Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość agata mama

Jak zachęcić dziecko do nauki?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość agata mama

Mam problem z synem. Chodzi do 2 klasy szkoły podstawowej. Pierwsza klasa to była bajka, ale teraz jest coraz gorzej. Nie chce już czytać książek, ciągle walczymy o odrabianie lekcji. Chciałabym, żeby złapał bakcyla już teraz, dzięki czemu nie będzie miał problemów z nauką w przyszłości, ale jak go do tego zachęcić? Jak zainteresować tematem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam dziecka w tym wieku, ale być może przez zabranie syna do muzeum, na jakąś wystawę jaka go interesuje, może właśnie spróbuj wyczuć jaką ma pasję i rozwijać go w tym temacie. Koleżanki syn uwielbia angry birds, czyta komiksy o tym, generalnie wszystko co z tym związane. Jesteś z Warszawy? To może centrum nauki Kopernik?
I nie podchodź do nauki jako przymusu? Może daj mu trochę czasu "bez nauki"? Hmm nie wiem jak to opisać, ale życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektórzy rodzice stosują system kar i nagród. Czyli jak coś to coś w zamian. U nas nie było potrzeby ale wiem, że to możne się sprawdzać.

A mam pytanie, czy synek dobrze już umie czytać? Bo czasem dzieci, które mają problem z czytaniem po prostu nie lubią szkoły, bo się meczą właśnie z tą podstawową czynnością przy nauce.


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agata mama, też mam syna w II klasie i u nas czasem bywa, że trzeba się uciekać do sposobu, gdy nie ma ochoty odrabiać lekcji. Najczęściej jest to "kara", ale staram się już tego słowa nie używać, tzn. jak nie robi lekcji, to nie mówię już: "jak nie odrobisz lekcji, to będzie kara na granie/nie pójdziesz na trening/nie będziesz mógł zaprosić kolegów/itd.". Jakiś czas temu zmieniłam taktykę i mówię: "pojedziesz na trening/będziesz mógł zaprosić kolegów/będziesz mógł grać/itd. jak tylko odrobisz lekcje".
Jak widzę, że ma dobry humor, to pytam kiedy zrobi lekcje, bo... i tu argumenty motywujące typu jak szybko zrobisz to zdążysz pograć, zdążysz pójść do kolegi, itd.
Z tym graniem to u nas działa jako motywacja, bo mogą grać tylko 2 razy w tygodniu, a bywa, że im taka szansa przepada, więc się cieszą, że mogą znów mieć taką możliwość ;)
Na każde dziecko działa co innego, to co jednego motywuje, to dla drugiego nic to nie znaczy.
A rozmawiałaś już z wychowawcą syna? Może jest coś o czym nie wiesz, albo od niego dowiesz się jak możesz motywować dziecko. To co wyżej napisała Es_ze też ma sens, bo jak dziecko nie radzi sobie z czytaniem, to może nie chcieć czytać. Jak nie zdąży wszystkiego w szkole napisać, to ma zaległości i nie wie nawet co jest na zadanie. A może siedzi z kolegą w ławce, który go rozprasza i przez to sam jest pogubiony w tym co było na lekcji. A może jest przeładowany zajęciami dodatkowymi polekcyjnymi, czy też obowiązkami domowymi.
Dowiedz się u nauczyciela, ew. u mam kolegów syna. Każda podpowiedź od nich może cię nakieruje na to jak podejść syna. Powodzenia.


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba coś, z czym zmagają się wszyscy rodzice. Chyba nie ma jednej metody, bo każde dziecko jest inne i co innego na nie działa. Kary, nagrody - czasem działa, czasem nie. Dużo też zależy od wychowania, wartości i otoczenia. Syn sąsiadki ma gdzieś naukę bo "nauczyciele są głupi, a koledzy to i tamto". Ciężko upilnować dziecko, szczególnie upilnować to, z kim przystaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

żeby dziecko chciało się uczyć to po pierwsze musi polubić nauczyciela oraz jego metody nauczania.
i młoda dostaje tyle radości, że z przyjemnością zasiada do książek!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aga21
Kary i nagrody nic nie dadzą. Polecam przeczytać http://agnieszkastein.pl/co-zamiast-kary/ i inne artykuły Agnieszki Stein na ten temat

A w jakim wieku masz dzieci, że tak uważasz?
Ja akurat mam inne doświadczenia, u nas i kary i nagrody się sprawdzają. Kary nie są cielesne, jestem przeciwniczką bicia, nawet klapsów.

Przeczytałam z uwagą to co napisała p. Agnieszka Stein (z linka, który podałaś) i jakoś nie czuję się przekonana do tego, by kar nie dawać, ale jak ktoś został przekonany, to ok :)
Nie zgadzam się z też z p. Stein, że "Kontrola oznacza – ja chcę decydować jak ty się będziesz zachowywać". U mnie kontrola nie oznacza decydowania o zachowaniu dziecka, tylko o tym, że chcę wiedzieć co się u mojego dziecka dzieje.


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy miałam taki sam problem wpadłam na pomysł: pokazałam synowi różnych naukowców, odkrywców, a nawet profesjonalnych graczy komputerowych i powiedziałam mu, że oni wszyscy się uczyli, żeby osiągnąć sukces i sławę. Od razu podziałało, ale do tej pory wysłuchuję po 20 razy na dzień, że otworzy własne laboratorium :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamazmazur
A co myślicie o nagrodach pieniężnych za dobrą naukę? Nigdy mnie to jakoś nie przekonywało ale może i działa....

Oglądałam taki program kiedyś: rodzice dawali za naukę ale też zabierali kasę za niezrobienie jakiś rzeczy, generalnie w domu był cennik.
Nie wiem, to zależy od światopoglądu rodziców po prostu. Do mnie nie przemawia, ale może u Ciebie się sprawdzi?
Na pewno musisz wykazać się konsekwencją stosując jakaś metodę.


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamazmazur
A co myślicie o nagrodach pieniężnych za dobrą naukę? Nigdy mnie to jakoś nie przekonywało ale może i działa....

Nie przekonuje mnie to. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci uczyły się tylko po to, by dostawać kasę za ocenę np. 10 zł za bdb, a 20 zł za cel. Nie, nie. Wolę, żeby uczyło się dla siebie, dla satysfakcji, dla świadectwa z paskiem, dla fajnej średniej, czy coś tego typu. Prędzej przemawia do mnie kupno prezentu na koniec, np. na semestr za super średnią, czy koniec roku szkolnego, albo za to, że poszło mu świetnie na olimpiadzie.


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O ile przypominam sobie, to w argumentach za płaceniem było, ze dzieci jako dorośli, będą i tak musieli wyceniać swoją pracę, więc to jest świetne wprowadzenie do tego. Bo nikt nie pracuje dla własnej satysfakcji, tylko za kasę lub inną rzecz w stylu "ja tobie, ty mi".

No ale dla mnie wtedy jest niemożliwym wytłumaczenie działalności charytatywnej, no bo czym to wytłumaczyć jeśli w światopoglądzie pracuje się tylko za coś materialnego ...

Nie wiem, to dla mnie kwestia przekonań. Metoda która ma swoje plusy i minusy i dla niektórych nie jest akceptowalna, ale jeśli się kogoś sprawdza? no czemu nie?


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Es_ze, jak z wszystkim innym - każdy robi jak uważa :)
Dziwny jest dla mnie argument z wycenianiem oceny. Czyli ćwicząc wycenianie się, to jednego dnia dziecko mówi "mamo, jak dasz mi 20 zł to postaram się dostać bdb", a innym razem "jak dasz mi 30 zł, to postaram się dostać cel." :D
Moim zdaniem takim wprowadzeniem w przyszły świat pracy i wyceniania się mogłoby być dla dziecka (takiego już starszego) wykonywanie drobnych prac np. umycie sąsiadowi samochodu, ścięcie trawnika, wyprowadzanie psa, zrobienie zakupów, itp. Dziecko z czasem się nauczy, że inaczej wycenia się umycie auta, a inaczej wyprowadzenie psa na spacer.
Ja tak to widzę :)
A działalność charytatywną spokojnie można wytłumaczyć, bo w końcu nie wszystko w życiu robi się za pieniądze czy dla pieniędzy.


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wydaje mi się, że z pieniędzmi trzeba uważać, jeśli stosować, to niewielkie sumy -trzeba uczyć dziecko konsekwencji, a nie przywiązania i uzależnienia od mamony:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra, ale skoro świat jest obecnie bardzo nastawiony na osiągnięcie sukcesu materialnego, taki pogląd przeważa w mediach, to może ta metoda nie jest zła? Nie da się chować dziecka w oderwaniu od realiów. A ja, nie wiem, czy bym i tego nie popróbowała, gdybym miała problem z dzieckiem. Mnie nie szokuje ta metoda, tylko obecnie bym na nią nie miała funduszy :D


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Es_ze, mnie ta metoda też mnie szokuje ;), ale ogólnie jestem jej przeciwna, bo w ten sposób uczymy dzieci, że nie ma nic za darmo i że wszystko robi się za jakąś cenę.


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z jednej strony bardzo trafiają do mnie argumenty es_ze, bo faktycznie wychowywanie jest tym, co możemy dać dziecku na start w ten świat, a świat właśnie tak jest skonstruowany, że wycenia się pracę i trzeba umieć się cenić, żeby nie dać się zapakować gdzieś za oślą wypłatę na resztę życia.
Z drugiej przekonuje mnie Dziubala, bo wydaje mi się okropne, żeby dziecku pozwalać na zabawę w rekina finansowego. Przecież z rodzicami łączy nas zupełnie inna relacja niż z przyszłym szefem. Zdecydowanie nie chciałabym wprowadzić do relacji macierzyńskiej elementów "stosunku pracy".
Stąd moim kompromisowym rozwiązaniem byłaby chyba taka forma niespodziewanej i niespodziankowej nagrody. Mnie tak mniej więcej wychowywano - kiedy otrzymywałam szczególnie dobrą ocenę (wszystko powyżej 3), to mogłam liczyć, że stanie się coś miłego: albo pójdziemy zjeść na mieście, albo mama zrobi z tej okazji placki ziemniaczane, albo dostanę drobniaki (zdarzało się, że np. dostałam wszystkie drobniaki z portfela - i było tego dość, żeby kupić sobie coś typu jeż na kredki [o matko, jeż na kredki... pamiętacie jeszcze jeża na kredki?! chyba każdy go miał!]). Czasem nagrodą było po prostu to, że wybieram miejsce, gdzie pojedziemy na rowerach.
W ten sposób mama uczyła mnie, że praca się opłaci, jednocześnie nie ucząc mnie wyceniać wartości i wyliczać jej pieniężnie, ani nawet stopniować (do nagrody predysponowała czwórka, piątka i szóstka - chociaż z szóstki wszyscy cieszyli się po prostu najdłużej i byłam domowym bohaterem przez tydzień ;) ). Ogólnie myślę, że najwięcej zachęty dawało mi wtedy usłyszenie "dajesz sobie radę!" w przypadku 4, "no świetnie!" z okazji 5 i kompletny podziw przy 6... Dziecko pamięta emocje... no, przynajmniej ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko pytanie, co z negatywnymi ocenami... Jeśli dobrze pamiętam, w moim przypadku prowadziły one do tego, że mama siedziała ze mną przy nauce tego, czego nie umiałam, żeby przygotować mnie do poprawy oceny. Jak dostałam 2 albo 3, to na następnej lekcji danego przedmiotu miałam się zgłosić jeszcze raz z tym samym materiałem.
Demotywujące było, kiedy nauczyciele nie chcieli poprawiać ocen i pytać ponownie. To było nielogiczne, bo przecież najważniejsze jest to, żeby dziecko przyswoiło materiał, a nie to, żeby wystawić ocenę i mieć z głowy. Ale to temat na inną rozmowę, taką o jakości edukacji.
Sama myślę, że też tak będę podchodziła do szkolnych spraw.
Aha, dodam jeszcze, że moja mama jest nauczycielką - dlatego naprawdę potrafiła mnie dobrze przygotować do poprawy ocen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bocianicha ja nie stosuje sytemu płacenia za oceny. Przedstawiłam tylko, że taki istnieje, i on mnie nie szokuje.

Natomiast system, ze mama uczy dziecko, jak ono dostaje złą ocenę, i dziecko ma za zadanie poprawić ją...to nie dla mnie. To musiałabym non stop sprawdzać oceny, to nie uczy życia. Raczej w moim wychowaniu chodzi o to, żeby dziecko zaczęło odpowiadać za swoje czyny "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz".


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziubala
aga21
Kary i nagrody nic nie dadzą. Polecam przeczytać http://agnieszkastein.pl/co-zamiast-kary/ i inne artykuły Agnieszki Stein na ten temat

A w jakim wieku masz dzieci, że tak uważasz?
Ja akurat mam inne doświadczenia, u nas i kary i nagrody się sprawdzają. Kary nie są cielesne, jestem przeciwniczką bicia, nawet klapsów.

Przeczytałam z uwagą to co napisała p. Agnieszka Stein (z linka, który podałaś) i jakoś nie czuję się przekonana do tego, by kar nie dawać, ale jak ktoś został przekonany, to ok :)
Nie zgadzam się z też z p. Stein, że "Kontrola oznacza – ja chcę decydować jak ty się będziesz zachowywać". U mnie kontrola nie oznacza decydowania o zachowaniu dziecka, tylko o tym, że chcę wiedzieć co się u mojego dziecka dzieje.

A co ma wiek dziecka do tego? Takie jest moje przekonanie czy dziecko ma 2 czy 8 lat. Kary nic nie dają ani nagrody. Zabijasz wewnętrzną motywację do zdobywania nauki. Może osiągasz tym efekt, ale prędzej czy później dzieci uczą się dla nagrody bądź po to żeby uniknąć kary, a nie dlatego, że coś je interesuje, zaciekawi. Ja nie chce żeby mój syn miał. Chcę żeby czerpał jak najwięcej z tego świata, żeby interesował się tym co chce, a nie żę będę go zmuszać za pomocą kar i nagórd. To jest moje zdanie, tak samo jak Ty masz prawo mieć swoje ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

es_ze
aga21
Kary i nagrody nic nie dadzą. Polecam przeczytać http://agnieszkastein.pl/co-zamiast-kary/ i inne artykuły Agnieszki Stein na ten temat

Nie przemówiło to do do mnie.

A poza tym już mamy jedno "pokolenie Y" i następstwa tego odczujemy.

Rozumiem, że pokolenie Y ma wadę, o jaką Ci chodzi i co to ma wspólnego z karami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aga21 nikt nie każe Ci nie mieć własnego zdania, jedynie, jeśli piszesz na forum, to musisz się liczyć z tym, że niektórzy mają inne zdanie i nie przyklasną Ci ;) Zasady forum :)

Pokolenie Y to takie, że zamiast wykonywać polecenia szefa, pyta się "why?" czyli "dlaczego?". Kwestionuje większość rzeczy, w tym grafik pracy też może być do negocjacji. Wygooglaj sobie. Jakoś nie widzę rozwoju, kiedy pracownik ciągle będzie problemowo zadawać pytania, nigdy nie będzie miał czasu zostać po godzinach i ciągle nie będzie tym, który weźmie pracę chorego kolegi :)

A co to jest, cytuję: "wewnętrzna motywacja do zdobywania nauki" o której piszesz w wątki Dziubali?


J. 08.2002, K. 08.2014, o matko ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...