Skocz do zawartości
Forum

marciołka

Użytkownik
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez marciołka

  1. Kurczę Maczetka ja na twoim miejscu przedzwoniłabym do lekarza. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że takie kolorki to chyba nie jest najbardziej normalna rzecz... Także nie cykaj się, tylko dzwoń trzymam kciuki za to, żeby było ok :)
  2. Ja robię pyszną chrupiącą sałatkę -łatwiznę z selera naciowego. MNIAM!!! Jak chcesz przepis to daj znaka :)
  3. Dokładnie... zresztą oni nawet nie rozumieją, że coś robią nie tak! Mój mąż jak jest chory to wiadomo - świat się zawalił, cierpi jak nikt wcześniej itp. Ale jak ja zachoruję to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym sobie radziła sama... I np. kanapeczkę też sobie mogę zrobić, nie? No przecież nie prosi, żeby jemu szykować! Masakra.... Mój mnie jeszcze jednym rozbraja. Jestem na ostatnich nogach i jak K wychodzi z domu, to zawsze się umawiamy, że zerka na telefon i jest dostępny. I co? Ostatnio dzwonię do niego, a on... żadne tam halo, czy coś się stało... Tylko od razu - "oddzwonie za chwilę". A jak kurna mam w razie czego wytłumaczyć dziecku, żeby się wstrzymało????!!!
  4. marciołka

    Listopad 2008

    Hurra!!!! Nareszcie ruszyło!!! Czyli będę ciocią :) No to trzymaj się Bąbelkowa!! Ja się za to wczoraj po tej biegunce wkręciłam... I znów pół nocy nie mogłam spać. Miałam skurcze przepowiadające, ale już bolesne + ból krzyża. Brzusio napięte, ale udało mi się zasnąć, więc raczej nie był to poród hihihihihihii Dziś znów się tak dziwnie czuję... Tzn. dobrze i w ogóle, ale jakoś tak inaczej, i boli mnie cały czas tam na dole i plecy... ufff może ja też już niedługo??
  5. marciołka

    Listopad 2008

    Hehhehee przed chwilą mój mąż był w garażu i okazuje się, że do teściów nie dotarło, że nie chcemy kołyski! Już stoi w garażu i Kuba mówi, że jest brzydsza niż pamiętał hahahhahaha
  6. Andzia, może to i jest sposób, ale chyba nie na mojego m... Bo to ja kupuję skarpetki. On chyba myśli, że się nie zużywają... Niedawno najadłam się wstydu przez niego. Poszliśmy do znajomych, K ściągnął buty, a tam... na obu skarpetkach wywietrzniki na duże palce u nóg!!! Nawet nie wiedziałam, że on ma takie dziurawce, bo bym po prostu wyrzuciła!!
  7. No kurde! Nie dość, że nie ułatwiają życia te chłopy, to jeszcze uprzykrzają!!! Dziewczyny, nie dajcie się!!! Wiem, wiem, łatwo mówić... Sama nie potrafię tak odpuścić... Najgorsze jest to, że mój facet chyba jest czasem ślepy na ten bałagan w domu. I zawsze konczy się tak, że sama sprzątam, bo się normalnie wstydze jak w domu jest bajzel. Idiotka... A te ciuchy na podłodze... Mój robi jeszcze tak, że jak gdzieś wychodzi na spotkanie (pracuje w domu) to nakłada jakieś eleganckie ciuchy. I ściąga to swoje ukochane dresiwo ("Gdzie moje dresiwo??? Uprałaś???")... I tu czegoś nie kapuję - ściąga portki, podnosi je i składa... po czym rzuca na podłogę, łazi po tym i taki syf w tym mieszkaniu się robi, że szkoda gadać. I te skarpetki - ja nie wiem, jak ściągam syrki to odnosze do łazienki do kosza na brudy, a nie rozrzucam po krzesłach w dużym pokoju!!!!
  8. Kurde!!! Miałam dziś mega biegunkę!!! A teraz czekam... Ile czasu może minąć zanim np. zaczną się skurcze? Teraz to się jeszcze wystraszyłam o te wody... Ale mi chyba nie odchodzą... To jak odróżnić wody od takich wodnistych upławów?? Ja mam takie rzadkie, w kolorze troszkę mleczne...
  9. Ja na moim w zasadzie nie mogę tak psów wieszać, ale... Czase3m tak działa na nerwy. Z jednej strony nie pozwala nic zrobić (słynny tekst: Przecież ja to zrobię... albo Miśka! Przecież mówiłem...), a z drugiej wszystko odkłada na potem! Mnie osobiście najbardziej wkurza mycie wanny. Jak zobaczy, że myję wannę to na mnie krzyczy, że nie powinnam, że chyba chcę wcześniej urodzić itp. Ale jak mówię, żeby w takim razie on umył, to mówi: Ok, zaraz umyję. I na tym się kończy, bo przecież "wanna jest czysta". Czy oni nie rozumieją, że sprzątanie trzeba powtarzać często??? A zwłaszcza sprzątanie łazienki i kuchni... Inna sprawa to to jego planowanie... ehhhh... Siada co rano, robi listę spraw do załatwienia, lista od początku nierealna, bo zakłada, że przejazd przez miasto w szczycie zajmnie mu np. 15 minut ;) A potem wieczorem biadoli, że się nie udało nic załatwić, a on taki zmęczony, a może masaż bym mu zrobiła... Uuuuuuuu.
  10. marciołka

    Listopad 2008

    Suzy nie łam się. Teraz taki etap, że każdemu jest ciężko... Fakt, że nam ciężej niż im, ale wiesz - oni tylko na zewnątrz tacy twardzi, a w środku trzęsą się jak galareta ze strachu. Buziaki!!!!
  11. Za mną chodzą ruskie, ale już mi się chyba nie chce przy nich męczyć. Będą wczorajsze kotlety mielone, ziemniaki i jakaś zielenina!
  12. Eeee dojazdu to się tak nie boimy. Poród trwa zwykle przynajmniej kilka godzin, a w razie czego po prostu znajdziemy jakiś najbliższy szpital... Widzisz, utwierdziłaś mnie w tym, że naprawdę dobrze mieć jakiś punkt zaczepienia w szpitalu, w którym rodzisz. Tyle się nasłuchałam o dziewczynach, które były tak zupełnie anonimowe i potraktowano je jak zło konieczne... Niestety żyjemy w takim kraju, w którym tylko znajomości albo kasa jest w stanie cokolwiek zmienić.
  13. marciołka

    Listopad 2008

    Hehehe ja to się cieszę, że my już tak blisko :) Tak sobie ostatnio właśnie przeglądałam posty dziewczyn, które mają jeszcze całą ciążę przed sobą.... Ehhh czas tak szybko zleciał... Ja też życzę, żeby te najważniejsze chwile pozostawiły tylko miłe wspomnienia!!! Dużo sił, wytrwałości i cierpliwości faceta (albo naszej do niego w trakcie hihihhihi)!!!! A tak nawiasem mówiąc to serio podejrzewam, że może już jesteśmy wirtualnymi ciociami, skoro tak tu spokojnie
  14. Dobrze powiedziane! Też chciałabym mieć to już za sobą, bo tak to z jednej strony niepeność, czy już blisko czy nie, a z drugiej już się nie chce chodzić w ciąży i chciałoby się mieć maleństwo już na zewnątrz
  15. No widzicie... Ja tak: noc dziś wyjątkowo "bezboleśnie", tzn. mała pouciskała na pęcherz, ale nawet nie bolało tak jak zwykle i udało mi się zasnąć, brzucho od wczoraj całe napięte, dziś mi jakoś tak niedobrze. Tzn. śniadanie zjadłam normalnie (nie odpuszczam hihihii), ale jakoś tak mnie muli i w kroku mam jakoś tak dziwnie... Nawet nie umiem tego opisać
  16. Mamusia - chyba tylko odpoczywać ... :36_1_13: Mi te bóle też dokuczają i nie znalazłam niestety lekarstwa... Ale chętnie się przyłączam do pytania!
  17. Ha! Dlatego wcześniej konsultowałam zakupy z młodymi mamami :) Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzimy. Kosmetyki kupiłam raczej apteczne, fridę też mam zamiast gruszki, no ale z kilkoma rzeczami się na razie wstrzymałam (np. laktator kupi mi mąż, jak się okaże, że potrzebuję, nie mam żadnego dozownika do lekarstw ani samych leków, bo jeszcze nie mam pojęcia, co będzie potrzebne...) Rodzę w Lubinie, bo mój lekarz tam pracuje w szpitalu na Bema, a ja się trochę boję porodu i chcę rodzić gdzieś, gdzie mam jakieś wsparcie. Lekarz to dobry znajomy rodziny, więc sama rozumiesz... W każdym razie nie chcę rodzić w żadnym wrocławskim molochu, gdzie pacjentkę traktują jak rozpłodówkę z linii fabrycznej ;)
  18. Kurczę nie wiem... Mnie gin oczywiście zbadał i po tym badaniu stwierdził, że mam skróconą szyjkę i jest wyczuwalny napór płodu na nią. A często ci się ten brzuszek napina? Czujesz jakiś ból albo dyskomfort? Powiedz o tym położnej, może coś wskura.
  19. marciołka

    Listopad 2008

    A tak w ogóle - jakoś tak cicho, żadnych wieści od innych dziewczyn - czyżby się już zaczęło?????
  20. marciołka

    Listopad 2008

    Kurde niefajnie masz... Ja dlatego liczę, że mała wyjdzie sama i nie będę się musiała tyle wozić po szpitalach...
  21. Ja te trzeszczące kości też mam - najbardziej słychać je w nocy jak się wstaje siusiu, wtedy w takiej ciszy chrupią, jak łamane ;) A możliwe, żeby tego czopa nie zauważyć w ogóle? Ja mam teraz kręćka niezłego, bo część z objawów zbliżającego się porodu mam, ale części nie... I już sama nie wiem...
  22. Monika, faktycznie teraz Kubuś w takim wieku, że w zasadzie "wszystko do wymiany Nie zazdroszczę tych wydatków... Ale też rozumiem, bo ja teraz cierpię na brak kasy :( Pierwszy raz dostanę zasiłek z ZUSu, nie wiem, kiedy te pieniądze się pojawią, a ja bardzo nie lubię mieć pustego konta... Nie lubię też być tak całkiem na utrzymaniu faceta, więc się męczę jak diabli. Ale pocieszam się, że dobrze, że wszystkie zakupy zw. z dzidzią zrobiliśmy dużo wcześniej, bo teraz byśmy jęczeli jak nic!
  23. Nie ma sensu wydawać dużej kasy! Ja sobie porozkładałam wydatki na kilka miesięcy, więc tak serio to nie wiem ile pieniążków nam poszło. Część rzeczy mamy zupełnie nowych - wózek i fotelik (dziadkowie zasponsorowali ), łóżeczko i materacyk (razem wydaliśmy mniej niż 200zł, łóżeczko takie najprostsze, o wiele ważniejszy jest właśnie materac), pościelka (na początku w ogóle się jej nie używa, ale są takie śliczne), prześcieradła, pieluszki, kocyki, ręczniki... Co do ciuszków - ja sama kupiłam 1 śpiochy, 1 kaftanik, 1 pajacyk. Resztę (a mam całą szafkę) dostałam po znajomych! Naprawdę warto popytać kuzynke i przyjaciółek - zazwyczaj chętnie się dzielą! Te ciuszki i tak maleństwo nosi bardzo krótko, więc po co marnować na to kasę??? Lepiej wydać ją np. na jakiś weekendzik tylko z dzieckiem jak już podrośnie - na pewno więcej będzie mieć z tego frajdy niż z jakichś tam śpiochów
  24. Ja uważam, że tę decyzję powinno się podejmować we dwoje. Mój mąż od początku (chyba wcześniej niż ja) wiedział, że chce być tam ze mną. I bardzo się z tego cieszę, bo tak jak Bąbelkowa, lubię mieć go przy sobie w trudnych chwilach. Ale... jeśli w trakcie się okaże, że jego obecność nie pomaga, wręcz przeszkadza to małż wyjdzie z sali. Ale tak szczerze - wątpię, żeby do tego doszło ;) On jest takim moim wsparciem, ale też jako że mnie zna jak mało kto, wie, w którą strunę uderzyć, żeby coś zadziałało ;) W ogóle cieszy mnie, że mężczyzna może być dziś męski w ten "delikatny" sposób! Wiecie o co idzie - może być mięciutki, kochany, ciepły i troskliwy i właśnie to, że potrafi taki być świadczy o tej męskości. Typ macho już się przejadł ;)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...