Jestem umiarkowanie nadopiekuńcza kiedyś biegałam na każde kwilenie syna, teraz mówię "uważaj" gdy spodziewam się katastrofy typu przytrzaśnięcie paluszków lub upadek, jak się coś wydarzy to oczywiście przytulam ale jednocześnie mówię że przecież ostrzegałam i pytam dlaczego mnie nie słuchał. Generalnie rodzina nie ma żadnych uwag i bardzo dobrze gdyż uważam że staram się zachowywać rozsądnie i bez przesady. Przecież nie ma reguł kiedy trzeba lecieć do dziecka a kiedy nie, daję dziecku luz ale kontrolowany żeby np. nie pożarł całej kostki mydła lub nie wyszorował sobie zębów szczotką do wc, ostatnio jak byliśmy w szpitalu na kontroli to starałam się żeby nie lizał podłogi a poza tym pozwalałam mu na wszelkie wygibasy: tarzanie się po podłodze, zbieranie paproszków, czym oczywiście wywołałam zdziwienie wśród innych rodziców, ale jedna matka powiedziała ciekawe zdanie: lepiej żebyś pierwszy zjadł bakterię zanim ona ciebie zje:) oczywiście w granicach rozsądku...