Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Królik

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Zawartość dodana przez Królik

  1. Królik

    Marzec 2012

    Katarzynka, komplementy od znajomych to chyba nie powinien być pretekst do zazdrości? Chyba powinien się cieszyć, że ktoś Cię chwali...No, chyba, że jakoś specyficznie ta wiadomość brzmiała :P A to zdjęcia z Mikołajek, o których wspominałam. i darmowa reklama naszego centrum handlowego :P Ja dziś już po holterze, zaraz będę dzwonić, co tam wyszło.
  2. Kasia, o sytuacji z rodzina pisałam już... Nie powinnaś dawać się tak wykorzystywać, zeby w zamian tylko jeszcze fukali coś na Ciebie...co to za ludzie? Niewdzięcznicy! Złość mnie bierze, jak analizuję to wszystko...:| Bożena, co do świąt u rodziców/rodziny to zawsze można się wcześniej dogadać. My spędzaliśmy święta u rodziców dwa lata z rzędu (teraz będzie trzeci rok) i za pierwszym razem poszłam do nich i pomagałam w przygotowaniach(już tego więcej nie zrobię, bo jest powiedzenie "gdzie kucharek sześć..." - każdy po swojemu chce i za dużo kłótni się rodzi), a w zeszłym roku to się dogadaliśmy co kto robi i się podzieliliśmy przygotowaniami (u nas tradycyjnie na stole 12 potraw minimum - wiadomo liczy się ciasto, kompot, chleb, owoce, itp, ale do tego jakieś mięcho na święta, sałatki). W tym roku z naszej strony będzie skromniej, ze względu na ten kredyt, ale też będę chciała coś tam zrobić (choć mama z pewnością nie przydzieli mi nic dobrowolnie....). Poza tym teraz mamy o wiele dalej iść z tym wszystkim, a w zeszłym roku, to parę kroków od rodziców - przyszedł wcześniej tata i zabrał część rzeczy - pierogi, kapustę i coś tam jeszcze, a potem wrzuciłam co się dało pod wózek i Łukasz niósł ciasta na stolnicy. teraz za daleko jest na takie wędrówki - chyba, ze śnieg spadnie, to na sankach powiezie się, bo inaczej nie ma mowy. Jak tam Mikołaje? JA byłam niegrzeczna i do mnie nie przyszedł...:( Znaczy jeden Mikołaj by się znalazł w cieplutkim łóżeczku, ale znowu mam holter i lepiej ni wystawiać go na działanie tak wysokiego pulsu :P No bo byłam u kardiologa i wiecie co się okazało? Jak to powiedziała lekarka: "jeszcze nikt nie miał takiego pecha, jak pani. Mam nadzieję, ze dzidzia to pani wynagrodzi" - pierwszy holter nie wyszedł, bo była przepełniona karta pamięci i się pokrył mój zapis z poprzedniczką. Drugi, na nowej karcie, też się nie zapisał, bo (chyba) była za słaba bateria - zapisał się sam początek, a potem nic... No i teraz mam holter po raz trzeci. Śmieję się, ze trzech razy sztuka. Dziś też zaliczyłam krzywą cukrową, śmiesznie jakoś, bo 1 pobranie po 2 godzinach...:/ Po jakichś 10 min wylądowałam w ubikacji z głową uwieszona nad klozetem i gdyby nie to, ze kabina obok była zajęta, to pewnie bym wymiotowała, bo już mnie zbierało, już odruchy mocne miałam, ale ktoś wszedł i zrobiło mi się głupio... Ale dobrze ze to już za mną.
  3. Królik

    Marzec 2012

    Tinka, współczuję choroby w domu - nic ciekawego i z pewnością nic dobrego dla Ciebie :( Zdrowiejcie szybko! Kasia, ja nie wiem, czy Cię podziwiać, czy jak, ale powiem szczerze, że gdyby ktoś mnie tak traktował, to bym się wypięła. Nie dość, ze im przysługę oddajesz, to jeszcze takie zachowane. Nie, może ja mam inny charakter, przepraszam, ale ja bym im delikatnie dała do zrozumienia, że mam ich w dupie, skoro nie umieją docenić tego, co się dla nich robi i nie potrafią tym bardziej okazać wdzięczności. Nie jest Twoim obowiązkiem odbieranie ich dzieciaka... Masz chyba za dobre serce, albo za mało stanowczy charakter...Lepiej na bieżąco wylewać z siebie emocje, niż potem wybuchać (bo wnioskując po tym, co piszesz, to póki co cała złość w Tobie tylko się zbiera, kumuluje się). Nie daj się kochana wykorzystywać - jasne, to rodzina, trzeba sobie pomagać i taka pomoc jest (a przynajmniej powinna być) bezinteresowna. Ale choć nie oczekuje się w zamian śniadań do łóżka, zapłaty gotówkowej, czy innych pierdół, to przynajmniej świadomość tego, ze ktoś jest Ci wdzięczny jest odpowiednią zapłatą. A czy Ty taką zapłatę otrzymujesz? A co do uszu, to próbowałaś może starego, babcinego sposobu, jakim jest tampon nasączony aloesem? Mnie zawsze pomagał na bolące uszy - troszkę waty i aloes z parapetu (złamać kawałek i wycisnąć sok na watkę) i do ucha. Choćby na noc to. Misia, nie jestem może doświadczoną mamą, nie mam co się do Ciebie porównywać (trochę więcej dzieci odchowałaś) i co Ci doradzać, mogę tylko powiedzieć z perspektywy swojej i Marka - wiem, że najlepsza na złe zachowanie jest konsekwencja i upór - powiedziałam coś i tak ma być. Nie ulegnę tylko dlatego, że podnosisz głos, czy zaczynasz płakać. Moje słowo się rzekło i koniec. U mnie to działa, dlatego ludzie chwalą, ze Marek taki grzeczny jest... Ale niestety babcie go rozpuszczają pod tym względem trochę...one lubią ustąpić, bo, jak to mówią, "szkoda dziecka". Obyś znalazła "złoty środek" na takie zachowania. Mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie z tym bankiem. Dziś dzwonił doradca i kombinował, jak mnie ewentualnie podłączyć do tego kredytu, ale chyba nic to nie zmieni, bo on myślał, ze jestem na macierzyńskim...Mówię , panie, skąd na macierzyńskim? Toć syn skończył już 2 lata :P Oj, uśmiał się, ze jest nieźle zakręcony... Miałam wstawić zdjęcia z Mikołajem, ale tak strasznie nie chce mi się gmerać pod biurkiem, żeby podłączyć skaner....:( Idę jeszcze pokazać się na innych wątkach i będę chyba szła spać. Kolorowych, mikołajkowych snów Wam zycze :)
  4. xD Hipciu - to trochę tak, ajk z tym kawałem: "Kłótnia małżonków. Mąż siedzi pod stołem w kuchni. Żona wrzeszczy: - Wyłaź!! - Ani mi się śni! - No wyłaź stamtąd mówię! - NIE!!! - Wyjdź w tej chwili! - Nie i koniec! Mężczyzna tez ma prawo do własnego zdania!" Kasia, o suni pisałam na marcówkach...szkoda mi psiaka i jego ewentualnego potomstwa, zdanego na siebie ...:( Ja z dnia na dzień mam co raz mniej czasu na cokolwiek... Byliśmy oglądać mieszkanie kolejne - w dzielnicy, w której chciała bym mieszkać, ale ceny mieszkań były spore i nikt nie chciał pójść na ugodę ze mną w negocjacjach. W końcu zdecydowaliśmy się zobaczyć jedno z mieszkać, które wymaga remontu (tzn nazywa się to "odświeżenia", ale dla mnie odświeżenie to ewentualnie odmalowanie ścian, wycyklinowanie parkietu, a nie zrywanie starych, dziurawych tapet i kładzenie gładzi na ścianach, zrywanie starego gumolitu, a także remont generalny łazienki - stare sanitariaty, kafle, instalacja, itp). No ale mieszkanie 64m za kwotę 155 000 do negocjacji (przy innych mieszkaniach, nie wymagających takiej roboty - 180 - 198 tys, no i więcej, ale wyszukując wpisywałam max cenę do 200tys, więc dalej mnie nawet nie interesuje). Do tego nie płacę agencji, bo koszty te pokrywa sprzedający. No i mieszkanie generalnie mogło by być. Tak, jak mówię - gumolity i tapety do zdarcia, łazienka i ubikacja do remontu (ale to po okresie grzewczym - jak ustaliliśmy, bo od razu wymienilibyśmy stary grzejnik), kuchnia dobra w miarę (meble z nowszych, nie zniszczone, tylko płytki na podłodze położyć, bo też stary gumolit). Z pośrednikiem gadaliśmy, to powiedział, ze on może zagwarantować, ze opuszczą 5 tys, a co jeszcze wynegocjujemy, to nie wiadomo - może kolejne 5... Myślałam o przekręcie - zeby wziąć kredyt na te 150, ale 5tys żeby zwrócili do reki i było by to na remont dla nas. Jutro będzie u nas doradca i dowiemy się, czy da rade takie coś zrobić, bo legalne to to nie jest. No i jak dobrze pójdzie, to teść przyjedzie i nam zrobi ten remont (teraz pracuje w Szwecji, właśnie przy budowie/wykończeniach, wiec pojęcie ma o tym i zrobi to szybko i dobrze). Jeśli o mnie idzie, to mogło by się obejść bez remontu na start i można by go zrobić stopniowo, ale mieszka tam teraz starsza pani, która ma kilka kotów... Lubię zwierzęta, ale jakoś tak mnie strasznie zniesmacza to, że to mieszkanie może być nimi przesiąknięte - tapety, gumolit - ze względu na Marka i później na Patryka, który zacznie raczkować trzeba to zrobić od razu. Toaleta i łazienka mogą poczekać - tam dzieci nie urzędują. Tylko martwi mnie to, ze mieszkanie jest podejrzanie tanie - co z tego, ze do remontu? Ale za taką śmieszną cenę też i jeszcze nikt się nie skusił? Ile ten remont pochłonie? Liczyliśmy wstępnie, to na panele, gładzie, farbę, karnisze, rolety pójdzie nam ok 5-7 tys (zależy, jakie co i gdzie się upoluje). Łazienka i kibelek (bo są osobno) niech pochłoną drugie tyle. Czyli mieszkanie wyniesie nas ok 160tys z remontem i urządzeniem "w swoim guście". Wiem, że jest na nim hipoteka obciążona na 100tys, ale pośrednik zapewnia, ze nas to nie dotyczy w żaden sposób - jak my wpłacamy kasę za mieszkanie, to hipoteka automatycznie jest spłacona i księga zostaje obciążona "nowym numerkiem" - czyli naszym zadłużeniem w postaci nie spłaconych rat na 20 przyszłych lat. Jutro muszę zadzwonić do spółdzielni i dowiedzieć się, czy mieszkanie u nich nie ma kolejnego zadłużenia jakiegoś... Kolejna sprawa...Złożyłam rezygnację z wychowawczego i kadry kazały mi się zgłosić gdzieś koło 14 grudnia na badania lekarskie. Boję się, co powie lekarz i jak to wyjdzie... W piątek byłam robić krzywą cukrową. Kupiłam glukozę, zabrałam własny kubek, łyżeczkę, cytrynkę...a pani mówi do mnie, ze ona ma na skierowaniu tylko glukozę, a nie krzywą...więc pobrała z żyły i tyle. Byłam w szoku, poszłam do położnych zapytać, jak to faktycznie jest. Wzięły kartę i okazało się, ze lekarka w karcie wpisała krzywą, a po prostu w komputerze wcisnęła zły numerek i na wydruku wyszła sama glukoza...więc jutro mama odbiera mi nowe skierowanie i we wtorek rano lecę na krzywą. Potem do poradni chorób piersi z tym moim "guzkiem", a przed 15 mam się stawić do kardiologa. Bo dzwoniłam w środę zapytać jak tam, a pielęgniarka mówi do mnie "Dobrze że pani dzwoni" - pierwsze co, to krew mi odpłynęła z twarzy. Ale uspokajała, ze wszystko jest ok, tylko lekarka chce mnie widzieć i skierować do szpitala, bo tam mają lepszy jakościowo holter i żebym jeszcze w nim sobie pochodziła. Ale wydaje mi się, ze gdyby wszystko wyszło dobrze, to nie chciała by mnie kierować na "lepszy sprzęt". Tak więc Mikołajki mam "w terenie"...:/ W niedzielę moja siostra ma bierzmowanie, jestem świadkiem. W sobotę próba... W następny weekend przyjedzie chyba szwagierka z Czech. Choć ostatnio przez skypa popsztykali się z moim mężem (jej bratem) i bez słowa się rozłączyła, do tej pory nie dając znaku życia, więc nie wiem, czy w końcu będzie na 100% czy nie. Potem święta, sylwester no i mam nadzieję po nowym roku kupno mieszkania, remont i przeprowadzka... Żyję teraz na takich obrotach, ze dziwię się, ze jeszcze mogę funkcjonować...ale chciała bym, żeby już wszystko było jasne z tym mieszkaniem i kredytem. A dla nas to ostatni moment na kredyt - mąż ma umowę do końca przyszłego roku i po prostu żaden bank w styczniu nie da nam już kredytu ze względu na to, ze okres pracy męża będzie mniejszy niż rok... Ściskam Was moooooooocno!! :*
  5. Królik

    Marzec 2012

    Cześć marcóweczki Kasia, psiaka weźcie może na "spacer" - niech poprowadzi Was - może tak dojdziecie do piesków. Chyba, ze wypadek wpłynął jakoś na nią... A do hycla bym za nic nie oddała, jeśli macie możliwość zapewnienia jej domu tymczasowego. Dziwię się, ze siostra - weterynarz takie coś zaproponowała... lepiej poszukaj na necie jakiegoś stowarzyszenia/organizacji, która w Twoim regionie zajmuje się adopcjami zwierząt. Wtedy pies zostaje u Ciebie jako w domu zastępczym, zanim nie zgłoszą się właściciele, albo nowi chętni. Z tego, co wiem, jeśli godzisz się na taki "wolontariat", to dostajesz karmę dla psa i opiekę medyczną za free (tym bardziej, ze takowa jest potrzebna suni). Ale to może być zależne od tego stowarzyszenia, więc poszukaj i dowiedz się u źródła. Powodzenia! Nie mam czasu na nic ostatnio... Byliśmy oglądać mieszkanie kolejne - w dzielnicy, w której chciała bym mieszkać, ale ceny mieszkań były spore i nikt nie chciał pójść na ugodę ze mną w negocjacjach. W końcu zdecydowaliśmy się zobaczyć jedno z mieszkać, które wymaga remontu (tzn nazywa się to "odświeżenia", ale dla mnie odświeżenie to ewentualnie odmalowanie ścian, wycyklinowanie parkietu, a nie zrywanie starych, dziurawych tapet i kładzenie gładzi na ścianach, zrywanie starego gumolitu, a także remont generalny łazienki - stare sanitariaty, kafle, instalacja, itp). No ale mieszkanie 64m za kwotę 155 000 do negocjacji (przy innych mieszkaniach, nie wymagających takiej roboty - 180 - 198 tys, no i więcej, ale wyszukując wpisywałam max cenę do 200tys, więc dalej mnie nawet nie interesuje). Do tego nie płacę agencji, bo koszty te pokrywa sprzedający. No i mieszkanie generalnie mogło by być. Tak, jak mówię - gumolity i tapety do zdarcia, łazienka i ubikacja do remontu (ale to po okresie grzewczym - jak ustaliliśmy, bo od razu wymienilibyśmy stary grzejnik), kuchnia dobra w miarę (meble z nowszych, nie zniszczone, tylko płytki na podłodze położyć, bo też stary gumolit). Z pośrednikiem gadaliśmy, to powiedział, ze on może zagwarantować, ze opuszczą 5 tys, a co jeszcze wynegocjujemy, to nie wiadomo - może kolejne 5... Myślałam o przekręcie - zeby wziąć kredyt na te 150, ale 5tys żeby zwrócili do reki i było by to na remont dla nas. Jutro będzie u nas doradca i dowiemy się, czy da rade takie coś zrobić, bo legalne to to nie jest. No i jak dobrze pójdzie, to teść przyjedzie i nam zrobi ten remont (teraz pracuje w Szwecji, właśnie przy budowie/wykończeniach, wiec pojęcie ma o tym i zrobi to szybko i dobrze). Jeśli o mnie idzie, to mogło by się obejść bez remontu na start i można by go zrobić stopniowo, ale mieszka tam teraz starsza pani, która ma kilka kotów... Lubię zwierzęta, ale jakoś tak mnie strasznie zniesmacza to, że to mieszkanie może być nimi przesiąknięte - tapety, gumolit - ze względu na Marka i później na Patryka, który zacznie raczkować trzeba to zrobić od razu. Toaleta i łazienka mogą poczekać - tam dzieci nie urzędują. Tylko martwi mnie to, ze mieszkanie jest podejrzanie tanie - co z tego, ze do remontu? Ale za taką śmieszną cenę też i jeszcze nikt się nie skusił? Ile ten remont pochłonie? Liczyliśmy wstępnie, to na panele, gładzie, farbę, karnisze, rolety pójdzie nam ok 5-7 tys (zależy, jakie co i gdzie się upoluje). Łazienka i kibelek (bo są osobno) niech pochłoną drugie tyle. Czyli mieszkanie wyniesie nas ok 160tys z remontem i urządzeniem "w swoim guście". Wiem, że jest na nim hipoteka obciążona na 100tys, ale pośrednik zapewnia, ze nas to nie dotyczy w żaden sposób - jak my wpłacamy kasę za mieszkanie, to hipoteka automatycznie jest spłacona i księga zostaje obciążona "nowym numerkiem" - czyli naszym zadłużeniem w postaci nie spłaconych rat na 20 przyszłych lat. Jutro muszę zadzwonić do spółdzielni i dowiedzieć się, czy mieszkanie u nich nie ma kolejnego zadłużenia jakiegoś... Kolejna sprawa...Złożyłam rezygnację z wychowawczego i kadry kazały mi się zgłosić gdzieś koło 14 grudnia na badania lekarskie. Boję się, co powie lekarz i jak to wyjdzie... W piątek byłam robić krzywą cukrową. Kupiłam glukozę, zabrałam własny kubek, łyżeczkę, cytrynkę...a pani mówi do mnie, ze ona ma na skierowaniu tylko glukozę, a nei krzywą...więc pobrała z żyły i tyle. Byłam w szoku, poszłam do położnych zapytać, jak to faktycznie jest. Wzięły kartę i okazało się, ze lekarka w karcie wpisała krzywą, a po prostu w komputerze wcisnęła zły numerek i na wydruku wyszła sama glukoza...więc jutro mama odbiera mi nowe skierowanie i we wtorek rano lecę na krzywą. Potem do poradni chorób piersi z tym moim "guzkiem", a przed 15 mam się stawić do kardiologa. Bo dzwoniłam w środę zapytać jak tam, a pielęgniarka mówi do mnie "Dobrze że pani dzwoni" - pierwsze co, to krew mi odpłynęła z twarzy. Ale uspokajała, ze wszystko jest ok, tylko lekarka chce mnie widzieć i skierować do szpitala, bo tam mają lepszy jakościowo holter i żebym jeszcze w nim sobie pochodziła. Ale wydaje mi się, ze gdyby wszystko wyszło dobrze, to nie chciała by mnie kierować na "lepszy sprzęt". Tak więc Mikołajki mam "w terenie"...:/ W niedzielę moja siostra ma bierzmowanie, jestem świadkiem. W sobotę próba... W następny weekend przyjedzie chyba szwagierka z Czech. Choć ostatnio przez skypa popsztykali się z moim mężem (jej bratem) i bez słowa się rozłączyła, do tej pory nie dając znaku życia, więc nie wiem, czy w końcu będzie na 100% czy nie. Potem święta, sylwester no i mam nadzieję po nowym roku kupno mieszkania, remont i przeprowadzka... Żyję teraz na takich obrotach, ze dziwię się, ze jeszcze mogę funkcjonować...ale chciała bym, żeby już wszystko było jasne z tym mieszkaniem i kredytem. A dla nas to ostatni moment na kredyt - mąż ma umowę do końca przyszłego roku i po prostu żaden bank w styczniu nie da nam już kredytu ze względu na to, ze okres pracy męża będzie mniejszy niż rok... Dziewczynki, macie piękne brzuszki :* Ja moim tez się pochwalę, jak tylko znajdę na to czas...xD Ściskam Was moooooooocno!! :*
  6. Królik

    Marzec 2012

    Dziewczyny, orientuje się któraś z Was, jak to wygląda z tymi kredytami hipotecznymi? Juz piszę w czym rzecz. Bierzemy kredyt na zakup mieszkania z dopłatami "rodzina na swoim" na 100% nieruchomości. Czy jest możliwość wzięcia dodatkowego kredytu (nie zwykłego, ale też hipotecznego) na remont mieszkanie - powiedzmy 20tys? Tylko podkreślam - osobny kredyt, bo dopłaty ze skarbu państwa obejmują max do 100%nieruchomości.
  7. Królik

    Marzec 2012

    Witaj Bejbelaczek Nie sądziłam, zę ktoś tak późno się dołączy ^^ Ale cieszę się, ze nas przybywa xD To szybko spłacacie kredyt...tzn nie wiem, kiedy braliście, ale jakoś tak bardzo szybko sioę wydaje :P My to na 20 lat, żeby rata była możliwa do udźwignięcia - tzn rata, jak rata, ale opłaty miesięczne i wydatki... Przy tych latach wychodzi nam ok 860zł/miesięcznie. A jak wygląda ta stopa referencyjna? Ile "skaczą" średnio te raty co 3 miesiące? Bo nam babeczka tłumaczyła, że wcale nie muszą zawsze iść z górę, ze czasem przecież spadają (choć ta druga ewentualność, to sama sobie myślę, ze raczej niezwykle rzadko). Mam nadzieję, że wszystko nam się uda w tym roku (liczy się, aby w tym roku mieć pozytywną odpowiedź w sprawie udzielenie z banku kredytu), bo od stycznia ponoć będzie o wiele trudniej...
  8. Hehe, dobre Hipciu, dobre :) Ja się po prostu nie rozdrabniam, od co - hahaha xD Dziękuję :*
  9. Królik

    Marzec 2012

    Żabol, niestety (albo stety - trudno powiedzieć) w Getin Banku. A słyszałam, że mimo wszystko PKO jest najlepszy... Ale zobaczymy, czy faktycznie ta zdolność będzie. Jeśli nie, to będziemy zmuszeni brać kredyt z rodzicami - niby tak miało być od początku, ale skoro możemy sami, to po co mają 3 osoby latać i załatwiać papierkową robotę, zaświadczenie, ble, ble, ble...? No ja też właśnie tak na "wpół brzuchu" śpię - dolna noga prosta, a górna zgięta w pół i w 98% przypadków uwalona na nogę męża xD Potrafię być perfidna do tego stopnia, ze jak przychodzę do wyrka, a on leży tak, ze nie mam jak nogi zarzucić, to siłą układam jego nogi tak, żebym mogła swoją na jego położyć :P I w przeciwieństwie do poprzedniej ciąży, teraz lepiej mi się śpi na lewym boku (z Markiem większość przespałam na prawym). teraz moze kwestia też tego doszła, że mam te "upierdliwe" kolczyki w uchu - industrial na chrząstce, a w jego "środku" jeszcze jeden - i ten właśnie mi coś "szwankuje" od jakiegoś czasu - nawet nie tyle ropieje, co podkrwawia...I czasem boli, jak wstanę, po czym wiem, ze na prawym boku musiałam leżeć jakiś czas... Ale też zauważyłam, ze często układam się przez sen na plecach...a to dla mnie bardzo dziwne, bo nie lubię w tej pozycji spać - jest mi niewygodnie i dobrowolnie sama się tak nie ułożę...
  10. No to śmigamy ^^ Nie wiedziałam :P Dziękuję :*
  11. Tak Madzia, to opis spodni dla szczupłych lasek - my słoniki niezbyt dobrze wyglądamy w tego rodzaju spodniach (no, przynajmniej mówię za siebie i za kilka osób, które miałam okazję zaobserwować, szczególnie cieplejszymi okresami - brzuch wygląda jak sadło utwardzone czymś od środka, a jak jest pas wysoki, to ładnie to kryje.) To moje zdanie :) Mamusia, myślę i myślę, co to może być...skurcze powiadasz...hmm...nie wiem jak to dokładnie czujesz, co masz na myśli mówiąc "skurcze". Pod prawymi zebrami to mnie pobolewa czasem (tam gdzieś jest wątroba) i też w opisanych przez Ciebie sytuacjach - po jedzeniu i przy dłuższym siedzeniu, kiedy choćby delikatnie uciskam brzuch (przykładowo na pufce - muszę przesiąść się na fotel albo rozchodzić to). Ale ja za to "winię" uciskające dziecko, z tym że jestem w troszkę starszej ciąży, a w 11tc mi się to nie przytrafiało. Ale może to sprawka wątroby u Ciebie? Nie chcę nakręcać niepotrzebnie, ale jak już będziecie u tego gina, to niech koleżanka wspomni o tym - może da Ci skierowanie na próbę wątrobową, bądź usg. Albo któraś laska ma inne wytłumaczenie. Ja to generalnie powiem Ci, zę staram się nie przejmować każdym bólem, czy dyskomfortem teraz - przyzwyczaj się, ze do końca ciąży będziesz narzekać jeszcze na wieeeeele dolegliwości :P Jeśli coś Cię nadzwyczaj niepokoi, to wtedy warto zapytać eksperta. Kasia, wjedź facetowi na ambicje. W końcu chyba nie ma 15 lat, jest dorosły i wie, co robi i że to nic dobrego nie jest, nie?
  12. Witajcie Wczorajsze spotkanie kredytowe uważam za dość udane. Okazuje się, ze możemy sami wziąć kredyt, bez wciągania do tego rodziców (w sensie papierkowym, bo pomoc finansowa raczej potrzebna będzie). Mamy do załatwienia dwa dokumenty, póki co o wtedy na 100% dowiemy się w banku, czy nam udzielą kredytu, bo póki co była to jedynie symulacja. Cieszę się, bo i raty nie wyszły takie ogromne, jak przeliczałam z początku, wiec lepiej dla nas. Tylko cały czas szukam innej oferty, bo mimo iż mieszkanie piękne i tanie, to ta lokalizacja...no i problem z naszym UPC...:( Ale dziś przeszłam 3 rozmowy z pośrednikami i może coś z tego wyjdzie. Szkoda, ze tu nie można zrobić prywatnego wątku (coś na zasadzie "grupy zamkniętej", jak na FB, gdzie na zaproszenie przyjmuje się "członka"), bo na grupie tu strasznie źle mi się pisze i przyznam szczerze, bez bicia, ze na naszej grupie byłam może jeden raz i to na chwilę... Tu jest wszystko bardziej czytelne i w ogóle. Tak ciężko jest nadrobić. Też bym zjadła ciasto :P
  13. Hipciu, gratuluję synusia Teraz śmiało mozesz odpyskować swojemu mężczyźnie tak, jak ja w pierwszej ciąży często "szczekałam" - "Co, myślisz, ze jak masz jajka i siusiaka, to Ci wszystko wolno? Nie! Bo ja teraz też mam :P" Mamuisa, spokojnie będzie dobrze. 22 lata to chyba nie jest za wcześnie :O Rozumiem, gdybyś miała 16 lat...ale 22...? Nic się nie stresuj też tym, co się działo do 9 tygodnia. Ja jak byłam jakoś w 3-4 tygodniu wnosiłam na 4 piętro łóżko 70kg - podzielone na dwie części - jedna ok 40 i druga 30kg. Jak mówiłam o obawach lekarce (i nawet chyba na forum eksperta pytałam), to mi wyjaśniła, ze kiedyś nie było testów ciążowych, usg, itp - kobiety były w ciąży, nie wiedząc nawet o tym i normalnie funkcjonowały. Nie ma się czym stresować :) nie wiem, czy oglądałaś przynajmniej jeden odcinek "Ciąży z zaskoczenia" - tak dopiero masakra! Odchudzające się drastycznie kobiety, ciężka praca, "ciężki" tryb życia (imprezy, papierosy, itp) i dzieci rodzą zdrowe, dowiadując się o ciąży dopiero na porodówce, albo jak zobaczą "co z nich wyszło". To może nie do końca dobre pocieszenie, ale prawda jest taka, ze niektóre kobiety chuchają, dmuchają itp i nie wszystko wychodzi tak, jak powinno... Więc zapomnij o tym, co robiłaś wcześniej, a myśl o tym, żeby teraz było już dobrze :) My wczoraj mieliśmy spotkanie kredytowe i uważam je za za dość udane. Okazuje się, ze możemy sami wziąć kredyt, bez wciągania do tego rodziców (w sensie papierkowym, bo pomoc finansowa raczej potrzebna będzie). Mamy do załatwienia dwa dokumenty, póki co o wtedy na 100% dowiemy się w banku, czy nam udzielą kredytu, bo póki co była to jedynie symulacja. Cieszę się, bo i raty nie wyszły takie ogromne, jak przeliczałam z początku, wiec lepiej dla nas. Tylko cały czas szukam innej oferty, bo mimo iż mieszkanie piękne i tanie, to ta lokalizacja...no i problem z naszym UPC...:( Ale dziś przeszłam 3 rozmowy z pośrednikami i może coś z tego wyjdzie.
  14. Królik

    Marzec 2012

    Witajcie cioteczki marcowe :) Wczorajsze spotkanie kredytowe uważam za dość udane. Okazuje się, ze możemy sami wziąć kredyt, bez wciągania do tego rodziców (w sensie papierkowym, bo pomoc finansowa raczej potrzebna będzie). Mamy do załatwienia dwa dokumenty, póki co o wtedy na 100% dowiemy się w banku, czy nam udzielą kredytu, bo póki co była to jedynie symulacja. Cieszę się, bo i raty nie wyszły takie ogromne, jak przeliczałam z początku, wiec lepiej dla nas. Tylko cały czas szukam innej oferty, bo mimo iż mieszkanie piękne i tanie, to ta lokalizacja...no i problem z naszym UPC...:( Ale dziś przeszłam 3 rozmowy z pośrednikami i może coś z tego wyjdzie. Czaroha, masz rację, wszystko zależy od tego, jakie masz Ty podejście do męża. Jeśli Ci nie przeszkadza, to, że on tak się relaksuje, to wszystko jest w porządku. Ja generalnie nie lubię na silę się dopraszać uwagi i mój o tym wie, rozumie to i szanuje. Ale powtarzam, o ile Ty nie masz nic przeciwko, to nie ma problemu :) Franti, gratuluję upragnionej dziewuszki Czynsze to ja wiem, ze się tak kształtują, jednak nie zmienia to faktu, ze czynsz plus raty plus opłaty to już spora suma, czasem ciężka do udźwignięcia ... A na dodatek niestety nie mamy co liczyć, bo u nas dochody są o wiele większe na osobę, niż 300zł... Katarzynka, dobrze, ze choć wizyta krótka, to udana i owocna w dobre wieści. Witaminy są bez recepty i nie potrzeba konsultacji z lekarzem. Zapytaj w aptece i wybierz coś. Warto brać ze względu na dziecko, ale i na siebie - jak przy karmieniu - dzieciak wyciągnie z Ciebie i tak wszystko najlepsze to, co mu potrzeba, a Tobie polecą zęby, włosy, pogorszy się zdrowie... Ja też tak mam z mężem i buziakami :) Na dzień dobry i na do widzenia No i wracaj nam do zdrowia :) Sprawa tacierzyńskiego. Przysługuje KAŻDEMU ojcu w wysokości 10dni (o ile dobrze pamiętam), bez względu na to, czy kobieta idzie na macierzyński, czy nie. Mozna je wziąć zaraz po porodzie (wtedy chyba najbardziej potrzebujemy pomocy w domu), albo najpóźniej do ukończenia przez dziecko roku życia (nie wiem, czy to też dobrze zapamiętałam, ale jakoś tak mi się kojarzy). nie wiem natomiast, jak sprawa wygląda w przypadku, kiedy ojciec chce iść na "pełny" urlop, taki jak macierzyński (czyli 20tygodni). Taki chyba mu nie przysługuje, chyba, ze żona wraca do pracy w tym czasie. tu by się trzeba było dowiedzieć u źródła. Asiorku, więc podsumowując - te 10 dni tacierzyńskiego należy się mężowi bez względu, czy Ty pracujesz, czy nie. Do tego ma dwa dni urlopu okolicznościowego (osobno liczonego - nie odlicza się z wypoczynkowego, ani z dodatkowych 2dni opieki rocznie) z tytułu urodzenia dziecka. Zliczając - masz po porodzie dwa tygodnie męża do pomocy w domu :) Jak ja rodziłam (a była to cesarka, po której leżałam 4 dni w szpitalu) to mówiłam mężowi, żeby normalnie chodził do pracy - w szpitalu mi potrzebny nie jest i żeby ten urlop wybrał, jak wrócę do domu. I było ok. Prawie wystarczyło. Dobrze, ze potem też nie wypiął się "bo jest zmęczony" (bo i tacy bywają).
  15. Królik

    Marzec 2012

    Witam się i ja z Wami :) Strasznie tu pusto, ale widzę, że jeszcze pamiętacie o forum mimo wszystko xD Ja dalej siedzę w mieszkaniach... Mam plan...Ale boję się, ze nie przejdzie. Bo mieszkanie tamto jest super, tylko miesięcznie opłaty za wszystko wysokie, co powoduje, ze mamy obawy, czy starczy nam pieniędzy. Nawet 200zł mniejszy czynsz robi dużą różnicę (jak patrzę na moje wyliczenia). A dziś jedziemy do Sosnowca na spotkanie z pracownikiem Open Finanse, na 16:00. W moim planie jest zadzwonić do tej babki z mieszkaniem i powiedzieć, że stać nas na 160tys max kredytu i że niestety nie damy rady wyrobić przy tych 175, więc nam bardzo przykro, chyba, ze chcieli by opuścić z ceny do tej kwoty (podejrzewam, ze się nei zgodzi, ale jeśli nie znajdzie do ok końca grudnia nikogo, to zadzwoni :P Bo sami mają przeprowadzkę na koniec stycznia na nowe mieszkanie i te pieniądze będą im potrzebne...). Bo nerwy mnie trochę wzięły - na tych Mydlicach nie dochodzi sieć upc, a my mamy z nimi umowę od czerwca na 24 miesiące. Nie sądziłam, zę w przeciągu dwuch lat będziemy się przeprowadzać, a nawet jeśli, to że na większe osiedla net nie dochodzi... I trochę nas to też uziemia, bo najlepiej szukać mieszkań na Manhatanie (gdzie z resztą i tak najbardziej mi się marzy mieszkać ). Wysłałam wczoraj trzy zapytania o aktualność. Jedno już odpadło, ale zobaczymy dwa pozostałe... Tam możemy sobie "pozwolić" na 170 tys, bo czynsze właśnie ponad 200zł mniejsze. Więc ... Katarzynka, i co dowiedzieliście się odnośnie tego długu? Uważajcie, aby woda z prysznica nie byłą za ciepła... Czaroha, fajnie, że z synusiami wszystko dobrze :) Jeszcze zatęsknisz za czasem kiedy mogłaś "nicnierobić". A co do mężów, którzy relaksują się przed kompem, albo tv, to wydaje mi się, ze powinnyście z nimi pogadać o tym. Jak się przyzwyczają, to i po porodzie będzie tak samo. Znam to skądś :P Mój mąż (nie, żebym się chwaliła xD) jest "ułożony" - z początku, jak Marek się urodził nie było tak kolorowo, ale kilka rozmów i zrozumiał, że nie tylko on jest zmęczony po pracy - siedzenie z dzieckiem w domu, to nie wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu. Szczególnie, że nawet jeśli on wstaje o tej 5-6 nie znaczy, ze tylko on jest niewyspany, bo ja za to wstawałam w nocy do Marka (w dodatku na budzik, bo Marek nie budził się sam do karmienia, a ja chciałam zachować laktację). Pamiętam dziewczyn nawet mi się dziwiły kiedyś, ze on nie wstaje do pracy, że "za dobra jestem dla niego", ale uważam za przesadę kazać mężowi wstawać do dziecka, jeśli karmię piersią, a on chodzi na rano do pracy. Teraz po pracy też ma czas i dla mnie i dla Marka (jeśli ja chcę coś zrobić w domu). Muszę go pochwalić, ale jest dobrym mężem i ojcem. Warto naprowadzić faceta za w czasu na "dobre tory". Czaroha, ubranka śliczne, a brzusio mega fajowy Jaki duży już ^^ Mój w prawdzie też duży, ale to też zasługa jego wielkości jeszcze przed ciążą :P Ale ludzie w autobusie już rozpoznają ciążowy rozmiar, bo ustępują miejsca xD Asiorek, współczuję w ogóle choroby synka... To trudna sprawa z cukrzykiem, a jeszcze takim małym, który sam na siebie nie moze uważać. Imię dla synka Ładne :) Czaroha, a nie lepiej póki co zaopatrzyć się w zabawki dla młodszych brzdąców? Klocki poleżą Ci ok 1,5roku po porodzie, a zanim dzieciaki zaczną się same ładnie nimi bawić minie przynajmniej kolejne pół roku (no i pod warunkiem, ze dzieci będą cierpliwe - moja siostra jako dziecko nie była wcale i wściekała się straszliwie, jak jej klocki nie pasowały - pomimo, ze to ona źle wkładała...). Marek średnio klockami zainteresowany. Ostatnio wzięło go na piankowe puzzle - ma z dinozaurami i alfabetem. To mu się strasznie podoba (przynajmniej przez jakiś czas tak będzie ...) Dobrze, ze ma Wam kto dbać o wyprawkę. My raczej sami dbaliśmy o to, choć nie ukrywam, że moja mama dużo pomogła (jeśli chodzi o ubranka). Wózek dziadkowie na pół kupili (tzn ja na allegro zamówiłam, kupiłam a oni oddali po połowie). Łóżeczko mamy pożyczone od szwagierki, fotelik(nosidełko dla najmłodszych) od drugiej dostaliśmy, bo jej nie było potrzebne, a miała w zestawie z wózkiem - teraz mamy dwa, bo jak kupiliśmy drugi wózek, to też był z fotelikiem. Matę edukacyjną dostaliśmy od wujka Łukasza (po jego córci, kupiona w Szwecji bodajże). No i teraz Markowi łóżko dla starszego kupiła moja mama (zobowiązała się wcześniej, jak mięliśmy jednoosobową amerykankę, wysłużoną już trochę, ale miała być na początek dla Marka właśnie, aż drugie dziecko nie podrośnie i nie kupimy piętrowego. Ale powiedziała, żeby wywalić tą amerykankę. Na to ja jej, ze skąd potem wytrzasnę kasę na łóżko? Więc stwierdziła, ze ona mu kupi, jak przyjdzie czas. I tak zrobiła - ja wybrałam, ona dała kasę). Generalnie wiadomo, babcie coś zawsze dorzucą, ale dobrze, ze moja mam chociaż tyle szanuje, ze musi się i mnie coś podobać :P A tak w ogóle, to wczoraj miałam wizytę u gina :) Wszystko jest dobrze, nawet dała mi nadzieję na poród sn - mówi, ze teraz mniej przybieram na wadze, dziecko też wydaje się być mniejsze, niż był Marek, ale że jeszcze dużo czasu przed nami i wszystko się może zmienić. Ale jeśli Patryk zdecyduje się sam wyjść (bo przy Marku do prawie 43 tygodnia nie miałam ani pół skurczu - nic się nie działo) to może się uda. Zobaczymy. Skierowanie na krzywą cukrową dostałam...:/ Blee.... Morfologia trochę zaniżona, ale nie ma się czym martwić i położna nastraszyła mnie, ze mam infekcję w moczu, ale lekarka uspokoiła, że ciężarna ma inne normy, jak "normalna" osoba, i jeśli ja nic nie odczuwam, to wszystko jest w porządku. Zmartwiła mnie natomiast tym, ze dowiedziałam się o zakazie podwiązywania...Liczyłam na to, ze jeśli będą mi robić cesarkę, to mogli by mi od razu podwiązać jajowody, ale podobno od czasu tej afery z babką, co jej bez wiedzy (ze względów zdrowotnych) podwiązali, zabieg ten jest nielegalny...:( A już się miałam nadzieję, że da radę i nie będzie to strasznie dużo kosztowało. Bo ucieszyłam się, ze nie będę musiała brać dalej tych "nadymających" hormonów... A przy częstotliwości naszych przytulanek prezerwatywy do za drobi interes, a kolejne dziecko nie bardzo wchodzi w grę... Ale się cieszę, ze może uda mi się samej urodzić... Pozdrawiam Was mocno ;)
  16. Hipciu. Moim zdaniem po prostu miałaś wiele szczęścia również pod względem lekarza. Nie ma w sumie sensu gdybać, ale pomyśl, co byś czuła, gdyby lekarz powiedział CI w tym 6tc, ze "no, coś tam jest, ale nie wiem, czy bije serce, czy jest zarodek - proszę przyjść na usg za 2-3 tygodnie". W większości przypadków, prywatne gabinety mają już lepszy sprzęt, niż ten szpitalny. Ale nie każdy ma możliwości, aby udać się na wizytę prywatną...Nie dziw się gin na NFZ, że dopiero w 11 tygodniu chciała CI zrobić usg. Mnie w prawdzie wysłano tym razem wcześniej, bo trafiłam na 8tc( z Markiem w 13 tc pierwsze usg), ale lekarz, który mi je robił powiedział tyle, ze serduszko jest i nic więcej na tym sprzęcie nie widać (tym bardziej, ze tłuszczyk... - nie powiedział tego, ale zdaję sobie z tego sprawę). W sumie najważniejsze wiedziałam. Ale jak słyszę o usg przy 4-5 tygodniu, w celu zobaczenia pęcherzyka...mam mieszane uczucia. Oczywiście fajnie i w ogóle, ale po co? Wiemy o ciąży i tyle - czas poczekać, aż zabije serduszko, aż fasolka zacznie kiełkować. Twoja sytuacja była jednak trochę inna - miałaś z góry powiedziane o problemach, jakie mogą być. Decyzja o wczesnej diagnostyce była słuszna, choć ja bym się bała chyba usłyszeć właśnie słów wątpliwości od lekarza... Nie wiem, co bym zrobiła, jak już mówiłam, mam mieszane uczucia co do wczesnej diagnostyki ciąży, na etapie, kiedy lekarz nie może jednoznacznie powiedzieć - ciąża jest prawidłowo zagnieżdżona, żywa.
  17. Bezalkoholowe...oczywiście ;) Hehe, nie to miałam na mysłi pisząc o alkoholu. Po prostu różnego rodzaju używki nie są żadnym wyjściem z sytuacji, bo nie rozwiązują naszych problemów i nie ma sensu się w takie bagna pakować. To moje zdanie... Skoro nie masz problemów z rzuceniem, to weź pod uwagę choćby finanse...Jak widzę, ile teraz faje kosztują, to mnei głowa boli, bo jak sama paliłam, to paczka powyżej 4zł była z "wyższej półki" xD
  18. Marysiu, kochana.. Żabol nie miała nic złego na myśli...wydaje mi się, że zbyt osobiście odbierasz pewne rzeczy teraz - znam ten stan, kiedy jest się rozdrażnionym z jakiegoś powodu wszystko brzmi inaczej... nikt Cie przecież nie krytykuje! Nie mogę pocieszać, pleść głupot, że rozumiem, co czujesz, bo nikt tego nie rozumie... Moim zdaniem po prostu musisz przetrwać teraz ten okres, a później wszystko będzie lepiej! Przecież to było potrzebne - konieczne. I jeśli wszystko pójdzie dobrze, to przyniesie świetne rezultaty, a Twoje życie ulegnie zmianie na lepsze!! A papierosy to akurat pomagają? Tak, możesz akurat to nazwać krytyką z mojej strony. papierosy nie są wyjściem z sytuacji, tak jak alkohol - nie leczą problemu, nie rozwiązują go, nie poprawiają nic w naszym życiu (wręcz odwrotnie). nie rób sobie kolejnego (drogiego i zabójczego) problemu w postaci nałogu od tego gówna. Zrób to dla siebie i dzieci :*
  19. Mamusia, to proponuję umówić wcześniej prywatną wizytę w PL i udać się tam będąc w kraju. Zapisz sobie na kartce, co chcesz się dowiedzieć (moja gin w pierwszej ciąży mi tak rodziła robić ^^) Kasia, moze radca prawny? Prawnik z urzędu? Wiadomo, ze wynajęty lepszy, ale koszta mogą się nie opłacać - spłata długu moze okazać się mniejszym złem :/ Poza tym nie będę dublować odpowiedzi - na marcówkach napisałam, co myślę o tym. Odwołanie przede wszystkim do czasu wyjaśnienia sprawy. Co do podejścia, zę każda ciąża w pierwszym trymestrze jest zagrożona, to jest wiele racji. Pierwsze tygodnie są rozstrzygające - często nawet kobiety ronią, nie mając pojęcia o ciąży. Występują ciąże pozamaciczne, puste jaja, itp... Spotkałam się na forum z osobami, które spotkał taki niedobry los. Lepiej by było nam czekać w niewiedzy do tego 12 tygodnia, czy w 5 tygodniu usłyszeć "nie widzę zarodka, proszę przyjść na usg za 4 tygodnie"? Zdecydowanie wybieram pierwszą opcję, bo przy drugiej te cztery tygodnie dla kobiety pragnącej dziecka są najgorszymi i najdłuższymi czterema tygodniami w życiu! Wiadomo, zę jak wyczekujemy dziecka, wiemy, zę już się w nas pojawia, to chcemy jak najszybciej wiedzieć, czy wszystko jest dobrze, zobaczyć bijące serduszko na monitorze, itp. Ale patrząc na to, co za wcześnie się dzieje w Polsce (przy zbyt szybkich wizytach i usg), to chyba jednak pod tym względem lepiej jest się trochę wstrzymać, choć myślę, ze ten 8-10 tydzień to wystarczająco, oby móc coś rzec na temat zarodka, nie trzeba czekać aż do 12 tc...
  20. Królik

    Marzec 2012

    Żabol, udanych łowów ;) A z ciuszkami powalczę, jak pisała Marysia - jest o co walczyć, bo jestem straszną materialistką pod tym względem, a niektóre z tych ubranek to "skarby" dla mnie
  21. Daisy, nie babcia nie podawała Markowi tabletek - to ja jak witaminy łykam, to on mi podaje je do buzi - jak tylko słyszy, ze wyłupuję tabletkę, to biegnie i krzyczy "Marek!!"(że on mi chce dać). Stad wiem, ze kojarzy tabletki jako coś, co trzeba komuś dać. A babcia porcjowała sobie tabletki a stole (wysokim, nei niskiej ławie), kiedy zachciało mu się sikać. Przyniosła nocnik, wysikał się i poszła go wynieść i opróżnić, a Marek w tym czasie wracał podobno do rysowania przy innym stole (w kuchni), ale potem weszła moja mama i zobaczyła, że on wdrapał się na krzesło w pokoju babci i trzymał tabletki w ręku... Afirmacja, nie szło doliczyć się tabletek - babcia ma całe pudło po butach leków - trudno, zeby chociaż wzrokowo zapamiętywała ile czego ma... Ja bym pewnie sprawdziła pod kątem sposobu, w jaki tabletki zostały wyciśnięte (czasem specyficznie to wygląda), ale nei było sensu, skoro tuż obok pudła z lekami leżał babci talerzyk na pigułki, a na nim połamane tabletki (babcia musiała brać po pół niektórych i porcjowała je chwilę wcześniej) Marysiu, czytałam na październiczkach o Twoim problemie - mocno przytulam i jak mówiłam - uszy do góry, bo teraz musi być juz tylko lepiej! A co do prywatności naszej grupy, to nie wiem, czy nie trzeba ileś osób by było zapisanych, aby była to grupa zamknięta i nikt nie miał do niej wglądu... Kurcze, wiecie, mieszkanie świetne, okazja prawdziwa, jak dla mnie...pokażę Wam, mam nadzieję, ze żadna nie zechce mi wydrzeć tego spod nosa :P Mieszkanie na sprzedaĹź - Ludowa Mydlice, Dąbrowa GĂłrnicza, trzypokojowe, 66 m², 175 000 PLN We wtorek na 16 jesteśmy umówieni z kolesiem z Open Finanse i zobaczymy, jak wyglądają sprawy kredytowe. I będę się targować, niech opuści do 165tys (bo zgodziła się już na 170, ale mam w zamiarze wytargować koszty notarialne). Mąż już dał się bardziej przekonać, bo z początku nie szło z nim się dogadać... Będzie rozmawiał ze swoja mamą, czy w razie czego by finansowo nei pomogła będąc znowu na sezonówce w Hiszpanii od marca - kwietnia. Trochę to niezręcznie, moi rodzice zobowiązali się, ze do 1000zł miesięcznie postarają się pomóc w razie czego...a jeśli i teściowa by dała radę, to możemy nawet wcześniej kredyt spłacić, lub odkładać "nadwyżki" na poczet kolejnych miesięcy.
  22. Królik

    Marzec 2012

    Katarzynka, ja bym się udała do praw konsumenta z tym fantem. Czy mąż ma jakieś potwierdzenia spłaty długu w PKO? Przlewy, KP czy cokolwiek? Powinien mieć. Pieniądze nie mogły zniknąć.I nie ma, ze nie ma prawa się odwoływać! Jeśli jest tak, jak piszesz (ze spłatami, z komornikiem) i macie na to potwierdzenia, to nie ma takiej opcji, żeby musiał cokolwiek płacić! Tym bardziej, ze pisma nie dostaliście (co kogo obchodzi, ze zostało to wysłane na nieaktualny adres? Skoro był podany nowy, to ich problem powinien być, a nie Wasz!) To niezłe przygody w przychodni miałaś...Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby glukozę samemu rozpuszczać - u nas by nawet nie pozwolili ze względu na to, żeby przykładowo pacjentka nie rozrobiła jej źle - przy mnie dawały do kubka i nalewały z czajnika przegotowaną wodę... No, zobaczymy, jak będzie tym razem... Żabol, fajnie że wizyta udana :) Mnie też będzie czekać glukoza po poniedziałkowej wizycie u gina... masakra... Ale może mi się fuksnie, jak poprzednio, że czekałam tylko godzinę, a nie dwie - bo po godzinie cukier zamiast mi podskoczyć to nieznacznie nawet spadł, więc nie było takiej opcji, żeby się podniósł po kolejnej godzinie, więc puścili mnie do domu :) Ach te akcyzy...Oby wszystko skończyło się dobrze... Dziewczyny, mam pewien problem. Przeglądałam ostatnio z mężem ubranka po Marku (te, co u rodziców na strychu są - sprawdzaliśmy, czy mole nie zrobiły sobie tam lęgowiska). I okazało się, ze na kilku (nawet bym powiedziała na większości białych bądź jasnych) ubrankach są brzydkie, zółte plamy...:O Mam mówi, ze to może być z oliwki (bo na początku używaliśmy tej nieszczęsnej z Bambino, która niestety zostawiała tłuste plamy). Czym to teraz usunąć? Wczoraj wyciągnęłam z szafy staniki do karmienia i one też z takimi plamami :( Moczyłam dziś w waniszu ii gorącej wodzie - trochę puściło. Moze po kilku praniach zejdzie (bo teraz dobrze by było je kilka razy dobrze przeprać). Ale co z dziecięcymi ubrankami? Część to czapeczki... Co, chlorowym wybielaczem wziąć i potem prać ze 20 razy? Kurcze, szkoda mi niektórych z nich, bo były bardzo ładne, a i nie zniszczone...Dodam, że odkładane jako za małe były po praniu, nie to że po użyciu dawałam do odkładania...
  23. Mamusia, kwas foliowy nie zaszkodzi. Ja brałam w pierwszej ciąży cały czas - dwa pierwsze trymestry po dwie tabletki dziennie (plus to, co w zestawie witamin), a w trzecim jedną. Lakarka nic nie mówiła, zeby odstawić po jakimś czasie...teraz lekarka nie mówiła zupełnie nic, więc odkąd wiem o ciąży łykam 1 dzienne + zestaw. A że opakowanie mi się skończyło (dodam, ze to jeszcze po Marku miałam :P), to już nie biorę kilka dni. Leki, raczej odpadają, niestety... Też są że tak poeirm "różne szkoły" co do łykanie leków w ciąży - przy pierwszej ciąży lekarka pozwalała mi na syropy, które są przeznaczone dla niemowląt i małych dzieci (np Lipomal), na kaszel Clemastinum w tabletkach i na gardło coś łagodnego do ssania (choćby zwykły Tymianek z podbiałem). Ale teraz jak byłam chora, to lekarka stanowczo powiedziała - NIE BRAĆ NIC Z APTEKI! Jedynie Rutinoscorbin i naturalne "antybiotyki z domowej apteczki". I tak robiłam. Wieczorem gorące mleko z czosnkiem, miodem i odrobiną masła, w dzień do picia zielona herbata z cytryną (akurat taka mi tylko podchodzi od jakiegoś czasu, ale cytryna dobra rzecz ) "posłodzona" miodem. Oczywiście świeża cytryna też wskazana. I powiem Ci, ze zapowiadało się u mnie groźnie, a skończyło się zanim się na dobre zaczęło (a jeszcze przeszłam podróż dość daleką w tym czasie i męczącą, co spodziewałam się, ze mnie doprawi - a jednak przeszło ^^). Kuruj się! Kasia, Wy się najpierw dowiedzcie dlaczego tak się stało, co to za odsetki? Moze jakoś niesłusznie naliczone, czy jak? No, chyba że mąż przeoczył, ze pomimo spłaty całości kredytu nie pokrył kosztów odsetek, od których z kolei narosły kolejne odsetki - ale to bank powinien na bieżąco informować o tym, a nie na koniec roku, jak już nabił kupę kasy. Plamy na kurtce też podejrzewam od proszku - a dokładniej mogą być od płatków mydlanych zawartych w nim. Zeszły p ponownym praniu bez detergentu? Laura, ja już kiedyś powiedziałam, ze za żadne skarby nie pozwoliła bym sobie w ciąży zrobić usg dopochwowego... Więc nie wnikam, czy jest ono dokładniejsze, czy nie - kiedyś nie było wcale usg i dzieci jakoś się rodziły... Teraz jest zwykłe usg i to powinno ciężarnym wystarczyć. Dopochwowemu w ciąży mówię NIE.
  24. Królik

    Marzec 2012

    Hehe, to dobrze, ze to chwilowe :) A co do rodziców, to sprawa wygląda tak, że oni mają swój dom (dość duży) i kredyt musiał by być na mojego męża i ewentualnie mama jako żyrant, czy coś w tym stylu - właśnie nie wiem, jak to jest przy kredytach hipotecznych. Bo rodzice ze względu na posiadaną nieruchomość nie mogą przystąpić do kredytu "Rodzina na swoim". Ale tak jeszcze gadaliśmy dziś - najpierw z mama telefonicznie, potem z mężem, ze mama (no z tatą oczywiście)dadzą radę pomóc nam w razie potrzeby nawet do 1000zł na miesiąc, ale jak wspomniałam, tata za dwa lata na emeryturę, a wtedy wiadomo - dochody się zmienią. Dlatego myślimy z mężem wtedy zatrudnić go do opieki nad dziećmi i ja do pracy wrócę...ale jakoś nie widzę mojego taty w roli niańki xD Ale będę z nimi gadać o tej ewentualności jeszcze, bo to by było wyjście z sytuacji, jeśli by się okazało, ze ciężko będzie finansowo. A że mój tata ma dwie lewe ręce do dzieci, pieluchy nie zmieni nawet, jeśli jest siku xD było tak przy mnie, potem 13 lat później przy mojej siostrze, i kolejne 13 lat przy małym Marku :) Cieszę się, ze mój mąż jest taki zaradny i akurat pod tym względem różni się od swojego teścia (bo generalnie mają wiele wspólnego momentami :P)
  25. Bożenka, nie zgodzę się z Tobą co do ustalenia płci w 17 tygodniu, tzn przy "dużych kobietach", dla których jest tu wątek... Mamy "złe warunki" przez tłuszczyk. Nawet dobry sprzęt może miec problemy, w zależności od tego ile tego sadełka mamy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...