Rodziłam siłami natury. Porodu bałam się bardzo, więc byłam zaskoczona, że tak lekko poszło. O 18 przyjechałam do szpitala z rozwarciem 4cm; urodziłam Syna o 22:20 po około 50min skurczów partych. Bardzo pomógł mi mąż uczestniczący w całym wydarzeniu- masaż krzyża, pomoc podczas ćwiczeń na piłce, pomoc przy prysznicu.. No i chyba bardzo ważne było moje nastawienie- mimo wielkiego strachu powiedziałam sobie, że muszę dać radę, że już nie ma odwrotu; mimo bólu tłumaczyłam sobie, że ćwicząc pomagam sobie i Dziecku.. Syn ważył 3500g a mierzył 58cm..