Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

W jaki sposób zapewniasz swojemu dziecku ochronę przed chorobami i wirusami?

Rekomendowane odpowiedzi

Nie zgadzam się. Co to znaczy ubieranie na cebulkę? Kilkanaście swetrów z golfem też będzie dobrze? Zdejmowanie czegoś dopiero, kiedy jest za gorąco, to jest doprowadzanie do granicy przegrzania, a większości przypadków do jej przekroczenia.

Polecam artykuły:
Dzikie Dzieci - Strona dla rodzicĂłw!

WARTO WIEDZIEĆ...


http://www.suwaczki.com/tickers/5b09t5odljkk41ww.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulla, przy wietrze tak, szalik jak najbardziej wskazany, ale chodziło mi o mróz, żeby nie było z dużej różnicy temperatur: zbyt mroźne powietrze wdychane do zbyt rozgrzanego organizmu.
Jak widzę zdania podzielone.

A co z jesiennymi harcami w kałuży?

Powiedzenie mówi, że dziecko może być albo czyste albo szczęśliwe.
Jak więc ubrać malucha na spacer, w którym kałuża to wielkie nieznane wody, w które trzeba wskoczyć, podobnie jak góra liści, a bieganie za psem w jesienne południe stresuje nas spoconym dzieckiem i wdychaniem zimnego powietrza?
Pozwalacie swoim pociechom na takie harce? Jakie stosujecie metody, aby taka wyprawa nie kończyła się gorączką?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Harce w kałuży jak najbardziej, ale w kaloszach.
Włażenie do wody po kostki w innych butach absolutnie zakazane, ale nie ze względów zdrowotnych tylko ekonomicznych :)
Nie mam nic przeciwko tego, żeby się dziecko zmoczyło, ubrudziło, ale tak jak już pisałam w paru innych wątkach Kuba nigdy przegrzewany nie był.

Co do ubierania na cebulkę zgadzam się z Anuszką. Parę warstw ubrań jak najbardziej, ale na zasadzie dokładania kiedy robi się chłodniej, a nie ściągania kiedy dziecko jest już zgrzane i spocone.

Co do szalików to nie spotkałam się z taką opinią, ale przyznam, że nie bardzo wyobrażam sobie chodzić z odkrytą szyją przy dużych mrozach.
Z tym, że nigdy nie są to wełniane kilkumetrowe szale, raczej apaszki czy chusteczki. Kubłowi coś w podobnym stylu zakładam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Asia do niedawna omijała każde najmniejsze kałuże,nie chciała pobrudzić sobie bucików
...teraz czasem wejdzie i pochlapie ,ale z umiarem
jeszcze nigdy nie przemokły jej buciki

co do biegania po dworze to pozwalam córce pobiegać z psem,po powrocie do domu sprawdzam czy ubranko nie jest przepocone ,ewentualnie zmieniamy je
córka nie lubi jak jest za ciepło,w domu też temperatura do 20 maxymalnie


Joasia
http://s7.suwaczek.com/200905264565.png
Emilka
http://s4.suwaczek.com/200405064765.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

harcowanie w kałuży obowiązkowe, najfajniejsza zabawa, najmilsze wspomnienia i co ważne dziecko dodatkowo trzeba ubrć w coś nieprzemakającego są teraz do kupienia specjalne spodnie i kurteczki, choć ja stsosuję metodę że najlepiej płaszcz przeciwdeszczowy, kalosze i po pół godziny wracamy do domku się przebrać


http://www.suwaczki.com/tickers/w5wq3e5en5kuzrs6.png

http://www.suwaczki.com/tickers/3jvz3e5eqgubclqa.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusia20112
Asia do niedawna omijała każde najmniejsze kałuże,nie chciała pobrudzić sobie bucików
...teraz czasem wejdzie i pochlapie ,ale z umiarem
jeszcze nigdy nie przemokły jej buciki

Prawdziwa dama :)
Nie to co mój dzikus, który z rozpędu potrafi do kałuży po kolana wskoczyć i dziwi się, że górą mu się do kaloszy wlewa :hahaha:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daffodil
agusia20112
Asia do niedawna omijała każde najmniejsze kałuże,nie chciała pobrudzić sobie bucików
...teraz czasem wejdzie i pochlapie ,ale z umiarem
jeszcze nigdy nie przemokły jej buciki

Prawdziwa dama :)
Nie to co mój dzikus, który z rozpędu potrafi do kałuży po kolana wskoczyć i dziwi się, że górą mu się do kaloszy wlewa :hahaha:

no ale spodenki były by brudne.....już słyszą moją Asię
ona nawet jak maluje farbami to uważa żeby się nie brudzić i co chwila lata wycierać ręce

tylko w śniegu lubi sie tarzać,no ale on czysty


Joasia
http://s7.suwaczek.com/200905264565.png
Emilka
http://s4.suwaczek.com/200405064765.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulla
harcowanie w kałuży obowiązkowe, najfajniejsza zabawa, najmilsze wspomnienia i co ważne dziecko dodatkowo trzeba ubrć w coś nieprzemakającego są teraz do kupienia specjalne spodnie i kurteczki, choć ja stsosuję metodę że najlepiej płaszcz przeciwdeszczowy, kalosze i po pół godziny wracamy do domku się przebrać

Mnie te wdzianka przeciwdeszczowe nie przekonują. Podejrzewam, że można się w tym porządnie spocić, bo materiał zupełnie 'nieoddychający'. Rozumiem, że to może mieć jeszcze jakieś zastosowanie jak ktoś się z dzieckiem na całodzienną wyprawę przez błota wybiera :) Ale na taki standardowy, niespecjalnie długi spacer po parku, to chyba przerost formy nad treścią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusia20112
Daffodil
agusia20112
Asia do niedawna omijała każde najmniejsze kałuże,nie chciała pobrudzić sobie bucików
...teraz czasem wejdzie i pochlapie ,ale z umiarem
jeszcze nigdy nie przemokły jej buciki

Prawdziwa dama :)
Nie to co mój dzikus, który z rozpędu potrafi do kałuży po kolana wskoczyć i dziwi się, że górą mu się do kaloszy wlewa :hahaha:

no ale spodenki były by brudne.....już słyszą moją Asię
ona nawet jak maluje farbami to uważa żeby się nie brudzić i co chwila lata wycierać ręce

tylko w śniegu lubi sie tarzać,no ale on czysty

Zazdroszczę... zwłaszcza jak patrzę na stertę rzeczy do prasowania, która rośnie i rośnie :whistle:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Daffodil
agusia20112
Daffodil

Prawdziwa dama :)
Nie to co mój dzikus, który z rozpędu potrafi do kałuży po kolana wskoczyć i dziwi się, że górą mu się do kaloszy wlewa :hahaha:

no ale spodenki były by brudne.....już słyszą moją Asię
ona nawet jak maluje farbami to uważa żeby się nie brudzić i co chwila lata wycierać ręce

tylko w śniegu lubi sie tarzać,no ale on czysty

Zazdroszczę... zwłaszcza jak patrzę na stertę rzeczy do prasowania, która rośnie i rośnie :whistle:

oj kochana nie ma tak dobrze,rzeczy to ja mam stertę do prania i prasowania,bo nie raz jak wychodzimy to moja gwiazda musi się przebrać


Joasia
http://s7.suwaczek.com/200905264565.png
Emilka
http://s4.suwaczek.com/200405064765.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusia20112
Daffodil
agusia20112

no ale spodenki były by brudne.....już słyszą moją Asię
ona nawet jak maluje farbami to uważa żeby się nie brudzić i co chwila lata wycierać ręce

tylko w śniegu lubi sie tarzać,no ale on czysty

Zazdroszczę... zwłaszcza jak patrzę na stertę rzeczy do prasowania, która rośnie i rośnie :whistle:

oj kochana nie ma tak dobrze,rzeczy to ja mam stertę do prania i prasowania,bo nie raz jak wychodzimy to moja gwiazda musi się przebrać

A no fakt, kobiety :wink:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Redakcja

A co z jesiennymi harcami w kałuży?

Powiedzenie mówi, że dziecko może być albo czyste albo szczęśliwe.
Jak więc ubrać malucha na spacer, w którym kałuża to wielkie nieznane wody, w które trzeba wskoczyć, podobnie jak góra liści, a bieganie za psem w jesienne południe stresuje nas spoconym dzieckiem i wdychaniem zimnego powietrza?
Pozwalacie swoim pociechom na takie harce? Jakie stosujecie metody, aby taka wyprawa nie kończyła się gorączką?

Przede wszystkim proszę nie uogólniać, że wszyscy stresujemy się "spoconym dzieckiem i wdychaniem zimnego powietrza". Dziecko się nie spoci, jeśli będzie odpowiednio ubrane. A ubrane odpowiednio będzie wówczas, kiedy będzie się postępowało konsekwentnie od samego początku. Wydaje mi się, że nie ma jednorazowego sposobu na to, aby dziecko nie zachorowało, kiedy danego dnia będzie się bawić w kałuży. Budowanie odporności to jest PROCES. Prawdopodobnie każda incydentalna zmiana, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z dzieckiem wychowywanym w warunkach cieplarnianych, może skończyć się przykrą niespodzianką.
Aby się takimi rzeczami nie stresować, a w konsekwencji nie ograniczać zabawy dziecku, należy budować odporność od samego początku. Czy istnieje taki wątek w dziale Noworodków i Niemowląt? Chyba tam warto by prowadzić taką dyskusję.


http://www.suwaczki.com/tickers/5b09t5odljkk41ww.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość curry

Hmmm dużo zależy też od indywidualnych cech organizmu. Ja np. przegrzewam siebie (nie dziecko) regularnie. Jest mi wiecznie zimno, grzeję się, ubieram i śpię w dresach. A od lat nie byłam naprawdę chora. Żadnych angin, gryp (o przepraszam w ciąży mi się zdarzyło raz). Więc posprawdzałam i ostatni raz poza ciążą byłam chora 10 lat temu. A nie biorę sztucznych witamin (jestem ich przeciwniczką), nie lubię za bardzo ruchu (nie ma się czym chwalić ale taka jest prawda ;)). Więc po prostu mam taką odporność jaką mam. Ponieważ za dzieciaka bardzo dużo chorowałam to może wtedy odporność moja się pojawiła. Nie wiem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Curry jasne, ze są takie przypadki, jak Twoje; są też ludzie, którzy palą przez całe życie jak komin, a nie mają raka płuc, albo tacy, którzy jedzą, za przeproszeniem, jak świnie, a w ogóle nie tyją ;) Ale piszesz, ze jest Ci wiecznie zimno, kojarzy mi się to niezbyt komfortowo. Myślę, że warto właśnie, kiedy dzieci są małe, tę granicę, poza którą czują się niekomfortowo, ustalić jak najdalej. Częściej ma się wtedy ochotę wychodzić z domu i łatwiej się zaktywizować fizycznie - choćby to...


http://www.suwaczki.com/tickers/5b09t5odljkk41ww.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość curry

Na pewno masz rację :) Choć wydaje mi się, że chęć do aktywności fiz. ma niewiele wspólnego z odpornością. Ale poczucie zimna pewnie ma. Ja dziecko staram się ubierać po prostu normalnie. Nie tak jak siebie. Ale też nie robię jak moja koleżanka, którą spotkałam na spacerze i zobaczyłam dziecko z fioletowymi ustami, bo ona hartuje dziecko. Wszystko ma swoje granice :) Ja siebie przegrzewam z czystą przyjemnością ale rzeczywiście należę chyba do wyjątków bo nie choruję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm, no tu bym dyskutowała, co jest tą "normalnością". Obawiam się, że kiedy moja córka stanie w szeregu z dziećmi z przyklejonym do głów czapkami i sweterkami, ona będzie uchodzić za "nienormalną". Obawiam się, jak na nią będzie oddziaływała presja społeczna, a doświadczam na własnej skórze, jak silna jest ta presja, głupia i niesprawiedliwa. A nikt mi nie wmówi, że ze mną jest coś nie tak, bo np. nie zgadzam się, by w przedszkolu śmierdziało kupą, bo wietrzy się dopiero po wyjściu z niego dzieci (większość rodziców dzieci, z którymi chodzimy na zajęcia adaptacyjne wzbrania się przed uchyleniem okna).


http://www.suwaczki.com/tickers/5b09t5odljkk41ww.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulla
okres jesienno-zimowy w większości kończy się katarem, kaszlem czy przeziębieniem i niestety bardzo duża ilość pediatrów ciągle walczy z takimi chorobami antybiotykami a przecież to osłabia odporność dziecka, ja dzięki że mam sensowną lekarkę i moja tego nie robi poprzednia niestety tak, ja teraz dodatkowo muszę naturalnymi sposobami uodparniać dziecko czyli wyjazdy w góry, nad morze, częste wychodzenie na świeże powietrze i tyle

To super:) Lekarze zbyt szybko podają teraz antybiotyki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Margeritka
my tej jesieni zaliczłyśmy jeden katar, cały dom chorował po kolei, Ola miała zmiany w oskrzelach, było to zapalenie oskrzeli i dostała antybiotyk, zwykłego kataru nie ma co leczyć antybiotykiem, ale ja boję się zmian oskrzelowych, bo poprzednim razem to skończyło się dusznością i Ola była w szpitalu...
na szczęscie do chorowitych dzieci nie należy, dbam przede wszytskim o to, aby jej dieta była urozmaicona i było w niej sporo witaminy C, na szczęscie lubi owoce z tą witaminą, więc nie muszę jej suplementować i wychodzenie na dwóch jest też bardzo ważne

To trzymam kciuki za domowe metody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anuszka
Redakcja

Czy budowanie odporności u dziecka to kwestia suplementów i witamin czy może stawiasz na domowe sposoby i hartowanie organizmu?

Przy tym pytaniu należałoby uściślić, co to znaczy hartowanie, bo ono jest często mylone ze zdroworozsądkowym podejściem do pogody i stosownym do niej ubraniem dziecka. Hartowanie to różnego rodzaju zabiegi, których dobroczynne działanie potwierdzają tzw. Morsy, ale myślę, że zanim zacznie się myśleć o czymś takim, trzeba zweryfikować swoje poglądy na temat ubierania dziecka stosownie do pogody. Traktowanie dziecka, nawet tego najmniejszego, jako człowieka, a nie ufoludka, któremu na tym świecie jest wciąż zimno, to nie jest hartowanie, tylko po prostu coś oczywistego. Często spotykam się w sieci z pytaniami mam „jak ubieracie swoje dziecko, gdy”, „czy zakładacie czapeczkę, gdy”; „czy potrzebne rajstopki”. I oczywiście znajdą się chętni, by udzielić odpowiedzi. Ale matka powinna wyrobić w sobie intuicję, dzięki której potrafi ocenić sama, co będzie najlepsze dla jej dziecka. I należy być w tym względzie ELASTYCZNYM, obserwować zmiany pogody i przede wszystkim dziecko. Jeśli dziecko ma na dworze dobre samopoczucie, nie trzęsie się z zimna, nie ma gęsiej skórki, to dlaczego niejednokrotnie zadajemy pytanie, czy nie jest mu zimno? Czy gdyby odczuwało dyskomfort, nie powiedziałoby nam o tym? (moja córka na przykład nie umie cierpieć w milczeniu, oj nie ;) A jeśli jest mu dobrze, mimo, że nam się wydaje, że jest zimno, to dlaczego chcemy mu to popsuć? Kiedyś siedziałam z córeczką pod wieczór na dworze, w pewnym momencie zawiało trochę i na moim ręku pojawiła się gęsia skórka... a na jej- nie! Dalej gawędziła po swojemu, nie zwracając uwagi na nieszkodliwy chłodek.
Moja córka uwielbia kąpiele, czasem trwają około godziny. Czy wiecie, jaka jest po godzinie temperatura wody, jeśli wyjściowa miała 37 stopni? A ona siedzi niewzruszona. I ja staram się tego nie zepsuć, bo konsekwencją takiego przyzwyczajenia jest po prostu jej zdrowie. Nie choruje nigdy, nawet gdy kontaktuje się z osobami chorymi.

Jakie są moje zasady? Przez większość roku córka chodzi bez czapki, myślę o niej dopiero gdzieś około poniżej 10 stopni i jest to cienka czapka bawełniana. Nigdy nie miała zapalenia ucha, o które prawdopodobnie martwi się większość mam. Buty na jesień są bez ocieplenia, przeraża mnie widok dzieci, które już chodzą w zimowych z kożuszkiem kozakach. Spodnie bez rajstop, pomyślę około 0. Kurtka na zmianę, raz lżejsza, raz cieplejsza, nie mam JEDNEJ kurtki jesiennej, jeśli jest kilkanaście stopni (a i teraz bywa, zakładam cieniutką wiatrówkę. Córka nigdy nie miała na sobie swetra (w żarcie, że „sweterek to coś, co mama zakłada dziecku, gdy jest JEJ zimno” jest dużo prawdy). Póki co, żadnych chustek czy szalików, zimą najwyżej chustka.
Wolę ubrać córkę za lekko, niż za ciepło. Ubranie dziecka w kilka warstw i ściąganie ich dopiero, gdy robi się za ciepło, to zła taktyka. Na zmianę jest już wtedy po prostu za późno i pewnie przewieje. Krótkotrwałe narażenie na zimno jest mniej ryzykowne, niż krótkotrwałe przegrzanie. Lepiej zabrać coś ze sobą i obserwować dziecko i pogodę.

Nie podaję córce żadnych suplementów, żadnego tranu, nie szukam domowych sposobów na wzmocnienie odporności.

Kiedy córka skończyła kilkanaście miesięcy, zrezygnowałyśmy na spacerach z wózka. Od tego czasu zrobił się z niej taki piechur, że samodzielnie wchodziła z nami na Wielką Sowę (polecam Góry Sowie na wypady z dziećmi). Myślę, że i to wychodzi tylko na jej korzyść.
Anuszka, pytanie postawione było dość jasno:
"Czy budowanie odporności u dziecka to kwestia suplementów i witamin czy może stawiasz na domowe sposoby i hartowanie organizmu?"
Czyli czy budujesz odporność podając suplementy czy hartujesz i podajesz cebulę - co w efekcie wpływa na zwiększenie odporności.
Co do reakcji dziecka na niekomfortowe warunki to różnie z tym bywa wielokrotnie widzę dzieci nad morze sine i zamarznięte wmawiające rodzicom że jest im ciepło. A potem chore. Więc oczywiście trzeba znać własne dziecko i możliwości jego. Co do tego,*że dziecko w ogóle nie ma infekcji, to także niezbyt w sumie dobrze, dwie w roku ( właśnie dla uodpornienia się) mogłoby przejść.
Co do temperatury wody w wannie ja dolewałam ciepłej:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3nik
Anuszka oj brakuje Cię na naszym wątku,oj brakuje;) zawsze by się coś działo;)
masz racje, ze większość przegrzewa dzieci. ja mam 19-19,5 w domu, 17,5-18 do spania, chodzimy codziennie na spacery, biegamy i wdychamy zimne powietrze nawet jak jest wiatr;) był basen cały rok ( teraz nie ma grupy..), rajstopy poniżej zera, buty bez kożucha, chyba ze mróz i śnieg. ale czapkę mu nakładam - cienką, jak już poniżej 15, bo praktycznie łysolek i marznie mi. tran daję zamiast wit D, tylko to. Antek był do 1,5 roku na cycku, dobrze go karmię, kasze, zero cukru, owoce, warzywa, oleje naturalne. i chociaż nie był jeszcze chory, to katary mi łapie, które kończą się kaszlem, bo nie umie dmuchać. ale żadnych leków na to na szczęście nie trzeba. Twój post insynuuje, ze dzieci przegrzane chorują/smarkają, to jak ocenisz mój przypadek... pewnie napiszesz, że ta czapka mu szkodzi;) moim zdaniem, Dobrusia to taki przypadek super odporności! widzisz, znam taką dziewuszkę, co to non stop przegrzana , czapka cały rok, dużo słodyczy, na cycku w ogóle nie była, jak deszczyk siedzi w domu, kożuszek w butach już jest - i nie choruje, nawet katarów nie łapie! więc chyba dużo zależy od odporności "wrodzonej".
elstyczność - to mi sie podoba! ja mam intuicję, nie zawiodła mnie jeszcze, ale czemu inne mamy nie maja zapytać, jesli nie sa pewne czy dobrzez robią? chyba lepiej, niech spytają i zdejmą te rajstopki niż trwają w swoim-niepewnym zdaniu, prawda?
hartowanie top oczywiście coś więcej, ale może na razie społeczeństwo przekonać do zdrowych nawyków ubierania? mój brat jak przy -8 wszedł z morsami do wody, nie wiedział co go czeka - a czekał go cały sezon bez przeziębienia:) ja niestety taka odważna nie jestem;)
nie mniej Twój post uważam za bardzo cenny, pokazuje problem tak,jak powinien być pokazany - czyli od początku. tylko nie wiem, czemu nie podpowiedzieć swoich przekonan tym, którzy nie sa do nich jeszcze przekonani;)

pozdrawiam Cie cieplutko - a może "poprawniej" i lepiej będzie - zimniutko?:P
Dziecka nie powinno się oczywiście przegrzewać ( to "grzech" wielu matek. Ale także nie powinno się wyziębiać zbytnio, termoregulacja jest u małego dziecka ważna, ale nie wszystkie dzieci sobie radzą.
Dziecko lepiej oczywiście ( tak jak każdy człowiek) znosi zimno niż ciepło. Lepiej do znoszenia zimna jesteśmy zaprojektowani ( możemy sie cieplej ubrać schować itp. Przy upale nie ma takich możliwości - rozebrać się nie da bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Arabika
,,Jakie są moje zasady? Przez większość roku córka chodzi bez czapki, myślę o niej dopiero gdzieś około poniżej 10 stopni i jest to cienka czapka bawełniana."
A przepraszam ile Twoja córka ma lat? Bo to co piszesz dla mnie jest trochę niepokojące i nie bardzo rozumiem takie podejście. -10 stopni to jest dość srogi mróz i nawet ja chodzę w czapce co dopiero dziecko

Chodziło NA PEWNO o +10 ( temperatura poniżej dziesięciu stopni a nie poniżej -10):

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

la luna
tutaj gdzie mieszkam w andaluzji wogole sie dzieciom czapek nie zaklada co prawda temp spada do +5 ale czesto bywa mocny wiatr a w najwieksze upoaly ok +40 tez sie nie zaklada i dzieciaki na plazy po sloncu biegaja z gola glowa ,na poczatku strasznie mnie to dziwilo i oczywiscie zakladalam malej czapke ale tak sie pocila i dostawala potowek nawet jak miala bardzo cieniutka z daszkiem ,ze szybko zrezygnowalam i wolalam parasol chroniacy od slonca...jak urodzilam mala a bylo to 20 pazdziernika i w szpitalu po kompieli zalozylam jej czapke to polozna zwrocila mi uwage,ze tutaj nie zaklada sie czapek bo nie jest tak zimno jak w moim kraju....dodam ,ze moj syn wychowany w Polsce nosil czapke zawsze w zaleznosci od pogody ciepla lub cienka z daszkiem.....dodam ,ze ani jedno ani drugie chorowite nie jest bo zawsze kladlam nacisk na nieprzegrzewanie tzn jesli prowadzilam syna do przedszkola w rajtuzkach to po wejsciu mu je sciagalam i latal w samych dresach na droge powrotna znowu mu zakladalam a w domu juz latal w samych rajtuzkach

Bardzo fajne podejście. My wiele rzeczy robimy - jako mamy - bo tak robiły nasze mamy i tradycja nakazuje. A myślenie się przydaje i fajnie jak działa. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ulla
u mnie też położne właśnie mówiły o tych warstwach i teraz np. na noc zmniejszam kaloryfer bo śpi się lepiej, bez kaszlu i głupich snów, zawsze wietrzę porządnie pokoje przed snem, a jak wychodzę z młodym to też nie przesadzam bo spocenie powoduje więcej chorób niż nieco mniej rzeczy na sobie. tym bardziej że nasze dzieci bardzo się ruszają, prawda?

PRawda:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dorota Zawadzka
Ale czemu czapka cały rok?
Nie rozumiem?

u nas czapka nie jeste caly rok, ale przez jego większą część. dlaczego?
zimą, jesienią etc nie musze mówić.
latem gdy jest duże słońce mamy kapelusik, chustkę bądź lekką czapkę - to ze względu na fakt, ze ja , moj brat i tato bardzo chorowoalismy kliedyś-od słońca właśnie-takie przewrazliwienie;)
oczywiscie gdy pogida jest ladna, nie grzeje slonce i nie wieje wiatr czapkom mowimy nie;)

ja jestem bardzo zimno lubiąca, nawet ostatnio byłam z zosia w szpitalu (ostatnio pisalam ze nie choruje a wlasnie wychodzimy z ostrego zapalanie oskrzeli i dusznosci-3 raz w ciagu 3ch miesiecy;/) jakas pani mnie zaczepila ze jestem "nienormalna" bo bylam w bluzce na 3/4 rekawa, dodam ze przed tym jak z nia rozmawialam zdielam kurtke (skore). w osrodku bylo ze 25 st!!!!! a babcia byla zawinieta w korzuch, czapke i szalik. byla z nami tesciowa (u siebie w pokoju ma 29 stopni!!!!-i dobrze ze mozemy zakrecic grzejniki u nas) i mowi widzisz widzisz ja ci mowie ze ty za lekko sie ubierasz i zosie tez;/
absolutnie sie z tym nie zgadzam i pow jej ze kazdy lekarz, kazdy inteligentny czlowiek przyzna ze tem 29 st nie nadaja sie do egzystowania a co dopiero do spania;/

teraz jestem w domu, wiec z zosia spedzamy czas ale jak jestem w pracy tesciowa poprostu zamarza na dole-bo na szczescie mamy zakrecane grzejniki i jest TYLKO 20 st. ;)


http://www.suwaczki.com/tickers/km5sgu1ris7k5h2m.png

http://www.suwaczki.com/tickers/km5stv73obuyhz93.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...