Skocz do zawartości
Forum

j_kaminska

Użytkownik
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez j_kaminska

  1. U nas zmiany weszły prawie bezboleśnie. Pojemniki na śmieci zmieszane dostaliśmy pod koniec czerwca. Na śmieci segregowane mają być worki, ale póki co ich nie mamy jeszcze - podobno już rozwożą. Tak więc wszystkie kartony, plastiki itp. zalegają po kątach w garażu i przy domu :( Natka a co do szkła, to przecież słoik tak samo może się zbić, jak i szklanka. Mój mąż twierdzi, że to raczej z powodu domieszek chemicznych powodujących, że np. naczynia są żaroodporne czy nietłukące.
  2. Droga Redakcjo, Kiedy będą wysyłane nagrody? Bo Kubuś bardzo nie może się doczekać zakupów :) Pozdrawiamy
  3. Wydaje mi się, że złe noszenie czy przewijanie itp. może jedynie pogłębić te nieprawidłowe napięcie, a nie spowodować.
  4. Margeritka j_kaminska Ja jak karmiłam synka to nie miałam żadnych oporów przy karmieniu w miejscach publicznych. Dla mnie wtedy piersi to był po prostu bufet i już. Oczywiście nie latałam z cyckiem na wierzchu, tylko przykrywałam np. pieluszką. Ale zauważyłam również, że gdy ludzie widzieli, że karmię, to sami się odwracali i nie gapili się jakoś. Zauważyłam też, że największy problem z karmiącymi mamami mają starsze kobiety. Potrafią spojrzeć się z takim obrzydzeniem i pogardą, że aż dziw bierze. A przecież niejedna z nich też piersią karmiła. I o dziwo mężczyźni prawie uwagi nie zwracają na karmiące matki. Też macie takie spostrzeżenia? na spacerach karmiłam Olę w jednym miejscu, miałam taką zaciszną ławeczkę:) ale jak jestem z nimi dwiema i Emilka płacze i złosci się, to oczywiście cały plac zabaw poza dziećmi patrzy na mnie i czy jak odłożę do wózka i po karmieniu to będzie płakało czy nie...poza tym plac zabaw w środku blokowiska...nie lubię karmić w miejscach publicznych, ale niestety czasem trzeba, bo wyjscia nie ma Ja też zawsze staram się przed wyjściem nakarmić dziecię i tak planować wyjścia, aby kolejny raz nakarmić już w domu, bo to jednak komfort inny, gdy się jest w swoim domku. Ale gdy zdarzy się inaczej, to nie jest dla mnie żadnym problemem nakarmić młodą. W sumie mój Kubuś jest na tyle samodzielny, że przez tą chwilę zajmie się sobą i nikt nie zwraca na nas uwagi. A gdy jesteśmy gdzieś dalej czy dłużej na zakupach, to w samochodzie młodą karmię. Zresztą powiem Wam, że od kiedy młodą w chuście noszę, to zauważyłam, że jak zje to potrafi przespać w tej chuście spokojnie ze 3-4 godziny. Więc jest to wystarczająco dużo czasu, aby wszystko pozałatwiać :)
  5. Cudownie Kasiula :) Trzymam mocno kciuki, aby wszystko było teraz dobrze. Niech Fasolka rośnie duża, silna i zdrowa :)
  6. Ja jak karmiłam synka to nie miałam żadnych oporów przy karmieniu w miejscach publicznych. Dla mnie wtedy piersi to był po prostu bufet i już. Oczywiście nie latałam z cyckiem na wierzchu, tylko przykrywałam np. pieluszką. Ale zauważyłam również, że gdy ludzie widzieli, że karmię, to sami się odwracali i nie gapili się jakoś. Zauważyłam też, że największy problem z karmiącymi mamami mają starsze kobiety. Potrafią spojrzeć się z takim obrzydzeniem i pogardą, że aż dziw bierze. A przecież niejedna z nich też piersią karmiła. I o dziwo mężczyźni prawie uwagi nie zwracają na karmiące matki. Też macie takie spostrzeżenia?
  7. Gratulacje Bettyy i mika - zdolne Wasze dzieciaczki. Mój 3-latek sam się też ubiera, chyba że ma coś lepszego akurat do roboty ;) I na szczęście póki co siostrzyczki ciuszków nie chce nakładać :)
  8. U mnie w firmie było tak, że od samego pracodawcy nic nie było. Ale pracownicy sami się składali (i szefowie również od siebie dokładali do tego) i ja dostałam dla synka leżaczek-bujaczek i matę edukacyjną. Z reguły robiliśmy tak, że pytaliśmy kto co chce dostać lub czego potrzebuje. I ja właśnie chciałam coś z tego, co dostałam. A kaski uzbierali tyle, że wystarczyło na obie rzeczy :)
  9. Agaluk to będziesz po sąsiedzku, bo my w tym roku skromny urlopik w Kątach Rybackich, również w sierpniu. Blisko w miarę od domu, a córcia dopiero 3 m-ce będzie miała. A chciałabym mocno w góry, bo uwielbiam. Albo Włochy, bo zakochałam się w nich, gdy tam byłam i czuję ogromny niedosyt :) A na przełomie sierpnia i września będziemy mieć gości z Węgier, więc zapewne będziemy z nimi nasze pomorskie strony zwiedzać.
  10. Mój chrześniak ma właśnie 6 lat, więc temat mi znany. Nie wiem czy referendum cokolwiek da, ale zawsze to jakaś szansa, aby samo społeczeństwo się wypowiedziało na dany temat. Co do samej szkoły w tym wieku, to chrześniak nie chodził wcześniej do przedszkola i połowę roku szkolnego przechorował. Więc zupełnie nie jest gotowy na szkołę. Poza tym nawet gdyby nie chorował, to mało który 6-latek jest w stanie wysiedzieć na lekcji... Myśmy chodzili do 8 klas podstawówki, system działał prawidłowo, poziom nauki był wysoki, a teraz nie rozumiem, dlaczego zmienia się coś co działa. I to od kilku ładnych lat non-stop. Cała ta reforma szkolnictwa to jakaś totalna porażka.
  11. I ja chętnie do Was dołączę :) Synka karmiłam piersią ponad 13 mc-y, a teraz dwumiesięczna córcia też na cycku tylko. No i plan karmienia cyckiem jak najdłużej. Uważam, że mamusiowy cycuś to najlepszy wynalazek ;) - nie trzeba mleka przygotowywać, wody gotować, parzyć butelek, pakować całej torby itp. Wychodzisz i restaurację dzieciową masz zawsze przy sobie ;)
  12. Margeritko, a te szaszłyszki to jakoś grilować później? Bo pierwsze słyszę o czymś takim, ale brzmi apetycznie bardzo.
  13. Natka gratulacje zdolnego syna :) A mój synuś dzisiaj był pierwszy dzień w przedszkolu na godzinach adaptacyjnych (zaczyna przedszkole we wrześniu). No i w parę minut zapomniał o mamusi... Kurczaki dopiero co go rodziłam, a tu już przedszkolak :)
  14. Właśnie w tym rzecz, że w takim kartonie po mleku czy soku, to tego kartonu jest niewiele. W środku jest on przecież wyściełany jakimiś innymi foliami itp. Dlatego właśnie jest to tworzywo sztuczne takie samo jak plastikowa butelka. U nas akurat gmina zrobiła piękną rozpiskę co gdzie wrzucać, a czego nie. Aczkolwiek najbardziej mnie zdziwiło, że domowej zwykłej szklanki nie mogę wrzucić do szkła... Wiedzieliście o tym?
  15. Wydaje mi się, że Twój synek mógł się przestraszyć po prostu prysznica. Może jakieś inne wrażenia i już strach gotowy. Spróbuj mu dać słuchawkę od prysznica z lekko odkręconą wodą do zabawy, a później stopniowo próbuj go obmywać nią. Może się przekona, że to nic strasznego, tylko zwykła woda...
  16. Tak właśnie ze mną było. Pytałam lekarza mojego przy pierwszej ciąży czy powinnam brać jakieś witaminy, a on mi powiedział, że póki wyniki badań są dobre, to nie ma takiej potrzeby. No i nie brałam nic.
  17. Kasiula również trzymam mocno kciuki, aby wszystko skończyło się dobrze. Może jednak lekarze się mylą... Tak też się przecież zdarza. Ważne, że masz już swoje jedno słoneczko - synka. A na drugie też przyjdzie odpowiednia pora. Trzymaj się dzielnie i dawaj znać jak się czujesz.
  18. Witaj mamaLizzi :) Gratuluję zdrowej majowej dzidzi. Fajne właśnie w Anglii jest to, że położne do Ciebie tak często przychodzą i pomagają. Teoretycznie w PL też powinny kilka razy przyjść, ale nie zawsze tak się dzieje. A wyjść ze szpitala po 20 godzinach to ja bym nie była w stanie :) A tak to sobie posiedziałam z córcią w szpitalu, mąż się synkiem zajmował w domu, ja odpoczęłam, doszłam do siebie i już. A co do szczepień, to sama nie wiem. Mam za małą wiedzę, aby decydować czy szczepić czy nie. U nas póki co szczepienia są obowiązkowe. A i tak informacje, które są na temat szczepień dostępne, są często sprzeczne, więc człowiek głupi i nic nie wie i tak... Tak czy inaczej dużo zdrówka dla Was i wpadajcie tu częściej :)
  19. U takich dzieciaczków na pewno dmucha się w buźkę - mieliśmy na szkole rodzenia zajęcia z ratownikiem i on właśnie ten temat poruszył. Chodzi o osuszenie tak jakby tchawicy bodajże. Także klapsy możesz odpuścić. No i dmuchaj w buzię a nie nosek.
  20. Witaj Rene, A już myślałam, że to forum całkiem umarło... Fajnie, że maluszek Twój rośnie zdrowo. Co do ortopedy i bioderek, to każdy maluszek w drugim miesiącu musi mieć usg bioderek, więc nie jesteście wyjątkiem, bo to standardowe badanie. Co do szczepień to ja zarówno dla Weroniki, jak i dla synka braliśmy szczepienia skojarzone 5 w 1 oraz szczepienie przeciw pneumokokom. Rotawirusów nie szczepiliśmy, gdyż teraz jest tak mnóstwo odmian, że szansa, że jak już dziecko rota złapie, to tego ze szczepionki, jest bardzo mała i nasza pani doktor polecała znacznie bardziej pneumokoki. Zresztą większość dzieci nawet po szczepieniu ląduje w szpitalach, żeby się nie odwodnić w przypadku rotawirusów. Ale i tak decyzja należy do Ciebie :) i niestety wiem, że nie jest ona łatwa. Szkoda, że nie udało Ci się karmić piersią. Jest to niesamowita wygoda jednak. Ale ważne, że maluch rośnie :) Trzymajcie się zdrowo i oby przestało padać w końcu :)
  21. Margeritka dzięki za odpowiedź:) nie słyszałam o tych leżaczkach - bujaczkach... Ja też nie słyszałam i Jakuba normalnie kładłam na nim. I teraz jak spojrzałam na zdjęcia to faktycznie dziecko zawsze leżało tak dziwnie wygięte. Leżaczek jest za szeroki i za miękki na takie małe dziecko i teraz Weroniki już nie kładę. Za to korzystam z fotelika samochodowego, ale w nim mała leży zupełnie inaczej - nie ma zbyt dużo miejsca, więc ciałko układa się prosto.
  22. Myślę, że jednak jesteś w ciąży. Poczekaj z tydzień, dwa i zrób jeszcze raz usg. Możesz też wybrać się na badanie krwi i wtedy będziesz mieć pewność.
  23. Obejrzałam ten serial i powiem szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony ta magiczna chwila przyjścia na świat nowego człowieka, z drugiej zaś kamera "wjeżdżająca" w najbardziej intymne miejsca w jednej z najbardziej intymnych chwil w życiu kobiety i miliony ludzi oglądających krocze rodzącej kobiety... Jednak gdybym miała wybrać historię, która w jakikolwiek sposób mnie poruszyła, to byłaby to historia z odcinka drugiego. Samotna dziewczyna w ciąży, którą rzucił chłopak - niby historia jakich wiele. Dookoła nas przecież mnóstwo takich kobiet. Co więc w niej takiego wyjątkowego? To, że miała tak ogromne wsparcie ze strony swojej rodziny. Rodziny złożonej z praktycznie samych kobiet. I matka doula, która tak cudownie potrafiła się zająć swoją rodzącą córką, ze świadomością, że to nie kolejny poród, jakich w swojej pracy zapewne miała wiele. Wspaniale wspierała swoją córkę podczas porodu. Śmiem nawet stwierdzić, że dużo lepiej niż niejeden mąż. Ciepło i miłość w tej rodzinie były niemal wyczuwalne na ekranie. Dlatego właśnie ta historia utknęła mi w pamięci najbardziej. Z mojego punktu widzenia jest jedna podstawowa zaleta takiego porodu oraz jedna wada. Mianowicie: - zaleta: "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". W tym powiedzeniu zawarte jest wszystko - komfort psychiczny, bliskość każdego, kogo tylko chcemy mieć obok siebie, wszystkie potrzebne rzeczy pod ręką; - wada: brak możliwości szybkiej reakcji w przypadku powikłań. Gdyby mój pierwszy poród odbywał się w domu, zapewne mojego synka nie byłoby teraz na świecie.
  24. Natka oczywiście masz rację. Kalectwo czy choroby to oczywiste raczej dla rodzica. Bardziej mi chodziło o takie rzeczy "rozwojowe". No i oczywiście, że raczej rzadkością jest wszechstronnie uzdolnione dziecko. Ważne, że rozwijacie zdolności syna. To chyba połowa sukcesu, gdy dziecko ma możliwości rozwoju swoich zdolności. Każdy rodzic powinien tak postępować w miarę możliwości. Margeritko, jeśli chodzi np. o języki, to ważne jest, aby rozwijać te umiejętności w miarę wcześnie. A póki co dziewczynki Twoje są zbyt małe, aby zobaczyć jakieś ewentualne Twoje braki. Trzeba je jedynie jakoś zachęcić, a tu przykład w góry nie jest konieczny, a jedynie właściwa motywacja :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...