Skocz do zawartości
Forum

Guwernantki


Rekomendowane odpowiedzi

Ja bym nie skorzystała.
Dlaczego nie? Tak w skrócie i na szybko - oprócz nauki ważny jest też aspekt społeczny. Dzieci muszą (powinny) mieć kontakt z innymi dziećmi, uczyć się w grupie, bo oprócz zdobywania wiedzy, to uczą się też m.in. rywalizacji (wygrywanie, przegrywanie), a nauczanie domowe tego nie da.
Jestem za edukacją w szkole. W domu to co najwyżej nauka języka czy korepetycje.

Odnośnik do komentarza

Dziubala powiedziała zasadniczo wszystko pod czym sama bym sią podpisała. A co do mody spotykania się w jednym domu i uczenia się w grupie osób o podobnym statusie materialnym - też jestem zdecydowanie na nie. Nawet bardziej na nie niż w sytuacji indywidualnej edukacji. Tworzenie kasty od samego początku? Paranoja dla mnie- choć w mniemaniu rodziców pewno działanie celowe i słuszne.

http://davm.daisypath.com/FUImp1.pnghttp://lpmf.lilypie.com/gFDDp2.pnghttp://s2.pierwszezabki.pl/018/018223982.png
http://lbyf.lilypie.com/FTMSp2.pnghttp://s2.pierwszezabki.pl/018/018223980.png?8870
http://pl.lennylamb.com/sliders/show/1_2009_7_27_slider.jpg

Odnośnik do komentarza

Ja w 100% zgadzam się z przedmówczyniami.
Samodzielna nauka, to tworzenie z dziecka odludka. Poza tym tak jak pisała Dziubala zdrowa rywalizacja jest czynnikiem motywującym.
A nauka w gronie dzieci bogatych rodziców, to już zupełnie niezrozumiałe jak dla mnie.

Poza tym chyba zawsze bym się zastanawiała czy taka guwernantka w pełni realizuje obowiązkowy materiał... Szkoły w jakiś sposób są kontrolowane odgórnie. A jak jest w przypadku guwernantek?

Odnośnik do komentarza

Daffodil
Ja w 100% zgadzam się z przedmówczyniami.
Samodzielna nauka, to tworzenie z dziecka odludka. Poza tym tak jak pisała Dziubala zdrowa rywalizacja jest czynnikiem motywującym.
A nauka w gronie dzieci bogatych rodziców, to już zupełnie niezrozumiałe jak dla mnie.

Poza tym chyba zawsze bym się zastanawiała czy taka guwernantka w pełni realizuje obowiązkowy materiał... Szkoły w jakiś sposób są kontrolowane odgórnie. A jak jest w przypadku guwernantek?

mnie się wydaje, nie wiem tego na pewno, ale raczej tak to sobie wyobrazam, ze taka guwernantka realizuje nie tylko podstawę, ale wychodzi ponad program, moim zdaniem może mieć na to więcej czasu, bo ma mniejsza grupę i mniej czaasu musi poświęcać na aspekty wychowawcze, jak to ma w szkole nauczyciel, który musi opanować 30 uczniów

Odnośnik do komentarza

Margeritka
podobno modne wśród osób bogatych jest to, że ich dzieci spotykają się w jednym domu i uczą się w grupie, a zajęcia właśnie prowadzi guwernantka. no wtedy dzieci są w grupie, mniejszej, bo mniejszej, ale grupie i co o tym myślisz Dziubala?

Mnie się nie podoba takie coś. To jakby wyróżnianie dzieci ze sfer wyższych od tych z niższych. Jak te dzieciaki mają się potem identyfikować ze społeczeństwem? Wychowanie to jedno, ale nauka w takich warunkach może stworzyć w nich poczucie, że są wyjątkowi i ponad wszystkimi.

Odnośnik do komentarza

Ale prawda jest taka, że ludzie bogaci tworzą pewną grupę społeczną i ciężko pominąć ten aspekt w relacjach społecznych, bo wiąże się on z większymi możliwościami, np bogatsze dziecko pojedzie na jakąś wycieczkę krajoznawczą, żeby w realu poznać przyrodę, społeczeństwo pewnego kraju, itp, biedniejsze dziecko taką wiedzę pozna z książki/filmu... I nie można odmówić bogatszym takiej możliwości... I w sytuacji kiedy taka grupa bogatych dzieci uczy się indywidualnie, może sobie pozwolić na inne poznawanie wiedzy, niż dzieci w szkole standardowej...

Poza tym u nas zawsze był problem z programem, tzn zawsze brakowało czasu na przerobienie całego programu, wiele rzeczy się pomijało, inne powtarzało, bo zmieniał się nauczyciel i nie do końca wiedział co ten poprzedni przerobił... I z tego co wiem wiele osób narzeka na takie problemy w nauczaniu...

Moim zdaniem program to nie wszystko, u nas edukacja jest nastawiona (a przynajmniej była jak ja chodziłam do szkoły) na uczenie się jak najwięcej, wiele regułek... Ja uczyłam się na sprawdzian i na tym koniec, potem wszystko zapominałam. Z relacji moich szwagierek, które jeszcze do szkoły chodzą, wiem, że normą jest ściąganie z neta z komórki na sprawdzianach, bo nauczyciele często nawet nie zdają sobie sprawę, że uczniowie mają taką możliwość, albo przymykają oko dla świętego spokoju. Więc większość wiedzy jest nie przyswajana, pomimo że szli programem i w dzienniku to ładnie wygląda, bo tematy wg programu wpisane, a lekcje wyglądają jak wyglądają... A jak kontrola przychodzi, to właśnie dzienniki oglądają tylko, sporadycznie wejdą na lekcję, ale zazwyczaj nauczyciel wie o tym i lekcja jest cacy... A w mniszej grupie nauczyciel jest w stanie przeprowadzić bardziej wartościową lekcję i w większym stopniu zweryfikować czy dana dawka wiedzy została przyswojona przez uczniów, wie z czym uczniowie sobie nie radzą i może indywidualnie podejść do jakiegoś problemu, a przy 30 uczniach to zwyczajnie niemożliwe.

Pewnie nie będę miała możliwości, żeby moje dziecko się uczyło w taki sposób, ale nie jestem przeciw i nawet to popieram, jeśli faktycznie lekcje są dobrze prowadzone::):

Odnośnik do komentarza

z tego co ja kojarzę odnośnie guwernantki,głownie z filmów i książek
to taka guwernantka nie tylko uczyła zwykłych przedmiotów ,ale i dobrego zachowania,czasem muzyki,nauki gry,zachowania w towarzystwie i ubierania sie

moja babcia jako dziecko miała taką guwernantkę,ale wtedy były inne czasy,kultura
przede wszystkim nauka nie była obowiązkowa,i nie była dla wszystkich,wiele dzieci wcale nie chodziło do szkół,bo rodzice byli za biedni
babcia była uczona na "ułożoną panienkę"

nie mam pojęcia,bo nie spotkałam się z tym z bliska,jak wygląda nauczanie przez guwernantkę teraz
ale bogaci mogą kształcić przecież dzieci w prywatnych szkołach,gdzie program jest obszerniejszy,klasy małe i jest masę dodatkowych zajęć
nie wiem,jaka miala by być potrzeba trzymania dziecka w domu i izolowania od społeczności

i chyba nie wybrałabym takiego sposobu nauczania swoich dzieci,nawet jesli byłabym bardzo bogata

Joasia
http://s7.suwaczek.com/200905264565.png
Emilka
http://s4.suwaczek.com/200405064765.png

Odnośnik do komentarza

Hmm, tak się zastanawiam czy w Polsce w ogóle prawo dopuszcza możliwość nauczania domowego zdrowych dzieci?
Osobiście wolałabym dla własnego dziecka wybrać szkołę, gdzie są małe klasy, gdzie nauczyciel ma pod opieką 10-15 uczniów, a nie 30. Problem w tym, że w okolicy nie ma takiej szkoły. Sama chodziłam do szkoły podstawowej w innej dzielnicy i niestety jest wiele minusów takiego rozwiązania: trzeba codziennie dojeżdżać, nie zna się osób z własnego osiedla, bo chodzą do osiedlowej szkoły, co za tym idzie nie ma się zbyt wielu znajomych blisko miejsca zamieszkania, koleżanki ze szkoły nie chcą przyjeżdżać w odwiedziny "bo mama nie puści tak daleko", jeśli jest się chorym to daleko po zeszyty itp :(
Co do nauczania w domu to nie wyobrażam sobie, żeby guwernantka miała wszystkie pomoce dydaktyczne tak jak w szkole, że o boisku i dużej sali gimnastycznej nie wspomnę. Dodatkowo od 4. klasy każdy przedmiot jest prowadzony przez innego nauczyciela. W domu nie da się też odtworzyć specyficznej szkolnej atmosfery :)
I oczywiście aspekt społeczny, o którym wcześniej pisały dziewczyny. Poza tym w szkołach organizowane są różne kółka zainteresowań, przedstawienia/akademie z różnych okazji, cała ta szopka z rozpoczęciem/zakończeniem roku, cukierki z okazji urodzin kolegi - nie chciałabym tego pozbawiać dziecka. Ogólnie: mała prywatna/społeczna szkoła jak najbardziej tak, guwernantka nie :)

Odnośnik do komentarza

jeśli rodziców stać na guwernantki to na pewno stać też na dobre lekcje w-f i to nie wcale na sali gimnastycznej, tylko basen, tenis z trenerem itd.
a te mniejsze szkoły z klasami 15-osobwymi to dobre rozwiązanie, moja podstawówka taka byla, 15 dzieci z jedno miejsca zamieszkania, z jednej wsi (w sumie było nas 19, ale rzadko byliśmy w komplecie:)

Odnośnik do komentarza

Chodzenie do zwykłej szkoły nie wyklucza chodzenia na basen czy jazdy konnej. Zresztą basen to chyba nie jakieś ę ą na które stać tylko krezusów. Wiele szkół (szczególnie gimnazjów) ma basen na własny użytek, za darmo dla uczniów, a po godzinach są wejścia dla ludzi z "zewnątrz". "Zwykły" wf rozwija sprawność fizyczną na większej ilości płaszczyzn niż tenis. Poza tym zostają jeszcze gry zespołowe: na w-f dzieci raz zagrają w śledzia, raz w dwa ognie, innym razem w siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną. Dziecko może zagrać w różne gry, przekonać się co lubi a co mu nie odpowiada.

Odnośnik do komentarza

Dziubala
Ja bym nie skorzystała.
Dlaczego nie? Tak w skrócie i na szybko - oprócz nauki ważny jest też aspekt społeczny. Dzieci muszą (powinny) mieć kontakt z innymi dziećmi, uczyć się w grupie, bo oprócz zdobywania wiedzy, to uczą się też m.in. rywalizacji (wygrywanie, przegrywanie), a nauczanie domowe tego nie da.
Jestem za edukacją w szkole. W domu to co najwyżej nauka języka czy korepetycje.

I ja się z tym zgadzam. Ba, kto wie, czy aspekt społeczny nie jest w pierwszych latach ważniejszy niż edukacja...

http://www.suwaczki.com/tickers/iv09i09kkce8ytrb.png

http://www.suwaczki.com/tickers/zem3io4pu01i4j1c.png

Odnośnik do komentarza

Margeritka
ja nie mówię, że chciałabym, żeby moje dziecko miało tego rodzaju zajęcia, ale staram się zrozumieć, co motywuje rodzicow do wybrania takiego sposobu nauczania, oczywiście mam on swoje niezaprzeczalne minusy, ale ma też parę plusów, jak to że dziecko jest w stanie uniknąć tego, co złe niesie ze soba szkoła

Tylko czy na pewno unikanie pewnych sytuacji wyjdzie dziecku na dobre? Szkoła w pewien sposób hartuje, przygotowuje do dorosłego życia.
Nie da się młodego człowieka bez końca trzymać pod kloszem. W końcu będzie się musiał zmierzyć z rzeczywistością, a wydaje mi się, że nie chodząc do szkoły może być nie do końca do tego przygotowany.

Odnośnik do komentarza

marzen@
Margeritka
ah przpomniałaś mi dwa ognie, to moja ulubiona zabawa z dzieciństwa, szkoda, ze nigdy nie grałam w nią na wf, nie wiem czemu...

A u nas w SP często graliśmy, nawet w liceum się zdarzało :D

A na przerwach obowiązkowo w gumę (w podstawówce). I jak tu zagrać w gumę na przerwie? Z guwernantką :wink: ?

do gumy potrzebne tylko trzy osoby, więc jak zgodzi się stać w gumie, to czemu nie :sofunny:

Odnośnik do komentarza

Daffodil
Margeritka
ja nie mówię, że chciałabym, żeby moje dziecko miało tego rodzaju zajęcia, ale staram się zrozumieć, co motywuje rodzicow do wybrania takiego sposobu nauczania, oczywiście mam on swoje niezaprzeczalne minusy, ale ma też parę plusów, jak to że dziecko jest w stanie uniknąć tego, co złe niesie ze soba szkoła

Tylko czy na pewno unikanie pewnych sytuacji wyjdzie dziecku na dobre? Szkoła w pewien sposób hartuje, przygotowuje do dorosłego życia.
Nie da się młodego człowieka bez końca trzymać pod kloszem. W końcu będzie się musiał zmierzyć z rzeczywistością, a wydaje mi się, że nie chodząc do szkoły może być nie do końca do tego przygotowany.

ale szkoła szkole nierówna, uczniowie są róznie traktowani przez nauczycieli, jedni są wywyższani, inni poniżani lub lekceważenie, wiem, że jest takie życie, ale moze rodzice którzy mają bardziej wrażliwe dziecko wolą, aby ono unikało środowiska, w którym moze zostać odtrącone? wiem, ze takie rozwiązania jak guwernatka są i myślę, że tę kwaetie trzeba raczej traktować indywidualnie, bo różne są dzieci i jedne w szkole się odnajdą, a dla innych będzie to bariera trudna do pokonania.

Odnośnik do komentarza

Margeritka
Daffodil
Margeritka
ja nie mówię, że chciałabym, żeby moje dziecko miało tego rodzaju zajęcia, ale staram się zrozumieć, co motywuje rodzicow do wybrania takiego sposobu nauczania, oczywiście mam on swoje niezaprzeczalne minusy, ale ma też parę plusów, jak to że dziecko jest w stanie uniknąć tego, co złe niesie ze soba szkoła

Tylko czy na pewno unikanie pewnych sytuacji wyjdzie dziecku na dobre? Szkoła w pewien sposób hartuje, przygotowuje do dorosłego życia.
Nie da się młodego człowieka bez końca trzymać pod kloszem. W końcu będzie się musiał zmierzyć z rzeczywistością, a wydaje mi się, że nie chodząc do szkoły może być nie do końca do tego przygotowany.

ale szkoła szkole nierówna, uczniowie są róznie traktowani przez nauczycieli, jedni są wywyższani, inni poniżani lub lekceważenie, wiem, że jest takie życie, ale moze rodzice którzy mają bardziej wrażliwe dziecko wolą, aby ono unikało środowiska, w którym moze zostać odtrącone? wiem, ze takie rozwiązania jak guwernatka są i myślę, że tę kwaetie trzeba raczej traktować indywidualnie, bo różne są dzieci i jedne w szkole się odnajdą, a dla innych będzie to bariera trudna do pokonania.

Margeritka to prawda, że dzieci są różne i różne są ich potrzeby, ale ja powiem szczerze, że gdybym miała dziecko, które ma problemy z odnalezieniem się w szkole (a mam nadzieję, że tak nie będzie), to raczej robiłabym wszystko, żeby mu to ułatwić, a nie zabierała do domu. Jeśli nie może odnaleźć się w podstawówce, to jak ma potem odnaleźć się w gimnazjum, liceum, czy w pracy. Nowe środowisko chyba dla większości ludzi jest trudną przeszkodą, ale ja wychodzę z założenia, że na tym właśnie polega życie, żeby starać się przełamywać i pokonywać słabości, a nie poddawać się im.

Co do zachowania nauczycieli, to na szczęście nadeszły czasy, że nie powinni się oni czuć bezkarni i poniżanie kogokolwiek jak dla mnie zupełnie nie wchodzi w grę. Grunt to rozmawiać z dzieckiem i wiedzieć co się dzieje, a w razie potrzeby interweniować.

Odnośnik do komentarza

Margeritka
Daffodil
Margeritka
ja nie mówię, że chciałabym, żeby moje dziecko miało tego rodzaju zajęcia, ale staram się zrozumieć, co motywuje rodzicow do wybrania takiego sposobu nauczania, oczywiście mam on swoje niezaprzeczalne minusy, ale ma też parę plusów, jak to że dziecko jest w stanie uniknąć tego, co złe niesie ze soba szkoła

Tylko czy na pewno unikanie pewnych sytuacji wyjdzie dziecku na dobre? Szkoła w pewien sposób hartuje, przygotowuje do dorosłego życia.
Nie da się młodego człowieka bez końca trzymać pod kloszem. W końcu będzie się musiał zmierzyć z rzeczywistością, a wydaje mi się, że nie chodząc do szkoły może być nie do końca do tego przygotowany.

ale szkoła szkole nierówna, uczniowie są róznie traktowani przez nauczycieli, jedni są wywyższani, inni poniżani lub lekceważenie, wiem, że jest takie życie, ale moze rodzice którzy mają bardziej wrażliwe dziecko wolą, aby ono unikało środowiska, w którym moze zostać odtrącone? wiem, ze takie rozwiązania jak guwernatka są i myślę, że tę kwaetie trzeba raczej traktować indywidualnie, bo różne są dzieci i jedne w szkole się odnajdą, a dla innych będzie to bariera trudna do pokonania.

tak,ale kiedyś dziecko będzie musiało zaistnieć w społeczeństwie
nierówne traktowanie jest tez na studiach,w pracy

a im wcześniej nauczy się "życia" tym lepiej
ja osobiście uważam ,że guwernantka nie przygotuje dziecka w pełni
trudno ,zeby dziecko było wszędzie tylko z guwernantką...z nią uczyć się,grać,chodzić na wycieczki i do kina,teatru itp

Joasia
http://s7.suwaczek.com/200905264565.png
Emilka
http://s4.suwaczek.com/200405064765.png

Odnośnik do komentarza

Daffodil
Margeritka
Daffodil

Tylko czy na pewno unikanie pewnych sytuacji wyjdzie dziecku na dobre? Szkoła w pewien sposób hartuje, przygotowuje do dorosłego życia.
Nie da się młodego człowieka bez końca trzymać pod kloszem. W końcu będzie się musiał zmierzyć z rzeczywistością, a wydaje mi się, że nie chodząc do szkoły może być nie do końca do tego przygotowany.

ale szkoła szkole nierówna, uczniowie są róznie traktowani przez nauczycieli, jedni są wywyższani, inni poniżani lub lekceważenie, wiem, że jest takie życie, ale moze rodzice którzy mają bardziej wrażliwe dziecko wolą, aby ono unikało środowiska, w którym moze zostać odtrącone? wiem, ze takie rozwiązania jak guwernatka są i myślę, że tę kwaetie trzeba raczej traktować indywidualnie, bo różne są dzieci i jedne w szkole się odnajdą, a dla innych będzie to bariera trudna do pokonania.

Margeritka to prawda, że dzieci są różne i różne są ich potrzeby, ale ja powiem szczerze, że gdybym miała dziecko, które ma problemy z odnalezieniem się w szkole (a mam nadzieję, że tak nie będzie), to raczej robiłabym wszystko, żeby mu to ułatwić, a nie zabierała do domu. Jeśli nie może odnaleźć się w podstawówce, to jak ma potem odnaleźć się w gimnazjum, liceum, czy w pracy. Nowe środowisko chyba dla większości ludzi jest trudną przeszkodą, ale ja wychodzę z założenia, że na tym właśnie polega życie, żeby starać się przełamywać i pokonywać słabości, a nie poddawać się im.

Co do zachowania nauczycieli, to na szczęście nadeszły czasy, że nie powinni się oni czuć bezkarni i poniżanie kogokolwiek jak dla mnie zupełnie nie wchodzi w grę. Grunt to rozmawiać z dzieckiem i wiedzieć co się dzieje, a w razie potrzeby interweniować.

Absolutnie się zgadzam z Daff. Dziecko, które ma kłopoty z aklimatyzacją w grupie, powinno mieć pomoc, aby to zmienić. Dla mnie zatrudnianie guwernantki to robienie z dziecka odludka - niestety takie mam zdanie...
A prawo dopuszcza taka możliwość. Można uczyć dziecko w domu, tylko musi co jakiś czas zdawać egzaminy z materiału właściwego dla jego wieku.

http://www.suwaczki.com/tickers/iv09i09kkce8ytrb.png

http://www.suwaczki.com/tickers/zem3io4pu01i4j1c.png

Odnośnik do komentarza

Olinka
Daffodil
Margeritka

ale szkoła szkole nierówna, uczniowie są róznie traktowani przez nauczycieli, jedni są wywyższani, inni poniżani lub lekceważenie, wiem, że jest takie życie, ale moze rodzice którzy mają bardziej wrażliwe dziecko wolą, aby ono unikało środowiska, w którym moze zostać odtrącone? wiem, ze takie rozwiązania jak guwernatka są i myślę, że tę kwaetie trzeba raczej traktować indywidualnie, bo różne są dzieci i jedne w szkole się odnajdą, a dla innych będzie to bariera trudna do pokonania.

Margeritka to prawda, że dzieci są różne i różne są ich potrzeby, ale ja powiem szczerze, że gdybym miała dziecko, które ma problemy z odnalezieniem się w szkole (a mam nadzieję, że tak nie będzie), to raczej robiłabym wszystko, żeby mu to ułatwić, a nie zabierała do domu. Jeśli nie może odnaleźć się w podstawówce, to jak ma potem odnaleźć się w gimnazjum, liceum, czy w pracy. Nowe środowisko chyba dla większości ludzi jest trudną przeszkodą, ale ja wychodzę z założenia, że na tym właśnie polega życie, żeby starać się przełamywać i pokonywać słabości, a nie poddawać się im.

Co do zachowania nauczycieli, to na szczęście nadeszły czasy, że nie powinni się oni czuć bezkarni i poniżanie kogokolwiek jak dla mnie zupełnie nie wchodzi w grę. Grunt to rozmawiać z dzieckiem i wiedzieć co się dzieje, a w razie potrzeby interweniować.

Absolutnie się zgadzam z Daff. Dziecko, które ma kłopoty z aklimatyzacją w grupie, powinno mieć pomoc, aby to zmienić. Dla mnie zatrudnianie guwernantki to robienie z dziecka odludka - niestety takie mam zdanie...
A prawo dopuszcza taka możliwość. Można uczyć dziecko w domu, tylko musi co jakiś czas zdawać egzaminy z materiału właściwego dla jego wieku.

zgadzam się z tym, ale kto ma zapewnić taką pomoc? nauczylicel, który idzie wykonywać tylko swoją pracę, pedagog szkolny czy psycholog szkolny, którego w wielu placvówkach brakuje?

Odnośnik do komentarza

z tego co mi wiadomo, guwernatnek zatrudnionych legalnie jest w Polsce blisko 100, ale zainteresowanie nimi w klasie ludzi bogatych rośnie, bardzo dobrze o tych dzieciach uczonych przez guwernantki wypowiadają się profesorowie szkół wyższych, mówią, że za jakiś czas takie nauczanie zwłaszcza u ludzi bogatych bedzie pewnym standardem, że będzie grupa dobrze wykształconych ludzi, szanujących wartości narodowe itd.

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...