Skocz do zawartości
Forum

marzen@

Moderator
  • Postów

    8
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez marzen@

  1. A w ogóle po tytule wątku myślałam, że będzie o jakichś żywieniowych koszmarach z dzieciństwa, które nam wciskano "bo zdrowe"
  2. Pizzę domową robimy i uwielbiamy. Starsza potrafi już nawet zagnieść ciasto (składniki do miski wsypuję ja). Co by zdrowiej było ciasto często jest z mąki z grubego przemiału (razowej), orkiszowej, żytniej itp. Zaleta taka, że jak ktoś nie lubi czy nie może jakiegoś dodatku to na "swojej" części go nie kładzie, ale trzymamy się głównej konwencji. Anaaa pizza to nie tylko pieczarki i papryka. U nas hicior to kurczak lub salami, ananas, kukurydza, sos (najlepszy jest z włoskich pomidorów w sosie własnym, gotuje się toto do rozciapania, doprawia sola pieprze, oregano, bazylią) i ser, a to wszystko posypane cynamonem. Pycha Fryty robię jak nauzyka, tyle, że nie w piekarniku, a w "niby-frytkownicy" takiej na 1 łyżkę oleju - mieszać nie muszę Hot-dogi rzadko, młoda to raczej skubie niż je, szkoda roboty. Zje parówę (do niedawna kupowałam z sokołowa lub tarczyńskiego z szynki, teraz odkryłam jeszcze piratki z lidla). Hamburgerów domowych nie robiłam, bo jakos nie przekonuje mnie mielony z bułą, trzeba by jakąś dobrą wołowinę upolować na burgera. Tortille robię a'la kebab - czyli mięcho, sałata, jakieś ogórki, pomidory, por lub cebulka, sosy (eh, te idą w bioderka) - przy czym przyznaję się bez bicia, że domowego ciasta na tortille nie chce mi się robić i kupuje gotowe wrapsy.
  3. Ano właśnie. W sumie trochę drogo sobie cenią jak za paczkę, de facto, kolorowych chrupek :)
  4. ProblemyWychowawcze027 Myślę, że fakt o tym czy posiadam dzieci jest zbędny, bo wystarczy tylko poobserwować jak zachowują się dorośli i dzieci, żeby móc wyciągać takie wnioski. Tak czułam - wróżką powinnam była zostać. A wnioski to można wyciagnąć błędne widząc sytuację wyrwaną z kontekstu. Poza tym wręczanie zabawek nie przekreśla z automatu poświęcania dziecku czasu i uwagi. Można mieć i jedno i drugie.
  5. marzen@

    Dzieci a pies?

    hinduss44 Jeśli jest małe dziecko w domu to lepiej żeby nie było psa, bo może mieć pchły i bakterie, a dziecko lubi się bawić ze zwierzętami. Jak dorośnie to można kupić psa bez żadnych obaw, wtedy będzie bardziej ostrożne. Bosszzz, pchły i bakterie, eh. Jak czytam takie posty to ręce opadają. Psy się szczepi, odrobacza oraz zakrapla specjalnym środkiem na pchły i kleszcze, a bakterii więcej jest na telefonie komórkowym niż u psa pod ogonem. adwers dla dzieci to można kupić psa pluszowego. Żywe stworzenie będzie twoim obowiązkiem i czas zdać sobie z tego sprawę. Miałaś kiedykolwiek zwierzę? Wiesz ile to obowiązków? Masz jak zapewnić mu opiekę, kiedy będziecie wyjeżdżać na wakacje lub liczysz się z tym, że przez najbliższych kilkanaście lat będziecie jeździć tylko tam, gdzie przyjmą was z psem? Moim zdaniem mały pies przy małych dzieciach może być zagrożony - dzieci są nieostrożne i łatwo mogą zrobić psu krzywdę. Raczej stawiałabym na rasy duże lub średnie. Ze sprawdzonej hodowli, a nie z bazaru. Poza tym psa, niezależnie od rasy, trzeba odpowiednio wychować. A dzieci nauczyć, że zwierz to nie zabawka.
  6. Dzieciaki maja bujną fantazję, więc pewnie maluchowi naopowiadały niestworzonych rzeczy. U nas koło przedszkola jest kościół, a po drodze do domu mijamy cmentarz, więc temat był nie raz poruszany. Raz nawet musiałam młodą łapać bo za trumną chciała iść (akurat trafiłyśmy na pogrzeb wychodząc z p-kola), córka też bardzo lubi jak biją dzwony.
  7. nauzyka o wygląd to się nie boję, bardziej o tę ku.pę ;P Moje urwisy, na szczęście, jeśli już gmerają w jedzeniu to tym przed procesem trawienia. U nas niektóre wielkogabarytowe prezenty zostały u babci. Trochę tym udało się przystopować jedną z babć. Druga na szczęście ma mniejsze możliwości finansowe i więcej wnuków, bo inaczej utonęłybyśmy w zabawkach. Ja jeszcze mam problem z mężem - na razie udało mi się mu wybić z głowy PSP (bo dzieci za małe, ale czuję, że temat wróci), helikopter zdalnie sterowany i samochód na akumulator (taki duży, gdzie dziecko wsiada), ale metrowy miś w pokoju mieszka (bo on zawsze o takim marzył ;)). Czasem się zastanawiam komu on te zabawki chce kupić, no, ale niech ma. I chłopa trzeba od czasu do czasu rozpieszczać
  8. fitcyknietoperek . Pani "doktor" powiedziała mi, że to dlatego że nie rozwiązuję węzełków, które dzielą mnie od Pana Jezusa... to są jej słowa... nawet nie wiem jak to skomentować. OMG, a ty na pewno u lekarza byłaś ;P ? Z twojego opisu wynika jakby to były własnie problemy z napięciem mięśniowym, bo przy problemach brzuszkowych dzieci raczej podkurczają nóżki, a nie wyginają się w łuk. Jesli tak jak piszesz nie są to problemy z brzuszkiem to odstaw preparaty kolkowe, bo ich nadmiar może spowodować nadmierne wydzielanie gazów i wtedy mała zacznie się faktycznie męczyć. Jeśli neurolog zbadał małą i nie stwierdził problemów z napięciem to tego bym się trzymała. Być może mała tak "ćwiczy", w tym wieku bywa, że maluchy robią różne takie wygibasy. W większości przypadków po jakimś czasie im przechodzi, ale czasem nieprawidłowe zachowania się pogłębiają. Ważne jest tez by prawidłowo nosić oraz wykonywać inne czynności wokół maluszka. Poszukaj sobie w sieci jak nosić takiego bobasa. Moja młodsza córka ma tak, że niby zdrowa, ale szybko łapie nieprawidłowe wzorce i musi być odpowiednio stymulowana oraz pielęgnowana. Nie piszesz jak maluszek spędza dzień. Czy dużo bawicie się na podłodze, maluch leży na brzuszku, czy przy przewijaniu stymulujesz go do obrotów? Jeśli nie wiesz jak się za to zabrać to poszukaj sobie filmików w sieci (np. z P.Zawitkowskim). Możesz też umówić się z fizjoterapeuta by pokazał ci jak malucha pielęgnować, zabawiać by nie pogłębiać "złych" nawyków.
  9. ania125 trzeba brać pod uwagę, że by produkować suplementy diety to wystarczy udowodnić, że nie szkodzą... nie muszą pomagać, podobnie jak witaminy - maja być, nie muszą się wchłaniać. Dokładnie, nic dodać nic ująć. Te wszystkie preparaty multiwitaminowe to suplementy, a nie leki. Producenci robią wiele, by sprzedać swoje produkty - w końcu z tego żyją. Jak coś jest dostępne w aptece to jeszcze nie znaczy, że to sam cud-miód i orzeszki ;) Nie od dziś wiadomo, że jak się rodzicom wmówi, że cos jest niezbędne dla ich dziecka to od ust sobie odejmą, by to nabyć. I tak to się kręci.
  10. Mój głos też wędruje do użytkowniczki o nicku nauzyka za wypowiedzi mądre i wyważone
  11. Margeritko, dzięki wielkie. W sieci pełno przepisów, ale nie zawsze wiadomo, który się sprawdzi, a ja nie lubię marnować produktów (szczególnie spożywczych). Nauzyka i znów się z tobą zgadzam, jesteś chyba moją bliźniaczką ;) A co do dziadków to temat rzeka. U nas nawet pytają co kupić, ale co z tego skoro to wygląda tak: - Kup grę, np. grzybobranie - Ok, a ile to kosztuje? - ze 30 zł - Co?! Takie tanie! i przychodzi potem z jakimś grająco-świeciącym plastikowym grzmotem, który leży i się kurzy. Bo przecież musi (!) kupić lepsze i droższe niż druga babcia, nie? I tu jest kolejny problem w zawalaniu dzieci niepotrzebnymi zabawkami - nie kupują tego co dziecko lubi i czym by się bawiło, tylko to co im się podoba i najlepiej spełnia kryterium wielkość (im większe tym lepsze) i cena (aby innym "oko zbielało"). Raz udało mi się babcię i raz jednego z dziadków "zmusić" by w ramach prezentu poszli z młodą do kina, a proponuję zawsze kino, kulki, wyjście na lody, ale się NIE DA, bo nie.
  12. Kwietniowka1983 Jaga je nadal ilości, że tak powiem, homeopatyczne ;P Ale sporo różnych rzeczy dostaje do łapki w kawałkach i to jej się podoba, więc jest nieco lepiej. Na widok łyżeczki dostaje szczękościsku, więc karmienie zdecydowanie nie jest dla nas. Młoda jest bardzo samodzielna w tej kwestii, co w sumie mnie cieszy. Starsza też była podobna i wieku 12 m-cy sprawnie sama posługiwała się łyżką i widelcem, piła z otwartych kubków, a w wieku 15 m-cy potrafiła chodzić z wodą w kubku i nie uroniła ani kropli. I muszę się pochwalić - widać postępy przy ubieraniu. Dziś zakładałam Jagódce bluzę, włożyłam jej jedną rączkę w rękaw, a drugą podała sama i trzymała tak, by było mi łatwo ubierać :) Ale żeby nie było tak pięknie to przy szaliku już się wściekła ;P
  13. Marg, w sklepach spożywczych są do kupienia kolorowe chrupki kukurydziane - jak taką chrupkę zamoczysz to też się połączy z drugą. I taniej wyjdzie, a ty przy okazji zobaczysz czy dziewczynkom się taka zabawa podoba. Przy okazji, zainspirowałaś mnie, jutro lecę po kolorowe chrupy - Zu się pobawi, Jagodziannie nie zaszkodzą, a będą mieć córy frajdę :)
  14. U nas sprawdza się usypianie na łóżku - usypiasz karmiąc piersią na łóżku, jak mała zaśnie to wstajesz bez przekładania dziecka. Jest szansa, że się nie obudzi. Jeśli zależy ci by spała w swoim łóżeczku to przełóż ją trochę później (np. za godzinę), kiedy już porządnie zaśnie.
  15. Kaasia83, moja nawet nie raczkuje. Twoja córcia na pewno niebawem odkryje jak usiąść z czworaków lub opierając się na łokciu z leżenia na boku. Co do uczniaczka to moja starsza dostała go w wieku około 9 m-cy w prezencie od dziadków, ale uważam, że to kiepska zabawka. Moim zdaniem te piosenki są słabe. Młoda bawiła się tym szczeniaczkiem dosłownie kilka razy, teraz leży on w kącie i się kurzy. Jak wasze dzieciaki lubią takie grajki to możecie kupić, ale wierzcie, że maluchy szybko z tego wyrosną. Niedługo maluchy same będą wymyślać zabawy "na niby" i wyobrażać sobie co robi/mówi dana zabawka.
  16. Marg, mam podobną definicję jak ty i też materiałów plastycznych idzie u nas na tony :) Podziel się przepisem na domową modelinę. Mam natomiast pytanie do autorki wątku: Masz w ogóle dzieci? Jak na razie to tylko bardzo mocno generalizujesz i krytykujesz innych rodziców. A ty jakie zabawki i kiedy kupujesz swoim dzieciom? Poza tym kiedy było to mityczne "kiedyś"? Jestem dużo starsza od ciebie, o ile wiek podany w twoim profilu jest prawdziwy, i kiedyś też były dzieci rozpieszczane, mające wszelkie dostępne zabawki i gadżety, również takie, którym rodzice rozpieszczaniem próbowali coś wynagrodzić. Też były dzieciaki nieszanujące cudzej bądź swojej własności. Co złego jest w odkupieniu dziecku ulubionej zabawki, którą dziecko bawi się często i chętnie jeśli np. zniszczy mu ją młodszy brat? Co innego jeśli maluch sam celowo zniszczy zabawkę, ale jeśli szkoda jest przez niego niezawiniona? A gdyby tobie, autorko, ktoś spalił samochód, albo ukradł telefon to nie odkupiłabyś sobie nowego do końca życia w imię... no właśnie, czego?
  17. Normalnie należy ci się macierzyński. Jeśli urodzisz w trakcie trwania urlopu wychowawczego to składasz w kadrach wniosek o urlop macierzyński /rodzicielski oraz wniosek o skrócenie wychowawczego z dniem urodzenia kolejnego dziecka. Jeśli przerwiesz teraz wychowawczy tylko po to by pójść na L4 to raczej licz się z kontrolą z ZUS
  18. A ja z artykułu zrozumiałam, że chodzi o rozbieżne informacje na opakowaniu. Lek może być stosowany od 3 m-ca życia (czyli dziecko musi mieć skończone 2 m-ce), a na butelce widniał napis od 1 roku życia - co oznacza od urodzenia, a nie powyżej roku. Tym samym przez błędną informację ktoś mógł zaaplikować ów lek noworodkowi. Na szczęście błędną serię wycofano.
  19. nauzyka mój mąż na to wtrącił, że Mikołaj wylatuje przez komin wentylacyjny WC i żeby klapę opuszczać, bo jak wleci do sedesu to prezentów nie będzie :) i mały uwierzył. Hahaha to nie masz przynajmniej problemów z wiecznie podniesioną klapą od wc ;P My podkładamy prezenty koło łózka w nocy (Mikołaj) lub pod choinkę podczas gdy jedziemy do dziadków na Wigilię (Aniołek) - wtedy po powrocie do domu mała znajduje prezenty
  20. Oj Betty, faktycznie twój maluch się stresuje. A dzieciaki czasem głupoty opowiadają, bo coś tam usłyszały, coś zobaczyły, nie do końca zrozumiały i tworzą się z tego historie jak z horroru . Pozostaje dużo rozmawiać i duuuużo przytulać. Za jakiś czas maluch zacznie rozróżniać kiedy koledzy mówią serio, a kiedy bajają trzy po trzy to łatwiej mu będzie i nie będzie się biedaczek tak smucił. A' propos odzywek. Moja teraz też ma fazę, jak coś jest nie po jej myśli to od razu ktoś jest "głupi".
  21. nauzyka piękny post, zgadzam się z każdym słowem :)
  22. Oj, jak ja nie lubię generalizowania. Osobiście znam tylko jedna osobę co do której widać, że ilością zabawek próbuje wyrównać dziecku pewne braki (tu brak ojca). Reszta znanych mi dzieciaków ma mniej lub więcej zabawek, otrzymanych z różnych okazji, jak i bez okazji. Cóż złego jest w kupieniu dziecku jakiegoś drobiazgu czy książki od czasu do czasu, tak dla samej przyjemności? Czy wam nigdy rodzice nie kupili resoraka w kiosku tak po prostu przechodząc obok czy innego wiatraczka na odpuście? Nie cieszyło was to? Żeby była jasność. Nie jestem zwolennikiem zawalania dziecka zabawkami (nota bene zabawki nie muszą być tylko plastikowe, jest mnóstwo innych materiałów jak tekstylia, drewno, metal), ale też nie uważam za słuszne popadanie w skrajność typu zabawki tylko pod choinkę i na urodziny. I większość znanych mi rodziców też podąża tą drogą. Jakoś ich dzieciom ogony od tego nie wyrosły ;P Swoja drogą co to jest zabawka? Czy puzzle to zabawki? Czy ciastolina to zabawka czy materiał plastyczny? A jak do ciastoliny dołożę zestaw do robienia "lodów" to już będzie zabawką? A kolorowanki? A kredki-klocki? Huśtawka podwieszana pod sufitem w domu? Hulajnoga? Jeśli chodzi o szacunek do cudzych rzeczy to dzieci uczą się go od dorosłych. Wszystkie znane mi dzieci, które nie szanują rzeczy swoich bądź cudzych mają rodziców z podobnym podejściem. Ilość zabawek nie ma tu bezpośredniego przełożenia. Znam osoby, które miały wiele zabawek i do dziś można się nimi bawić (a są to osoby w wieku 30-40l.), jak i takie, które wcale wiele nie miały, a nie szanują nic (w szczególności cudzego, jak i ich rodzice zresztą :().
  23. Ja już zaczynam unikać grająco-śpiewających zabawek. Mała ma tego sporo po starszej, a co za dużo to niezdrowo. Sporo jest fajnych i rozwijających zabawek, które nie grają jak wieża z kubków, klocki, piłka, różne książeczki, sortery, farbki do malowania w kąpieli itp. Elcia - jeśli masz wybór między garnuszkiem a szczeniaczkiem to garnuszek zdecydowanie lepszy, albo jakikolwiek inny sorter. Starsza miała obie zabawki i tego szczeniaczka ani się wyprać nie da, ani umyć, jedyne co to on gada/śpiewa, ale te teksty i rymy są momentami tak mierne, że aż zęby bolą. A garnuszek można wyłączyć i dalej używać jako sorter/pojemnik. Jaga dalej nie ruszyła z raczkowaniem, choć turla się i pełza sprawnie, więc dotrze tam gdzie chce w pokoju. A pupkę coraz wyżej podciąga, więc może niedługo zaskoczy :) Jutro mamy kontrolę u fizjoterapeuty, zobaczymy co powie. Asiu, jeśli twoja mała sama wstanie (zasadniczo wszystko jedno czy przy twoich nogach, sofie czy komodzie) to jest ok, ale nie powinno się dziecka stawiać, podciągać do stania, prowadzać itp. Jeśli dzieciak pozna prowadzanie i mu się to spodoba, wiadomo, będzie się domagać. Warto wtedy odwracać jego uwagę, wskazane wszelkie zabawy podłogowe - turlanie, pełzanie, niech próbuje sięgnąć ciekawej zabawki, czy pilota od tv :) Przyjdzie czas to zacznie chodzić, a czas ma do ukończenia 18 m-cy więc duuuużo :)
  24. Znalazłam wypowiedź tej pani na temat spódniczek Czyli jest tak jak myślałam, zabrania córce wkładania spódniczki bo tak, bo ma być tak jak mama chce, a ty masz się podporządkować. Jak ktos ładnie zauważył pod artykułem Pani Edycie Pazura potrzebny jest niewolnik, by mogła mu rozkazywać, a nie dziecko. Smutne...
  25. Chyba pozostaje się tylko przyzwyczaić. Długopis ciężko schodzi z większości powierzchni. Jak użyjesz czegoś mocnego to możesz zniszczyć wykładzinę. Jest jeszcze nadzieja, że po dwudziestu myciach podłogi zejdzie lub zblednie na tyle, że nie będzie się rzucać w oczy. Spróbuj spirytusu lub zmywacza do paznokci, ale ostrożnie, bo możesz zniszczyć wzór na wykładzinie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...