Psycholog

Uzależniona od toksycznej matki

~ana_id

~ana_id

Mam lat 35, mężatka - dziecko 2,5-letnie, wykształcenie wyższe, jedynaczka urodzona po 12-latach małżeństwa rodziców

Odkąd pamiętam, w domu były awantury o absolutnie wszytsko, niczego mi nigdy nie brakowałow w sesie materialnym,
poza spokojem i zrozumieniem. Nigdy nie spełniałam oczkwiniań mojej mamy, ale najgorsze były wyzwiska "jesteś moją porażką",
"wychowałam żmije na własnej piersi", "twoja koleżanka potrafi, Ty nie". Fochy, obraza, wieczne przepraszanie, łzy i poczucie winy.
Kontrola absolutna - powroty do domu nie pózniej niż o 20tej (miałam 18lat skończone). Oczekiwano ode mnie, że będę
idealna - dokładnie taka jak sobie wymarzyła moja mama, która w domu mieszała mnie z błotem,
a przed swomi znajomymi koloryzowała rzeczywistość.

Ojciec - moja jedyna ostoja i przyjaciel - z całej sytuacji się wypisywał - uciekał w swoje zajęcia i papierosy (zmarł na raka płuc 2 lata temu w wieku 70lat). Ojciec też nie miał lekko - matka urządzała regularne awantury, ale ojciec nie wdawał się w
pyskówki, tylko po prostu wychodził. Ja zostawałam, krzyczałam z bezsilności, płakałam, buntowałam się ,przeklinałam.
Za każdym razem jak emocje cichły, przepraszałam i błagałam o wybaczenie bo tak bardzo kocham moją Mamę.

Bardzo przeżywałam te wszelkie obelgi i wyzwiska, uczyłam się dla mamy, ubierałam dla mamy, co co mama powie, a
oczekiwania były coraz większe. Zachowuj się, jak ty się odzywasz, życie Cie nauczy moresu,
w żadnym innym domu takie zachowanie byłoby niedopuszczalne.Nigdy nie usyłaszam, że mama jest dumna ze mnie - wręcz przeciwnie,
"nic sobą nie reprezentujesz" słyszałam.

Mój ojciec tłumaczył mi, że mama była wychowywana w domu bez ojca i mam się po prostu tym nie przejmować.
Dla ojca byłam najukochańszą córeczką, z której był dumy i dawał mi wsparcie w każdej swerze mojego życia.

Relacje z Mamą były przewidywane - dwa dni ciszy i znów afera, bo np. nie umyłam naczyć w zlewie.
Awantura jakbym conajmniej przyszła do domu pijana, a nigdy nawet papierosa w ustach nie miałam.

W klasie matualnej miałam średnią 5,0 - chodzący ideał, bez przyjaciół i znajomych.
ostatecznie mama doszła do wniosku, że szkoła była po prostu bardzo słaba i mogłam pójść do lepszego liceum,
żeby mieć porządny zawód w przyszłości - farmaceuta, lekarz itp.
Dodam że jestem po politechnice, skończonej z wyróżnieniem.

Będąc nastolatką, zaczełam walczyć o swoje - zaczęłam pyskować i buntować się. Kończyło się szantażem, że
matka popełni samobójstwo, że będzie miała zawał, że ja zapłacze jeszcze nad jej grobem, że gdyby wiedziała, jaka będę
nigdy nie zdecydowałaby się na dziecko.
We mnie na przemian buzowała ogromna złość, a z drugiej strony bałam się o nią, że rzeczywiście
może sie mamie coś stać i zawsze wracałam, przepraszałam, przyjmowałam winę na siebie. Wylewałam hektolitry łez.

Wyprowadziłam się z domu idąc na studia, jednak ze względu na ojca, przyjeżdzałam do domu dość często.
Za każdym razem były awantury - kończyłam bardzo cieżkie studia - słyszałam, że inni po dwa kierunki studiują i dają rade,
że żałuje że mnie na studia wysłała, że mialam do zawodówki iść, że musi mi ciuchy prać i szykować słoiki, chociaż nigdy o to nie prosiłam.
Później były problemy, że po nocy siedze i się uczę, ze spać rodzinie nie daję. Oczywiście nie było mowy, żebym spotkała się ze znajomymi wieczorem na kawę, bo przecież wiadomo, że idę się "do chłopów". NIe mialam koleżanek, nie bawiłam się
jak większość moich rówieśników. Siedziałam w domu i uczyłam się. Kiedy to mamie wypominałam, to mi powiedziała
że nie mialam chłopaka, bo po prostu byłam nieaktracyjna. Słyszałam też, że jestem wielokrotnie nienormalna
i powinnam iść do psychologa, bo nie panuję nad złością.Tu w zasadzie miała rację.
Inaczej było z ojcem - błogi spokój, wielka radość ze spotkań, zrozumienie.
Ojciec mówił, żebym się nie przejmowała, bo matki nie zmienię - mówił, daj spokój, przejdzie jej.
Matka regularnie doprowadzała do konfliktów rodzinnych przez co miałam ograniczone kontakty z kuzynostwem,
dzisiaj w zasadzie te kontakty zamarły.

Jeszcze większy problem się pojawił, kiedy wraz z narzeczonym po studiach wyjechalismy za granicę na staż do dużej firmy (bardzo dobra praca). Wysłuchiwałam: "nie po to Cie Polska kształciła, żebyś to oddawała obcej ziemi", "tylko nieudacznicy wyjeżdżają bo sobie dobrej pracy w Polsce nie potrafią znaleźć", "inni potrafili prace w Polsce znaleźć" , "odbierasz mi możliwość bycia babcią - nie bede nawet z wnukiem się widziec" (póki co, o żadnej ciąży nie było nawet mowy). Narzeczony nie wytrzymał moich łez, ciągle chciałam jechać do mamy jakoś to wyjaśnić. Osiągnęłam bardzo dużo, jednak moja mama mnie nie doecniła że mówie biegle po angielsku, że mam świetną pracę z perspektywami, "wieszając psy" na moim narzeczonym który miał już stanowisko kierownicze po roku pracy. Skończyło się tym, że miesiąc przed ślubem się rozeszliśmy. Ojcu bardzo zależało na moim powrocie do domu, więc
złożyłam wymówienie w pracy i wróciłam do rodziców. Dla mnie to był ogromny cios - straciłam narzeczonego i pracę, ojciec nie komentował, mama obdzwaniała całą rodzinę i wyjasniała sytuację, bo przecież najważniejsze będzie co powie ciocia z drugiego końca kraju, niż moje rozbite życie.
Oczywiście słysłama komentarze "oni (teściowie) się poznali na tobie, że jesteś nienormalna" - takie to wsparcie otrzymałam w domu.

Ostatecznie znalazałm pracę w Polsce, 50km od rodzinnego miasta. Poznałam chłopaka z DDA. Założyliśmy rodzinę, mamy dziecko. Dopóki żył ojciec, utarczki z matką omawiałam z ojcem, kóry ocierał moje łzy. Ponieważ ojciec zmarł, a mama nie ogarniała
rzeczywistości, poświęciłam cały urlop macierzyński, aby pomóc jej uporządkowoać życie. Oczywiście awantury były w dalszym
ciągu, ja słyszłam że musiałam się wyprowadzić z rodzinnego miasta, że nie potrafię tak jak koleżanki w domu rodziców mieszkać i z mojego powodu musi dom sprzedawać, bo to ja go powinnam przejąć (pracuję 50km dalej). itp. Na moim mężu też nie pozostawia przysłowiowej "suchej nitki". Ponieważ sytuacja była nie do opanowania, mama musiała przeprowadzić się bliżej mnie, ale mieszkamy oddzielnie. Teoretycznie miała pomagać przy dziecku.Praktycznie
nie pomaga, bo jest schorowana, bo nie ma siły, bo dziecko jest niewychowane i będzie z nim spędzać czas jak zacznie się przyzwoicie zachowywać (ma 2,5 roku i bunt dwulatka). Oczywiście zachowanie dziecka to moja wina, bo będąc w ciąży wiele razy się z nią kłóciłam i dlatego dziecko jest nieznośne - taka to babcina teoria.

Najgorsze jest to, że ja słucham tych obelg, boli mnie serce, że mama absolutnie nic nie akceptuje w moim życiu, że jest biedną schorowaną wdową, kórzy wszyscy deptają psychicznie, a ja jestem taka niewdzięczna za to wszytsko co dostaje od niej, wsparcie
i ciepły obiad w sobotę, że nienawidzi rodziny zmarłego ojca, że chciałby umrzeć - i tak wygląda każde spotkanie.
Ja wracam do domu do męża zapłakana, roztrześiona i zmęczona jakbym tonę węgla przeniosła.

Matka obraża się, bo użyję słowa, kótry wg mniej jest "kloaką jezykową", bo się zachowam nie tak jak trzeba, bo jestem wyrodną
matką bo chociaż jedną sobotę w miesiącu chciałbym mieć dla siebie - pójść do fryzjera i zwyczajnie odpocząć jak każda młoda, pracująca matka. Dowiedziałam sie też, że nigdy nie powinnam mieć dzieci. Nie mam koleżanek, bo nikt mnie
nie akceptuje, bo nikt by mnie nie zniósł na dłuższą metę i ona (mama) powie mojemu mężowi jaka ja jestem naprawdę -
rozbije mi małżeństwo, tak jak to ja rozbijałam jej "knując" z ojcem przez całe życie. Oczywiście zarabiam za mało
i ona nie wie po co mnie kształciła, jednka powinnam pójśc do zawodówki bo tyle lat nauki poszło na marne
i ona w moim wieku miała juz stanowisko kierownicze (PRL)! (a jest tylko po liceum bo jej , tak jak mnie nikt nie dał szansy na studia).

Rozumiem, że dla osoby z zewnątrz to jest żenująco-śmieszne, ale dla mnie to jest krwawe cierpienie,
mama wyprowadza mnie z równowagi każdym małym uszczypnięciem, a ja nie potrafię się uspokoić
i po prostu tego zignorować. Od razu, na każdą chamską zaczepkę, narasta we mnie wielka złość.
To już nie chodzi o pojednyczą sytuacje, ale o całokształt 30paru lat.

Wielkokrotnie mówiłam Mamie, że boli mnie jak źle mnie traktuje i to co ze mną robi, to przemoc
psychiczna - w odpowiedzi słyszałam wielokrotnie "prawda w oczy kole", "nie chcesz tego słuchać, bo wiesz że to prawda" itp. kolejne obelgi.

Obecnie widujemy się raz w tygodniu. 90% spotkań kończy się jw. Przed rodziną , znajomymi mama traktuje mnie
jak dziewczynkę, którą nalezy strofowować za każde słowa i poprawiać kokardy. Mąż, kóry jako
DDA poradził sobie z toksyczną sytuacją w domu rodziców, dał mi ultimatum - albo zrobię porządek z sytuacją
z matką, albo się rozchodzimy i zabiera mi dziecko. Sąd w takiej sytuacji da większe prawa jemu , jako ojcu.

Najgorsze jednak słowa, które od niej usłyszałam w dniu 1 stycznia tego roku, to "żałuje że nie urodziłam drugiego dziecka.
wtedy bym ciebie nie znała". Serce mi wówczas pękło, a każdy wyjazd z dzieckiem do matki jest dla mnie stresem.
Cieszę się, że mam jeszcze mamę i mam do kogo pojechać na ciepły obiad, ale z drugiej strony jestem straszliwie
zmęczona ciągłą walką o swoje status quo.

Moja matka nie specjalnie chce się zajmować moim dzieckiem (chodzi o kilka godzin w sobotę), bo przecież jest schorowana starszą panią i matka musi sobie sama wychować. Nie mamy już innym dziadków, rodzice męża nie żyją. Oboje jesteśmy jednynakami.
Chodzimi do pracy, mąż na dwa etaty i jestem cały czas sama z dzieckiem, a moja mama, zamiast okazywac mi pomoc
jedynie podcina mi skrzydła, że nie umiem wychować dziecka. W mimioną sobotę powiedziała do mojej córki cytuję "nie lubię Cię",
tylko dlatego że rzuciła ciastkiem (ma 2,5roku). Dziecko jest małe i tego nie rozumie....do czasu.

Mam świadomość, że moja mama jest toksyczna, ale po pierwsze - ja mam obsesję, że po awanturze
jej się coś może stać, nie daj Boże, wylew albo zawał. Czuję się za każdym razem winna, chcęc przepraszać
Niby się ok, pogodzimy się , ale dwa dni później mama jest obrażona a ja biorę na siebe całą winę.
Bardzo się o nią boję i z całych swoich sił dążę do zgody i pokoju, kóry i tak za kolejny tydzień
zostanie po raz kolejny rozchwiany bo znowu zrobię coś nie tak.
Druga kwestia, to chcę, żeby dziecko miało chociaż jedną babcię bo widzę jej wielką radość na te spotkania.

Nie chcę starcić mamy, bardzo ją kocham, nie chce tracić z nią kontakt i wiem, że jej nie zmienię
jeśli przez ponad 30lat nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale proszę o pomoc, o wsparcie - w jaki sposób
mam reagowac, zeby nie przeżywać tych obelg które odbierają mi radość i siły życia
a z drugiej strony móc się cieszyć, że jeszcze mam do kogo pojechać na sobotni obiad.

Bardzo kocham moją Mamę, mimo wszytsko i chciałbym umieć jeszcze Jej to okazać.

Dziękuję za pomoc i zrozumienie.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

psycholog Kamila Krocz

psycholog Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

ana_id, jesteś klasycznym przykładem osoby, która jest raniona, poniżana, mieszana z błotem, a i tak kocha swojego oprawcę-matkę. Matka o tym wie i nigdy się nie zmieni. Robisz krzywdę sobie, spotykając się z matką. Polecam Ci przeczytać książkę L. Glass "Toksyczni ludzie". Te spotkania z czasem mogą zaszkodzić Twojej córce - już usłyszała z ust babci, że jej nie lubi. Pani matka doszczętnie podkopała Pani samoocenę. Słusznie mąż zażądał, by Pani zrobiła porządek w relacjach z matką. Podejrzewam, że moje słowa i tak nie zrobią na Pani wrażenia, ale z całego serca namawiam Panią na psychoterapię. Tutaj chodzi o całe Pani życie, o to, w jakim domu Pani wzrastała, jakie relacje miała Pani z matką kiedyś i teraz. Podejrzewam, że Pani matka sama siebie nie lubi, nie akceptuje, nie kocha i tę nienawiść wsącza w Panią oraz próbuje Pani wmówić, że do niczego się Pani nie nadaje. To nieprawda! Proszę w to nie wierzyć, a udowadnianie, że nie jest się wielbłądem i tak jej nie przekona. Jeszcze raz zachęcam do kontaktu z dobrym psychoterapeutą. Na początek proszę poczytać trochę o toksycznych osobach i o tym, jak sobie z nimi radzić. Ograniczenie czy zerwanie kontaktu to w niektórych przypadkach jedyne wyjście... Pozdrawiam!

27620 psycholog-kamila-krocz Kobieta, 32 lata, Lublin