Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Redakcja

Konkurs "Przygoda ze zwierzakiem"

Rekomendowane odpowiedzi

Zwierzęta bardzo często są najlepszymi przyjaciółmi dzieci. Zawsze mają dla nich czas, potrafią pocieszyć, gdy jest im smutno i nigdy się nie obrażają.

Pozwól swojemu maluchowi zaprzyjaźnić się z jego ulubionym zwierzątkiem i spełnij jego marzenia.

Aby wziąć udział w konkursie, należy razem ze swoim dzieckiem stworzyć krótką historię z ulubionym zwierzątkiem, które mieszka w zoo.

Nagrodą główną dla miejsc od 1 do 5 jest zaproszenie dla jednego dziecka na zwiedzanie warszawskiego zoo od kuchni i gra ZOO Tycoon na konsolę Xbox 360.

Dodatkowe nagrody za zajęcie miejsca od 6 do 8 to gry ZOO Tycoon na konsolę Xbox 360.
http://kontoredakcyjne.strefa.pl/zoo.jpg
Odpowiedzi należy nadsyłać poprzez wątek w poście konkursowym. Na Wasze zgłoszenia czekamy do 3 grudnia.

Dowiedz się więcej o grze ZOO Tycoon na jej profilu w Katalogu produktów i usług.

* Gra ZOO Tycoon miała swoją premierę 22 listopada. W związku z tym, że Microsoft wie jak istotną kwestią jest żywienie zwierząt w zoo 5 zł z każdego sprzedanego do końca roku egzemplarza gry, zostanie przekazane na rzecz Fundacji Panda działającej przy warszawskim ogrodzie zoologicznym i zasili budżet przeznaczony na jedzenie dla warszawskich słoni – Buby, Erny, Fryderyki i Leona. W warszawskim zoo na wszystkich miłośników interaktywnej rozrywki do końca roku czeka strefa Xbox 360, w której można sprawdzić swoje umiejętności zarządzania zoo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Patacznik_78

Hej!
Fajny konkurs! Jeszcze nie mamy konsoli ale spróbujemy wygrać wejściówkę do Zoo :)
Dzieciaki już wymyślają historię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Patacznik_78

Wracamy z naszą historią:

Pewnego razu, do ZOO w Warszawie miał przyjechać mały Pawian Sebek. Mały zwierz przyleciał w kontenerze z innego ZOO - na końcu świata. Z lotniska odebrał go taksówkarz, który nigdy nie był w Zoo i nie znał się na egzotycznych zwierzętach. Kiedy zobaczył Sebka w niedużym kontenerze, zawiniętego w kocyk - pomyślał, że ma do czynienia ze śmiesznym pieskiem i postanowił uchylić drzwi klatki aby się przywitać.
Sebek, chociaż był jeszcze młody był już dość sprytny i zwinny i kiedy tylko zobaczył uchylone drzwiczki, natychmiast dał drapaka. Taksówkarz ruszył za Sebkiem w pościg jednak nie mógł dotrzymać mu kroku.
Na początku Sebek był bardzo zadowolony, że przechytrzył taksówkarza. Ganiał po lotnisku jak szalony. Jadł słodycze, które zwędził ze sklepu, oglądał startujące samoloty i jeździł w górę i w dół ruchomymi schodami.
Po chwili jednak zaczął go boleć brzuch (od słodyczy), poczuł się samotny (ludzie na lotnisku ciągle się gdzieś spieszą i trudno się z nimi zaprzyjaźnić) i zrobiło mu się smutno z powodu taksówkarza (siedział strapiony na ławce i płakał).
Sebek wrócił więc ze spuszczonym ogonem do kierowcy taksówki (który niezmiernie się ucieszył na widok futrzastego urwisa) i razem pojechali do Zoo.
W Zoo Sebek miał zapewnioną rozrywkę, towarzystwo innych pawianów oraz tyle świeżych owoców by zaspokoić nawet największy pawiani głód.
Pan taksówkarz odwiedzał wybieg Sebka co tydzień, poznał wszystkie gatunki zwierząt mieszkających w Zoo i na zawsze został miłośnikiem zwierząt :)

koniec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybrałem się kiedyś z tatą do ZOO. Gdy przechodziliśmy obok słoniarni, usłyszałem cichy płacz. Bardzo się zdziwiłem, gdy się zorientowałem, że to słoń Leon płacze w kącie. Równie mocno byłem zaskoczony tym, że mój tata niczego nie zauważył. Podszedłem do słonia i zapytałem go, dlaczego jest smutny.
- Grzesiu, jak mogę być wesoły? Cały mój świat jest szary (i to dosłownie!). Nie znam nikogo, kto mógłby mi coś powiedzieć o innych słoniach… Czy wszystkie są takie same?
Zaświtała mi w głowie myśl: Przecież ja znam kilka słoni, które mógłbym pokazać Leonowi. Mama ciągle mi o nich czyta… I tak zabrałem warszawskiego słonia do świata książek.
Najpierw odwiedziliśmy Słonia Trąbalskiego. Chwilę z nami porozmawiał, po czym zapytał kolejny raz im jesteśmy. Leon szybko stwierdził, że to jakiś dziwak, bo pierwszy raz widział słonia z zawiązanym supełkiem na trąbie.
Zabrałem go więc do małego, różowego słonia Pomelo. Ten był tak zajęty owijaniem swojej trąby na głowie, że nawet nas nie zauważył. Leon był bardzo zdziwiony, bo Pomelo poza tym, że był różowy, był wielkości dużego żuka!
Biegiem udaliśmy się do słonia Dumbo, tego z wielkimi uszami. Okazało się, że mają z Leonem wspólnych przodków. Nie pogadaliśmy jednak zbyt długo, bo Dumbo musiał lecieć. Pomachał uszami i już go nie było.
Na końcu przedstawiłem Leonowi Elmera, słonia w kratkę, którego tak lubię. Elmer znał dużo innych, szarych słoni i trochę opowiedział o nich Leonowi.
Musieliśmy wracać, żeby tata się nie martwił. Pożegnałem się z Leonem i pobiegłem do taty.
- Słyszysz synku? To Leon trąbi… Chyba jest bardzo szczęśliwy.
Wiedziałem, że tata ma rację. W końcu spełniłem marzenie słonia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnej nocy, kiedy księżyc na niebie błyszczał jak złota tarcza, a ja nie mogłam zasnąć, kręcąc się z boku na bok i wpatrując w jego blask, przeczuwałam że tej nocy wydarzy się coś wyjątkowego. Kiedy wszyscy w domu zasnęli i zapadła zupełna cisza, usłyszałam dziwny hałas dobiegający z dołu, postanowiłam sprawdzić co to takiego. Wzięłam latarkę i po cichutku, na paluszkach, by nikogo nie zbudzić zeszłam po schodach. Rozejrzałam się dookoła ale nic dziwnego nie zauważyłam i nagle przez klapkę w drzwiach przeznaczoną dla mojego kotka Puszka wturlała się do środka brązowa, puchata kulka. Początkowo nie wiedziałam co to może być, zaświeciłam latarką a kulka powoli wyciągnęła łapki i nóżki, a moim oczom ukazał się nie codzienny widok. To była mała, puszysta małpka o miękkim futerku i bardzo długim ogonku. Początkowo nie wiedziałam co mam zrobić by nie przestraszyć zwierzaka, a obudzenie rodziców nie było najlepszym pomysłem. Na pewno od razu postanowili by, że należy pozbyć się nieproszonego gościa i oddać do zoo lub gdzieś gdzie powinna małpka się znaleźć. Kulka bo tak nazwałam moją małpkę, była wyjątkowo przyjazna, widać że miała do czynienia z ludźmi bo zupełnie się mnie nie bała. Już wtedy miałam co do Kulki pewne plany, pomyślałam że schowam ją w jakimś sekretnym miejscu i nie powiem o niej rodzicom, a gdy tylko będę miała okazje będę się z nią fantastycznie bawiła. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Następnego dnia rano, ukryłam Kulkę w kartonie, wrzuciłam jej do środka dwa banany, kawałek chleba i wodę i wyniosłam na strych, tam rodzice nie zaglądają co dzień, więc uznałam że moja nowa przyjaciółka w tym miejscu będzie bezpieczna. Pospiesznie zeszłam na dół, przy śniadaniu zaczęłam wypytywać rodziców o małpki, czy mogą żyć z ludźmi, co jedzą, w co się lubią bawić? Moje pytania nie wzbudziły żadnych podejrzeń, ponieważ nikt nie przypuszczał że w naszym domu zamieszkała małpka. Po tej rozmowie przy śniadaniu, już nie byłam taka pewna czy zrobiłam słusznie ukrywając Kulkę na strychu, ale tak bardzo chciałam ją zatrzymać i mieć tylko dla siebie. Po szkole szybko biegłam do domu. Po drodze myślałam tylko o tym jak wyprowadzić Kulkę na spacer, nie mogła przecież siedzieć cały czas w pudle. Niestety wszystko okazało się dużo trudniejsze niż przypuszczałam, mama krzątała się po domu, ledwo udało mi się niepostrzeżenie wejść na strych, a po otwarciu pudełka spostrzegłam że Kulka nie tknęła jedzenia i nie wypiła wody. Zaniepokojona wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie.
- Kuleczko dlaczego nic nie zjadłaś? Zapytałam drżącym głosem.
Wtedy zrozumiałam że mój pomysł nie był dobry, a wręcz przeciwnie, był wyjątkowo głupi i egoistyczny. Zeszłam z Kulką na dół i pokazałam mamie moją nową przyjaciółkę. Mamie na początku odebrało głos ze zdziwienia, ale potem zażądała bym jej wyjaśniła całą tę historię. Nie pomijając najmniejszych szczegółów opowiedziałam wszystko po kolei . Ubrałyśmy się szybko, mama zawinęła Kulkę w koc i pojechałyśmy szybko do zoo, gdzie zaopiekowano się odpowiednio moja małą małpką. Było mi strasznie przykro rozstawać się z Kulką ale zdałam sobie sprawę, że ja nie zapewnię jej odpowiednich warunków u siebie w domu. W nagrodę dyrektor zoo pozwolił mi przychodzić raz w tygodniu do Kulki i zajmować się nią tak jak sobie to wymarzyłam tamtej nocy, kiedy do mego domu wturlała się brązowa, puszysta kuleczka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłem kilka razy w zoo,
zwierząt tam jest wiele wkoło.
Grube, chude, duże, małe.
kolorowe, czarno-białe.

Siedzą w klatkach i terrariach,
w boksach, salach i akwariach.
Wszystkie są interesujące ,
lecz najlepszy jest pod słońcem,
misio panda, śmieszny misio:
wiecznie uśmiechnięte pysio.

Zapytacie mnie dlaczego,
koleżanko i kolego?
Bo ten misio nic nie musi,
takie życie często kusi.
Wczoraj wziąłem go do domu
i nie mówiąc nic nikomu,
podgladałem ja niedźwiadka,
jak się leni – co za gratka!

Nic nie robił przez dzień cały,
Pandy wciąż by tylko spały.
Czasem skubnął też bambusa.
Myślę, ale to pokusa:
śpimy sobie razem w łóżku
i głaskamy brzuszku.
On bambusa by zjada dziennie,
a ja lody – jak przyjemnie…
Ale nam tu jest wspaniale!
Nie robimy nic, NIC, WCALE!

Powiem tylko Mamie, Tacie
lub napiszę na plakacie:
„MY NIC DZISIAJ NIE ROBIMY.
PANDA, JAKUB. TYLKO ŚPIMY.
WIĘC NAM DZIŚ NIE PRZESZKADZAJCIE.
BAMBUS, LODY – TO NAM DAJCIE.”

Przygodę, z wykradzionym z ZOO misiem pandą, na życzenie syna Jakuba, spisała mama Ola

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj wieczorem, kładąc Czarka spać, jak zwykle zaczęłam opowiadać mu bajkę…
- Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żył dzielny rycerz…
- Nie mamo! – zaprotestował nagle. – Opowiedz dziś bajkę o mnie!
- O tobie? To w takim razie będziesz musiał mi pomóc i wymyślimy bajkę razem.
- Dobrze mamo.
- Hmm… Więc pamiętasz jak ostatnim razem byliśmy w zoo?
- Tak, z tatą! I były tam słonie i tygrysy i małpki. Miały takie śmieszne ogonki.
- A jakie zwierzątko spodobało ci się najbardziej?
- LWY! Bo mają dużo futerka i można je głaskać i przytulać i są mięciutkie!
- To wyobraź sobie, że jesteś w zoo. Oglądasz zwierzątka, możesz je nawet nakarmić, dotknąć te, które są łagodne. Ale nagle okazuje się, że z klatki uciekł groźny lew!
- Był duży?
- Bardzo duży!
- I miał futerko, tak?
- Tak kochanie. Słuchaj dalej: wszyscy zaczęli uciekać z zoo tylko dzielny Czarek nie bał się lwa, bo już wcześniej z nim się zaprzyjaźnił. Czarek postanowił, że odnajdzie lwa.
- To byłem ja?
- Tak, bo to bajka o tobie… Czarek chodził po całym zoo, kiedy nagle zobaczył, że lew idzie ścieżką w jego stronę.
- A jak on miał na imię?
- Ty mi powiedz, to twój przyjaciel.
- Hmm… Krzyś!
- Więc lew Krzyś szedł w stronę Czarka. „Chodź Krzysiu, nie bój się mnie!” – zawołał Czarek. Lew ucieszył się bardzo na widok Czarka, ponieważ bardzo za nim tęsknił i próbował go odnaleźć.
- I przytuliłem go?
- Tak.
- I głaskałem?
- Tak, a potem odprowadziłeś lwa do jego klatki. Od tej pory odwiedzałeś lwa Krzysia co tydzień, żeby nie było mu już smutno. A Krzyś nie uciekał już z klatki, bo wiedział, że jego najlepszy przyjaciel na pewno go odwiedzi i znów przytuli.
- A kiedy my znowu pójdziemy do zoo mamo?
- Już niedługo kochanie. A teraz śpij dobrze…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

”Ma być krótko a treściwie,
Drogie Pani , Drodzy Panowie!
Więc do sedna już przechodzę,
I nikogo za nos nie zwodzę!!

Zwierząt w zoo jest gromada,
W tym żyjące pojedynczo i wielkie zwierzęce stada.
Synek postanowił uczyć się nazw zwierząt nie z książek a w ogrodzie,
Galimatias wyszedł wielki – i niektóre zwierzęta zostały na przysłowiowy lodzie!!

I tak daniel z gazelą mu się pomyliły,
I problemów w zapamiętywaniu przysporzyły.
Podobieństwa są znikome,
Ale synek zrobił z nich stworzenia znajome.

Lis i fenek to dla syna to samo,
Synek mówił -Uwierz mi mamo!!
Uszy, ogon – podobieństwa uderzające,
Szkoda tylko, że na innych kontynentach mieszkające!!

Kolejna nowinka synka,
Surykatka i mysz polna to kuzynka !!
Wielkość tutaj nie ma znaczenia,
Synek wyczytał to podobno z ich spojrzenia!!

Ulubione żyrafy już mu się z nikim nie pomyliły,
Tylko głowy bardzo wysoko wznosiły.
Synek, więc zerka na nie i pyta:
Mamo a czy one mają podbijane jak konie kopyta??

I tak bez końca opowiadać można historie i historyjki,
Myślę, że można je włożyć między bajki,
Ale wyobraźnia i tok myślenia dziecka zawsze potrafi zadziwić,
I myślę, że niejednego naukowca jak i rodzica może ona w zoo zdziwić!!’’

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie tak dawno, nawet całkiem blisko - tuż za oknem mojego pokoju pojawiła się szara wiewiórka. Przeżyłam szok. Dlaczego jest szara? Pobawiłam się w detektywa i poznałam jej niezwykłą historię... Wiewióretka, bo tak ma na imię, zamieszkuje małą dziuplę na wielkim drzewie, które rośnie tuż za płotem ogrodu zoologicznego. Pewnego dnia, kiedy obudziły ją ciepłe promienie słońca, dobiegł ją krzyk/ryk lwa, który był jej najbliższym przyjacielem i jednocześnie sąsiadem. Podskoczyła przestraszona i natychmiast zbiegła na dół, by sprawdzić co się dzieje. Nagle poczuła, że ziemia jest strasznie zimna, że stąpa po czymś miękkim, ale chłodnym. Rozejrzała się, a wszystko było białe. Z nieba leciał biały puch, który przykrył wszystkie kolory. Zdezorientowana nie potrafiła znaleźć droki do jaskini lwa. Czuła, że zaraz zacznie płakać. Była młodziutką wiewiórką, która w tej chwili bardzo potrzebowała kogoś bliskiego. Otrząsnęła się z zimnego puchu i mimo, że strasznie się bała, myślała o swoim przyjacielu, który wołał ją, który jej potrzebowł - tak jak ona jego. I mimo że była maleńkim stworzeniem, zebrała całą swą siłę, zamienila strach w odwagę i pędem pobiegła na ratunek. Lew ucieszył się bardzo na jej widok. Zaryczł radośnie, co Wiewióretkę bardzo zdziwiło. Okazało się, że małe zwierzątko źle zinterpretowło ryk przyjaciela, być może głęboki sen to sprawił, ale lew nie wołał jej na pomoc, ale po to, by pokazać jej to, o czym marzyła, śnieg. Niestety, wiewióreczka, zbierając się do biegu po dziwnym zimnym czymś, straciła wszystkie swe kolory, jak cały swiat dookoła, ona też stała sie biała. I tak już zostało. Mimo tego, bardzo cieszy się z zimy. Jest jej wierną fanką. Ot, i cała historia. Jak udało mi się tego dowiedzieć? Od przewodniczki z ogrodu zoologicznego, która zna doskonale wszystkich swoich podopiecznych. Bardzo chcialabym być kiedys taka jak ona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mały miŚ miał w końcu upragnione wakacje, nie miał jednak pieniążków, by gdzieś wyjechać. Pewnego dnia zobaczył, że jest konkurs na opowiadanie, w którym do wygrania są pieniążki na wyjazd nad morze. Koledzy się z niego śmiali, konkurencja była silna, jednak tygrysek nie poddał się i wziął udział w konkursie. W opowiadanie włożył całe swoje serce, bardzo bowiem zależało mu by wziąć rodzinę na wakacje i w końcu odpocząć. Koledzy, by zrobić mu na złość, też nadesłali opowiadania na konkurs, ale ściągnęli je z internetu. Tygrysek natomiast napisał o swoich marzeniach...Na wyniki czekał długo, a kiedy zobaczył listę nie mógł uwierzyć własnym oczom był wśród laureatów. Cieszył się bardzo, teraz mógł pojechać na niezapomniane wakacje, zwyciężyło także jego hasło:
(motywacja +wiedza) x wysiłek +wytrwałość do kwadratu = SUKCES
Wygrały marzenia...


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Jolanda_Milos

Pewnego razu w Warszawskim ZOO zrobił się wielki raban.
Wszystkie trąbalskie słonie, wszystkie pasiaste zebry, wszystkie dumne pawie, wszystkie przemoczone pingwiny i część pociesznych papug krzyczały co sił w gardłach. Powodem ich krzyku był wróbel Emil, który co prawda, nie miał swojego wybiegu ani klatki ale mieszkał w ZOO w małym gniazdku pod daszkiem budki strażnika. I to właśnie Emil stał się powodem tego całego hałasu. Był bowiem małym psotnikiem i dzień 1 grudnia przygotował następujące psikusy:
Do słoniarium wprowadził tylnym wejściem swoją znajomą myszkę, zebrom w nocy przemalował paski. Czarne na białe a białe _ na czarne. Pingwinom do basenu dosypał galaretki w proszku, a papugom narysował na szybie ich pokraczne podobizny.
Na koniec Emil usiadł na wysokiej gałęzi i śmiał się ze swoich złośliwych psikusów. Tak się śmiał i tak natrząsał, że w końcu spadł z gałązki prosto na wybieg krokodyla i zwichnął sobie skrzydło. Stary krokodyl łypnął na ptaszka łakomie i zaczął powoli się do niego zbliżać.
Emil krzyczał "Pomocy!" lecz nikt nie zwracał uwagi na cieniutki świergot gdy wkoło słychać było głośne słoniowe trąbienie, zebrze wycie, pingwinie piski i papuzie wrzaski.
Krokodyl był już o jedno kłapnięcie pyskiem od Emila gdy zatrzymał się i rzekł:
"Próżne piski mały ptaku
sprawiedliwy los tak sprawił
że Cię zdmuchnął wprost z gałęzi
i w objęciach mych zostawił"
Emil zapłakał, przyrzekł, że już nigdy nie będzie robił przykrych żartów swoim kolegom bo zrozumiał swój błąd.

Mądry krokodyl przyjął obietnicę wróbla i pozwolił zamieszkać mu na swoim wybiegu. Odtąd żyli w zgodzie - Emil z Krokodylem a wszystkie zwierzęta - gdy dowiedziały się o jego przygodzie - wybaczyły mu psoty.

Koniec :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Janeczek

Gdy mały byłem,
o słoniu marzyłem.
Do Zoo chodziłem
i go wypatrzyłem,
"Zabiorę do domu"
- postanowiłem...
W końcu minęła mi szybko ochota
i zamiast słonia mam w domu kota:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Kluskaa

Dawno dawno temu w ZOO dworcowym żył sobie niesłychanej piękności paw, który nie lubił żadnych innych zwierząt, bo uważał, że nikt nie jest tak wspaniały jak on, więc nie zasługuje na jego uwagę. Pewnego razu paw zgubił jedno ze swoich ozdobnych piór i zaczął płakać, ale nikt specjalnie nie zwrócił na to uwagi.

Biały ogromny słoń zastanawiał się, co też mogło spowodować płacz pawia, ale udawał, że go to nie interesuje. Tak samo piękna papuga stroszyła piórka i zerkała spod oka na pawia, ale nie chciała, by ktoś to zauważył. Jedynie gadatliwa małpka zapytała pawia, co się stało. Jednak gdy wyjaśnił powód swojego smutku, zaśmiała się i uciekła.

Dopiero wtedy piękny dworcowy paw zrozumiał, że nie ma na kogo liczyć w tym zoo przede wszystkim przez swoją dumę i postanowił przeprosić wszystkich za swoje zachowanie. Od tej pory w ZOO zapanował spokój i nikt nie miał do siebie nawzajem pretensji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pingwin

Pewnego dnia Jaś poprosił tatę, aby poszli razem do zoo. Chciał zobaczyć wiele dzikich zwierząt, które go fascynowały. Jaś uwielbiał oglądać filmy o lwach, tygrysach, słoniach. W domu miał mnóstwo zabawek, które do złudzenia przypominały prawdziwe zwierzęta. Kiedy więc nadszedł dzień odwiedzenia ogrodu zoologicznego, był przeszczęśliwy. Razem z tatą chciał zobaczyć wszystkie okazy, ale jego szczególną uwagę zwróciła rodzina białych niedźwiedzi. Udało mu się zobaczyć ich wspólną zabawę. Nie mógł oderwać oczu od malutkich niedźwiadków, które wyglądały jak duże pluszaki. Postanowił, że będzie codziennie przychodził, aby na nie patrzeć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przygoda małego Janka z Mono!

Za oknem było ciemno,wiatr szalał a deszcz stykał o parapet. Przytuliłem moją maskotkę i odpoczywałem, nie byłem śpiący nie, nie nieee chcee mi się spać...
Nagle nie wiem jak to się stało, ale zrobiło się bardzo gorąco,słońce świeciło mocno w oczka i był mnóstwo pięknych drzew i krzaków. Gdzieś usłyszałem dziwny dźwięk, ktoś piszczał. Powoli zajrzałem za krzaczek, a tam mały słonik ,no nie aż tak mały, bo większy ode mnie.Okazało się,że ma na imię Mono i jest smutny, bo zgubił mamusię. Ja wiem jak może być smutno bez mamy więc postanowiłem mu pomóc. Zatrąb mocno, to może mamusia usłyszy. Spróbował, ale za cicho. Poprosiłem aby zrobił to jeszcze raz ale z całej siły, najmocniej jak potrafi. I udało się, zatrąbił tak mocno,że aż liście na krzakach się poruszyły. Z dala usłyszeliśmy głos mamy. Pozwolił mi wsiąść na grzbiet i razem popędziliśmy skąd dobiegał głos mamy.Była to super przejażdżka.
Kiedy mały słonik odnalazł mamę, radości nie było końca. Podziękowali mi za pomoc i razem się bawiliśmy. Najpierw z trąb zrobili mi super huśtawkę i huśtali chyba aż do nieba, potem z trąby mamy miałem wspaniałą zjeżdżalnie. Ale najwspanialsza zabawa była, kiedy mama nabierała w trąbę wody i robiła wspaniały prysznic. Ale było fajnie.
Nagle co się dzieje...
O nie to moja mama weszła do pokoju i mnie obudziła.
- Mam nowego przyjaciela,mamo, ma na imię Mono.
- Super, kochanie!
Nie zdążyłem nawet pożegnać się z Mono i jego mamą.
Ale to nic, może następnym razem jak będę odpoczywał, znów przeżyje jakąś wspaniałą przygodę z Mono, na pewno się jeszcze spotkamy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Loretta

W ZOO, na wybiegu przy końcu uliczki, mieszkała mała zebra Konstancja. Codziennie obserwowała przychodzących i wychodzących gości, którzy zostawali przy niej tylko na moment, by już po chwili biec do innych zwierząt. Było jej bardzo smutno z tego powodu, bo bardzo chciała zaprzyjaźnić się z którymś z odwiedzających. Mama powtarzała jej, że powinna poszukać sobie przyjaciół wśród okolicznych zwierzątek, ale Kostka całkowicie to ignorowała - była zainteresowana tylko dziećmi.

Pewnego dnia przy jej ogrodzeniu pojawił się mały chłopiec. Jak tylko Konstancja do niego podbiegła, przestraszony uciekł ile sił w nogach. Kolejnego dnia zobaczyła chłopca znów, w tym samym miejscu. Tym razem była spokojniejsza i grzecznie podeszła się z nim przywitać. Okazało się, że ma na imię Zdzisio i jest wnukiem jednego z pracowników ZOO. Spędzając wakacje u dziadka często bywał w ogrodzie i to właśnie zebry najbardziej go interesowały. Fascynowały go ich piękne paski i smukłe kopytka. Ucieszył się z zainteresowania Konstancji i obiecał jej, że będzie przychodził do niej najczęściej jak się tylko da. Opowiadał jej co się u niego wydarzyło, kogo spotkał w trakcie ostatniego dnia i co słychać u innych zwierzątek w ZOO. Przynosił też książki, które czytał Kostce i rysował wiele jej portretów.

Prawie codziennie bywał u Konstancji i bawili się razem cudownie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Peggy Sue

Pewnego razu w pewnym miłym, niezwykle przytulnym ZOO pojawiła się mała wróżka, która trzepotem swoich małych magicznych skrzydełek obudziła wszystkie śpiące zwierzątka. Zaspany słoń krążył zaciekawiony w swojej klatce, żyrafa podnosiła zdumiona wysoko swoją szyję, nawet małpki, które często rozrabiają były zdziwione i z dużym zainteresowaniem przyglądały się tej małej istotce. Jedynie lemur Benek nie był zainteresowany pojawieniem się gościa. Benek już wiele lat mieszkał w ZOO jednak nie mógł znaleźć przyjaciela, przez co stal się mało towarzyski. Istnienie wróżek nie dziwiło zwierzątek, każde, nawet najmniejsze zwierzątko wiedziało, że dzięki wróżkom kwitną kwiaty, rośnie trawka, drzewka i ziemia budzi się do życia z zimowego snu. Zdumiewające jednak było to, że gość pojawił się w nocy, kiedy wszyscy, nawet wróżki smacznie śpią na listkach kwiatów lub w łupinkach orzecha. Wrzawa i ogólne poruszenie ucichło gdy Selena – tak miała na imię mała istotka- wytłumaczyła swoje przybycie. Okazało się, że ktoś ukradł berło królowej wróżek, a bez tego przedmiotu wróżki nie będą mogły czarować, nigdy nie będzie wiosny a zima na zawsze zagości na świecie. Jedyny trop prowadził do ZOO, dlatego wróżka popędziła co tchu i mimo tak późnej godzinny postanowiła porozmawiać ze wszystkimi zwierzątkami. Każde nawet najmniejsze zwierzątko rwało się do pomocy, dokładnie przedstawiając swoje zeznania z dnia poprzedniego, jedynie Benek patrzył spod oka na Selenę. Gdy wreszcie przyszła kolej na niego uprzejma wróżka zapytała się czy nie widział nic podejrzanego. Lemur niechętnie odpowiadał na pytania, jednak widząc duże zaangażowanie Seleny postanowił jej pomóc w rozwikłaniu zagadki. Mała istotka bez wahania przyjęła pomoc nowego znajomego, który znał wszystkich mieszkańców ZOO. Najbardziej podejrzanym zwierzaczkiem był lisek Heniek, który często przynosił nowe przedmioty do swojej norki, dlatego swoje poszukiwania rozpoczęli właśnie od niego. Podejrzenia nie sprawdziły się jednak, Heniek miał alibi i od dłuższego czasu nie wychodził ze swojej norki. Po przeszukaniu mieszkanek wszystkich zwierzaków, wróżka straciła już nadzieję. Benek wpadł jednak na genialny pomysł i swoje podejrzenia skierował w stronę sroki Malwiny, która mieszkała nieopodal ZOO. Malwina kochała rożnego rodzaju świecidełka, a Benek był światkiem jak tydzień temu ukradła kolczyk mamie, która razem z dziećmi spacerowała po ZOO. Wróżka szybko podleciała do drzewa, w którym Malwina uwiła sobie gniazdko. Tym razem podejrzenia Benka okazały się prawdziwe, pośród różnych błyskotek widać było błyszczące berło. Sroka jest jednak bardzo czujna, dlatego Benek odwrócił jej uwagę a Selena szybko odebrała złodziejce magiczny przedmiot. Dzięki owocnej współpracy królowa odzyskała swoje berło, rozkwitły kwiaty i pąki na drzewach, w końcu nadeszła upragniona wiosna, a Benek zyskał nowego przyjaciela, nawet pozostałe zwierzęta mieszkające w ZOO zmieniły o nim zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mamaMili

Raz w zoo była sobie foczka mała,co Gabrysia się zwała.Dzieci z radością ją odwiedzały małymi rybkami z opiekunem dokarmiały.Bardzo lubiana była i wesoła,turlała się radośnie z piłką dookoła...I nadeszła zima,smutno się zrobiło,bo tylko śnieżek pruszył i słonka nie było,a wszystkie zwierzęta zamknięte w pomieszczeniu patrzyły na foczkę i oczy przecierały ku ich zdziwieniu...Mała Gabrysia w rogu basenu stała i piękną melodię płetwami wystukiwała,dołączyły ze śpiewem ptaki,lew dodał coś mrucząc od siebie,nawet duży niedźwiedź przebudził się nie w gniewie...Na środku sali małpka cichuteńko tańczyła..aż zapadła ciemność..to wigilia była.Mała Kasia tacie na dyżurze,sprzątać klatkę słonia pomagała, a grupazwierząt z Gabrysią na czele kolędą wdzięczność za opiekę okazywała.A senna pani miś koala,chociaż zmęczona i padnięta wzrokiem Kasi dała przesłanie: Kochajcie ludzie zwierzęta!Bo każdy z nas bezbronnym i małym a wy ludzie jesteście dla Nas światem całym! Wtem zadzwonił budzik,Kasia otwarła oczy i zapragnęła niech ten sen się nadal toczy...podeszła do Ojca i powiedziała:Jedźmy do azylu weźmy zwierząt pare to będzie najpiękniejszy dla mnie podarek.Będę się nimi opiekowała,bo moja miłość do zwierząt nie mała...Mijały miesiące,a Kasia...miała 2 psy,kota,chomika i 3 zające...i była najszczęśliwsza na świecie..to miłość do zwierząt zdziałała cuda:)..I ty sprawdź może Tobie czytającemu też się uda!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witamy Cię kolego i CIebie koleżanko
o to nasze zwierzęce mieszkanko
Ja na imię mam Frania i jestem Lama:)
Po prawej są pinginy
zawsze robią dziwne miny
a tu po lewej mamy pawiany
dziś połamały swoje parawany
możesz je zobaczyć z bliska
widzę że masz piękne duże oczyska !
Podejdz tu i spojrz do góry
tak tak to są jaszczury,
a tam obok są gady
a za nimi płazy,
Słonia też u nas spotkasz
jęsli masz ochote jeszcze zostać
Zebrę, lwa i nawet tygrysa
który non stop bryka
Pokaże Ci nawet krokodyla
Małpę, kapucnykę i goryla
U nas zwierzęta mieszkają sympatyczne
Przygody ze zwierzakami są tu niezwykłe!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zoo mieszka bardzo dużo zwierzątek, ale my z córką ukochałyśmy sobie gady i płazy, dlatego opowiadanko będzie o styliście wężu.
Był w zoo raz pewien mały wąż,
co wszystkim robił na złość.
Śmiał się z tygrysich pasków,
że takie niewyraźne i
wciąż się zastanawiał
jak to on się ubiera.
Z zebrą było podobnie
i zebu też się dostało.
Słoniom powiedział, że szary pogrubia,
a żółwiowi, że skorupa za duża.
Fokom, że woda wysusza,
a krokodylowi, że łuski to nie moda
i bardzo się wąż zdziwił,
gdy oglądnął się w tafli wodzie,
bo tak bardzo mu się wydawało,
że jest najlepszy na świecie.

Mam nadzieję, że opowiadanie w formie wiersza też się będzie liczyło:P


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Małpeczki z zoo z klateczki,
Wskoczyły mi do teczki.
Do szkoły je zaniosłam,
Więc cały dzień byłam radosna.
Na lekcjach ze mną siedziały,
Nauczycieli uważnie słuchały.
Z matematyki mi pomagały,
Więc razem zemną piątkę dostały.
Na przerwie w gumę wspaniale grały,
Aż wszystkie dzieci się przyglądały.
Na plastyce pięknie malowały,
Choć ledwo sztalugi dosięgały.
Tylko na muzyce tak śpiewały,
Że wszystkie dziewczynki uszy zatykały.

Wszyscy się z nimi dobrze bawiliśmy,
Więc do mieszkania w szkole je zaprosiliśmy.
Od dziś są więc małpeczki,
Już ze szkolnej półeczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

.....Znowu oglądacie Pingwiny z Madagaskaru, Lidusiu?
- Tak, one są bardzo fajne. Tak bym chciała chociaż raz przeżyć z nimi jakąś przygodę.
- To jest możliwe- odpowiedziałam.
-Naprawdę?
-Oczywiście, wystarczy przenieść się do krainy fantazji,..
-To może coś wymyślimy razem, mamusiu?
-Pewnie...

Przygoda w ZOO

Był słoneczny, letni dzień. Za oknem już dawno słoneczko mrugało do dzieci i łaskotało zabawnie po policzkach roześmiane buzie swoimi promyczkami. Wstałam szybciutko z łóżka i pobiegłam do okna. Pogoda była wyśmienita, w sam raz na jakąś wycieczkę. Lekki podmuch wiatru kołysał firankami, które falowały na wietrze. Podeszłam do Darusi, żeby ją obudzić. Siostrzyczka przeciągnęła się leniwie, ale zaraz wstała. Poszłyśmy do kuchni, gdzie czekało na nas pyszne śniadanko zrobione przez mamę. Zjadłyśmy omleciki z truskawkami i zaczęłyśmy się ubierać. Miałyśmy pojechać z mamą do ZOO. Bardzo się cieszyłyśmy z tego wyjazdu.
Gdy byłyśmy na miejscu, zaczęłyśmy szukać wybiegu z pingwinami. Chciałyśmy poznać sławne i sprytne pingwiny z Madagaskaru.
Zbliżyłyśmy do nich i pomachałyśmy, ale one były czymś zajęte. Stały w kółeczku i coś szeptały po cichutku. Chyba się naradzały. Nagle spojrzały w naszą stronę. Uśmiechnęłyśmy się do nich. One jeszcze chwilkę się zastanawiały, aż podeszły do nas. Skipper uścisnął nam rączki. Rico zrobił beeee i wypluł z siebie telefon. Nowiuśki egzemplarz. Podał go Kowalskiemu. Ten z niesamowitą prędkością wystukał na nim wiadomość. Podsunął mi pokazując, bym zobaczyła.
- Witajcie-napisał- musicie nam pomóc.
- Myyyy?- zapytałam z niedowierzaniem po przeczytaniu informacji.
- Tak, wy - odpisał pingwin. Musimy uratować Kota. Ruszamy na akcję.
Byłyśmy zachwycone, weźmiemy udział w akcji pingwinów, hurra.
Kowalski pisząc wyjaśnił nam, o co chodzi. Jakieś biedne, małe kocię weszło na drzewo i za nic nie chce zejść. Drzewo rośnie z tyłu ZOO, przy magazynie z żywnością. Pewnie mały poczuł przyjemne zapaszki i skierował się w tamtą stronę. Tylko dlaczego wylądował na drzewie? Tego nie mogli się od niego dowiedzieć.
Jak zaczął miauczeć, udali się do niego, ale było zbyt wystraszone i nie poddało się poleceniom Skippera, zapewnieniom Kowalskiego czy prośbom uroczego Szeregowego.
Próbowali już wszystkiego, a ono nic, tylko dalej tam siedzi. Już nawet nie miauczy, tak ochrypło. Trzeba je ratować. Oni zaprowadzą nas pod drzewo, na którym znalazł się koteczek, po kryjomu, tak, by nie wzbudzać podejrzeń.
Kiedy to przeczytałam, zdecydowałyśmy z Darusią: idziemy na pomoc!
Chowając się za drzewami, przemykając ukradkiem między boksami, z zapartym tchem podążaliśmy w stronę magazynu. Najpierw szusowały pingwiny, a potem ja z Darusią. Nie chciały, by ktoś je zobaczył.
Kiedy wszyscy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłyśmy maleńkiego kotka. Był przerażony. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, tylko bezgłośne otwierał buzię.
-Teraz wasza kolej - zakomenderował pisząc polecenie Kowalski i spojrzał na nas. Wzięłam aparat i wystukałam numer. Dobrze, że pamiętam wszystkie numery alarmowe, teraz ta informacja się przydała. Przedstawiłam całą sytuację, a pan przyjął zgłoszenie. Obiecał, że zaraz się tym zajmie.
Podczas mojej rozmowy Darusia stanęła pod drzewem i zagadywała do kotka. Ona je uwielbia, więc rozpoczęła swoje negocjacje z futrzaczkiem. Pingwiny z ukrycia obserwowały rozwój sytuacji. Gdy skończyłam rozmowę, zbliżałam się do siostrzyczki. Moim oczom ukazał się niezwykły widok. Darunia wyciągnęła rączki, a mały puszysty kłębuszek skoczył wprost w jej objęcia. Przytuliła go serdecznie, a kociaczek położył główkę na jej ramieniu. Wyglądali uroczo.
-Jaki on słodziutki - odezwała się Darusia.
Wtedy nadjechała straż. Wyjaśniłam panom, co się stało. Popatrzyli po sobie. Potem najstarszy pogratulował mi i Darusi wspaniałego zachowania.
Za tydzień zaproszono nas do straży i dostałyśmy prezenty: pluszowe maskotki i medale z podziękowaniem. Byłyśmy bardzo szczęśliwe. Kotek tak się spodobał Daruni, że został z nami. To nasz nowy puszysty przyjaciel, więcej Daruni niż mój. Ona go mocno kocha.
Pingwiny, po odjeździe straży tamtego dnia też były zaskoczone. Podeszły do mnie i Daruni podając lotki. Kowalski napisał na telefonie: Dobra robota, dziewczyny, prawdziwe z was agentki. Jego słowa sprawiły nam wiele radości.
Od tej pory zyskałyśmy czterech nowych, uwielbianych przez nas przyjaciół. Często ich odwiedzamy w ZOO. Przynosimy im rybki, piszemy wiadomości na telefonie. One są naprawdę niesamowite, wierzcie mi. Cieszę się, że powiększyło się grono naszych przyjaciół.
Brałyśmy udział jeszcze w dwóch akcjach, ale o tym cicho....sza...

- Mamusiu, ale fajna ta nasza wymyślona przygoda. Może jeszcze jedną byśmy...
Dobrze kochanie, ale innym razem.

Przygodę wymyśloną z córeczką Lidzią przedstawiła jej mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze chciałam sięgnąć nieba...
A to nie jest sprawa prosta!
Wszak tak wiele mi potrzeba,
przez ten rok niewiele urosłam!

Jak to bywa w urodziny moje,
odwiedzimy zwierzaki w Zoo!
A ja mam tam swoje ulubione,
żyrafy co mają szyje że ho ho!

Zawsze najpierw mijamy pingwiny,
jest ich tak dużo niesamowicie!
Jak co roku patrze na ich miny,
wciąż takie same- nie uwierzycie!

Aż tu nagle się oglądam
nie ma mamy ani taty!
Wokół siebie się rozglądam,
widzę długą szyje w łaty!

To żyrafa moja ukochana,
tak jej zazdroszczę że sięga nieba!
A ja wciąż jestem taka mała...
Poczekaj, już niewiele mi trzeba!

-Żyrafko, przyjaciółko Ty moja,
rodziców zgubiłam i co robić mam?
Może pomoże mi Twoja szyja?
-Tak Kochana wskakuj raz dwa!

Wskakuje i wciąż nie dowierzam,
czy to na pewno dzieje się?
Unoszę się coraz to bliżej nieba,
zaraz chmur sięgnę, ojej ojej!

Jest tak wspaniale, niesamowicie,
-Mamo, tato! Teraz Was widzę!
Szczęśliwa taka na samym szczycie,
z radości jak mała świnka kwiczę!

Nagle mamusia buziaka mi daje,
a ja sobie leże w łóżku!
-Wstawaj Skarbie bo już śniadanie,
-Miałam piękny sen Mamusiu:)


http://s1.suwaczek.com/200608194865.png
http://s2.suwaczek.com/200905114562.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...