Droga Jolu. Ja 3 października br. urodziłam martwego synka w 22 tygodniu ciąży. Było to moje pierwsze dziecko, długo oczekiwane, upragnione i wywalczone dzięki in vitro. Do dnia dzisiejszego nie pozbierałam się po stracie synka i też żyje tylko dlatego, że mąż trzyma mnie przy życiu. Razem z moim synkiem umarła ogromna część mnie. W sercu została ogromna dziura, której nic nie zapełni. To co czuję nie da się opisać słowami, jest to ogromny ból i pustka. Ten ból zostanie do końca życia. Z czasem jedynie przyzwyczaiłam się do życia z bólem serca. Codziennie jestem na cmentarzu, codziennie myślę o Kacperku, codziennie z Nim rozmawiam. Teraz boli mocniej bo na 5 lutego miałam termin porodu. Czas radosnego oczekiwania jest czasem smutku, żalu i ogromnego bólu. Do pracy na razie nie wracam. Daję sobie czas by na dobre oswoić się z bólem i zebrać siły na kontakt z ludźmi. Nie mogłam w nocy spać, w dzień wszystko mnie denerwowało. Ale po lekach od psychiatry w koncu przesypiam większość nocy a w dzień jestem trochę spokojniejsza wewnetrznie, już mnie nie "telepie". Denerwuje mnie głupie gadanie bliskich czy dalszych znajomych że jestem jeszcze młoda, że jeszcze będę mieć dzieci - ja chciałam tego dziecka. W pracy zazdroszczą mi urlopu a ja wolałabym pracować byle moje dziecko żyło. Do szału doprowadzają mnie słowa, że będzie dobrze, że już minęło tyle czasu to pora się pozbierać, a po co tak codziennie na cmentarz, a po co tyle świeczek, a przecież to Aniołek to nie potrzebuje... Trzeba żyć dalej itp. Moja matka powiedziała że jak my byliśmy mali to im też było ciężko... Zabolało, że śmierć dziecka porównuje do ciężkich czasów. Niektórzy każą mi wyciągać wnioski, że po coś się to stało... Niby czego ma mnie nauczyć śmierć dziecka? Niby po co musiało umrzeć? Nie romumiem jak mogą tak bezmyślnie ranić mnie w imię pocieszenia... Już nie mówiąc o tym że każdy milknie jak tylko wspomnę coś o tym jak byłam w ciąży albo powiem coś o Kacperku. Tak jakby to był temat tabu. Albo jakby Go w ogóle nie było. Wkurza mnie to bardzo. Często płaczę, jest mi smutno i ogarnia mnie złość na cały świat za to że odebrał mi synka. Chodzę na terapię i jedyne co, to pomaga mi to przejść przez kolejne etapy żałoby. Wiem, że mam prawo mieć takie emocje i różne myśli i jest to naturalne mimo że ludzie dookoła mówią że już czas żyć normalnie. To nie prawda. Każdy potrzebuje przeżyć żałobę po swojemu i w swoim tempie i innym nic do tego. Poza tym już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś, już nigdy życie nie będzie normalne... Tęsknota za dzieckiem zawsze będzie, dziury w sercu nic nie załata, pustki nic nie wypełni a ból zawsze będzie- tylko z czasem nauczymy się z nim żyć. Jolu mocno Ciebie przytulam. Gdybyś chciała pogadać to pisz na priv.