Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

tanetka25

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    łódzkie
  1. Mój Szkrabek ma już rok i dwa miesiące....NIe było łatwo więc Wam opowiem...chociaz temat dotyczył porodu ale muszę zacząc od początku... ...a było to tak...w 10 tygodniu dowiedziałam się/dowiedzieliśmy się,że zostane mamą....test wyszedł pozytywnie więc z mieszanymi uczyciami...(szczęścia ,strachu itp) potwierdziliśmy to u lekarza...Odrazu badania krwi,ciśnienie,waga i cała ta biurokracja Dziwiło nas tylko to że nie wysłał nas odrazu na usg...więc w 15 tygodniu nie wytrzymaliśmy i poszliśmy prywatnie....40zł i lekarz mówi że to śliczne bobo z rączkami i nózkami na miejscu i w komplecie trochę wstydliwa niunia bo nie zdradziła czy jest chłopcem czy dziewczynką....Szczesliwi że wszystko oki i ze zdjęciami usg w ręku zarażaliśmy wszystkich swoim szczęsciem...Sprzeczaliśmy się z mężem o płeć...ja nazwałam go/ją Karolcią i tak do niej mówiłam bo czułam że to dziewczynka...Kolejne wizyty u gin...i wkońcu skierowanie na usg państwowo...to był juz 21 tydzień i chyba jak bym mu nie powiedziała to by zapomniał o tym skierowaniu...To już drugie badanie ale idę na usg z mamą bo mąz nie mógł się wyrwać z pracy...do gabinetu jednak wchodzę sama....szczęsliwa że przecież już wiem że wszystko jest oki i czekam tylko na pochwały....a tU SZOK!!!!jakaś przegroda w mózgu...coś z nią nie tak...-PODEJRZENIE ZESPOŁU DOWNA albo coś w tym rodzaju...(pani J.pocieszyła tylko że ma słaby sprzęt,to nie musi być prawda ale musi mi powiedzieć o wątpliwościach i to już późno na takie badania bo to 21tydz...)mało nie zemdlałam...łzy leciały same...i tysiące myśli...-Przepraszam za nie mojego synka...ale myślałam nawet o najgorszymz jednej strony to coś mojego,częśc mnie mała Karolcia z którą juz rozmawiałam i której śpiewałam a tu takie straszne myśli że juz jej nie chcę...że sobie nie poradzimy,że jesteśmy za słabi na dziecko z wadami...że świat jest okrutny a my za słabi aby stawić czoła aż takim przeciwnościom że nasz związek może tego nie wytrzymać Wszoku i ze łzami wyszłam z gabinetu a tam moja mama jak jej powiedzieć że sa takie podejrzenia...znajome które pytaja o płec a ja blada jak ściana...szybko do mojego gin..szukać pomocy..dokładniejszych badań,dokładniejszych usg,chciałam wiedzieć natychmiast czy to prawda czy bląd lekarza w odczycie usg...a on ten mój gin jakiś taki mało zaangazowany jakby go to niedotyczyło..I tylko dzieki pani doktor która robiła to usg i zachowała zimna krew nie załamałam sie całkowicie...z płaczem dzwonię do niej a ona juz wcześniej uruchomiła swoje znajomości i zapisała mnie na wizyte u super Profesora od 3 i 4 D. Wieczorem mąż szczęśliwy przychodzi z pracy i jak mu powiedzieć że nie wszystko jest takie kolorowe jak myśleliśmy...że może się okazać że nasze dziecko jest chore,jest inne....i nastepny szok...mąz nie był na to gotowy..wiedziłam o tym.Zareagował oschle ale nie mam juz o to do niego żalu....zareagował jak umiał....usiadł ze łzami w oczach bez słowa przed komputerem i całą noc czytał wszystko co się da o wadach mózgu...nie wiedzieliśmy o nich nic...informacje nas trochę uspokoiły...bo niewiedza jest najgorsza... Tydzień czekania do profesora to prawie ekspresowo...a dla nas to i tak była wiecznośc i nie przespane noce ze strachu,niepewności i poczucia winy...co zrobiłam źle,może cos zjadłam,może za mało witamin...przecież nie paliłam ani nie piłam nawet przed ciążą...więc co było źle?dlaczego ja?Dlaczego my ?Dlaczego nasze dziecko?Doktor fachowo i dokładnie obejrzał bobo...sprzęt miał pierwsza klasa....i nowa diagnoza....też nie na 100%ale juz inna...rozszczep wargi i podniebienia...Boże co to?-pomyślałam...nawet nakrzyczałam na niego,że co badanie to cos nowego ile jeszcze tych niespodzianek?(a on przecież niczemu nie winien)to był 22 tydzień ciąży i nadal nic na 100% nie wiedzieliśmy...Profesor odrazu skierował mnie na amniopunkcję i jeszcze tego samego dnia byłam w jego szpitalu(był tam ordynatorem)Okazał się mistrzem w tym zabiegu i rano poszłam "pod igłę".Nie bolało...ale ryzyko poronienia było duże..i znowu złe myśli że może to jest ten monemt aby tam na górze zadecydowano czy mam być mamą czy nie...ale zabieg się udał i teraz 3 tyg czekania na tzw wyrok...po 2 tyg zadzwoniłam i mieli nieoficjalny mail z laboratorium że genetycznie wszystko jest oki...mało nie zemdlałam ale ze szczęscia...i czekanie na ppppotwierdzenie na papierze,ale znowu czarne mysli i niepokój że to może pomyłka-przeciez sie zdarzają.Ale wyniki okazały się prawdziwe... Pozostał rozszczep ale to pestka w porównaniu z wadą mózgu.Wszystko da sie wyleczyć prócz głowy...to tylko kwestia pieniędzy-tak uważaliśmy.Zostaliśmy wzięci pod opiekę w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi...kolejne badania kontrolne (echo,usg...)i tak zleciało do 39 tyg.Spokojni planowaliśmy poród właśnie tam... Co do ogólnego stanu w czasie ciązy to nie miałam żadnych mdłości,ani zachcianek,,,miałam tylko fajniutki brzuszek,potęcjalnego piłkarza(podobno genetyka nie kłamie czyli XY) w łonie i piękna cerę-jak nigdy czyli stan błogosławiony...rozwiązanie wyliczono na 27 grudnia...Moja mama strasznie to przezywała...nie rób tego nie rób tamtego...w ostatnim tyg mąz musiał pracować na noce a że mieszkalismy sami mama zadecydowała że mnie samej nie zostawi i na wszelki wypadek co drugi dzień nocuje u nas a co drugi ja u niej...22grudnia 2006 nocowałam własnie u rodziców i jak zwykle kopana na oślep od środka wykapałam się i trochę pokręciłam po domu...tym jednak razem nie wiedziałam sama czego mi potrzeba...Najlepsze jest to że tego dnia zdążyłam jeszcze wykorzystać mojego małzonka:whip: nim wyszedł do pracy..Jak to piszą i mówia mądre głowy chyba to pomogło hehehe...Kładę się i może ze dwa razy sie przekręciłam a tu jakoś mokro...Kurcze chyba robię siku...ale jakoś tak nie moge zatrzymać...szybko jak na ciężarówkę przystało wpadłam do łaznienki...nic nie bolało więc nawet nie pomyslałam że to już...no no ale jakieś śliskie to mokre...więc nie siku...opanowana budzę mamę było dokładnie 23:50 szybka kąpiel i nie było czasu na strojenie się(tak wtedy myslałam chociaz bez paniki)...włożyłam ręcznik między nogi założyłam spodnie na koszule nocną,buty,kurtke i oznajmiłam że jedziemy..po drodze trochę spanikowana dzwonie do męża i pytam co mam robić...wody odeszły więc zostało mało czasu...do matki Polki ponad 30 km...wyobraźnia działa i juz widze jak rodze na parkingu w połowie drogi.Szybka decyzja jedziemy do szpitala miejskiego i o 00:00 juz tam jesteśmy.mąz 5 min póxniej dojechał:-)A tu badanie i decyzja zostajemy ale mamy jeszcze czas...każą mi iśc spać bo pecherz pekł gdzies wyżej i mały jest bezpiecznyKurcze czyli zdążylibyśmy do Łodzi....ale nic...czekamy.Rano badania i wskazane spacerki...koło 9:00 rozwarcie na dwa palce i pytanie jak sie czuję a ja super -zero bólu...wszyscy dostałam przydomek Pszczółka Maja....bo jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie:-)kazali chodzic to chodziłam a że nie mogli mnie znaleść jak chcieli zrobić KTG trudno hehehhe.Energia mnie rozpierała...nawet stolec był 2x więc stwierdzili że nie potrzeba lewatywy hehe ok12:00 rozwarcie na 3 palce i znów zero bólu...ja cała w skowronkach,dziewczyny na sali opowiadaja jak je bolało a mnie nic...do 15:00 podobno bedzie po wszystkim...ale troche się to wszystko ślimaczyło....więc po 16:00 dali kroplówkę...i coś tam zaczełam czuć..ale słabo leciało...dokręcili no i wtedy zaczęłam dopiero czuć!!!poród oczywiście rodzinny...Mój mąż bardziej przerażony niz ja...Same wiecie jaki to ból ale mnie sie wydawało że nie jest tak silny jak sie spodziewałam...stwierdzam że wolę rodzić niz ma mnie bolęć ząb...Po 19godzinach i 30 minutach zaczęło się na dobre..sam poród trwał 5 min no i 23 grudnia o 19:35 urodził sie Karolek z usmiechem prawie dosłownie od ucha do ucha.Ale był MÓJ!!! NASZ!!!!Szpital Miejski w małym miasteczku więc nie często mają okazję zobaczyć takie słoneczko.Nie dziwię się że chcieli jak najlepiej...zaproponowali pojedyńczy pokój,żeby odwiedzający inne mamy i dzieci nie patrzyli...,nie pytali,...żeby sie nie czuła zakłopotana...ale właśnie wtedy pierwszy raz cos zrozumiałam...jak ja moge go ukrywać i sie go wstydzić.Nie zgodziłam się....zostałam w sali ogólnej dla matek...to był czas Świąt Bożego Narodzenia a Karolek był moim najlepszym prezentem...W szpitalu zostalismy tydzień az nauczyłam sie go karmić....Specjalne smoczki bardzo pomogły,personel również:-)Chociaz to małe miasteczko ale ludzie są mili i otwarci...to bardzo pomaga chociaz zdarzały się niemiłe spojrzenia...uwagi..- ale to ze strachu przed innością i z niewiedzy.Rozumiem,sama taka byłam...Teraz jestem inna...Może nie doskonała ale napewno lepsza...bardziej otwarta na ludzi..na inność..na oryginalność...bogatsza o Karolka.O jego usmiech,pierwszy krok,Pierwszy ząb,pierwsze mama i tata... Kocham Mojego męza i mojego synka i jedno co moge powiedzieć to to że warto było!!!! -OTO CAŁA NASZA HISTORIA...
  2. Mój Karolek urodził się 23 grudnia 2006 o 19:35 i był najlepszym prezentem jaki dostaliśmy z mężem pod choinkę...Czy są jeszcze jacyś rodzce którzy Święta spędzili na porodówce?
  3. tanetka25

    Promocje

    kochani w sobote byłam z Biedronce....jest okazja-tzn dla mnie to dosyć dobra cena za 2x body rozmiarki od 56-86 w cenie 7,99...czyli wychodzi ok 4zł za szt...w sklepie dla maluchów płaciłam ostatnio 14-20zł... piszę o body z długim rękawkiem...
  4. tanetka25

    witam wszystkich

    Annwitamy serdecznie i zapraszamy do rozmow w roznych watkach, pytaj rowniez jakbysmy mialy jakos pomoc dziękuję za miłe przyjęcie...
  5. Kochani jeśli i Wy jesteście rodzicami maluszków z troche większą dziurką pod noskiem to piszcie.. Piszcie o wszystkim...Pytajcie o wszystko... Pielęgnacja,techniki karmienia,spacjalistyczne smoczki... Operacje i rechabilitacje.. Wymieńmy się doświadczeniami... Pokażmy nasze pociechy Światu!!!!
  6. tanetka25

    Zielone kupki

    Ciesze się że sytuacja jest juz opanowana i Aga521 znasz już odpowiedź na swoje pytanie... Dla mających nadal ten problem z kupkami dodam jeszcze,że przyczyną zielonych kupek może być również za chłodne jedzonko jeśli maluszek jest karmiony butlą ...a z własnego doświadczenia wiem,że i przy skazie białkowej gdy dziecko pije mlekozastępczy Nutramigen też kupki są tego koloru...i to normalne...
  7. tanetka25

    Skaza Białkowa

    Mój Karolek 23 grudnia 2007skończył roczek i również ma skazę...ale u niego wykryto ją juz w 4tyg...dostał silnej ciemieniuchy no i ten przeraźliwy krzyk przez większą część nocy...od tamtej pory jest ciągle na Nutramigenie no i musze uważać co wprowadzam do diety... Zero mleka i pochodnych...czeklady,serków itp...!!! Na suchą zaczerwienioną skórę-objaw uczuleń,pediatra dała nam wspomniany przez moją poprzedniczkę elocom...-my mieliśmy i maść i płyn....smarować cieniutko!! rada jaka u nas się jeszcze sprawdza gdy wyskoczy jakiś problem skórny to zrezygnować z płynów do kąpieli i mydełek bo jeszcze bardziej wysuszają ...najlepsza jest do kąpania woda z mąką ziemniaczaną...a doustnie stosowaliśmy w takich przypadkach clemastinum w syropie-nam pomagał...
  8. tanetka25

    witam wszystkich

    Witam Kochane mamuśki...!!!Ja mam na imię Aneta i jestem mamą rocznego Karolka...To moje pierwsze wystąpienie na tym forum więc pozdrawiam wszystkich serdecznie :) acha narazie jestem tu jeszcze trochę zielona więc jakby co to pomóżcie w sprawach technicznych... Tak wogóle to moge służyć radami w sprawach rozszczepiaków...Mój synek przeszedł już pierwszą operację w IMiD
×
×
  • Dodaj nową pozycję...