Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Królik

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Zawartość dodana przez Królik

  1. Królik

    Problemy z wagą

    Witam serdecznie. Piszę, ponieważ mam problem ze zrzuceniem kilogramów. Na poważnie wzięłam się za siebie w kwietniu i efekty jakieś są, ale chciała bym je powiększyć. Zacznę od początku. Za namową mamy w kwietniu wypróbowałam Dukana. Dieta jednak dość wymagająca (czasu i pieniędzy, niestety). W fazie uderzeniowej schudłam ok 2kg(7dni), co mnie skutecznie zniechęciło, bo przy tej fazie chudnie się podobno najwięcej (moja mama na ten przykład zrzuciła wtedy chyba ok 7kg - w 7dni). Odstąpiłam od niej(zapożyczając jednak do codzienności sporo przepisów). Dodam, ze poza dietę wprowadziłam ruch (wysiłek na macie do tańczenie - Stepmania, do tego zestaw ćwiczeń z internetu na różne partie ciała). Odstawiłam białe pieczywo(jeśli mam ochotę, to robię "bułkę" z otrębów wg przepisu Dukana), mąkę (do np kopytek używam żytniej typ2000, albo pełnoziarnistej, ponadto mam w domu skrobię i mąkę kukurydzianą, którymi zagęszczam sosy do ryżu czy makaronu), smażonego to nie jem praktycznie od czasu karmienia pierwszego syna, czyli jakieś 3,5 roku, makarony, ryż - też pełnoziarniste. Zwracam uwagę na kalorie - mleko do kawy tylko0,5%, jogurty 0,1%, itp. Staram się jeść maleńkie porcje i dość często - aby nie doprowadzić do uczucia głodu(ok 4-5posiłków dziennie), staram się pić dużo wody(choć nie potrafię się do niej zmusić, jeśli nie chce mi się pić), 4-5 kaw dziennie(z jednej łyżeczki, zalane do 3/4 kubka - reszta mleko 0,5%). Wieczorem jest najgorzej -siedzę przed komputerem i nie potrafię nie ruszać buzią :( Jednak za wszelką cenę nie sięgam po słodycze, czy chipsy - odważam sobie 100g płatków kukurydzianych, albo skubię słonecznik (kupiłam najmniejsze ziarna, aby dłużej skubać, przez co mniej go zjadać) i staram się, aby skończyć jak najwcześniej, a nie przed samym snem; nie umiem jeść jabłek - po nich właśnie czuję się dopiero głodna.... Moje jedzenie w ciągu dnia, gotowanie obiadów, jedzenie "na mieście" wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas - zmiana o 180stopni. Nie powiem, żebym sobie wszystkiego odmawiała, bo wyczytałam, ze efekt jojo (którego potwornie się boję) wynika również z tego, ze po skończonej restrykcyjnej diecie rzucamy się na "zakazane potrawy" - zjem trochę chipsów w sobotę, kiedy mąż pije piwo(sama piwo odstawiłam - najwyżej trzy łyki od męża), kebaba raz w miesiącu nie odmówię, zjem też "normalny" obiad, czyli potrawy, których nie można zrobić inaczej - przykładowo mielone z ziemniakami i ogórkiem kiszonym. Zamiast bułki tartej dam sobie płatki owsiane; wezmę do tego łyżkę ziemniaków (niczym nie polewam), ale takie "normalne" obiady zmniejszyłam objętościowo o ponad połowę w stosunku do tego, co wcześniej zjadałam, poza tym nie codziennie robię coś smażonego lub bardzo kalorycznego .Mimo to waga nie chce się zlitować nade mną, centymetr też nie :( Raz w tygodniu się mierzę (od dłuższego czasu zero różnicy), raz w miesiącu robię sobie zdjęcia i różnicę widać, ale nie jest to to, czego oczekiwałam. Czytałam że optymalny spadek wagi, to kilogram tygodniowo, a ja od siedmiodniowego spadku na dukanie schudłam dodatkowo dwa i pół kilo - w sumie 4,5 przez prawie 3 miesiące. Biorę witaminy (dla kobiet ze wzmożoną aktywnością fizyczną), bo niestety to tańsza alternatywa, niż niektóre zdrowe i bogate w witaminy potrawy, ale już od dwóch tygodni nie ćwiczę - najpierw miesiączka, a potem zauważyłam, że po porannych ćwiczeniach później w ciągu dnia mam zawroty głowy (początkowo tego nie łączyłam, ale jak przestałam - ustąpiły - być może to wina upałów - 29stopni w domu). Niestety waga stoi teraz już w miejscu, a przede mną jeszcze 15 kg :( Czytałam o np migdałach, aby jeść gdy dopada głód, ale to też kosztowna sprawa, a dodam, ze niestety nie dysponujemy zbyt dużymi środkami w ciągu miesiąca - dlatego nie stać mnie na wizytę prywatną u dietetyka. Mąż i tak milczy, choć wiem, że pewnie sobie myśli coś w tej kwestii - otręby, pełnoziarnista mąka, makaron, bakłażany, itp tanie nie są, a on sam potrafi jeść samo "śmieciowe" jedzenie z najniższej półki, aby tylko dzieci miały zdrową żywność(bo logiczne, że na nich nie oszczędzimy). Ale nie chcę się tu rozwodzić na temat trudnej sytuacji finansowej, bo nie piszę aby się na nią pożalić, tylko aby spróbować ustalić przyczynę, dla której nie chudnę. Zaznaczę jeszcze, że od 14roku życia leczyłam się hormonalnie (policystyczne jajniki). Ostatnio brałam Microgynon21 - przed pierwszą ciążą, dokładnie do połowy września 2008roku. Od lutego 2011 wzięłam jeszcze trzy opakowania - potem znowu odstawione ze względu na planowaną drugą ciążę. Po ciąży dwa opakowania Owulanu, ale po nim przytyłam dwa kilo, więc natychmiast odstawiłam i postanowiłam nigdy więcej nie przyjmować antykoncepcji hormonalnej. Tu też obawa, jak ginekolog zechce to inaczej leczyć i czy zgodzi się wypisać skierowanie na badanie hormonów (podobno to bardzo drogie badania i lekarze nie chcą ich przepisywać). Zdaję sobie sprawę, że wymagam raczej niemożliwego - trudno doradzić cokolwiek na odległość, ale nie wiem już co robić bo nie mam funduszy na całkowicie zdrową dietę, ani żadne suplementy, czy "gotowe" diety, powoli się załamuję... Co mogę jeszcze zrobić? Bardzo proszę o poradę, jesłi jest Pani w stanie doradzić. Pozdrawiam
  2. Pozwolę sobie również dodać sama, bo mamy już koniec miesiąca a mojego łobuza nadal nie opublikowano :P A wyczekuje, kiedy jego zdjęcie się pojawi
  3. Pozwolę sobie również dodać sama, bo mamy już koniec miesiąca a mojego łobuza nadal nie opublikowano :P A wyczekuje, kiedy jego zdjecie się pojawi
  4. Znowu nie mogę edytować własnego posta i nadal nie dodaje mi zdjęcia - co lepsze - miniaturki również.... kolejna próba(niestety opcja "podgląd" nie działa, więc inaczej nie sprawdzę...:
  5. Jezuu...co się dzieje z tym forum??? Nie dość, ze nie mogę dodać zdjęcia, to nawet nie mogę edytować własnego posta? Tracę czas na pisanie, które "znika" i muszę pisać od nowa...:/ Więc raz jeszcze (i mam nadzieję, ze tym razem doda) To mój starszy syn w wieku 17 miesięcy na swoim pierwszym pełnoprawnym święceniu jajek ^^ [IMG]http://www.iv.pl/images/55795777994881337559_thumb.jpg[/IMG]
  6. ie mogłam się oprzeć, żeby nie pokazać siostry, kiedy była jakoś w wieku mojego starszego syna :P (jestem od niej 13 lat starsza)
  7. Rozumiem, ze ogłoszenie wyników 4 CZERWCA? :P
  8. Królik

    Oddam

    Nieaktualne ;)
  9. Królik

    Oddam

    Witam. Jeśli ktoś kupuje mleko Bebilon 2 dla swojej pociechy, to mam do oddania 7 kuponów rabatowych na zakup 800g opakowania w drogeriach Rossmann. Każdy kupon to -10zł (nie mylić z -10%!). Jeden jest naddarty, ale myślę, że przy kasie nie powinno stanowić to żadnego problemu. Ważne do 30 maja, więc spieszcie się z decyzją ;)
  10. Witam. Starszy syn ma 3,5 roku i od jakiegoś czasu mamy dwa problemy, które a to się nasilają, a to słabną. Po kolei. Syn dość szybko zaczął mówić, szło mu to bardzo ładnie, mówił wyraźnie i szybko zaczął dobierać słowa w zdania. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy syn trafił do moich rodziców - ja byłam pod koniec ciąży z młodszym synem, chorowałam co chwila na oskrzela, zarażałam Marka (starszego), potem on mnie i tak w koło - więc jak się wykurowałam pod koniec ciąży, to rodzice wzięli go do siebie, żebym była zdrowa do porodu (co i tak się nie udało, ale mniejsza z tym). Do tego wyszła nam przeprowadzka, bo kupiliśmy mieszkanie - musiałam pakować rzeczy, a zaraz po porodzie mieszkaliśmy jakiś miesiąc u rodziców(bo dawna właścicielka nie opuściła mieszkania na czas i nie mogliśmy się rozpakować), później robiliśmy remont. Syn przebywał u rodziców bardzo długo. Chociaż problem jąkania pojawił się już przed porodem, to ja nie umiałam tego "zaobserwować" - po prostu kiedy był jeszcze ze mną w domu to mówił ładnie. Nie chcę nikogo obwiniać, ale moja babcia ma bardzo trudny charakter i choć wiem, że bardzo się stara, to uważam, że może być to trochę jej wina. Często podnosi głos, tłumacząc się tym, ze ona ma już taki głos i tyle - ma taki "rozkazujący ton", do tego potrafi nie zwracać uwagi na kogoś (właśnie mój syn i moja siostra, która ma 16 lat - czasem coś mówią, a ona nie słucha i zaczyna coś mówić do kogoś innego). Kiedy usłyszałam Marka jąkanie po raz pierwszy to byłam w szoku... Mój mąż też ma problemy z wymową, ale jest to nabyte - nie wrodzone (jako dziecko spadł z wysokiego drzewa i miał uszkodzony kręgosłup). Ale u męża samokontrola wiele dała i teraz jest dobrze - tylko czasami ma problemy. Za to syna nie szło wcale zrozumieć - zacinał się przy pojedynczym słowie, powtarzając sylaby bądź litery, albo przy zdaniach - zaczynając zdanie kilka razy od nowa. Staraliśmy się go uspokajać, prosić, aby pomyślał i mówił spokojnie, powoli. Była poprawa, ale to trwa do tej pory. Czasami naprawdę "nie ma czasu go słuchać", bo spiesząc się gdzieś on zaczyna coś mówić, powtarza, jąka i nie możemy go zrozumieć. W innych sytuacjach jest tak, że przekazanie czegoś zajmuje mu bardzo dużo czasu, albo wtrąca sie do czyjejś rozmowy. Łapiemy się na tym, żeby starać się go wysłuchać, jeśli woła i zwraca na siebie uwagę, ale to też nie jest do końca możliwe, bo przecież nie możemy mu pozwolić na każdym kroku, kiedy sobie zamyśli, przerywać czyjejś rozmowy. Zwracamy też uwagę, aby nie przerywać jemu, ale czasami nerwy puszczają, kiedy stara się za wszelka cenę "dyskutować", żeby wyszło na jego - przykładowo, chce coś słodkiego, wiec tłumaczę, że po obiedzie, a on zaczyna dyskutować, że tylko troszkę, a potem będzie jadł. Ja dalej uparcie trzymam się swego, ze nie dostanie, bo obiadu nie zje, a on znowu, że tylko troszkę, bo...itd. Czasem nerwy puszczają, kiedy trzeba powtarzać jedno i to samo, a on obstaje przy swoim (przerywając mi mówienie - tu też mu zwracam uwagę, że jak ja mu nie przerywam, to żeby on mi też w słowo nie wchodził i wysłuchał, co mam do powiedzenia, ale średni to ma skutek) Druga sprawa to skubanie paznokci. Tu również przytoczę osobę mojego męża, bo jest nałogowcem - obgryza. Jak syn był młodszy, to sam "dawał mu po łapach" za to. Marek jednak nie obgryza, a jedynie skubie. Połączone to jest z tym zacinaniem, bo często skubał próbując się skupić na mówieniu. Miał już naprawdę brzydkie paznokcie, pokazywała się nawet krew. Skubał podczas oglądania telewizji, nawet podczas mówienia pacierza. Udało nam się oduczyć go tego, ale widzę, że znowu podskubuje. Nie jest tragicznie, bo ma dwa, trzy palce za które się bierze, i nie robi tego bardzo intensywnie, ale nie chciała bym aby to znowu się pogłębiło, albo co gorsza - aby nie poszedł w ślady taty. Poza tym w tym wieku, to wydaje mi się, że musi to mieć jakieś inne podłoże - nie z podpatrzenia u kogoś, ani nie warunki genetyczne (bo wątpię, aby to miało coś wspólnego). Dodatkowo ubolewam, ze syn nie dostał się znowu do przedszkola, a miałam nadzieję, że jak będzie miał kontakt z rówieśnikami, to jego problemy zanikną. Przedszkole to nie to samo, co wyjście na plac zabaw. Moja znajoma ma syna tydzień młodszego, ale niestety ostatnio się wyprowadzili i teraz mieszkają dość daleko - jak razem się bawią, to zauważyłam, że Marek mówi pewniej - śmielej - potrafią się dogadać. Przeraża mnie wizja, że za rok pójdzie do przedszkola(po prostu będzie dla niego już OBOWIĄZKOWE) - dołączy do dzieci, które będą się już znały i sobie nie poradzi, że będzie jeszcze gorzej i stanie się zamkniętym w sobie dzieckiem! Kiedyś był bardziej pewny siebie, śmiały do obcych ludzi, teraz przychodzi mu to co raz trudniej (zauważa chyba, ze obcy ludzie nie zawsze rozumieją o co mu chodzi i to go jeszcze bardziej negatywnie nakręca - takie błędne koło...) Czy mogła by mi Pani coś poradzić? Chciała bym się wybrać do poradni, ale nie umiem znaleźć informacji, czy i gdzie w pobliżu znajduje się publiczna poradnia. Niestety na prywatne wizyty nas nie stać... Jutro będę dzwonić do pediatry i może dowiem się czegoś więcej w tej sprawie.
  11. Królik

    Marzec 2012

    Witajcie pochmurnie i deszczowo w tegoroczną majówkę. Faktycznie chyba się wykruszamy troszkę...w moim odczuciu to niestety nieprzejrzystość i trudności "nowego forum". Nie wiem, na co komu były te zmiany i czy to tylko kwestia przyzwyczajenia, ale mnie to zniechęca wystarczająco... :( Czytam, że niektórzy już po szczepieniach - my musimy czekać, bo w poniedziałek wizyta u immunologa, który dopiero oceni, czy można szczepić, czy nie (choć mam złe przeczucie, że najpierw wyśle na badania i każe za jakiś czas znowu przyjechać - a to wcale nie jest blisko, a laboratorium nie jest w tym samym budynku, tylko prawie na drugim końcu miasta :/) Wczoraj mój leń zrobił dopiero kilka samodzielnych kroków, dziś trochę śmielej się zachowuje przez to i mam nadzieję, że w końcu się przełamie i zacznie chodzić, bo już najwyższa pora dla niego... Poza tym to deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz...a miałam nadzieję posiedzieć z dzieciakami na placu, korzystając z tego, że mąż jest w domu i może iść z nami nie patrząc co chwilę na zegarek, że do pracy trzeba iść. Bo z dwoma to ciężko bywa - mam oczy tylko z przodu głowy i choć Marek bawi się z innymi dziećmi, to warto mieć go na oku. Z diety zrezygnowałam (ale to chyba już pisałam), bo nie przyniosła pożądanego efektu a start - w 7 dni tylko 2kg, a spodziewałam się przynajmniej 5kg :( Poza tym zniechęciła mnie trochę farmaceutka. Byłam pytać o suplementy zmniejszające wchłaniania tłuszczu i węglowodanów (dwa różne; chciałam zapytać, czy mogę się nimi posiłkować kiedy mam ochotę na jakąś "bombę" podczas odchudzania) i tłumaczę, że generalnie jestem na Dukanie (troszkę przeinaczonym), na co ona mi odparła, żebym się najpierw skontaktowała z lekarzem, bo organizm potrzebuje również węgli i tłuszczu, a nadmiar białka również szkodzi. I dodała (opowiadam to w skrócie, bo jej zajęło to chyba ze 40min), że dieta Dukana powoduje spadek przede wszystkim mięśni, a nie tłuszczu. Organizm się broni i za wszelką cenę magazynuje tłuszcz, więc jego spala się mniej niż mięśni, dlatego trzeba ćwiczyć, aby tłuszcz zamieniał się w mięśnie, które dieta może sobie spalać :/ W każdym bądź razie zaczęłam się po prostu inaczej odżywiać, ale wczoraj grill u rodziców, a to wieczorek z mężem przy piwie (on piwo, ja chipsy :P), tak że i tak dobrze, że waga stoi(po tych 7kg, co spadło), a nie poszła w górę znowu. Grunt to nastawienie do innego jedzenia i mniejszych ilości, i myślę, że będzie dobrze :) Izzik, może kino domowe na komunię? To chyba też dość popularny prezent. Albo wieżę. Nie musisz kupować oryginalnych za 1000zł - dla przykładu: http://allegro.pl/nowe-kino-domowe-manta-divx-xvid-usb-czyt-card-w-a-i3217238003.html http://allegro.pl/kino-domowe-wieza-dvd-soundmaster-dvd-8600-okazja-i3204576865.html Nie musisz brać na allegro, popatrz po marketach - i upewnij się, że nikt inny nie sprawi takiego prezentu :) A z resztą, gdyby nawet to już ich problem - sprzedają, albo będą mięli zapasowe Pozdrawiam
  12. Królik

    Marzec 2012

    Cześć dziewczyny, po raz trzeci zaczynam pisać - pierwsze wypociny wcięło prawie pod koniec pisania, drugie na szczęście na początku...Nie mam słów do tego nowego forum... Niestety nie mogę poświęcić drugie tyle czasu na "odbudowanie" tego, co wcześniej napisałam. Chciałam pozdrowić i pożalić się, że jestem na Dukanie 8 dzień i jestem zniesmaczona, bo spadło tylko 2 kilo (po 7 dniach uderzeniówki). Gdzie przed świętami się trochę przegłodziłam i spadło mi 4 kilo(w lekko ponad tydzień) :| Chyba będę musiała zmodyfikować nieco tą dietę, bo skoro mam się tak katować i nie widzieć efektów, to lepiej chyba mi iść na 1000kal - przynajmniej będę jeść to, co lubię i szybciej mi zejdzie nad przygotowywaniem posiłków (teraz gotuję trzy różne obiady). Przyjmuję witaminy, więc czy Dukan, czy inna - każda wyniszcza w jakiś sposób organizm, pozbawia witamin, więc na każdą tak samo "działają" suplementy. Immunolog stwierdził (na podstawie wyników badania krwi i temperatury porannej), ze Patryk ma jakąś przewlekłą, nie wyleczoną infekcję i w każdej chwili wskoczy mu znowu na płuca. Dostał antybiotyki. Kolejna wizyta 6 maja. Chodzić samemu dalej mu się nie chce - ale tak fajnie potrafi łapać czyjąś rękę i tak sobie ją "układa" - bo byle jak nie złapie xD). Słów w swoim języku ma tyle, że można by zrobić słownik z tłumaczeniem (znaczy powtarza świadomie pewne słowa, choć nie brzmią czasem zupełnie podobnie do oryginału - np na Marka woła "Atia" :P) W ogóle mam wrażenie, że jakoś mało składnie i mało sensownie piszę teraz, więc się nie odzywam więcej na dziś :P Acha, zdjęć żadnych nie pochwalę, bo u mnie widać tylko linki, których w dodatku nie mogę otworzyć :( Tak że wierzę na słowo, że pyszne dzieciaki i piękne torciki (albo odwrotnie, hehe), itp, itd. Buziaki :*
  13. Królik

    Marzec 2012

    Zapomniałam, to jest nasz korytarz: Jak się wprowadzaliśmy to był zabudowany na nas i sąsiadów (syna z rodziną byłej właścicielki). Sąsiad mając znajomości zafundował oddzielne korytarze (płaciliśmy tylko za drzwi) i tak sobie urządziliśmy. A to człowiek, który na swój kochany pokoik musiał cieżko pracować :P (i troszkę na płytki podłogowe w kuchni - ostatnie zdjęcie) Marzyły mi się takie mebelki: ale za nie dalibyśmy ok 6000 :( Poza tym, po głębszym zastanowieniu - nie było by ich za bardzo jak ustawić w pokoju, bo pozostało by niewiele miejsca. Dlatego mam kilka koncepcji, teraz tylko zależy, czy ktoś będzie umiał zrobić na zamówienie to, co mi w głowie siedzi i najlepiej zmieścić się jeszcze w kwocie, jaką dysponujemy xD
  14. Królik

    Marzec 2012

    Witam poświątecznie :) Izik, ale macie wielką rodzinę (skoro na zdjęciach to nie wszyscy kuzyni). I fajowy torcik ;) Niestety Meridii nie mam, nawet wiadomości nie odczytali, a że miałam zepsuty telefon, to innego kontaktu poza netem nie miałam, żeby ich poprosić :( Jednak zamiar jest iść na dukana po 10 (czyli po wypłacie :P) Franti, co do przecen w takich sklepach, to trzeba uważać. Niby coś kosztuje 5zł, ale materiał może być taki, ze raz wypierzesz i się robi szmata (najczęściej rozciągają się przy szyi). Więc ja wychodzę z założenia, że lepiej iść do "marketu" (czytaj do ciuchlanda, my z mężem mówimy "market" - publicznie lepiej to brzmi, a my wiemy o co chodzi ). Tam też dasz koło 5zł (często nawet mniej) i masz tą pewność, że jak się nie "zeszmaciło" do tej pory, to pewnie jeszcze posłuży :) Ja mam wiele ciuchów po Marku (a kupione używane), teraz chodził w nich Patryk, a jeszcze się przydadzą komuś. A mam nowe rzeczy, które już wyrzucałam, bo były powyciągane. Ja tam po świętach werwy nabrałam :P Zaczęłam przed świętami porządkować wszystkie szafy, szafki, szuflady, ale stwierdziłam, ze na święta nie muszę tego robić i teraz kończę :) Stąd znowu brak czasu na cokolwiek. Przymierzamy się też do zmiany mebli u dzieci w pokoju. Mam już pomysł, ale nie wiem, czy kasy starczy. Mamy jeszcze pieniądze po Marka chrzcinach i roczku - tylko na zasadzie do oddania, bo pożyczyliśmy sobie je, jak jechaliśmy nad morze i mięliśmy oddać zaraz, ale w końcu niedługo później kupiliśmy mieszkanie i nie było już jak. Dlatego teraz, jak będzie zwrot podatku to całość idzie na ich pule. Do tego Patryka z roczku i chrzcin. Część wydałam na drobnostki, kolejne znowu się pożyczyło, żeby zrobić urodziny, a to teraz święta... W sumie ok 3500 będziemy mieli, a to i tak chyba będzie za mało... Najwyżej poczekamy rok jeszcze i wtedy się kupi. Może to i lepiej, bo akurat Patryk będzie "rozumniejszy" (bo chcemy piętrowe łóżko kupić, ale nie takie standardowe - poszukam później, to Wam pokażę o co mi chodzi). Przypomniało mi się o zdjęciach mieszkania. Nie mam tylko naszej sypialni(bo mąż spał po nocy) i łazienki, bo tam sajgon(dziś i pranie porozwalane, akwarium czyściłam, wcześniej wzięłam się za układanie w szafkach - nie ucieknie, przy okazji podrzucę :) ). Duży pokój(nie zwracajcie uwagi na bałagan :P To pokój dzienny, w którym spędzamy cały dzień - łącznie z dziećmi, dlatego jest tam całe pudło z zabawkami): Ubikacja: Pokój dzieci - teraz robi jedynie jako męża siłownia i suszarnia ze względu na to zimno od podłogi ;D Kuchnia (niestety zdjęcia robione tylko telefonem, nie mam panoramicznego obiektywu): Przedpokój:
  15. Królik

    Marzec 2012

    Dziewczynki, nie miałam czasu tu zaglądać w tym przedświątecznym okresie (chyba same rozumiecie) - wpadłam tylko żeby Wam pożyczyć spokojnych, rodzinnych, bajecznie kolorowych i mokrych świąt. I prezentów od zajączka :P Smacznego jajeczka ;)
  16. Jakoś całkiem niedawno. Marek siedzi w ubikacji "na tronie" i woła: - Mamo, słyszałaś? - Co, plum było? - pytam. - Nie, było "psyt" - Bączek poszedł? - Nie, pupa otwierała piwo Padłam xD
  17. Królik

    Marzec 2012

    Izzik, 9kg w 3 miesiące? Moja mama w miesiąc zrzuciła 10kg, ale nie wytrzymała okresu stabilizacji i przybrała to, choć później znowu zrzuciła i boryka się z problemem utrzymania tego, bo nie stosuje się do dalszego ciągu diety. Wiesz, absolutnie nie zrozum mnie źle, nie chcę Cię tym obrazić, ani zdemotywować (choć pewnie tak to zabrzmiało). Każdy organizm inaczej reaguje i dlatego tak boję się zacząć od Dukana i chciała bym najpierw 10kg Meridią zbić, a potem na dietę iść. Moje ciało ostatnio zrobiło się bardzo oporne na zrzucanie kilogramów - kiedyś dieta "głodówkowa" działa natychmiastowo - jadłam bardzo mało, jak chciałam sobie pozwolić na bombę w postaci pączka, to był to jedyny posiłek w ciągu dnia - efekty były widoczne natychmiast i potrafiłam zrzucić kilka kilo w krótkim czasie. Fakt, że jak szybko znikało, tak samo szybko wracało, ale teraz nawet na małym przegłodzeniu nic się nie rusza u mnie w dół. Dlatego boję się, że moje ciało tak samo zareaguje na Dukanie i IIfaza będzie trwała długo, a na koniec przecież ta najdłuższa faza utrwalenia, która w moim przypadku wyniosła by ok 200dni - to jest łącznie jakiś rok diety, a to czas dla mnie tak abstrakcyjny, że póki co jestem zdeterminowana, aby przez to przejść, ale nie mam pewności że mi się uda... Dziś dostałam okresu. Jeszcze nigdy nie był tak bolesny! Powtarzam to chyba za każdym razem, ale wnioskuję, że faktycznie z okresu na okres mam co raz większe bóle... Rano było względnie dobrze. Byłam z Patrykiem u neurologa - na całe szczęście wszystko jest w porządku i wykluczyliśmy kolejnego specjalistę. Jak wróciłam do domu to się zaczęło. Wzięłam Nospę, ale ból nasilał się w szybkim tempie - zwijałam się z bólu, robiło mi się słabo, kręciło się w głowie, zbierało mnie na wymioty, lekko mnie nawet przeczyściło i tak zalało, że musiałam wziąć pampersa od syna (mam stare, za małe już na niego - przeważnie jak mnie zalewa, to na noc zakładam, ale jeszcze nigdy w dzień nie musiałam). Potem zaczęło przechodzić, ale nagle wróciło z takim nasileniem, ze aż się poryczałam - a nie należę do płaczliwych osób. Łyknęłam drugą Nospę razem z Ibupromem i poszłam obudzić męża (jest po nockach), bo nie dała bym rady. Nawet moja mama chciała już przyjechać do nas, ale nie chciałam jej fatygować. Przespałam się dwie godziny i póki co trzymają te leki, bo jest dobrze - a mąż poszedł dalej spać. I pewnie cały miesiąc znowu będę tak miała. Śmieję się czasem przez łzy, że jestem jak suka - okres dwa razy do roku po miesiąc czasu...
  18. Już jakiś czas temu. Rozmowa z Markiem(wtedy niecałe 3lata). Mówię do niego: -...Ty moja mała dupcio - ale się poprawiam: "Nie, Ty jesteś moja średnia dupcia, bo moja mała dupcia to Patryk"(jego brat, wtedy kilka miesięcy). Na to Marek: -A mama jest duża dupcia. -No może być - odpowiadam. -A tata? -No chyba też duża dupcia Na co Marek wręcz oburzony: - Nie! Tata to duża DUPA! Marek (skończone 3 lata). Maluje farbami od Mikołaja (zapomniał skąd je ma)i mówi: Mamuś, ale się fajnie maluje tymi farbami. Super mi mama farbki kupiłaś. Ty to wiesz, co kupić Ja prasuje, Marek maluje tymi farbkami. Namawiam od dłuższego czasu, zeby mi coś zaśpiewał, ale on sie wykręca, znajduje jakieś wymówki, a ja cały czas nalegam. W końcu wzdycha i mówi: Ty nie gadaj, tylko prasuj! Mąż przycinał drzwi harmonijkowe do pokoju będąc w kuchni (drugi koniec mieszkania) i cos mu nie wychodziło, bo mruknął do siebie "niech to szlag!", a "gumowe ucho" podnosi głowe znad kolorowanki i mówi: - Tata mówi tak, jak ja - Jak? - pytam udając, ze wcale nic nei słyszałam. - No brzydko - odpowiada Marek Ten tekst chyba zawsze będzie mnei rozkładał na łopatki. Biję Markowi za coś brawo, a on do mnie: Nie bij, bo mi w oczy wiejesz!
  19. Królik

    Marzec 2012

    Witam dziewczyny :) U alergologa super - same zera, czyli nie ma jednak żadnej alergii. Po prostu ma wrażliwą skórę, którą trzeba traktować Emolium, albo innymi takimi. Jak coś z pokarmu wywoła reakcję, to i tak nie rezygnować z podawania tego - zaczynać od małych ilości i stopniowo zwiększać - tak mi tłumaczył lekarz - chodzi o to, żeby się organizm przyzwyczaił "uodpornił" na alergen. Bejbelaczek - 15 tydzień? To co ja myśle? ;> Noi to gratulacje!! Piękne torciki, aż ślinka cieknie, a ja się przymierzam do Dukana.... Izik, te rowerki powinny mieć taką podstawkę na nóżki dla małego dziecka, może kuzynka zapomniała o tym? O Meridii dowiedziałam się tyle, że ta mamy koleżanka brała niecały miesiąc, bo ktoś jej tam powiedział, ze podobno rakotwórcza, to wywaliła z miejsca do kosza... Ja nigdzie nei przeczytałam, żeby miała takie działanie. A gdyby nawet, to co w obecnych czasach nie jest rakotwórcze? Większość rzeczy modyfikowana genetycznie, same konserwanty na każdym kroku... Ja nadal bym chciała - przynajmniej na miesiąc, popracować nad sobą - na początek dieta "MŻ" i ćwiczenia - żeby maksymalnie zrzucić (marzę o 10kg) i po odstawieniu poczekać za dwa tygodnie i przejść na Dukana. Przeraża mnie wizja 200dni stabilizacji (3 faza), bo chcę zrzucić przynajmniej 20kg. O ile wierzę w siebie, ze jakoś przejdę początek, to już trudniej mi uwierzyć, że wytrzymam później. Juz nie chodzi o słodycze, bo nie mam takiej słabości - prędzej chipsy i piwo przy weekendzie i czasem skubanie słonecznika przed komputerem (wieczór/noc). Przepisy, jakie czytam przy Dukanie "wyglądają bardzo smacznie", wiec chyba z tym nie powinno być problemu. Mój problem to czas i smak. Wiadomo, jak od lat jesteśmy przyzwyczajeni do takiego a nie innego przyrządzania potraw, to teraz od podstaw trzeba się będzie tego uczyć, a to czasochłonne. Takie śniadanie np to u mnie wygląda tak: wstaję, idę do kuchni robić kawę i śniadanie dla chłopaków, to biorę dwie kromki z MASŁEM (tego mi najbardziej będzie brakować, bo masło uwielbiam i zawsze je "kroję" zamiast smarować :P To mnie gubi :( ) I jem podczas robienia śniadań dla synów. Zapycham się szybko i jest dobrze, a weź tu człowieku teraz zjedz sobie ze dwa jajka na miękko i się zapchaj tym ...:( No i obiady. Często nie ma czasu czegoś robić, a to lekarz, a to gdzieś coś załatwić, a to ładna pogoda i siedzimy na dworze, a poza tym dwójka małych dzieci w domu - kto ma, to rozumie(to też wiele wyjaśnia) - wtedy szybko można kupić jakieś gotowe danie, wrzucić do piekarnika lub mikrofali i z głowy. Albo jak jesteśmy jeszcze na mieście, to jakiś kebab, albo frytki... Tego sobie wyobrazić nie umiem. No i tak, jak wspomniałam - dwóch synów w domu, a ty człowieku weź siedź pół dnia w kuchni, kombinuj, nabałagań, potem trzeba posprzątać, jeszcze czas na ćwiczenia. Przecież z dziećmi też trzeba się pobawić (szczególnie, ze sami za bardzo zostawać nie mogą, bo zaraz plącze, złośliwości itp). Wracając do Meridii, podobno lekarz rodzinny może nadal wypisać i w Czechach się wykupuje. Katarztnka, dziękuje za pamięć Tez masz mieszkaniowo nieciekawie - to co Twojemu ojcu tak odwala? Też bym chciała wrócić do pracy, ale właśnie nei mam jak. Łukasz robi na zmiany (teraz nawet nocki), wiec bym musiała pod niego mieć "grafik" ustawiany, a wątpię jaki pracodawca pójdzie na coś takiego :( Nie no,ja mam plan -miesiąc Meridia i potem Dukan i nie daj się a zesraj się - będę piękna!!! Teraz tylko namówić znajomych, żeby mi wykupili i przywieźli na święta Jeśli na coś nie odpisałam, to przepraszam - nadrobię później, bo teraz mnie jeszcze rozproszyła kobitka na Tablicy, jak się targuje mocno...
  20. Królik

    Marzec 2012

    Gadałam z mamą o tej Meridii, podobno jej koleżanka z pracy też stosowała, ale najpierw zaczęła drastycznie chudnąć, a potem znowu przybrała - nie wiem, czy odstawiła za szybko, czy jak - jutro ma się jej dopytać. Wiem, że u nas nielegalne, ale mój plus taki, że znajomych mamy w Czechach, a żeby było lepiej, to na święta przyjeżdżają do Polski, to by się akurat mi udało z dowozem... Ale muszę więcej o tym poczytać najpierw. Izzik, no 8 stopni to faktycznie "troszkę" za mało przy dziecku... A z wilgocią to wiadomo - u nas w pokoju dzieci (tym, co mają spod spodu ocieplić, bo tak zimno) to jak pranie wisiało (ręczniki), to pod nimi kałuża się robiła - wilgoć tak przechodziła. Ale my tam nie grzejemy wcale, bo szkoda kasy na to - nikt tam nie siedzi, bo się nie da. Jutro idziemy do alergologa, może testy Patrykowi zrobi...już się obawiam, co tam wyjdzie... Franti, co do okresu, to ja Ci nie odpowiem - u mnie pojawił się (o ile dobrze pamiętam) już w 4 miesiącu po porodzie i mam z nim przesrane... Lekarka powiedziała, że to "normalne przy karmieniu", choć lekarz, którego się radziłam na forum uważa inaczej. Chodzi o to, że mam maksymalnie nieregularny i cholernie długi okres wiesz przykładowo dwa tygodnie krwawienia, potem plamienie i ledwo się skończy to znowu plamię i dalej zaczyna się krwawienie. Ostatnią miesiączkę miałam w styczniu - dosłownie, bo trwała CAŁY styczeń :( Do tej pory cisza. Ale ja mam PCOS (policystyczne jajniki) i teraz przez przeszło 4 lata niczym nie leczone (pierwsza ciąża, karmienie, dwa miesiące leków i kolejna ciąża). Powiedziałam sobie jednak, że nie pozwolę sobie na leczenia tabletkami anty, bo im zawdzięczam już i tak za wiele kilogramów (a PCOS w moim przypadku utrudnia zrzucenie i utrzymanie prawidłowej wagi, więc leczenie takimi hormonami jeszcze pogarsza sprawę). Masz się po prostu dobrze, że @ jeszcze nie przyszła :) A co, tęsknisz za nią :P Ja bym nie płakała - każdy organizm reaguje inaczej - jednej wystarczy kilka nieregularnych karmień piersią na początku i owulacja wraca - widocznie Ty karmiłaś "często gęsto" i Twoje ciało nie pozwoliło sobie jeszcze na decyzję o "umożliwieniu kolejnego rozrodu" (czyli powrót owulacji). Wiesz, jeśli Cię to naprawdę martwi, to wizyta u ginekologa nie zaszkodzi, a przegląd się przyda. Może cytologię Ci zrobią przy okazji? :)
  21. Królik

    Marzec 2012

    Izzik, to ile macie na termometrze w nocy, ze teściowej tak gorąco? Nie może u siebie kaloryfera zakręcić, czy jak? Ja to właściwie też jestem przyzwyczajona do zimnego (choć jak byłam młodsza, to strasznie ciepłolubna). My mamy w pokoju w nocy lekko ponad 18 stopni(nie grzejemy, pokoik mały, ja z dziećmi śpię w nim), w dzień siedzimy w dużym pokoju zamknięci i tylko w nim grzejemy i jest tak 19,5-20. Jak byliśmy na święta u moich rodziców, to aż nie wiedziałam, co zrobić ze sobą, bo oni (na rtęciowym)mięli 22stopnie, a ja umierałam i boso bez skarpet chodziłam, czego moja babcia nie mogła przetrawić - ale było mi tak gorąco w stopy, że aż niedobrze mi się robiło. Piszę o rtęciowym, bo mamy stację pogody - stacja pokazuje te 19,5, a rtęciowe w tym samym czasie 21, wiec dlatego uważam, że to inna miara jednak jest. Piszesz z takim przerażeniem o tej Maridzie, a mnie zainteresowałaś na tyle, że zaczęłam szukać w internecie informacji o tym. No, ja się kwalifikuję, bo moje bmi to 34,7...:( Nie wiem, czy bym się odważyła na coś takiego, z pewnością nie z niewiadomego źródła, a w Polsce chyba już wycofane są, nie? Kiedy kuzynka brała? W obecnej chwili, z informacjami, jakie zdołałam poczytać stawiam na 80%, ze wzięłam bym kurację na miesiąc na spróbowanie, albo dwa. Łatwiej wydaje mi się było by mi kontrolować pojedyncze kilogramy, kiedy zrzuciła bym te 15-20kg, niż teraz z tym walczyć, szczególnie, że "złote rady" "mądrych" osób nie pomagają - ruszam się, nie obżeram się, a waga stoi. Kiedyś prawie dwa miesiące jeździłam na rowerku treningowym, utrzymując odpowiednie tempo, pół godziny po lekkim śniadaniu (jak zalecano), przez zalecaną ilość czasu i co? I jajco, wielkie NIC. Ani grama nie spadło. To chyba może zniechęcić, nie? Franti, weź nie mów o śniegu, bo mi się już nim nie powiem, co chce...:\ Wchodzę wieczorem do kuchni a tu całe okna zasypane - do samiusieńkiej góry (bo taki wiatrzysko zawiewa). I weź tu człowieku nie miej depresji... Ja chcę wiosnę (ale już tą bez pośniegowego błota i psich kup rozlewających się po roztopach) ^^ Marzenia ściętej głowy :P Mnie nie czeka przekłuwanie uszu ^^ Przynajmniej na razie, a co synusiowie wymyślą za kilka lat, to już zobaczymy :P Ale wolała bym już im sama przekłuwać, niż by mieli z kolegami gdzieś razem jedną igłą to robić, choć pewnie jak będą chcieli, to i tak to zrobią - bo co, będą się chwalić, że "mamusia uszka przebiła" ?:P Gdybym miała córę, to nie wiem, kiedy bym się zdecydowała na przekłuwanie. Ja sama miałam chyba ze dwa latka, jak mi mama na ziemniaka robiła ^^ To były czasy Powodzenia Wam życzę :*
  22. Królik

    Marzec 2012

    Cieszę się Franti, ze tak piszesz ^^ Dzięki że mnie namówiłaś :P Izzik, zdjęcie Twoje nie jest wcale duże, ale na jego podstawie widzę, ze daleko Ci do mnie, hehe :P Wiesz, u mnie najśmieszniejsze jest to, ze w pierwszej ciąży przytyłam ponad 20kg, poród odjął chyba 12kg (o ile dobrze pamiętam), co daje nam 8kg na plusie. I z początku przez depresję chudłam, ale później wszystko nadrobiłam i wynik końcowy dał mi +10kg do wagi sprzed ciąży. W drugiej ciąży przytyłam w sumie chyba z 10kg i to po porodzie zniknęło. Stopniowo nabierałam później :( I właściwie nie wiem, jak to się dzieje - nie jem dużo, był remont, więc generalnie kiepsko z czasem na jedzenie, człowiek się pocił jak wieprzek (bo to lato też było), teraz też różnie bywa z czasem + lenistwo (bo jam mam 5min dla siebie, to wolę co innego robić niż jedzenie szykować :P)... No i dupa, za przeproszeniem, rośnie. Mam prawie 4kg więcej od porodu :( Chyba kupie sobie tasiemca xD Słyszałyście o tym? Chyba na Polsat Caffe, czy jakoś tak, było o ludziach, co sobie zafundowali taka kurację odchudzającą....masakra.
  23. Królik

    Marzec 2012

    Zrobiłam te suwaczki, ale chyba nie będą zbyt ładne, bo zdaje mi się, że one się nie przesuwają wraz z upływem czasu. Polecicie jakąś stronkę, gdzie są ładne i proste suwaczki, które nadadzą się na pierwszą stronę?:)
  24. Królik

    Marzec 2012

    Witajcie po długiej przerwie :) Ktoś mnie namówił, żebym w końcu się pokazała, więc jestem, choć nie jest mi łatwo wbić tak znienacka i znowu pisać powieść ^^ Nie pojawiam się, bo nie mam czasu na to - trzeba czytać, odpisywać, dodać 5groszy od siebie i czas znika jak ciastka na degustacji :P A kto mnie jeszcze pamięta, to wie, że mało pisać nie umiem xD Nie chcę też narzekać, ale Marek łobuzuje, dokucza młodszemu bratu (choć są chwile, ze słodko się na nich patrzy, ale nie trwają za długo :P). Trochę problemy zdrowotne mamy - Patryk ma podwyższone Ige (alergia), choć alergolog uspokaja, że taka nadwyżka nie jest tragiczna, bo alergicy potrafią mieć 10x tyle. Trochę się nam chorowało - zapalenia oskrzeli, płuc - stąd wizyty u immunologa (Patryk). Marek też nie lepiej - w maju zeszłego roku wycięli mu torbiel naskórkową z tyłu głowy (miał to od urodzenia - wyglądało jak powiększony węzeł chłonny, czym też lekarka to nazwała, ale jak po prawie 2 latach się nie wchłonął (po podobno u dzieci małych tak czasem bywa - nie ma się czym martwić i węzeł się wchłania samoistnie), to nabrała podejrzeń. I słusznie skierowała do chirurga, a następnie wylądowaliśmy u hematologa. Tak więc już prawie rok mija od zabiegu, a on ma cały czas strupek w tym miejscu (co już dawno go być nie powinno). Byliśmy i chirurga, to idiotka stwierdziła, żeby to dermatolog zobaczył :O Szok! Tak więc nie pozostaje nic innego, jak ustalać termin do hematologa - niech zrobi jakieś usg, żeby stwierdzić, czy oby nie jest tak, że wycięli za mały fragment skóry... Eh. Nie lubię narzekać :P Z milszych rzeczy - po ponad pół roku walki wyremontowaliśmy mieszkanie ^^ Kiedyś wstawię zdjęcia, gdyby to kogoś interesowało. Czekamy na ocieplenie stacji TRAFO, która jest pod pokojem dziecięcym i pod kuchnią. Mrozy i nieszczelne drzwi (zwykła blacha, z wielkimi wentylatorami)sprawiały, że pokój dziecięcy stał się teraz składzikiem, a dzieci cisną się z nami w pokoju. Nawet, jak grzaliśmy pełną parę, to wysoko w pokoju było 23 stopnie, a przy podłodze 14-15... Niech mi nikt nie tłumaczy, ze się przy podłodze nie mierzy temperatury, bo niech to wytłumaczą rocznemu dziecku, które raczkuje i uczy się chodzić, że nie powinno go interesować, że marznie w pupę i nóżki...Na szczęście pozytywnie rozpatrzyli nasze podanie o ocieplenie tam sufitu i cierpliwie czekamy, aż to zrobią i dzieci będą mogły normalnie mieszkać w swoim pokoju. Patryk gada jak najęty (po swojemu oczywiście, choć dużo już powtarza słów, które mają sens "mama, baba, tata, Eła (chyba chodzi mu o moje imię - Ewa :P), dziadzia, ciocia, am, papa, itp". Jeździ autami po podłodze i warczy jak silnik :P Szybko zaczął to robić, ale to chyba kwestia posiadania starszego brata ^^ Starszy syn zaczął o wiele później interesować się resorakami. Wkłada sobie klocki(sensoryczne) do żyrafy, ostatnio zaczął układać puzzle drewniane (gwiazdka, koło, trójkąt i kwadrat) - próbuje też sił z wkładaniem takich klocków do garnuszka z FisherPricea, ale jak sobie źle złapie i nie może mu wejść, to się złości i rzuca nimi po pokoju xD W ogóle to taki spryciarz z niego - czasem wie, jak zapłakać, żeby Markowi się oberwało za nic :P Jak mu się Marek dokucza, to on zaraz płacze, więc starszy dostaje "po uszach". Czasem jak Patryk coś chce na Marku wymusić, to tak samo płacze i jak się w danej chwili nie patrzyło, to idzie wywnioskować, że Marek znowu mu coś dokuczył, albo zabrał zabawkę. Ale już go rozpracowaliśmy i zanim Marka się skarci, upewniamy się, że to nie Patryka manipulacja :P Chodzić mu się chce, ale nie samemu :P Stoi już dość długo sam, raczkuje chyba 20km/h :P, przemieszcza się z jakimiś przedmiotami (duże auta, jeździk Marka), ale sam się jeszcze nie odważył stawiać kroków :) Ja się tym nie przejmuję - na wszystko przyjdzie czas ;) Moja mama to lamentuje czasem, że no przecież JUŻ POWINIEN CHODZIĆ :\ Ma dwa ząbki na dole, kolejnych nie widać. Markowi też późno wychodziły, ale z tym też powiem to samo, co przy Marku - im później wyjdą, tym później się zepsują :P Ja płaczę nad swoją tuszą i nie mogę nic z nią zrobić - diet nie zamierzam stosować, bo w nie nie wierzę - prawidłowa dieta, to zmiana stylu odżywiania na stałe, a nie tymczasowo, bo to powodowało u mnie zawsze efekt jojo z nadwyżką, niestety :( A nie umiem zmienić nawyków żywieniowych. Wolę kromkę chleba z masłem, niż kilogram samej surówki, bez ziemniaków drugie danie nie ma sensu dla mnie - wolę oddać mięso, albo dodatek (surówka, kapusta, ogórek) - ale bez ziemniaka nie zjem obiadu - no, chyba że jest akurat obiad z ryżem, makaronem czy kaszą. Kupiliśmy sobie matę do tańczenia i wywijamy z Markiem w Stepmanii, ale też nie przynosi to efektu, jakiego się spodziewałam, pomimo, że jak dzieci idą spać i ja sama na niej zostaję, to szaleję, aż często pot mi po tyłku cieknie, a potem zdycham, bo wysiadają mi nogi... Waga ani drgnie, wręcz ostatnio, kilo na plusie - a jem mniej, wieczorem nie dojadam no i ruszam się...:( Załamka. A już mi się niedobrze robi, jak patrzę na swoje zdjęcia... Od wczoraj nie jemy już cycusia. Patryk tak samo, jak Marek - sam się odstawił. W dzień nie miał czasu (nie ma to jak przeszkadzający starszy brat :P), od jakiegoś czasu jadł tylko rano, koło 4-5, ale i to przestał się czasem budzić. Jak wstawał o tej powiedzmy 7 i próbowałam mu jeszcze dać, to już różnie bywało - jak był zaspany, to jadł, ale jak się rozbawił, to nic z tego- palce mamie do oka, do nosa, ciągnięcie za włosy, drapanie po buzi - i do tego śmiechy hihy i tyle pojadł. Teraz lekarka by mi pewnie zaleciła stosowanie tabletek anty, ale ja się nie zgodzę. Mam znowu problemy z miesiączką. Ostatnia zaczęła się przed samym sylwestrem i trwała miesiąc... Poprzednie były podobne - w lato miałam ponad 3 tygodnie ciągłego krwawienia (bałam się nawet o anemię), po czym plamiłam chyba ze 4 dni, dwa dni przerwy i od nowa na kolejne 2 tygodnie mnie zalewało...Ale lekarka stwierdziła, że przy karmieniu piersią nie może mnie niczym leczyć. Dała jednoskładnikową tabletkę, ale po niej przytyłam, pomimo krótkiego okresu stosowania, więc odstawiłam, bo poprawy w miesiączkowaniu wcale nie było. Teraz się zaparłam, ze albo znajdzie inny sposób na leczenie mojego schorzenia, albo będę chorować bez leczenia, bo jeszcze trochę, to będę wyglądać jak potwór ;( Widzę, że muszę się wziąć za aktualizację pierwszej strony, bo suwaczki się "zatrzymały" :P Postaram się zrobić to jak najszybciej ;) Pozdrawiam Was wszystkie gorąco!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...