nie wiem czy dobrze to ujmę... Im dłużej się staram, tym bardziej wiem, że się nie uda ( bo niby właśnie teraz miało by się udać?) ale głęboko w sercu nadzieja jest, czasami miewam dni, że myślę że to bez sensu, żeby może się poddać ale i mój mąż i koleżanka z forum pytają się dlaczego skoro walczyłam tyle czasu? nie znajduję stosownego argumentu ązeby udzielić im odpowiedzi na to pytanie, może dlatego, że nadzieja bierze górę i boję się że będzie 3 raz wbrew naszym ozekiwaniom. Dlaczego?? Uwierzcie mi, że przez tyle lat nie poznałam odpowiedzi na to pytanie, wiele odpowiedzi kłębi mi się w głowie.