-
Postów
0 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
nigdy
Treść opublikowana przez marciołka
-
Zdjęcia piękne, bo i panny młode prześliczne!! To i ja wrzucę, ale na tym kompie mam tylko jedno, na dodatek takie, na którym prawie nas nie widać jak będę miała okazję, to wrzucę jakieś dokładniejsze!
-
Aisha, to próbuj załatwić L4 na cokolwiek. Bo tu dojdzie jeszcze kasa - jak by nie patrzył, bęedziesz miała dodatkową kasiorkę za te kilka dni zwolnienia, a przy dzidziusiu pieniążki się przydają :)
-
Cześć kobitki! Jakiś czas temu kupiłam dady i chusteczki też. Na początku pisałam, że jestem zadowolona, ale... Ostatnio moją Zosię strasznie odparzyło. A stosowałam właśnie pieluszki i chusteczki (ale lawendowe, więc może to to). Na razie pieluchy odpuszczam, chusteczki mam dada z lanoliną, ale też są dość perfumowane, więc raczej z nich zrezygnuję :( Ale zachęcam mamy do prób - póki nie kupicie i nie sprawdzicie to nic się nie stanie ;)
-
Hehhehe moja Zoska też nie jest wybredna - byle było o smaku mleka ;) A tak serio - wczoraj już mi tak ładnie jadła i to na dodatek łyżeczką... A dziś? Masakra, powrót do korzeni czyli butla i kaszki wrrrr.... I kurde znów mi je w nocy! Jadła tak: o 21 kaszka (180-210ml), potem koło 2-3 znów butla (kleik 180ml), a potem już rano. A teraz o 21, potem o 24, potem o 2 i rano!!!! Już nie wiem, co robić.
-
Hejka babeczki, ale się tu nas namnożyło :) Skatharudis, niestety jest tak, że jak sobie wybierzemy faceta to niestety z całym inwentarzem tj. z jego mamusią i tatusiem... Ja na szczęście mam coraz mniej powodów do narzekań, na dodatek ostatniosię dowiedziałam, że T mnie chwali i mówi znajomym, że się do mnie bardzo przywiązała :) No ale z drugiej strony na nic to przywiązanie było w sobotę, kiedy nad jezioro do nas zjechali znajomi i chcieliśmy iść na imprezę... Rodzice też chcieli, więc poszli wszyscy poza ZOsią i mną :( Aż mój M dostał opieprz od znajomych, że zaprasza gości, sam ledwie znad morza wrócił, a zostawia mnie z dzieckiem, z naczyniami do mycia po grillu i na dodatek samiuteńką, a sam się idzie bawić. No ale nie wiem, na ile mu to posżło w pięty a na ile spłynęło po nim... Co do mleka - ja stosuję bebilon, szukam po prostu promocji (np. taka drogeria shlecker - wczoraj kupiłam duże opakowanie za 32.99)> WS sumie kiedyś policzyłam, że damy radę, bo nie wychodzi aż tak drogo, bo kupujemy rzadziej, bo opakowanie duże. Ale bebilon i bebiko to ten sam producent, tylko np. moja ZOsia ma zatwarzdenia po bebiko... Ok, mała mi jęczy, idę się nią zająć...
-
A co było z dzieciaczkiem, że neurolog i rehabilitacja i leki?? MOja Zosia nie daje nam odetchnąć :) Raczkuje po całym mieszkaniu, tylko czeka żeby jej podać ręce i zasuwa jak żołnierz defiladowym krokiem. Ostatnio jej kupiłam takie butki dla niechodzących dzieciaczków (bo jak jesteśmy na dworze to ją puszczałam w skarpetkach i miałam dziennie kilka par do prania...) i ona tak śmiesznie stawia w nich nóżki bo się cały gapi na stopy :) Ogólnie rewolucja! Trzeba wszystko chować przed małą, a nie bardzo mamy gdzie. Wszelkie dokumenty i projekty Kuby wywędrowały na wyższe półki, ale i tak mała na nie poluje :) Zosia nauczyła się też pokazywać, gdzie miś ma oczko, a teraz pracujemy nad pokazywaniem, jaka jest duża. Co do wit D. Ja daję jak pamiętam, tzn. nawet jak jedziemy na weekend do rodziców czy nad jezioro to biorę, ale nieraz zapominam podać. WSydaje mi się, że jak jest słonecznie i ZOśka cały dzień siedzi na dworze to nic jej nie będzie...
-
Hej babeczki :) Skusiłam się po przeczytaniu waszych postów na te pieluszki. Ale kurczę ja aż tak zachwycona nie jestem. Ogólnie tak: pieluszki w super cenie (i to moim zdaniem największy plus), ładne, dobrze się trzymają. Ale zostawiają na pupie takie kłaczki z bawełny (dla jasności - przewijam Zosię mniej więcej co 3 godziny, nawet jak się za bardzo nie zsika). Plusem jest też to, że przez brak granulatu w środku są bardziej eko niż np. pampers. Wnioski u mnie takie - w dzień Zosia może nosić dady, w nocy jeszcze nie sprawdzałam. Jeśi chodzi o jakoś dałabym mocną 4, ale do 5 jednak dla mnie nie dobiją :) Kupiłam też chusteczki, ale na razie mam napoczętą inną paczkę, więc muszę jeszcze poczekać.
-
A ja się muszę pochwalić, że w końcu po długim zablokowaniu waga ruszyła w dół :) Leciutko, bo tylko 2 kg, ale zawsze to już jakiś sukces! Dalej jemy z M lekkie dania, mało smażonego, mięsko łączymy z warzywami (surówki, fasolka, kalafior, słowem całe letnie bogactwo smaków). A owoce jemy, bo lubimy :) I te cukry akurat nam nie są straszne hihihihi
-
A co tu taka cisza??!! Rozumiem, że wakacje, ale ciekawa jestem co u reszty kobitek????????
-
Hejka babeczki :) Witamy nową koleżankę i jej synusia :) Milka, spokojnie z tymi zębami - przyjdzie czas to wyjdą! Przecież są dzieci, którym zabki wyłażą około roczku. Moja Zosia właśnie śpi. Chyba pora, żeby spała raz dziennie, przez weekend i wczoraj tak robiliśmy i okazało się, że się nie budziła w nocy! Ale dziś dzień śpiochów, jakieś chyba niskie ciśnienie, bo wszyscy ziewamy i ZOsia już zalicza drzemkę... Poza tym z nowinek - Zosia już się potrafi utrzymać na nóżkach bez trzymanki kilka sekund (zwłaszcza jak się zagapi na dzieci w piaskownicy). I w ogóle już inne pozycje są ble, najchętniej by tylko stała i siadała, bo ćwiczy takie pacnięcia na pupkę ;) No i zaczęły się na poważnie wędrówki po całym mieszkaniu na czworakach...
-
Ja sama nie palę i nie piję, ale .... jak były upały to czasem miałam ogromną ochotę na piwko - kupowałam sobie małe i... po kilku łykach ochota była zaspokojona ;) Uważam, że jak za kimś chodzi właśnie jakieś piwko czy winko, niech sobie pozwoli, ale na kilka łyków właśnie, a nie bóg wie ile!!! Co do fajek - przed ciążą lubiłam sobie zapalić okazjonalnie na imprezie, ale jak miałam już Zosię w brzuszku, to mnie odrzuciło i do tej pory mam wstręt :) Ale mam koleżanki, które palą w ciąży. Alkoholu nie piją (no chyba, że właśnie kilka łyków, jak je najdzie smak), ale fajki jarają jak głupie. I tu są jakby 2 szkoły - jedna koleżanka jako nałogowiec też w ciąży miewała ochotę na fajki, lekarz jej powiedział, żeby odczekiwała ile się, a jak już nie może wytrzymać, żeby wzięła sobie 2-3 machy. Ona mówi, że to wystarczyło, żeby zabić głód, a jednocześnie dzieciaczek był choć troszkę chroniony (ma 2 dzieci, oboje zdrowe). Druga właśnie jest w ciąży i pali jak smok. I strasznie się dziwię, bo bardzo długo się starali o dziecko, a tu taki brak jakiegokolwiek poświęcenia... Ale już kilka lat temu mówiła, że za bardzo lubi palić, żeby zrezygnować w ciąży - żałosne...
-
Zosia jeszcze kilka nocy temu spała normalnie, a teraz... Nie budzi się kilka razy, ale raz a porządnie ;) Tak jak dzisiaj - o 2.20 butla, a potem koło 4 się obudziła, najpierw leżała i gadała do siebie w łóżeczku, ale było jej mało więc wstała, zaczęła do nas krzyczeć (bo żadne z nas się nie ruszyło do niej licząc, że sama zaśnie), w końcu złapała butelki i zaczęła się bawić w stukanie... Kuba wstał i wziął ją do nas, oczywiście u nas dalej zabawa, po godzinie zasnęła. Po takich akcjach oczywiście jestem niewyspana, a Zosia jako tako. ALe nie chce spać w dzień, tj. widzę, że zmęczona, ale drze się jak tylko ją kładę... :( Normalnie mam jej dosyć czasami. Zwłaszcza teraz jak siedzę z nią 100% czasu ... Z jedzeniem podobnie - nie bardzo chce, więc daję jej rzeczy, którymi się może sama zająć, np. borówki czy nektarynki (obrane i pokrojone), ale ileż można na samych owocach??
-
Moja Zosia też ostatnio nerwus, aż mnie czasem wkurza... Dziś jeszcze ok, choć jak przyszli znajomi to się zachowywała przez dłuższy czas jak jakiś dzikus. Ale ostatnie dwa dni - porażka! Beksa z niej straszna, wszędzie musi być ze mną, ehhh Teraz na szczęście już śpi. I nie chcę zapeszać, ale całkiem fajnie zasnęła i mam nadzieję, że pobudka będzie koło 2...
-
Pewnie chodzi ci o skoki rozwojowe - wpisz w googla, tam znajdziesz. Faktycznie sprawdzają się te informacje niemal w 100%... My po spacerze, Zonia śpi, ja już kończę robić obiad (hehehe pomysł na kurczaka - robię zawsze jak już mi się nic nie chce) i nie bardzo mogę cokolwiek innego, bo mała strasznie czujnie śpi, a chcę, żeby wypoczęła. Dziś za nami pobudka o 5.40! Ja bym nic nie robiła i Zosia spałay dalej, ale Kuba ją rozbawił i klops... Wasze maluchy też się jakoś tak ostatnio dziwnie budzą?
-
My aż tak źle nie mamy - tj. nie mieszkamy z rodzicami ;) Ale wynajmujemy mieszkanie obok nich. To nasze to straszna ruinka (gierek z elementami z wczesnych lat 90, właściciele to takie domorosłe złote rączki, więc większość szafek w przedpokoju i w łazience mamy domowej roboty ;/ a do tego boazeria w kiblu!!!!). Ale już nam się zaczyna śpieszyć, bo tu wszystko się rozpada, np. przedwczoraj moja córcia zaliczyła pierwszą ranę, szwagier ją podniósł z podłogi a nie wiedział, że mamy nadtłuczony żyrandol zwisający... I Zosia przywaliła główką, nic wielkiego jej się nie stało, ale chłopaki od razu ściągali lampę iwczoraj musieliśmy kupić nową... A nie widzi nam się inwestowanie w tą ruderę :)
-
Z tą energetyką to jakaś porażka. Trwa to i trwa, a tak naprawdę to podejrzewam, że technicznie dałoby się to dużo szybciej podłączyć... Wodę na budowę będziemy mieć z hydrantu - tak nam doradził facio w wodociągach i już za parę dni będziemy mogli się podpiąć :) Na razie się cieszymy, że póki co sprawa banku i kredytu nas nie dotyczy :) Ale to teraz, a potem na pewno będziemy latać do banku po pieniążki ;)
-
U nas powolutku do przodu. Baaardzo powolutku ;) W weekend mój M i chłopak mojej siostry robili ogrodzenie. I trafili akurat na wielki upał - masakra jakaś. Obaj zjarani, Michał na brąz a mój Kuba na różowo :) I nie dali rady całego ogrodzenia zrobić. Było strasznie sucho, mamy taką glinę, że ciężko było cokolwiek wykopać, aż kupili kilof i tym łupali. Zostało nam do wkopania 3 pale z tyłu, wykopanie dołków i wkopanie pali z przodu i rozciągnięcie reszty siatki (na razie jest na 1 boku).... Spadł deszcz, więc na razie czekamy, aż nam działka trochę obeschnie. No i wiemy już, że z jednym sąsiadem to nie pożyjemy w zgodzie. Poszłam podpytać, czy można by pociągnąć od niego prąd na czas budowy, bo on najblizej. Oczywiście za kasę! A on co? NIE! Kurna, kawał ch.... Rozumiem, że można nie chcieć pomóc, ale troszkę kultury! Wystarczyłoby, jakby powiedział, że wolałby nie, że nie bardzo może pomóc, czy coś. Ale nie, że nie i koniec. I jeszcze dodał - radzcie sobie sami! Burak! Ehhh szkoda gadać...
-
No to współczuje... Oni czasem nic nie kumają, bo wg nich wszystko jest ok... Ja akurat nie mam za bardzo na co narzekać, bo Kuba zakochany w Zośce (choć jak jedziemy na weekend nad jezioro, to nie rozumie, że mi się też nie chce siedzieć samej w domku wieczorem, a te jego tłumaczenia - bo ja ich tak dawno nie widziałem, mam chyba prawo się spotkać z kumplami itd... Kurde ja też mam prawo, nie? I też zawsze byłam towarzyska, a teraz siedzę wieczorem z Zosią, oczywiście ona jest najważniejsza, ale mi też by się czasem przydał wolny wieczór...ehhh). Najbardziej mi się podobają tłumaczenia starszych pokoleń - nie pije, nie bije więc wszystko ok. ;) I te stare baby niegdy nie zrozumieją, że dziś kobiety oczekują więcej od facetów niż tylko wypłaty, bo tę sobie mogą same zapewnić!
-
Ivona, kiedyś z kupką było fajnie, co? Niby co chwilę, ale przynajmniej nie było kłopotu... Moja Zosia też od kiedy wprowadzamy normalne żarełko to co chwilę ma jakieś zatwardzenia... Ale na szczęście obywa się bez leków, więcej pijemy wtedy, a czopki 3 razy na razie dostała, jak już się strasznie męczyła... U mojej Zośki wczorajszy dzień był porażkowy... Cały dzień na nie, już jej miałam po dziurki w nosie :( Co chwilę płacz, nie można jej było nawet na chwilę posadzić na dywanie, bo od razu histeria, nawet na spacerze marudziła...ehhh... Na dokładkę wczoraj zaliczyła pierwsze skaleczenie - i to od razu w główkę. Kuby brat ją podniósł wysoko, a nie wiedział, że mieliśmy nadtłuczony żyrandol... Bo wynajmujemy mieszkanie i wszystko tu takie badziewne... Od razu wymontowaliśmy żyrandol, od wczoraj więc bez światła w dużym pokoju, ale dziś jedziemy kupić nowy...
-
Emilka, trzymaj się! Wiem, że to tragedia, ale ważne, że wam się nic nie stało! Sama wiesz, że zdrowie dużo trudniej naprawić niż rzeczy... A wichura była straszna. Jak jeździmy do rodziców to po drodze widać pas zniszczeń - szok jaka to była siła wiatru! Normalnie lasy w środku połamane, nawet nie te drzewa przy drodze, ale wewnątrz lasu! Szok! Wygląda to jak po bombardowaniu...
-
Brzuch po cesarskim cięciu
marciołka odpowiedział(a) na Martuska1980 temat w Dziś pytanie - dziś odpowiedź
Mój też jeszcze nie wrócił do normy :( Tzn. nie jest jakiś wielki, ale taki tłuszczyk został... Najbardziej mnie wkurza, jak mam zapięte pasy w aucie, bo wtedy nad tym biodrowym mam taką ładną fałdę! ;) A blizna? Mnie nie boli, ale jeszcze jest taka raczej różowa, tzn. w jednym miejscy, powiedzmy na 1/4 długości mi już wyblakła, ale reszta czerwona. No i wciągnęła mi się w jednym miejscu ;/ Ale to w sumie chyba moja wina, bo miałam smarować maścią na blizny, ale mnie uczulała, a poza tym, co tu dużo mówić, nie było to zbyt przyjemne... -
Hejka!!! Z nowości - mamy 6 zębów :) I w końcu kapuejmy co znaczy "zrób papa" i machamy jak szalone... mówiąc przy tym (choć nie zawsze) paaaa Ivona - moja Zosia też nie bardzo chciała spać w tym turystycznym, zwłaszcza, że już musi spać na dolnym poziomie... Okazało się, że jej przeszkadzało to, że ono tak szeleściło (wiesz o co chodzi, ono jest takie sztuczne, że przy każdym ruchu słychać taki szelest), a mała jest strasznie czujna. Podścieliłam pod materacyk ręcznik, materacyk w prześcieradełko i już śpi normalnie :) Ale za nic nie zaśnie sama, kładę ją więc na naszym wyrku, ona tak zasypia, a jak zaśnie to ją przenoszę. Śpi dalej jak suseł (nawet mam wrażenie, że się lepiej wysypia odkąd śpi sama), ale musi mieć misia jakiegoś do przytulenia :) Suzy, faktycznie spróbuj na razie ograniczyć marchewkę. Karoten strasznie mocno działa na bobasy i ten kolorek może być właśnie stąd. Daj znać co i jak! My w domku, Zosia śpi, dziś cały dzień byliśmy na naszej działce, obie opalone, choć małą co chwilę smarowałam... Acha!!!! Zosia uwielbnia się pluskać w baseniku - rano u rodziców 3 razy się kąpała :)
-
No jestem znowu na chodzie. Będziemy robić zdjęcia, a co! W końcu nie co dzień się stawia domek :) Wracając do marzeń, nasz dom nie będzie przepełniony bibelotami, bo ich nie lubimy, oboje uważamy, że to takie zbieracze kurzu, więc im ich mniej, tym lepiej. Pokoje będziemy mieć oczywiście kolorowe, podobają nam się takie połączenia jak np. czeriwń, popiel i grafit albo biel i soczysta zieleń... Ja poza tym kocham róż, więc i ten się znajdzie. Wystrój raczej minimalistyczny, ale nie zimny, raczej minimalizm w ilości mebli i przedmiotów. W salonie oczywiście jest kominek, taki raczej prosty, żadnych udziwnień, aaaa!!! do salonu już mamy jedną rzecz! Dostaliśmy w prezencie ślubnym taki ogromniasty wazon z kamienia - cudo, już wyobrażam sobie ten wazon przy kominku właśnie :) Co do ściany z kamienia. Kiedyś w jakiejś gazecie widziałam kamienną ścianę w łazience - taki kamień w jednej bryle, ciemny grafit, świetnie to wyglądało! My mamy 3 łazienki, więc może w którejś zamontujemy, choć pewnie kosztuje kosmiczne pieniądze i na myśleniu się skończy hihihihihihi A kuchnia marzy mi się taka w stali, ale wiem, że takie coś się trasznie sprząta, bo zostają ślady na blatach i trzeba dużo polerować... bleee... nie lubię sorzątania, więc coś innego wymyślimy :)
-
Jeju, aleście się rozpisały!!! Musiałam nieźle się naczytać :) U nas do przodu - właśnie w weekend chłopaki jadą montować ogrodzenie, bo od poniedziałku mamy ekipę budowlaną! Już się nie mogę doczekać!!! Aż mnie dreszcze przechodzą... :) Też pomarzę - my mamy płaską działkę, niecałe 10 arów, żadnych drzew (no chyba, że wliczymy chwasty - te mamy ogromne hihihih). Nam się marzy oczywiście murowany grill przy tarasie, bo my z tych dość imprezowych, poza tym ogród w trawie, jakieś krzewy wokół działki, chcemy też posadzić brzozy, sosny i świerki. Żadnych kwiatów, bo jakoś nie lubię. Jedynie w grę wchodzą wrzosy wzłóż podjazdu :) No i ogrodzie będzie oczywiście piaskownica, hamak i huśtawka :) Kuchnia też z wyspą, ja kocham gotować, więc chciałabym mieć taką jak najbardziej profesjonalną kuchnię, projekt mamy w prezencie ślubnym :) Dobra, na tą chwilę dość marzęń, Zosia się obudziła :) Do zobaczenia!
-
No fakt, wakacje są i nikomu się nie chce odpalać kompa ;) My znów we Wrocku, ale kombinujemy ciągle jak się wyrwać. Zwłaszcza ja, bo wisi nade mną wciąż moja magisterka ;P Dziś np. mamy pomysł odwiedzin u kuzynki męża na wsi, myślę, że dla Zosi to by było niezłe przeżycie, co prawda oni nie mają gospodarstwa, ale mieszkają niedaleko pastwiska, a Zonia nigdy jeszcze nie widziała krowy :) U nas zęby bez zmian, choć ślinotok trwa... Mała coraz pewniej na nogach, oczywiście odkąd zaznała pionu, inne pozycje są ok tylko jak śpi, a tak to non stop na nogach. W końcu nauczyła się robić papa, ale poza tym nic... A co, w końcu ona też ma wakacje hihihihi Ivona, ja też sie bałam, co prawda my wyjeżdżamy na krócej, ale zawsze ktoś mi ją rozpieszcza - a to na rękach ponosi, a to bawi się z nią przez pół dnia... Ale spoko, jakoś sobie radzimy. Ale łóżeczko nie jest problemem odkąd kupiłam jej łóżeczko turystyczne - ja się wysypiam, mała też i wszyscy zadowoleni :)