Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lenamg

Porodówka Jastrzębie Zdrój czy Wodzisław?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie :)
Drogie Forumowiczki i Forumowicze - zaczynam rozglądać się za porodówka. Cały czas byłam przekonana, że "wyląduję" w Jastrzębiu - w Szpitalu Wojewódzkim - jednakże coraz częściej słyszę negatywne opinie na temat tejże porodówki, porodów tam odbywających się oraz opieki poporodowej, i szczerze - zaczynam się obawiać, czy mam ochotę się tam znaleźć... Z kolei słyszałam nieco lepsze opinie na temat porodówki w Wodzisławiu - że pomagają w porodzie - nie czekają na cud - dziecko po porodzie jest 24h na dobę z matka, dostaje się wszystko od szpitala po porodzie (środki higieniczne, wyprawka - itd. - czego podobno nie ma w Jastrzębiu). Czy któraś z Was rodziła w Jastrzębiu lub w Wodzisławiu? Bardzo proszę o jakieś informacje i opinie na ten temat. Pozdrawiam serdecznie:)


http://s10.suwaczek.com/20090717134653.png
http://s8.suwaczek.com/20080820060113.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 miesiące temu rodziłam w Wodzisławiu i jestem bardzo zadowolona. Trafiłam na fantastyczną położną- panią Janinę, która bardzo mi pomogła. Opieka położnych na oddziale poporodowym również super. jedyne co mi się nie podobało to personel z oddziału dla noworodków. Panie sprawiają wrażenie jakby miały wielki problem gdy się je o coś prosi. A pozostawienie im dziecka gdy chce się skorzystać z prysznica to wręcz niemożliwe. Dziecko czekało na mnie na korytarzu drące się- bo to już nie był płacz i żadna się niezainteresowała. Niestety takich nieprzyjemnych zdarzeń miałam dużo więcej :(


http://www.suwaczki.com/tickers/mo89xzdvd9rket27.png
http://www.suwaczki.com/tickers/km5stv73f070vphh.png
http://www.suwaczki.com/tickers/atdcx1hp2gpemcnw.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w czerwcu rodziłam w jastrzębiu. Jestem bardzo zadowolona. trzy razy leżałam na patologii i muszę powiedzieć, że jest ok.
Na porodówce - super. Myślę że do końca życia będę wdzięczna lekarzom a szczególnie mojej lekarce i dr Małolepszemu, który zroibił mi cc i uratował życie mojemu Antosiowi. Położne też rewelacja. Kiedy urodziłam nie było miejsc na noworodkach, dlatego pierwszą noc spędziłam na przedporodowym, pokój miałam tylko dla siebie trafiłam tam na świetną położną, chodziła do mnie co godzinę, pomagała we wszystkim.
Natomiast następnego dnia trafiłam na noworodki i tam było podobnie jak opisuje koleżanka , która rodziła w Wodzisławiu (Właściwie to jedna zmiana taka była), ale jak szłam do toalety lub pod prysznic to pilnowałyśmy sobie dzieciaczków na zmianę. Ale była tam też jedna położna, która siedziała ze mną całą zmianę i cierpliwie pomagała mi przystawiać dziecko do piersi ponieważ miałam problemy z karmieniem i to tylko dzięki niej karmię do dnia dzisiejszego.
Jeśli będziesz miała jakieś pytania pisz na pw, odpiszę


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!
Miałam ostatnio przyjemność rodzić na porodówce w jastrzębiu a potem leżeć na oddziale neantologii. Chciałabym powiedzieć żę porodówka po remoncie a takrze fachowa opieka jaka tam jest są na najwyższym poziomie. Jestem bardzo zadowolona.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Basia - mama Piotra

Witajcie,
niedawno urodziłam synka w szpitalu w Jastrzębiu. Wybrałam ten szpital ze względu na odległość (10 minut piechotą z domu), ale głównie chyba dlatego, że jest tam oddział noworodkowy i w razie komplikacji z małym - od razu lekarze działają (nie trzeba dziecka nigdzie przewozić, tak jak to ma miejsce w Rybniku czy w Wodzisławiu). Miałam jednak ogromny dylemat - słyszałam różne opinie na temat naszego szpitala. Okazało się jednak, że podjęłam dobrą decyzję. Ale te z Was, które się jeszcze wahają, powinny zdawać sobie sprawę z tego, że w szpitalu w J-biu są:
1) lekarze (jeśli nie ma żadnych komplikacji, to nawet nie będziecie miały z nimi styczności),
2) położne do porodu (to są te, które pomagają maluchom przyjść na świat)
3) położne po porodzie (tylko do Was)
4) pielęgniarki noworodkowe (tylko do Waszych maluchów)
Pierwsze trzy grupy osób są w miarę ok – nie spotkała mnie z ich strony żadna przykrość, natomiast co do pielęgniarek od noworodków, to jedno wielkie rozczarowanie – owszem biorą maluchy na badania itd., ale nie doświadczyłam zbytniej pomocy z ich strony. Tak naprawdę to przez nie dużo kobiet nie chce rodzić w Jastrzębiu. Ale jak już się zdecydujecie tu rodzić, to po porodzie nie bójcie się wymagać od pielęgniarek noworodkowych pomocy przy opiece nad małym (my młode matki jesteśmy ze swoimi pociechami 24godz./dobę i naprawdę w pewnym momencie już się opada całkowicie z sił…) i domagajcie się tej pomocy, bo po to te pielęgniarki tam są! Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ewelin

Witajcie, ponieważ niedawno sama szukałam opinii o szpitalach i oddziałach położniczych, postanowiłam i ja dorzucić swoje spostrzeżenia. Rodziłam w szpitalu w Świętochłowicach. Zaczęło się od tego, że byłam już kilka dni po terminie porodu, a maluszek nic...10-go listopada pojechaliśmy do szpitala (sami od siebie, żeby móc spać spokojnie), sprawdzić, czy z dzieciątkiem wszystko w porządku. Przyjechaliśmy po godz. 17, przyjęli nas bardzo miło, w momencie zaczęli robić badania, rozmowy...wywiady... A ja już byłam zadowolona, bo wszyscy odpowiadali rzeczowo na moje pytania i ich nie unikali. Ponieważ na KTG wyszło, że maluszek ma podwyższone tętno, a na USG, że jest mało wód płodowych, lekarz przekonał mnie żebym została u nich...później jeszcze kilka badań i wyników. W nocy dwa razy przyszła Pani Położna dopytać, czy wszystko okey, a przy tym przepraszała że mnie budzi, ale ona chce wiedzieć :) Na drugi dzień obchód z ordynatorem Doktorem Kucharkiem na czele. Porozmawiał, zlecił badania, po czym zaprosił bardzo grzecznie po obchodzie na badanie ginekologiczne, którego bardzo się bałam i którego nie cierpię. O dziwo... Lekarz zachował się bardzo na poziomie i delikatnie, nawet podczas serii moich pytań odpowiadał rzeczowo. Po badaniu okazało się, że jest rozwarcie na około 2cm, po konsultacji i mojej zgodzie podłączyli kroplówkę z oksytocyną było po godz. 10. I zaczęły się spacerki...korytarz...schody...korytarz itd. Do godz. mniej więcej 14 było okey, skurczy prawie nie czułam. w międzyczasie badania KTG i ze dwa badania ginekologiczne..."zapraszam na badanie-ginekologiczne na fotelu?-tak-a mogę nie,to boli-dobrze,zrobimy za godzinę" Rozwarcie na 3cm. o godz. około 15 odeszły mi wody i skurcze zaczęły być już mocno bolące...bez proszenia dostałam zastrzyk przeciwbólowy, a zarazem rozluźniający. bolało coraz mocniej...ale wiedziałam, że boleć musi...Położne do rany przyłóż dodawały otuchy i pocieszały. Chwilę przed 17 poszłam na kolejne KTG i jakoś wyszło słabe, nieczytelne, poprzerywane...badanie ginekologiczne i 9 cm rozwarcia. szybko kolejne KTG na nowszym sprzęcie i ZGROZO tętno słabnie, prawie niewyczuwalne. Kazali przeć, żeby maluszek zszedł niżej, prawidłowo zaczęłam przeć i krzyczeć w międzyczasie, że boli....mąż dzielnie pocieszał i dodawał sił, a ja płakałam.Położne wykonały telefony, zrobiło się szumnie i jakoś tak każdy w pokoju zaczął gdzieś biec...Ordynator przybiegł i w podskokach na korytarzu się ubierał - scena w tej całej dramatycznej sytuacji przekomiczna- szybka decyzja o cięciu cesarskim. Moje głośne NIE, nie robiło na nikim wrażenia. Mąż stanowczo kazał mi się uspokoić i słuchać lekarzy! Poskutkowało. W tym całym zamieszaniu pamiętam, że szybko posadzili mnie na wózek i przewieźli do drugiej sali, tam podstawili schodki, żebym na stół się mogła wdrapać i ułożyć, ale lekarz jak zobaczył, jak powolutku schodzę z wózka, jak się ślimaczę... stwierdził, że nie ma czasu i sam mnie podniósł i posadził na stół (ma facet siłę). Położne, neonatolodzy, anestezjolodzy, lekarze..ogólnie tłumek na sali, ja zestresowana maksymalnie. Ordynator zadecydował, że maluszka spróbuje przy mojej pomocy wyciągnąć próżnociągiem. Jeden naciskał brzuch, ja się darłam i parłam, a drugi ciągnął malca...to były sekundy i decyzja że nie da rady, trzeba ciąć. Zanim przyłożyli mi maskę z gazem, podarłam jeszcze koszulkę lekarzowi, a później zasnęłam. Obudziłam się w innej sali, aniżeli tej w której pierwotnie leżałam i oczekiwałam na poród.Syn dostał 8 pkt w skali, ponieważ miał słabiutkie odruchy, ale tak to jest jak się trzykrotnie pookręcał zaciskającą się pępowiną, na całe szczęście nie trzeba było go dotleniać ani podejmować poważniejszych działać aniżeli zwykle przy narodzinach. W międzyczasie mąż mógł iść na oddział neonatologiczne do syna i po wszystkich badaniach przywieźć go do sali i razem czekali aż się wybudzę. Ocknęłam się na chwilę koło 20- coś ssało moją pierś :) mąż siedzi na krześle przy łóżku, pielęgniarka siedzi na krześle z drugiej strony a na moim przedramieniu leży syn. Zapytałam czy wszystko już jest dobrze i zasnęłam. Pamiętam, że w nocy przychodziły Położne zmieniać wkładki i ze środkami przeciwbólowymi "za jakieś cztery godziny pewnie przestanie działać, to przyniosę kolejny". Później pierwszy poranny prysznic, położna pomogła wstać i przejść kilka kroków do łazienki, co było dla mnie wyczynem... pomogła się umyć...podać... wytrzeć...ubrać, porozmawiała, pocieszała. Przy porannym obchodzie Ordynatora- mąż obecny- i rozmowa o stanie zdrowia o trudnej i szybkiej decyzji...że to tak bywa...że mam się nie martwić...że będzie dobrze...że tak ładnie jestem zszyta, że blizna będzie minimalna, bo się bardzo starał. Później przywieźli nam naszego maluszka i codziennie za dnia był z nami, ale na noce prosiłam, żeby go zabierać i nie było z tym żadnego kłopotu. Mąż mógł ze mną i synem przebywać od samego rana do godz. 21 nawet trochę dłużej. Pielęgniarki noworodkowe na moje prośby pokazywały i przystawiały prawidłowo malca do piersi, mąż był też obecny podczas kąpieli i badań maluszka. Panie bardzo życzliwe i pomocne. Po każdym obchodzie miałam robione liczne badania z krwi i moczu- wyniki były w ciągu 0,5h-2h, ciśnienie, temperatura, nawet internista i spec. chorób wewnętrznych mnie badał szczegółowo, bo tak zalecił Ordynator  Zarówno Położne, Pielęgniarki noworodkowe jak i Lekarze z super podejściem zarówno do sytuacji jak i do człowieka. Warunki sanitarne, pokojowe i ogólnie wizualne pozostawiają do życzenia, ale personel- wszystkie zmiany, jakie były podczas mojego pobytu- nadrabia z nawiązką. Serdecznie polecam ten oddział i to miejsce dla zainteresowanych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mamusia2015

RYDUŁTOWY!!! Ja pare miesiecy mialam drugi raz cc i odbyl sie on po raz drugi w Rydultowach. Polecam z calego serca. Najlepsza pielegniarka jaka kiedykolwiek spotkalam pani Patrycja opiekowala sie mna po operacji. Male obiegcje mam do jednej zmiany na noworodkach, no ale nie moze byc zawsze idealnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość masdoooo

tez oddzial z tym pijakiem olesiem czy jak mu tam to porazka to jset patologia gorzej niz w zakladzie karnych ordynator pali jak głupi w swoim gabinecie na dodatek czuc alkohol od niego odrzadam stanowczo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość natasza i emi

Niedawno miałam ''Przyjemność" rodzić w Wodzisławiu. Niestety mojemu maleństwu zaczęło zanikać tętno i na szybko miałam robioną cesarkę. Jestem wdzięczna lekarzom operującym za uratowanie życia mojego skarba. Ładnie mnie zszyli szwy zewnętrzne samorozpuszczalne. Szkoda tylko że na tym moje dobre wspomnienia o wodzisławskiej porodówce się kończą... Opieka niektórych położnych, ich podejście do pracy, do drugiego człowieka szkoda gadać. Po prostu niektóre te panie minęły się z powołaniem. Bo mi się wydaję że do takiego zawodu trzeba mieć powołanie. Trzeba lubić to co cię robi, podchodzić do swoich obowiązków z uśmiechem, być miłym i współczującym. Jak leżałam po cesarce to przez 12 godz dyżuru jednej Pani X zmieniła mi podpaskę tylko 2 razy! Czułam że już mam mokro a pomimo tego zero reakcji. Koleżanka z sali zauważyła że worek z moczem już jest prawie pełny więc zadzwoniłam po położną i poprosiłam o opróżnienie. W odpowiedzi usłyszałam że mam ją nie pouczać ona wie co ma robić i kiedy. Pani salowa która myła salę widziała że worek już jest praktycznie pełny poszła po basen i go opróżniła. Na ból głowy dostawałam czopki! Jakby tabletek nie było. Położne od dzieci w miarę ok. Pomagały w przystawianiu i brały dzidziusia na noc. Rano zawsze na sali dzieciątko kąpały i ubierały w świeże body (własność szpitala- choć nie ma jako takiego zakazu to niezbyt przychylnie patrzą na ubieranie dzieci w własne ubranka. Ewentualnie rękawiczki nie drapki ;)) Pan doktor od dzieci bardzo kulturalny człowiek w porównaniu do Pana K.-ordynatora ginekologii. Delikatnie mówiąc bardzo bezpośrednio się do wszystkich zwraca ( nie mówi Pani tylko wali za ty!) i zero wyczucia podczas badania gin. to już chyba weterynarz ma więcej wyczucia! A ta niby wyprawka to pudełko z próbkami i ulotkami bez szału. Ja już więcej dzieci nie planuję i wszystkim odradzam. jak chcecie mięć miłe wspomnienia z porodu i pobytu w tym czasie w szpitalu to omijajcie Wodzisław z daleka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama klaudii

Tez miałam ''przyjemność'' rodzić w wodzisławskim szpitalu i powiem wam dziewczyny że tamtejszy personel (położne dla kobiet po porodzie) skutecznie i na zawsze zniechęciły mnie do posiadania kolejnego potomstwa. O ile na trakcie trafiłam na wspaniałą położną Panią Janinę, to już po porodzie standard opieki jest baaardzo daleki od tych o których się tyle mówi. Położne (nie wszystkie) wredne, pyskate, wyśmiewają i obrażają. Kompletny brak kultury do pracy z ludźmi. Mojego męża wyrzuciły podczas odwiedzin bo rzekomo kichał na korytarzu i one nie będą narażać innych na infekcję! Absurd! W regulaminie piszę że mogą być 2 osoby odwiedzające a położna przyszła i z pyskiem na moich rodziców że ma być tylko 1 osoba, a to że w innych pokojach były nawet po 3 osoby to już nie widziały. Widocznie tamte Panie miały inne względy. Ordynator- cóż tu dużo mówić prostak i cham! Zero delikatności o kulturze nie wspomnę, bo ten Pan chyba nie wie co to jest. Pielęgniarki od maluszków (nie wszystkie) niezbyt chętnie uczą jak przystawiać do piersi, o zabraniu malca na czas pójścia do wc czy pod prysznic nie wspomnę. Musiałyśmy sobie nawzajem pilnować dzieci. To od czego one tam są się pytam?! Chyba od opierdalania i picia kawusi i naszych położnych też się to dotyczy. No i ten namolny ksiądz. Co go to interesuje dlaczego nie chcę przyjąć komunii?! Moja sprawa nic mu do tego. Dziewczyny zastanówcie się czy na pewno tam chcecie przywitać na świecie swoje dziecko... gdybym mogła cofnąć czas pojechałabym nawet do Raciborza rodzić. Szkoda że człowiek nie może przewidzieć przyszłości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mamusi

Witam serdecznie przyszłe mamy. W Jastrzębiu Zdroju byłam na porodówce przez kilkanaście godzin . Jak się zorientowałam co to za miejsce natychmiast się przeniosłam do Wodzisławia. Personel jest bezczelny i nie wykwalifikowany. Pielęgniarki nie potrafią wsunąć wenflona, kłuli mnie kilka razy. Pielęgniarki kłamią , nie reagują na prośby pacjentów. Lekarz który mnie badał nie użył wogóle rękawic ochroonych ani żelu. Zamieżam oddać sprawę do prokuratury w związku z zaniedbaniami na tym oddziale . Omijajcie dalekim łukiem ten szpital!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość beeetiii

Hej dziewczyny, co wybrać: jatrzębie czy wodzisław? Nie musi być koniecznie placówka ze szkołą rodzenia, gdyż jestem już na kursie w internetowej prenalen, wiec sie obejdzie. Najlepiej miejsce, gdzie są super położne, bo jeszcze nie wybrałam swojej. Będę wdzieczna za info

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Bell

Witam, osobiście nie polecam oddział ginekologiczny w Jastrzębiu. Byłam w grudniu 2017 w ciąży w przeszło 22 tygodniu w tutejszym szpitalu z powodu zasłabnięcia. Po zrobieniu tam USG i innych badań lekarze stwierdzili, że wszystko w porządku i wypisali mnie do domu. Gdy poszłam do innej placówki okazało się, że moje dziecko ma rozszczep kręgosłupa i miałam operację w Bytomiu w ciąży po której dziecko nie przeżyło.. Nie polecam Jastrzębia, bo strasznie się pomylili!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...