobaczyłaś ten błysk Słońca i uśmiechnęłaś się do mnie. Tata też! Te dwa ciepłe uśmiechy tulę do serduszka, tulę mocno. Teraz błyskam co kilka minut i się uśmiechacie. Czasem do nieba, czasem do dzieci, czasem do siebie, a ja chowam to i podglądam Wasze spokojne życie.
Przyszła…przyszła i powiedziała, że mamy ważne zadanie… Pokazała mi samotnego zapłakanego Aniołka. Kazała zabrać za rączkę. Powiedziała, że minęło dość minut i muszę zaprowadzić maleństwo do Twojego brzuszka. Że ma już dość słabiutkie skrzydełka i może zejść i że potrzeba mu ciepła.
Nigdy nie zapomnę tej godziny. Dla Ciebie minęły wieki i wiem, że nadal pamiętacie… Zobaczyłaś dwie kreseczki… Płakałaś. Ty, Tatuś.. płakaliście razem. A ja stałem przy Was i głaskałem brzuszek uspokajając.
Już czas…Poczujesz ruchy. Idę połaskotać brzuszek. Gili gili Auć kopie Gili gili Auć znowu kopie. Och jak cudownie! Tulę, głaszcze, a Wy się śmiejecie. To ciepło z Waszej radości sprawia, że mogą fruwać wysoko.
Och minęło kilka sekund Oj!!! Zapomniałem Mamusiu! Znowu płaczecie. Mamusiu nie… Przepraszam, już łaskocze, już maleństwo kopie. Nic nam nie jest. Nic Wam nie jest. No gili gili gili gil I wielki kopniak Ufff Uspokoiliście się…
Tak przewędrowałem z Wami w moim świecie minuty, a w Waszym miesiące i lata. Już czas wyjść, już przychodzę i budzę maleństwo, a ty czujesz pierwsze skurcze. Cierpisz… ale jednocześnie cieszysz się. Głaszczę Ciebie, by mniej bolało. Wołam Maleństwo, by szybciej wyszło. Jest! Po tylu godzinach się wydostało, choć dla mnie to tylko mgnienie…
Od tej pory mogę tylko Was obserwować, mrugać Wam, a czasem szeptać. Wiem, że pamiętacie. Jeśli znowu będę musiał zaprowadzić Aniołka do Twego brzuszka, by przemieniło się w maleństwo, będę bliżej. Jeśli nie, będę czuwać, aż minął moje 24 godziny i lata Waszego życia
Przyjdę wtedy do Was i przytulę. Przyjdę i powiem, jak tęskniłem, i wtedy znowu się dotkniemy. Bez łez, bez żalu. A teraz tylko spoglądam z uśmiechem i już nie zazdroszczę, bo choć nie mogę Was dotykać, to mogę pilnować, by nic Wam się nie stało.
Kocham Was. Każdy błysk słońca, każdy szum drzewa, każda kropla rosy, każdy raz, gdy zatrzymujecie się i zachwycacie światem, to moje wyszeptane kocham do Was…"
..............................................................................................

"Nie płacz kochana Mamo
Ja patrzę na Ciebie co rano.
Jak tylko oczka otworzę
I skrzydła anielskie rozłożę
To zaraz lecę do Ciebie
Pomimo, że jestem tu- w Niebie
Lecę, by Ciebie utulić,
Do serca mego przytulić
Głaskać Twe włosy rozwiane
I skleić serce złamane.
I znajdziesz mnie w listku na drzewie
I wiatru ciepłym powiewie
I w jasnym słońca promieniu
I w ptaku co siadł na ramieniu.
W tatrach i szumie morza
W tęczy łuku, barwnym jak zorza
W tatusia czułym uścisku
Bo jestem tak bardzo blisko…
I śpiewam Ci liści szelestem
I kocham – przy Tobie jestem
W zachodzie i wschodzie słońca
Ja będę z Tobą do końca…"
....................................................................................

"Kochana mamo,
wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć.
Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, w Twoim sercu...Istnieję.
Kiedy byłem tam na dole, w Twoim ciepłym brzuchu, godzinami zastanawiałem się,
jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym opowiadałaś
gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo, każdą
informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne miejsca i Ciebie, jak wyglądasz...
Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
pomarszczony...no i po co mi te dziesięć palców?
A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być prawda" -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz, prosisz i błagasz..
A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś poczuła, że ja tu jestem
i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
po oczach, straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się czarne.
A mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na rękach, ale to nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko wokoło mnie zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały pomarszczony, z dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było. Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
uśmiechnął się do mnie.
Gdzie moja mama? - zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że nie każde dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak bardzo mnie chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych małych Aniołków.
Że będzie mi teraz Ciebie Mamo brakowało, ale musimy oboje nauczyć się żyć bez siebie.
I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
Płakałem tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele zabawy i radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy starszym ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich rodziny, mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze mnie dumna, mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No...czasami tylko robimy sobie psikusy i troszkę rozrabiamy..
Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek, mój Przyjaciel wytłumaczył mi że nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi pojawić się w Twoich snach ...nic więcej.
Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi nie działają tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i...zabrał mnie na ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
Wiedziałem że to Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
że bardzo cierpisz...tęsknisz... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i powiedział że
musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz żyć, bo wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym musisz pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą która powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy i ostatni. Musisz wziąć się w garść, uśmiechać,żyć.
Ja Cię bardzo mocno kocham i wiem że to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza powoduje, że moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na górze istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym myślom. Mamo uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna chwila. Dzięki Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama ...pamiętaj o tym. Nie smuć się bo smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy tobie.
Kocham Cię mamo..."

"Śmierć dziecka... I dla matki żadne inne końce świata nie istnieją..."
marzec 2017 dwa Aniołki 4/5 tc
październik 2017 Aniołek Kacperek 22+1 tc
październik 2018 nasz cud Marcelek

maj 2020 Aniołek 8 tc

Odnośnik do komentarza

To już nie jest życie,życie było zanim umarły nasze dzieci. Teraz została tylko rozpacz i ból taki ogromny. Nie wiem jak to dalej będzie , bo nic już nie będzie.

Dziewczyny od dwóch miesięcy co noc czytam tę stronę .Mnie spotkało to samo co Was.22 .10,2017 w 24 tc nagle podskoczyło mi ciśnienie na ponad 200 w szpitalu byłam 3 dni na lekach ale nie pomogły lekarze zdiagnozowali ostry stan przed rzucawkowego i zrobili mi cc, moja córcia Natalka urodziła się z 8 pkt i zmarła po trzech dniach. Od tamtej pory j

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...