Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marta19

Samotne w ciąży...

Rekomendowane odpowiedzi

czy mimo tego że macie męża lub partnera czujecie się same w ciąży brak wam czułości ze strony partnera i ogólnego zainteresowani waszym stanem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powiem tak w pierwszej ciąży tak się nie czułam ale w drugiej już było gorzej mąż wyjeżdzał ,przyjeżdzał Ja z brzuchem i z zbuntowanym dwulatkiem ,myślałam jak ja dam sobie radę Były momenty smutku i tęsknoty i tak też teraz bywa Ale wiem że trzeba jakoś to przetrwać i dajemy radę
Na brak zainteresowania ze strony męża nie narzekałam szczególnie przy pierwszym dziecku przeżywał szczególnie a przy drugim porodzie niestety go nie było :/


http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9hqymi36e7.png
http://www.suwaczki.com/tickers/82do3e5ekt2ocja7.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mimo to że to moję pierwsze dziecko boje sie że ze sobie nie poradzę z maleństwem czy ta cała wiedza sama przychodzi czy trzeba się tego nauczyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie mogę narzekać...przy pierwszej i drugiej ciąży, choć to było dawno, mąż był przy mnie, raczej bliskość psychiczna, bo baliśmy się czegoś więcej....jak płakałam, to pocieszał ...jestem szczupła, a brzuszek był spory, to nawet zapinał mi sandałki....bardzo przeżywał, bo to pierwsze dziecko, nawet więcej, był przy porodzie, przez 14 godzin, dopiero jak postanowiono, że to cesarka, to już nie mógł...po urodzeniu pierwszej dziewczynki przez trzy dni w szpitalu to on prawie non stop bawił Malutką, ja nie mogłam się prawie ruszyć, to podawał ją do karmienia....był nią oczarowany, to było widać w spojrzeniu...miał trzy tygodnie urlopu po porodzie i pierwszej i drugiej Niuni. ZAWSZE mówił, żonuś, nie denerwuj się, bo dzidzia będzie nerwowa po mamie. Może Twój Mąż musi się troszkę przyzwyczaić do nowej sytuacji, a może po prostu powiedz mu, co czujesz, ja akurat jestem gadułą, jakoś nie umiem udać, że nic się nie dzieje, mąż mówi, że się czyta ze mnie, jak z otwartej księgi.
Może porozmawiajcie o tym, to na pewno nie zaszkodzi, a może się troszkę odsunął ze względu na bezpieczeństwo dla Ciebie w takiej sytuacji.
Może być też tak, że teraz masz większą potrzebę bliskości i bezpieczeństwa....ja bym doradziła, byś o tym powiedziała. Może wtedy będzie już lepiej.
Ja nic prawie nie wiedziałam o wychowywaniu dzieci, wszystkiego nauczyłam się kroczek po kroczku, jak zostałam mamą. Nie przerażaj się, dasz sobie wspaniale radę, jak już oswoisz się z nową rolą w życiu. Naprawdę, nawet trudno w to uwierzyć, ale wiele się człowiek uczy, jak na świat przyjdzie malutka Kruszynka. Nie zawsze jest łatwo i prosto, ale jakoś daje się radę lepiej lub gorzej. Nie martw się na zapas, dbaj o siebie, nie zamartwiaj, by Dzidziunia była szczęśliwa, radosna, nie nerwusek. Poradzisz sobie, jak każda młoda mama, zobaczysz...to jest nowe zadanie i troszkę się boisz, ale nie ma czego. Życzę wszystkiego najlepszego...trzymaj się cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marta19 to co napisała JSmolarek to święta prawda. Zanim mój synuś się urodził bałam się tak samo jak ty, ale to wszystko samo przyjdzie z czasem zobaczysz. Co do mojego męża to mów mu co czujesz. Ja tak samo postępowałam z moim. Trochę zajęło zanim oswoił się z nową sytuacją, ale pomagał jak mógł. Teraz z synkiem świata poza sobą nie widzą i najlepiej razem by łobuzowali. Wszystko będzie dobrze. Gdy maleństwo przyjdzie na świat będziesz wiedziała co robić:)


http://www.suwaczki.com/tickers/1usaj44j6npfr40t.png

http://www.suwaczki.com/tickers/6qw2s8fwoxc2zo6y.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez sie bałam jak sie dowiedziałam o ciąży i dręczyły mnie pytania czy aby na pewno dam rade i szczerze z doświadczenia powiem ze to wszystko samo przychodzi wraz z instynktem macierzyńskim...
tez doskwierała mi samotność, brak czułości... ale wiem ze tego czego mi/nam brakowało przez 9 miesięcy ze strony partnera przelałam na dziecko...teraz-gdy mała jest na świecie wiem ze dam rade, ze muszę dać rade a wszystko po to by jej było dobrze, by jej niczego nie brakło...
może i brakuje mi czułości jak przytulenie do "partnera" ale wiem ze postaram się zrobić wszystko by małej nie brakowało niczego...i teraz nie patrze na to co ja chce, co ja potrzebuje tylko jaką dziecko ma potrzebę...

Wiadomo każdy człowiek, matka jest inny/-a i to sama zobaczysz

PS postaw się na miejscu tych które nie mają męża/partnera a zobaczysz ze masz dużo... i do szczęścia brakuje ci TYLKO dziecka, bo to te osoby mogą powiedzieć o samotności braku bliskości...


http://www.suwaczki.com/tickers/klz9gu1r1avuguhd.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie to różnie jest... ja to najlepiej bym chciała, żeby on był cały czas w domu miział mnie, głasiał i w ogóle wielbił ;)
Ale zdaję sobie sprawe, ze pracuje, w weekendy studiuje i ze czasem wraca do domu późno i po prostu chce spać. Ale i tak wieczorem juz sie szczerze na drapanie i niestety ale musi wykrzesac ta chwile aby podrapac po pleckach.
Moj sie bardzo stara i wiem o tym ze zrobi dla nas wszystko nawet herbate o 2 w nocy, gdy obudze sie ze chce pic herbate ;-)
Ale też wiem ze czasem nie rozumie czegos i wiem ze nie zrozumie nigdy, np tego ze zle sie czuje albo sobie pobucze czasem w nocy w poduszke i w sumie nie wiem nawet z jakiego powodu, ale czuje taka potrzebe. Wiec on siedzi i patrzy i głasia i nie wie o co chodzi i wtedy czuje sie samotna w sumie na wlasne zyczenie, taka niezrozumiana i przez niego i przez samą siebie.


http://s2.suwaczek.com/201404304578.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marta -mąż czy partner też musi właśnie zacząć oswajać się z nową sytuacją tylko niektórym może to przyjść później
Może mąż boi się tego wszystkiego tak samo jak ty Próbowałaś z nim już o tym rozmawiać o swoich odczuciach ?
Wiesz ja też się ogromnie bałam jak sobie poradzę bo nawet styczności nie miałam z małymi dziećmi i żadnego doświadczenia Ale wszystko jakoś samo przyszło i nie bałam się pierwszy raz zmienić pampersa czego też się obawiałam (właśnie najprostszych rzeczy) Na pewno jest ktoś kto ci pomoże i dasz radę NA PEWNO !


http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9hqymi36e7.png
http://www.suwaczki.com/tickers/82do3e5ekt2ocja7.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Madyl

Mnie partner zostawił w 5 miesiącu ciąży. Chciał mieć dziecko, mała była planowana a jednak od początku ciąży niespecjalnie się nami interesował (przed ciąża było jak w bajce, był idealny i do niczego nie mogłam się przyczepić, potem wszystko runelo i do dziś zastanawiam się jak to się mogło stać). Teraz jestem w 7 miesiącu.poród coraz bliżej i coraz bardziej doskwiera mi samotność. Perspektywa samotnego porodu, gdzie personel medyczny będzie mógł mnie do woli gnoic, bo nie będzie ze mną nikogo kto by się za mną wstawil jest okropna... nie wiem kto zawiezie mnie na porodówke, kto będzie kangurowal dziecko jeśli będę musiała mieć cesarke... do szkoły rodzenia muszę iść sama i zdaje sobie sprawę, że możliwe że będę jedyna bez partnera.Wszędzie czytam jak to ojciec dziecka powinien wspierać przyszłą mamę, jaka istotna jest rola ojca i ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego to wszystko na mnie spadlo, czemu u mnie nie może być normalnie, czemu zawsze jestem zdana sama na siebie? Do lekarza, na badania, do sklepów po wyprawke-wszędzie muszę chodzić sama, wszędzie patrzę na szczęśliwe pary spodziewające się dziecka i dobija mnie to. Ojciec mojego dziecka ani raz nie dotknal mojego brzucha, ani słowa nie powiedział do naszej córki, nawet nie wiem gdzie aktualnie jest i co robi... Nie odzywa się do mnie ani słowem, nie mam pojęcia czy zjawi się zobaczyć córkę i czy będzie chciał mieć z nią kontakt. Całą ciążę walczę z ogarniajaca mnie depresja, bo w końcu kocham tego człowieka i nie mogę uwierzyć w to, że mógł w ten sposób postąpić... biedne to moje dziecko, bo mama cały czas przezywa potworny stres i mimo że się stara nie załamywać, to jednak codziennie myśli o tym co się stało i co będzie dalej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Madyl, bardzo ci współczuję i mogę sobie tylko wyobrazić jak ci ciężko :(. Ciąża to taki ważny okres, że bardzo chce się, by uczestniczył w niej najbliższy nam ukochany człowiek. Niestety czasem bywa tak jak u ciebie, że ojciec wypina się na ciąże i w ogóle na dziecko. Przykre to bardzo. Zaskakujące, że partner ot tak cię zostawił i nawet nie wiesz gdzie jest i co robi. A masz kontakt do jego rodziców, znajomych?
Ze szpitalem nie nastawiaj się na jakieś poniżanie, czasy się zmieniły i jest już lepiej niż gorzej. Poczytaj opinie o szpitalach i wybierz ten, który cię do siebie przekona. Przy porodzie może być nie tylko ojciec dziecka, może też zamiast niego być przyjaciółka albo mama.
Głowa do góry, staraj się myśleć optymistycznie, niedługo będziesz miała najcudowniejszą pod słońcem istotę do kochania i przytulania :)


2005 :), 2007 :), 2014 :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Magdalena KA.

...jestem sama...partner "figuruje" przy mnie, lecz niestety ciąża, dom.. wszystko...jest tylko na mojej głowie. Od kiedy na początku wykrzyczał mi, że nie chciał dziecka, patrzę jakoś inaczej na to wszystko. Boję się. Od niechcenia zapyta czasem o ciążę, ale jak do tej pory zauważyłam, że najbardziej interesuje go, ile przytyłam. Wręcz to wyśmiewa. Nikt z jego strony nie wie, że jesteśmy razem, wstydzi się mnie od zawsze.
Nie troszczy się o mnie, w ogóle wszystko pozbawione jest uczucia, jakiegokolwiek zainteresowania moimi potrzebami.
Nigdy go nie ma, wszystkie "okazje" gdzie spędza się czas rodzinnie, opłakuję w samotności. Wstydzę się przyznać komukolwiek, że pozwoliłam sobie na coś takiego... Boję się, że przez te nerwy, coś stanie się z dzieckiem. Boję się, że jak cokolwiek się stanie, nie będę miała kogo poprosić o pomoc..nie mam żadnej rodziny...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość Viki

Niestety mam tak samo czuje się strasznie samotna w ciąży,a mam około 3 tyg. Do porodu. Mąż nie daje mi żadnego wsparcia , nie przytula i całuje nie mówi do dziecka nic traktuje mnie jak obca osobę.  Mówiłam mu ,że czuje się sama z tym wszystkim i jedyne na co było to stać to powiedzieć, nie jesteś z tym sama . Ale dalej nic się nie zmieniło nie wiem już jak mam z nim rozmawiać.  Płakać  ki się chce. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Daga
W dniu 2/3/2020 o 1:52 PM, Gość Gość Viki napisał:

Niestety mam tak samo czuje się strasznie samotna w ciąży,a mam około 3 tyg. Do porodu. Mąż nie daje mi żadnego wsparcia , nie przytula i całuje nie mówi do dziecka nic traktuje mnie jak obca osobę.  Mówiłam mu ,że czuje się sama z tym wszystkim i jedyne na co było to stać to powiedzieć, nie jesteś z tym sama . Ale dalej nic się nie zmieniło nie wiem już jak mam z nim rozmawiać.  Płakać  ki się chce. 

Hej. I jak się skończyło u Ciebie? Poród ok? Mąż po porodzie się zmienił? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Maaa0101

U mnie partner przebywa za granicą. Niedługo ma wrócić ale to niedługo to jeszcze miesiąc... 28 tydzień ciąży już, a jego nadal nie ma obok. Sama ze wszystkim się zmagam łącznie z brakiem jego zainteresowania ciążą bo jak ma się interesować czymś czego na żywo nie widzi. Straszne to wszystko ale staram się wytrwać dla dziecka. Staram się go uświadamiać i to trochę czasem pomaga bo czasami widać jakąś poprawę w jego zachowaniu w stosunku do mnie i pyta o małą ale jednak mimo wszystko brakuje mi przytulania, czułości, żeby mógł poczuć kopniaki razem ze mną... Strasznie ciężko jest samej, w szczególności, że mam z partnerem dość ograniczony kontakt bo on pracuje, a jak nie pracuje to przecież musi umyć się, zjeść... No, a potem zostaje jakieś marne kilka chwil na rozmowę ale często jest tak, że już nie ma sił i albo wszczyna kłótnie, albo ja płaczę i on wtedy już totalnie nie wie co robić. Nie da się przez internet przytulać, uspokajać itp. Można jedynie próbować ale on nie wie jak. Czasami wkurza mnie swoją bezradnością, nie należy do ludzi empatycznych i ciężko mu się ogarnąć z tym, że jestem w ciąży. Myśli tylko o zarobkach póki co... Bo dziecko... A gdzie w tym jestem ja? Równie dobrze mógłby zarabiać w Polsce... Ale boi się zapewne no i myśli wąskotorowo. Klapki na oczy i najwygodniej :/ chciałabym czuć się kochana, doceniana i wyjątkowa, ostatnio czuję się jedynie samotna. Brakuje mi go u boku. Chciałabym żeby to już się skończyło. Totalnie sobie bez niego nie radzę i mam wrażenie, że coś między nami zaczęło się psuć, a zaraz potem jest okej i już sama nie wiem czy ja wyolbrzymiam czy to naprawdę zmierza w złym kierunku. Potrafi być kochany raz na jakiś czas ale częściej jest w moich oczach jak błazen. Ja chce czasem poważnie pogadać, a on plecie głupoty wtedy. Jakby w ogóle mnie nie słuchał i zachowywał się jak 6cio latek. Czasami mam wrażenie, że on poprostu woli tak żyć i kłócić się i robić z siebie "biednego poszkodowanego chłopca" albo "bohatera" jak stwierdzi, że mam rację i dalej wychodzi na to, że on jest biedny bo on nie potrafi czegoś, użala się i jest do bani i muszę mu mówić, że tak nie jest i pocieszam go zamiast on mnie bo taki jest cel żeby on robił to dla mnie i zawsze muszę się nim przejmować, opiekować się nim, a on mną nie bo po co... Kocham go ale często nie rozumiem jak można być takim... Przecież to do niego nie podobne... Ale jednak... W tym wszystkim ja zaczynam się gubić i często też zaczynam przeginać bo hormony potęgują wszystko, a ja nie potrafię przemilczeć czegoś, a on to już w ogóle... Chciałabym żeby on jako ten trzeźwiejszy, nie odurzony hormonami, zachował rozsądek i pozwolił mi czasem zgłupieć i żeby przytaknął mi na coś bezsensownego. Nie na wszystko ale na te nie mające znaczenia wypowiedzi "z dupy". I tak by się uzbierało jeszcze pierdylion tego co mnie boli, a jak próbuje z nim pogadać to albo milczy i mnie ignoruje albo w ogóle gada o ch.. wie czym. Nie da się dogadać z nim już.. Mam tylko nadzieję, że nie robi tam nic złego, choć i w to często przestaję już wierzyć co jest okropne. Nie daje rady ale jeszcze się trzymam. Chcieliśmy tego dziecka ale wszystko jest nie tak... On chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co go czeka i zamiast mnie wspierać to ja muszę wspierać jego, a wtedy już nie mam siły by opanować własne bolączki... Oby dziecku od tego stresu nic nie było. Nie da się powstrzymać tych nerwów i smutku niczym. Nic nie mogę zrobić żeby lepiej się poczuć. Muszę to przeżyć. Czuję się dobrze tylko wtedy gdy z nim rozmawiam tak jak należy, szczerze ale wesoło i wspierająco, a to cholernie, bardzo rzadkie zjawisko...

Pozdrawiam wszystkie samotne mamy. Dużo siły 💔

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...