Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
inka30i

Nie Lutówki 2015

Rekomendowane odpowiedzi

http://naszeaniolki.blog.onet.pl/ksiega-gosci/comment-page-4/#comment-15707
tu możecie słownie zostawić ślad po swoich Aniołkach. Ja się wpisałam, popłakałam sobie jeszcze ale czuje że mnie to oczyszcza.
Mam pytanie co robicie z usg i z testem ciążowym?
Nie chcę tego wyrzucać w końcu ono było z nami przez chwilę.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja pewnego dnia w przypływie złości i bezsilności wyrzuciłam wszystkie testy i zdjęcia z telefonu. To było jeszcze przed zabiegiem. Ale kartę ciąży mam i jej nigdy nie wyrzucę. Narazie nie mam siły jej otwierać, ale na pewno zostanie z nami. To nasza jedyna pamiątka, jedyny namacalny ślad po naszym dziecku.


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja pochowałam narazie. Mój K mówi że chce zachować. Ja nie wiem co chcę zrobić. On przyjedzie w poniedziałek już. Mam żal do siebie że jestem w stanie się tak cieszyć i ekscytować w tak smutnych okolicznościach. Jestem wściekła na ciało że jest gotowe już do podniecania się kiedy ja psychicznie nie. Co za koszmar. Na szczęście w środę idę już na tą terapię.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ewela85

W piątek tydzień temu miałam lyzeczkowanie macicy i pisałam Wam ze boli mnie brzuch i mam krwawienia,tak wytrzymałam do środy,wróciłam do szpitala i tam po zrobieniu Usg okazuje się że wszystko wyczyszczone oprócz pęcherzyka z moim maleństwem..Jezu,zeslablam jak to zobaczyłam..i drugi zabieg we czwartek...poprostu przeryczalam w szputalu tw dni i wczoraj wróciłam do domu..nie moge już..co jeszcze mnie spotak.Teraz anemia,nie mam sił na nic..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ewela85

Inka30 ..położyli mnie na sali z dwiema ciezarnymi podpietymi do ktg...do teraz.slyszet to miarowe bicie serca...
Nie wiem co robić...do kogo iść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ewela, straszne jest to, co piszesz. Normalnie w głowie się nie mieści. Nie dość, że się człowiek wycierpi, bo spotkała go tragedia, to jeszcze trafi na takich konowałów! Podziwiam Cię, Kochana i życzę dużo sił.
Inka, ja nie jestem żadnym psychologiem, ale myślę, że nie powinnaś sobie robić takich wyrzutów. To normalne, że przeżywamy i że cierpimy po stracie dziecka, ale tak samo normalne jest to, że życie toczy się dalej i prędzej czy później my też musimy zacząć normalnie żyć. Ja też miałam straszne wyrzuty sumienia, że zaczynam się śmiać, gadać z ludźmi o przysłowiowej dupie Maryni. Dziwnie mi było, kiedy coraz mniej płakałam. Ale zrozumiałam, że to, że zaczynam zachowywać się jak wcześniej nie znaczy w ogóle, że zapomniałam o tym wszystkim, że nie myślę, bo to nieprawda. Ciągle myślę i zawsze będę pamiętać, ale nie muszę angażować w to całego świata.


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ewela do lekarza jeżeli możesz ściągnąć partnera albo rodzine to niech oni w twoim imieniu zarządają natychmiastowego przeniesienia na inną salę gdzie nie ma rodzących. Masz do tego prawo - oczytałam się. Te nasze historie to się do prasy nadają :( - jeżeli tego nie zrobią to napiszemy pozew o odszkodowanie przeciw szpitalowi i zawiadomienie do rzecznika praw pacjenta. Koniecznie ich tak strasz. A jak nie poskutkuje to ich postrasz telewizją że głosisz to do prasy i sucha nitka na nich nie zostanie. Jak sama nie masz siły to właśnie ktoś z rodziny.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ewela85

A jak leżałam na sali zabiegowej j czekałam na drugie lyzeczkowanie,to przyszedł ordynator i powiedział ,że mam szczęście,że będę miała ten zabieg ,bo gdybym nie miała objawów i została w domu,wdali sie już jakieś zakażenie i w ostateczności mogłabym stracić macice..to były słowa pocieszenia 5 min przed zabiegiem..
Dziewczyny to jest szok...nie mogę sobie dać rady z tym wszystkim i wydaje mi się że śpię.Przeczytałam wczoraj na pocieszenie książkę "Niebo istw naprawdę"i popłakałam się ale dodało mi to otuchy..że moje dwa aniołki są tam i czekają na swoją mamusie,że jak będę przechodziła na "drugi brzeg",że ONE PRZYJDA PO MNIE i nie pozwolą żebym się bala.
Teraz tylko o tym myślę,kiedy będę mogła się z nimi spotkać ....
NIE mam dzieci i dlatego życie traci sens...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ewela jesteś w tej sytuacji z ich winy to oni źle wykonali zabieg. Durny ordynator i jeszcze głupszy szpital. Kochana ja też nie mam dzieci, co prawda poroniłam pierwszy raz (właściwie drugi ale tamto to nawet nie wiedziałam że jestem w ciąży dopiero teraz się zorientowałam że podobnie to wyglądało). Będzie dobrze. W szpitalu masz prawo poprosić o konsultację z psychologiem, jeżeli nie mają psychologa (a chyba powinni mieć) to poszukaj pomocy gdzie indziej. Ja znalazłam prywatnie z nfz więc nie jest źle. Jak chcesz to ci pomoge szukać. Nie poddawaj się.

Ja wychodząc ze szpitala widziałam tęcze na drugi dzień też była. Przypomniało mi się kiedy żegnałam swoją najlepszą przyjaciółkę - psinkę - po 17 latach wspólnej drogi - gdzie była dla mnie jak dziecko, przyjaciółka ktoś bardzo ważny- też widziałam tęczę. I czuje że ona opiekuje się moim dzieckiem, czuje że jest tam moja ciocia i prababcia i że one teraz się nim zajmą. Wiem, że kiedy przyjdzie czas dołączę do nich i wtedy wezmę swoje dzieciątko w ramiona.

Dziś usłyszałam mało krzepiącą opowieść, pani która załatwiła mi wizytę u tego diagnosty od usg żeby potwierdzić czy na pewno ciąża jest martwa, powiedziała że roniła 8 razy zanim dochowała się 3 dorosłych już dzieci. Mało mnie to teraz pociesza i nie wyobrażam sobie takiego bólu przechodzić. Jednak podziwiam ją że pomimo tylu nie powodzeń nie poddała się.
Dziewczyny nam też znów się uda. Może nie teraz ale za jakiś czas jak już wyliżemy rany na tyle żeby móc cieszyć się tym dzieckiem które ma przyjść.
Ja nadal bóle miewam chociaż plamienie już prawie ustaje.
Na teraz życzę wam odrobiny snu i wytchnienia od smutku.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś jest w Warszawie paskudna pogoda. Psychicznie gorzej się czuje. Kiedy podśpiewuje albo się śmieje mam wyrzuty sumienia że to robię bo przecież jestem w żałobie nie wolno mi. :(

Chciałam popisać na tym forum na poronenie.pl ale najciekawszy wątek został zamknięty więc się wycofałam całkiem. Zostanę tutaj z wami tu się czuje bezpieczna.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już Ci pisałam Inka, że ja nie widzę niczego złego w powrocie do normalnego funkcjonowania. Niedługo wraca Twój facet i też na pewno inaczej na to spojrzysz. Liczę też na pomoc Pani psycholog. Pisałaś chyba, że już kiedyś Ci bardzo pomogła, więc na pewno masz do niej zaufanie i wspólna praca szybko przyniesie efekty.
Ja też początkowo byłam bardzo rozchwiana, ale ja od razu musiałam wychodzić z domu i przebywać z ludźmi. I pierwsze uśmiechy na ustach konczyły się zaraz płaczem w łazience. Ale chyba takim przełomem stało się poszukiwanie mieszkania. Pomimo tej tragedii trzeba było wziąć się w garść, uruchamiać kontakty, rozklejać ogłoszenia. I w dodatku jak na złość zero odzewu. Wtedy zaczęłam rozumieć, co prawda powoli, że są też inne problemy i że trzeba zająć się normalnym, codziennym życiem. No i wreszcie udało się znaleźć mieszkanie, nieco droższe, ale ładne. Z końcem miesiąca się przeprowadzamy i w głębi duszy mam nadzieję, że to będzie początek kolejnego, nieco lepszego etapu w naszym życiu..


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej dziewczyny przykro mi bardzo ze was toteż sotkalo:(Japoronilam 19.06 a 20.06 miałam lyzeczkowanie wiec na szczęście nie musiałam długo czekac.Zlapalam jajo płodowe i oddalam do badania(lekarz był zadowolony i dumny ze mnie ze myslalam tak trzeźwo)bardzo może to pomoc gdyż mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto.inka30i jestem w szoku nic nie wiedziałam do teraz to myśmy były pierwsze na forum Lutowek :(Jak sie masz?Ja jakos po malu się pozbierałam pomaga mi w tym bardzo maz i coreczka w sumie dzięki niej przestalam plakac.Pobyt w szpitalu był ciezki ale najgorsze było jak bylam usypiana na sali operacyjnej wtedy wiedziałam ze to już koniec.W domu tez lekko nie było musiałam kilka dni lezec a co za tym idzie ciagle wracal do mnie widok krwotoku który dostałam i myśl ze 4 lata staran i radość minely.,,bylam przekonana ze już nie będę sobą funkcjonowałam tylko dla córeczki i meza.Bylo to zaledwie miesiąc temu a ja wrocilam do normalności,ciesze się z tego ale tez mam jakies głupie myśli ze potrafie się znowu smiac.Bylam na wizycie wszystko się ladnie goi teraz czekam na pierwsza miesiaczke.robie badania na tarczyce aby wyrownac hormony i jak tylko dostane pozwolenie to będziemy dalej probowac ale już teraz wiem ze jak się uda to będę od początku przerazona każda dolegliwoscia i bolem....nie wiem jak sobie z tym strachem poradzić...chce kolejnej ciąży a zarazem boje się.pozdrawiam was dziewczyny trzymajcie się wszystko z biegim czasu się poukłada a uczucie przybicia zniknie pozostanie tylko zal.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kf fajnie że jesteś chociaż to smutne forum.
Ano widzisz radze sobie jak umiem, dzięki dziewczynom a głównie dzięki Słoneczku trzymam się jakoś.

Słoneczko czytałam dużo na tym forum o poronieniach i powiem ci że obawy mam takie, że odkładasz żal na potem a to nie jest dobre.
Ale każdy radzi sobie z tym stanem inaczej może tobie to potrzebne.

Co do kolejnej ciąży narazie nie chce o tym słyszeć chyba poczekam, najpierw ślub potem dziecko tak jak powinno być.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzisz Inka, u nas było "po bożemu", a skończyło się tak samo... Ja to się niekiedy zastanawiam, czy ten zimny prysznic dla nas nie był zaplanowany. Jesteśmy małżeństwem prawie dwa lata, ale odkąd jesteśmy razem, czyli ponad siedem lat, nigdy nie mieliśmy specjalnie większych problemów. Skończyliśmy studia, nie mieliśmy problemów z pracą, finansowo też z reguły nie było najgorzej. Aż tu nagle coś takiego... Może to taka nauczka, żebyśmy nie myśleli, że zawsze będzie tak kolorowo. Całe szczęście, że jesteśmy w tym razem i na pewno nas to wzmocni, nie zabije.
A z tym odkładaniem żalu to myślę, że to nie do końca tak. Wydaje mi się, że każdy ma swój indywidualny sposób przeżywania żałoby i dochodzenia do siebie. Z perspektywy czasu widzę, że jak odchodzili moi najbliżsi to było podobnie - wielki szok, wielki żal, ale i szybki powrót do normalności. Tego wymagało środowisko, w którym się wychowywałam i chyba coś z tego mi zostało. Minął tydzień od zabiegu i 2,5 tygodnia odkąd dowiedziałam się, że ciąża obumarła, a ja już widzę znaczną poprawę mojej kondycji psychicznej. Ukierunkowałam się na to, że jak najszybciej będziemy starać się o kolejną ciążę, o ile tylko ginekolog i endokrynolog nie zdecydują inaczej.


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kf, strasznie mi Cię było szkoda, jak czytałam lutówki 2015 i jak przeczytałam, co Cię spotkało. Wtedy jeszcze nawet przez myśl mi nie przeszło, że mnie to również może dotyczyć. Ale to, co piszesz, jest bardzo pocieszające. Uważam, że każdy musi przejść to po swojemu i poświęcić temu tyle czasu, ile uważa za stosowne. I mocno wierzę w to, że prędzej czy później każda z nas doczeka się upragnionego dzieciątka.
Ja jeszcze nie mam zdiagnozowanej niedoczynności tarczycy. Teraz czekam na wyniki badań i wybieram się do endokrynologa. Pierwszy raz tsh zbadałam sobie właśnie w ciąży i do tej pory chodzi mi po głowie myśl, że może gdybym dowiedziała się wcześniej i podjęła leczenie zanim zaszłam w ciążę, to może udałoby się uniknąć starty dziecka. Ale na to pytanie chyba nigdy nie dostanę odpowiedzi... A na jakie badania zabrano Twoje maleństwo? Masz już wyniki?


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słoneczko masz racje. Ja jeszcze nie czuje się gotowa do wyjścia z domu. W ogóle nie mam na to ochoty ale może jak mój kochany w końcu przyjedzie jutro to poczuje się odrobine lepiej. Fizycznie już jest prawie ok jakieś reszteczki jeszcze lecą i boli mnie już tylko jakby jajnik czasem. No to tyle co u mnie na dziś.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja też mam nadzieję, że wszystko idzie ku końcowi, bo już tylko delikatnie plamię od wczoraj. I tak mi się wydaje, że moje ciało powoli wraca do normy - piersi jakby mniejsze, brzuch rano też już praktycznie płaski, tylko temperatura jeszcze troszkę podwyższona, ale powoli schodzi. Ja się teraz łapię, że cieszą mnie zupełnie małe rzeczy - że zrobiłam pranie, że przygotowałam normalny obiad, że zrobiłam zakupy. Niby nic, ale to dla mnie takie małe wyznaczniki tego, że wracam do normalnego funkcjonowania.
Ja jestem pewna, że powrót Twojego faceta dużo zmieni. Nie musi nic robić, nic mówić. Sama obecność daje wiele.


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słoneczko zapomniałam napisać, może życie wcale nie przypominało bajki, w skrócie: moi rodzice rozwiedli się jak miałam 6 lat - zdradę ojca widziałam na własne oczy- ojciec nie chciał mnie odwiedzać, moja mama związała sie z facetem który stosował przemoc psychiczną, wychowywali mnie dziadkowie ciągle brakowało mi mamy, dziadek strasznie mnie bił, potem mama zaczęła pić ja sobie z tym nie radziłam, wpadłam w złe towarzystwo sama piłam z bratem mamy i jego córką, ona wpędziła mnie w prawdziwe kłopoty, sprzedała moje dziewictwo bo mnie nienawidziła, nie wiem za co - zgwałcono mnie- zastraszono mnie i nie mogłam nikomu powiedzieć przez 2, 5roku bałam się, wyrzucono mnie ze studiów bo sobie nie radziłam psychicznie i zaczęłam nie chodzić na egzaminy, moja mama spotykała się z innym facetem który zniszczył całkowicie naszą relacje więc piłam, skończyłam jedną szkołę studia mimio nie powodzeń, jeden związek rozpadł mi sie bo naciskałam na seks chciałam zamazać złe wspomnienia, drugi - facet zdradził mnie z najlepszą przyjaciółką jak już się wykaraskałam rzuciłam palenie bach torbiel czekoladowa 10 cm, operacja otwieranie brzucha, endometrioza wyrok niepłodność, przez to wszystko wpadłam w ciężką depresję, w końcu moje życie zaczęło się zmieniać poszłam na terapię jedną drugą i trzecią. Wyszłam z depresji znalazłam wspaniałego faceta mam plany żeby mieszkać za granicą założyć z nim rodzinę bach poronienie. Nie ma reguły czy masz sielankowe życie - ty uważasz że miało ci to coś udowodnić a co ja mam powiedzieć? Nie ma wytłumaczenia dla takiej tragedii i nie będzie. Ja tego nie pojmuje ale może jestem za małym mózgiem żeby to pojąć :( Ponieważ jestem wierząca to po prostu zostawiam to Bogu trudno tak musiało widocznie być. Ja nie mogę sobie powiedzieć że a gdyby coś to by się nie stało - nie mogłam przewidzieć że się zarażę wirusem albo że leki które przepisała mi lekarka mogą mieć bardzo negatywny wpływ na ciążę.

A mój facet niestety nie wraca tylko przyjedzie na 3 tygodnie mnie odwiedzić. I jeszcze na dodatek nie potwierdzili mu czy go przyjmą, dopiero w sierpniu się dowiemy :( teraz umrę z niecierpliwości no.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No faktycznie, życie Cię nie rozpieszczało... Ale co nam pozostaje? Pogodzić się z tym co było i ze wszystkich sił wierzyć, że jednak będzie już tylko lepiej. Teraz najważniejsze, żeby Twój facet dostał pracę i zabrał Cię do siebie, żebyście już nie musieli żyć na odległość. Wtedy powolutku wszystko się ułoży.


http://www.suwaczki.com/tickers/1usa2n0azuszrrkk.png

(*) Nasz Aniołek 11.07.2014 (6tc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słoneczko całe życie tak wierze :) czasem jest lepiej ale rzeczywistość jest jaka jest zaraz coś się wydarza żeby mi odebrać tą chwilę szczęścia :( Ja chyba mam poprostu ogromnego pecha :(


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej.słoneczko_bj nie wiem dokładnie jakie badania będą przeprowadzac na plodzie,dalam im po prostu i mysle ze będą wiedzieli co robic...mieszkam w Niemczech i moj niemiecki jest jeszcze za slaby aby rozumieć jezyk lekarski,wyniki będą przeslane do mojej ginekolog a mam się u niej stawic po pierwszej miesiączce na która czekam(ale mysle ze do tygodnia powinnam dostać bo 15.07 mialm dni płodne)wiec niebawem może się dowiem co moglo być przyczyna.A jeżeli chodzi o problemy z tarczyca to nie jest takie proste,ja lecze się od roku i w kwietniu miałam już pięknie wyrównane hormony. 15.05 robiłam badania na tsh i 30.05 na wynikach okazało się ze sa znowu zle...nie przypuszczałam nawet wtedy ze to może być spowodowane ciaza g(dyż 4 lata się staraliśmy i już praktycznie pogodziłam się z mysla ze coreczka będzie jedynaczka)lekarz pytal mnie czy zaszly jakies zmiany w moim zyciu powiedziałam ze zaczelam pracować i lekarz stwierdził ze pewnie dlatego takie zle wyniki i bole plecow od przemeczenia,zwiekszono mi wtedy dawke lekow ale wydaje mi się ze było zbyt pozno(to moja wina bo mogłam isc po wyniki już po 2 dniach a mi się nie chciało i poszlam po 2 tyg.na kontrole...czasem mysle ze to poronienie to moja wina(gdybym poszla szybciej to może wtedy plod by się rozwijal prawidłowo:(tego nie wiem i nie mogę się obwiniać wkoncu miałam prawo nie domyslic się ze to ciaza obnizyla hormony wkoncu przez 4 lata nic.Teraz porobiłam badania jutro mam wyniki tsh i mam nadzieje ze moje hormony szybko się wyrownaja i będziemy mogli probowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kf nie możesz się obwiniać, bo nigdy się z tym nie pogodzisz. Tak miało być bez względu na przyczynę. Ja też bym chciała wiedzieć co było nie tak, ale mogę nie poznać odpowiedzi. Może trzeba zostawić to jak jest i żyć dalej? Nie wiem ja nie umiem na razie myśleć o tak szybkiej ciąży.
Mój kochany jest już ze mną niestety w sierpniu już wraca do Niemiec :( ale 3 tygodnie pobędziemy razem. Jestem smutno - szczęśliwa.


Janinka 9 tc 12.07.2014 r. (*)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...