Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MAMUSIA

Poroniłam, nie umiem sobie radzić z bólem

Rekomendowane odpowiedzi

Hej dziewczyny,
Z niektórymi juz się znam,a z racji szukanego w google przeze mnie tematu 'jak sobie poradzić z poronieniem' trafilam na ten wątek - forum które juz znam.
Być może wydam się nudna, tak jak pisala jedna z dziewczyn na początku forum 'jestem jedna z tysiąca' ale nie potrafię się pozbierać ;( Dzień zaczynam często dość we solo, np. Dziś wybralam się z narzyczonym do Ikeii,pokupowalam świeczki etc.bo urzadzamy nowe mieszkanie. Byla chwila kiedy nie myslalam,bylo Milo i wesolo a teraz?! Chcialabym zniknąć, zasnąć i obudzić się jak juz będzie dobrze, cofnąć czas! Ale się nie da;( Jest tak ciężko,czuje się taka samotna,nie wiem co robić żeby zacząć funkcjonować normalnie ;( Carly czas myślę co by bylo gdyby aniolek dalej byli pod moim serduszkiem. Dziewczyny napiszcie jak Wy sobie radzicie/radzilyscie! Mam wrażenie ze krzycze ale nikt mnie nie slyszy ;(


:angel_star:10.01.13

8 t.c.
Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeżeli nawet jest jej mało to i tak wszystko osłodzi.
:heart:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nietoperku nie można się od razu po takim wydarzeniu pozbierać, trzeba po prostu swoje odczekać, wypłakać, ale jakiś cierń zawsze zostanie.
Fakt, jesteś jedną z tysiąca, ale to właśnie oznacza, że nie jesteś sama. Ja przeszłam przez to samo piekło i jestem z Tobą :Kiss of love:
Nie jesteś nudna, pisz kiedy chcesz, wyrzucaj to z siebie kiedy tylko Ci to leży na sercu. My tu rozumiemy co to znaczy.


http://www.suwaczki.com/tickers/65vq786iklsvuww1.png
http://www.suwaczki.com/tickers/cb7w43r8253bs8l9.png
09.11.2012 :angel_star:Wiem, że jesteś tam
Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam
Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi
Każdy chciałby wiedzieć jak ma dalej żyć.
Wiem, że jesteś tam
Dla każdego zawsze musisz znaleźć czas
I choć nigdy o nic nie prosiłam Cię
Dzisiaj proszę bez kolejki przyjmij mnie .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nietoperek84
Hej dziewczyny,
Z niektórymi juz się znam,a z racji szukanego w google przeze mnie tematu 'jak sobie poradzić z poronieniem' trafilam na ten wątek - forum które juz znam.
Być może wydam się nudna, tak jak pisala jedna z dziewczyn na początku forum 'jestem jedna z tysiąca' ale nie potrafię się pozbierać ;( Dzień zaczynam często dość we solo, np. Dziś wybralam się z narzyczonym do Ikeii,pokupowalam świeczki etc.bo urzadzamy nowe mieszkanie. Byla chwila kiedy nie myslalam,bylo Milo i wesolo a teraz?! Chcialabym zniknąć, zasnąć i obudzić się jak juz będzie dobrze, cofnąć czas! Ale się nie da;( Jest tak ciężko,czuje się taka samotna,nie wiem co robić żeby zacząć funkcjonować normalnie ;( Carly czas myślę co by bylo gdyby aniolek dalej byli pod moim serduszkiem. Dziewczyny napiszcie jak Wy sobie radzicie/radzilyscie! Mam wrażenie ze krzycze ale nikt mnie nie slyszy ;(

Nietoperek ja mam nawrót mojego załamania po poronieniu. za długo muszę czekać żeby znowu zacząć się starać i to mnie dobija. po 1 poronieniu szybko się podniosłam bo mogłam praktycznie działać od razu a teraz mam związane ręce i to mnie dobija.
mam problemy z zasypianiem a jak juz zasnę to mogłabym spać do wieczora...nic mi się nie chce....nie sprzątam...nie gotuje...nie chce mi się....
we wtorek kolejne badania krwi i sie okaże czy dostanę dawkę nadziei czy kolejnego kopa w dupe......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulcia serduszko, trzymam kciuki.


http://www.suwaczki.com/tickers/65vq786iklsvuww1.png
http://www.suwaczki.com/tickers/cb7w43r8253bs8l9.png
09.11.2012 :angel_star:Wiem, że jesteś tam
Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam
Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi
Każdy chciałby wiedzieć jak ma dalej żyć.
Wiem, że jesteś tam
Dla każdego zawsze musisz znaleźć czas
I choć nigdy o nic nie prosiłam Cię
Dzisiaj proszę bez kolejki przyjmij mnie .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulala1986
Nietoperek84
Hej dziewczyny,
Z niektórymi juz się znam,a z racji szukanego w google przeze mnie tematu 'jak sobie poradzić z poronieniem' trafilam na ten wątek - forum które juz znam.
Być może wydam się nudna, tak jak pisala jedna z dziewczyn na początku forum 'jestem jedna z tysiąca' ale nie potrafię się pozbierać ;( Dzień zaczynam często dość we solo, np. Dziś wybralam się z narzyczonym do Ikeii,pokupowalam świeczki etc.bo urzadzamy nowe mieszkanie. Byla chwila kiedy nie myslalam,bylo Milo i wesolo a teraz?! Chcialabym zniknąć, zasnąć i obudzić się jak juz będzie dobrze, cofnąć czas! Ale się nie da;( Jest tak ciężko,czuje się taka samotna,nie wiem co robić żeby zacząć funkcjonować normalnie ;( Carly czas myślę co by bylo gdyby aniolek dalej byli pod moim serduszkiem. Dziewczyny napiszcie jak Wy sobie radzicie/radzilyscie! Mam wrażenie ze krzycze ale nikt mnie nie slyszy ;(

Nietoperek ja mam nawrót mojego załamania po poronieniu. za długo muszę czekać żeby znowu zacząć się starać i to mnie dobija. po 1 poronieniu szybko się podniosłam bo mogłam praktycznie działać od razu a teraz mam związane ręce i to mnie dobija.
mam problemy z zasypianiem a jak juz zasnę to mogłabym spać do wieczora...nic mi się nie chce....nie sprzątam...nie gotuje...nie chce mi się....
we wtorek kolejne badania krwi i sie okaże czy dostanę dawkę nadziei czy kolejnego kopa w dupe......

Ula kochana 3mam za Ciebie,za nas kciuki! Prócz pragnienia tego, żeby bol minal, to co marzy mi się jeszcze bardziej,to znow zobaczyć II. Przykro mi ze tak się dzieje i wierze,ze kolejna próba uda się na 6!! Jutro IDE do giną, ciekawe co mi powie. Informacja która najbardziej mnie interesuje to kiedy mogę starać się kolejny raz.
Siedze teraz w domu na l4. Póki co tez nie mam najmniejszej ochoty wynurzac się z domu. Wychodze jak już muszę, póki co najlepiej czuje się w domu. Ehhhh czemu życie wystawia nas na takie próby?!?


:angel_star:10.01.13

8 t.c.
Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeżeli nawet jest jej mało to i tak wszystko osłodzi.
:heart:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej kochana!! Dokładnie wiem co przeżywasz bo sama pare dni temu wyszłam ze szpitala po poronieniu. Też sobie nie radze do tego wszystkiego problemy z facetem który zupełnie mnie nie rozumiał. Też mi się nic nie chce, jem na siłę, usmiecham się czasem żeby wszyscy mysleli że nie jest tak zle. Lecz w sercu ogromny ból nie do pokonania. Jestesmy jedne z tysiąca lecz to nasza osobista tragedia i takie argumenty nie docieraja do nas. Ja postanowiłam pójsć do specialisy, psychologa. mój partner powiedział że pójdzie razem ze mną - czyli może w końcu cos zrozumiał. Wypłacz się masz prawo do tego , do tego żeby czuć się smutną i nieszczęsliwą.
Do tego dziewczyny chciałam poruszyć jeszcze wątek opieki psychologa w szpitalu. Po mimo to że ja miałam bardzo dobrą opiekę pielęgniarek i lekarzy to żaden psycholog do mnie nie przyszedł. A wiem że pracują tam tacy ponieważ Pani psycholog przyszła do babki która miała robiony zabieg usuwania mięsniaków i zaproponowała jej rozmowę!! A do żadnej z nas która była na oddziale z poronieniem nikt nie przyszedł.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Natalia nie dość, że do mnie nikt nie przyszedł, to jeszcze niektórzy lekarze wykazali się taką bezdusznością i brakiem jakiegokolwiek taktu, że aż mi się ciśnienie podnosi, jak sobie o tym przypomnę. Np. jeden z nich, kiedy płakałam, jak robił mi kolejne USG, powiedział, że mam nie płakać, bo przecież to nie było dziecko, tylko zlepek komórek i to przesada nazywać "TO" dzieckiem. Oczywiście jedyne, co osiągnął to moja niepohamowana histeria, bo tak bardzo mnie to zabolało, że miałam ochotę go spoliczkować. ZERO wyrozumiałości, współczucia, ciepłego słowa. Wiem, że oni w szpitalu mają wiele takich przypadków, ale dla mnie to jest osobista tragedia, więc tak po prostu, po ludzku mogliby to uszanować. A jeśli nie stać ich na miłe słowo, to mogą się w ogóle nie odzywać...
Tak swoją drogą, to ciekawa jestem, czy to też byłby "zlepek komórek" gdyby chodziło o jego żonę czy siostrę...

Inny lekarz wyprosił moje (wtedy czternastomiesięczne) dziecko, bo powiedział, że jest źródłem zarazków i nie może przebywać w szpitalu w ogóle nie licząc się z tym, że Jego obecność może być dla mnie sporym wsparciem w trudnej chwili. Dodam, że poprzedniego dnia obecność Malucha nikogo nie raziła, dostał nawet porcję szpitalnej zupy, ale wtedy dyżur miała kobieta...

Nikt nie przyszedł spytać jak się czuję, czy czegoś potrzebuję. Nikt nie powiedział, gdzie mogę szukać pomocy.

Ula kochana, jestem z Tobą. Mocno trzymam kciuki, żeby ta cholerna beta już spadła i żeby niedługo zaczęła na nowo rosnąć, żeby Cię doprowadzić do szczęśliwego finału.


http://www.maram.sklepna5.pl/
http://s5.suwaczek.com/201107275570.png
Upadł jej z kolan kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała pocz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Koliberek, ja w szpitalu starałam się nie płakać i nie okazywać tego co czuję. Byłam tak zestresowana całą sytuacją że chyba działał mój system obronny czy cos. Dopiero w nocy mogłam sobie popłakac do poduszki. Co nie zmienia faktu że ktos powinien z nami rozmawiać o tym. Na szpitalnym korytarzu spotkałam dziewczyne która poroniła i tak bardzo płakała ze byłam przerażona że nikt jej nie pomógł. Taka pomoc powinna być dostępna 24 h na dobę. Mi pielęgniarki pytały się czy czegos mi nie trzeba ale to bardziej ze względów fizycznych niż psychicznych. Takie dziewczyny nie powinny być zostawiane same sobie!!!


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10.01.2013 urodzilam martwego synka w 24 tc ;((((((((((

moje serce dalej krwawi !!!!!!!!!!!!
:((((((((((
a do tego doszedł nawał pokarmu :((((

i również w szpitalu nikt mi nie zaoferował pomocy ??
nikt nie zapytał czy czegoś nie potrzebuję??
kilka dni temu dzwoniła do mnie położna bo ma przyjechać na wizytę i pytała czy chcę psychologa.............odpowiedziałam że nie.e.....ale teraz chyba sie zdecyduje .....
mąż nie rozmawia ze mną na ten temat............jakby nic sie nie stało ;((
reszta osób równiez !!!

dobrze,ze tu trafiłam............moze wygadanie sie troszkę pomoże???
NIGDY NIE ZAPOMNĘ !!! ale moze przez wygadanie się troszkę złagodzę ból ??

-----------------------------------------
Bartosz [*]10.01.2013 24 tc. :angel1:


Bartosz

24+4, 10.01.2013r.:angel_star:

Nie płacz kochana Mamo.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anya,bardzo mi przykro z powodu Twojej tragedii!!
Porozmawiaj z psychologiem jeżeli Tobie położna to zaoferowała. na pewno Ci nie zaszkodzi a być może bardzo pomoże. Co do męża to mój też zachowywał się po moim poronieniu jakby się nic nie stało..nawet gorzej niż źle bym powiedziała. Ale ja tylko płakałam i miałam do niego o wszystko pretensję. Dopiero teraz po paru dniach dotarło do niego co ja czuje. Musiałam wyjechać do mamy i rozstać się z nim na jakis czas żeby zrozumiał. Ty jednak nie czekaj na to tylko powiedz mu szczerze wprost co czujesz i czego oczekujesz. Płacz ile masz sił przecież masz do tego prawo, czas leczy rany podobno ale musi go troche upłynąć. Wiem co czujesz i sciskam Cię mocno!!!!!


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anya moje kondolencje :( Nie ma slow, które moglyby pocieszyć, czy dodać otuchy, ale 3mam kciuki kochana żebyś piradzila sobie z przejściem tej zaloby i żebyś miala wsparcie!
Tyle nas jest,to takie smutne,ale przekonalam sie ze to forum dziala jak miód na serce i można znaleźć tu tyle zrozumienia ile nie daloby mi pol świata zewnętrznego!
Dziewczyny czuje ze będzie dobrze i jeszcze każda z nas zajdzie w ciążę i szczęśliwie ja donosi!!


:angel_star:10.01.13

8 t.c.
Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeżeli nawet jest jej mało to i tak wszystko osłodzi.
:heart:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! dołączam do grupy. w piątek trafiłam do szpitala a w niedziele poroniłam mojego kochanego Aniołeczka, był to 9 tc. Strata boli ale wiemy z mężem że dzidzia była chora bo nawet nie widzieliśmy jego serduszka. Może dzięki temu jest mi łatwiej trochę. No i duże wsparcie od strony męża który też to bardzo przeżywa ale mogę mu się wypłakać kiedy tylko chce i powiedzieć jak się czyje z tym wszystkim, reszta oczywiście nie rozumie bo pierwszym zdaniem które słyszę to" jeszcze będziecie mieć zdrowe dzieci, nie przejmuj się" no tak wiem o tym ale tego już nie będzie!!!!!!!!wracam szybko do pracy bo już w piątek mam nadzieje że zajęcie sprawi ze oderwę się od ciągłego myślenia o tym ze już w brzuszku nie ma Fasolki i szybciej zleci mi czas do kwietnia bo wtedy chcemy zacząć znów się starać o drugie dzieciątko. I to nie jest tak ze chcemy o wszystkim zapomnieć mając nowe dziecko bo tych wydarzeń( pierwsze II kreski na teście, pierwsze usg, przekazanie nowiny najbliższym)się nie da wymazać z pamięci ale można się z tym pogodzić i dać Aniołkowi spokojnie odejść by czuwał nad nami:****A list Aniołka do Mamy którejś z poprzedniczek doskonale to odzwierciedla.
Tęsknimy Aniołku[*]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, będą! I przyjdzie lepsze! Straciłam Maleństwo w 13 tc, kolejną ciążę CAŁĄ przeleżałam - taki miałam nakaz od ginekolog. Wartało, choć było ciężko, tym bardziej po traumie wcześniejszej ciąży. Uśpiłam niedawno dwa nasze skarby - po poronieniu człowiek jeszcze bardziej je ceni!


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aniolek23 bardzo mi przykro ze i Ciebie to dotkenlo!! Nie jest to latwe i jeszcze jakiś czas będzie bolalo! Dobrze ze masz wsparcie. A niewątpliwie powrót do pracy na pewno pozwoli Ci latwiej przez to przejść. Mnie tez to spotkalo raptem kilkanaście dni temu i uwierz,ze nie marzę o niczym innym jak o kolejnych II a o moim aniolku którego nie nosze juz pod sercem zawsze będę pamiętać! 3maj się!!


:angel_star:10.01.13

8 t.c.
Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeżeli nawet jest jej mało to i tak wszystko osłodzi.
:heart:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Światełko dla Twojego Aniołka

  • . Bóg doświadcza bólem tylko osoby, które potrafią sobie z nim poradzić. Boleć bedzie zawsze, ale pamiętaj, że Twój Aniołek biega po chmurkach z naszymi Aniołkami.
  • Trzymaj się
    Mama aniołka(2007) i 3 ziemskich dzieciaczków


    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Czytalam kilka postow lezac i placzac....w ciagu ostatnich 4 miesiecy stracilam moje 2 fasolki, pierwsza w 6t.c. druga w ten piatek w 9t.....po pierwszej w miare szybko sie pozbieralam...choc bylo to szokiem bo nie wiedzialam co sie dzieje z moim cialem ale mialam duze wsparcie mojego partnera, ktory byl ze mna w szpitalu...Jak zobaczylam dwie kreski na tescie po raz kolejny nie umialam sie cieszyc...balam sie...uczucia doiero przyszly jak uslyszalam bicie serca....Teraz w piatek przylecialam do Polski na egzaminy (na stale mieszkam w Anglii) i zle sie oczulam, zadzwonilam do kliniki we Wroclawiu gdzie nalezalam i pojechalam...juz nie bilo serce mojego dziecka...nikt mi nie umial powiedziec czemu..."wada genetyczna, tak sie zdarza, za miesiac Pani moze znowu zajsc w ciaze"-dla mnie to nie wytlumaczenie...na dodatek lekarz powiedzial, ze nie wiadomo kiedy zaczne krwawic...Wrocilam do domu, moj partner przylecial secjalnie zeby byc ze mna bo przysiegam nie chcialo mi sie i nie chce zyc...zaczelam krwawic nastenego dnia...najgorsze jest to, ze wiedziala co mnie czeka krok po kroku...I chyba nikt kto tego choc raz nie przezyl nie rozumie...pisze ten post bo moze ktos mi pomoze zrozumiec, da nadzieje albo podpowie jak przez to przejsc....dwa razy to za duzo...raz to za duzo...w ogole to jest bez sensu, tak nie powinno byc...


    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Vanill_a Przykro mi z powodu Twojego cierpienia i bólu. Poroniłam 11 stycznia podobnie jak u Ciebie serce przestało bić, rozwój zatrzymał się na 7 tygodniu. Dowiedziałam się o tym na rutynowej wizycie u mojej lekari. Potem szpital, wywołanie skurczy i krwawienia-nie chcieli czekać na samoistne krwawienie. Okropne uczucie niesprawiedliwości i cierpienie po stracie. Najgorsze chwile jakie przeżyłam. Po wyjściu ze szpitala nic nie miało sensu nie chciało mi się żyć. Teraz mineły 3 tygodnie, po mału ale doszłam do siebie. Trzeba mieć nadzieje bo tylko o na daje nam siłe na następny dzień. Trzymam za Ciebie kciuki i wiem że wszystko się ułoży. Pamiętaj że nie jesteś sama. Gdy masz ochote to płacz , krzycz masz do tego prawo! Gdy będzie Ci źle to pisz-tak po prostu co czujesz.
    Ściskam Cie mocno !!!!


    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Vanilla kochana jestem z tobą i sciskam mocno.
    Ja tez mieskam w uk więc dokładnie wiem jak o tak wyglada.
    Ja moje pierwsze poronienie w 13 tygodniu a od 6 nic sie juz tam nie rozwijało. Miesiąc po 1 poronieniu znowu zaszlam w ciążę. Tak samo jak ty bałam sie. Jak zobaczyłam test to sie poplakalam zamiast sie cieszyć. No i niestety 3 dni po teście trafiłam do szpitala - ciaza pozamaciczna. Więc ja tez w przeciągu 2 mcy straciłam 2 ciążę.....nie było by tak zle jakbym sie mogła od razu starać....ale nie mogę...czekam aż hormon beta po ciąży poza mi spadnie....juz nie mogę sie doczekać kolejnych starań....jak sie poddam to nigdy nie będę matka więc sie nie podajemy!!!

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Ja poroniłam prawie 4 lata temu w 9tc, mam aktualnie zdrowego synka.
    Ma 3,5 roku.
    Nie potrafię go w pełni kochać, mam żal, że "zastąpił" moje maleństwo...
    Nikt mnie nie rozumie
    dlaczego?


    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Soine bo nie zrozumie ten, kto nie przeżył. A nawet nie każdy, kto przeżył zrozumie, bo to jest bardzo osobiste i indywidualne. Ja nie mam jeszcze dziecka po poronieniu (chociaż mam Syna, ale On był pierwszy), jednak nic mnie nie wkurzało bardziej, niż słowa "będziesz miała jeszcze dziecko, masz czas". Tak, być może będą jeszcze inne ciąże, ale to już będą INNE dzieci. Tamtego nie ma, a było jedyne, niepowtarzalne, wyjątkowe. Czy naprawdę tak ciężko to zrozumieć? Taka postawa "nic się nie stało" doprowadza do szewskiej pasji, bo dla mnie stało się tak wiele.

    To jest miejsce, gdzie możesz wyrzucić z siebie emocje, przemyślenia i przeżycia. Zachęcam do pisania.

    Pozdrawiam


    http://www.maram.sklepna5.pl/
    http://s5.suwaczek.com/201107275570.png
    Upadł jej z kolan kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała pocz

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    soine
    Ja poroniłam prawie 4 lata temu w 9tc, mam aktualnie zdrowego synka.
    Ma 3,5 roku.
    Nie potrafię go w pełni kochać, mam żal, że "zastąpił" moje maleństwo...
    Nikt mnie nie rozumie
    dlaczego?

    ja ciebie bardzo dobrze rozumiem...ja się śmieje, ze to jest moja ciąża.... 3 dziecko tylko że 2 mieszka w niebie....

    koliberek- bardzo dobrze napisała- tamto dziecko było niepowtarzalne i jedyne i nic i nikt nie zastąpi tego maleństwa.
    pisz tu kochana bo to naprawde dużo daje. :36_3_15:

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Kto tego nie przeżył ten nie wie i nie jest w stanie zrobić...powiedzieć nic, zeby pomóc, żeby choć na chwilę nie myśleć o tym.....ja do dziś co kilka dni placzę, bo myśle...ciekawe jaki by był i jak by wyglądał itd.......


    Pozdrawiam...Iza
    :angel_star:

    15tydź. 27.02.12http://s10.suwaczek.com/201311064859.png
    http://s6.suwaczek.com/201005221774.png

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Soine to nie rozwiązanie, kiedyś spotkasz się z Aniołkiem, tak samo jak i ja ze Swoimi i każda inna Aniołkowa mama. Widocznie tak musiało być przykre że spotyka to kobiety, ja sama szukam odp. na pytanie dlaczego ja ?? i do dziś jej nie mam. Uwierz mi że się uda :)


    Każdy może się poddać, to najłatwiejsza rzecz do zrobienia. Ale wytrzymać, przetrwać, gdy nie wychodzi, gdy nie wiesz co dalej, gdy inni namawiaj

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dokładnie to samo myślałam. Nawet chciałam spróbować, ale M. wszedł do pokoju i jak zobaczył mnie taką zakrwawioną, to się nieźle wściekł. Męczyło mnie, że ja żyję, a moje dziecko nie, więc czułam się jak morderca. Jednak dałam sobie wytłumaczyć, że jeśli w ogóle istnieje jakieś życie po życiu, to moje dziecko jest w tym momencie szczęśliwe, że to bardziej JA JEGO potrzebuję niż ono mnie, więc to byłoby trochę samolubne, żebym zostawiła to żyjące, które potrzebuje mnie realnie.


    http://www.maram.sklepna5.pl/
    http://s5.suwaczek.com/201107275570.png
    Upadł jej z kolan kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała pocz

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
    Dodaj odpowiedź do tematu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...