Jestem juz... Zoladek mnie boli z tego wszystkiego. Kamil mowi ze teraz sie boi o mnie. Ze co jak nam nie wyjdzie. Ze nie chce mnie teraz stracic i takie tam. Wogole nie rozumiem skad mu takie mysli do glowy przychodza... Aj boze drogi to wszystko jest takie pojebane... Naprawde duzo razem przeszlismy. Duzo pil, cpal... Bylam przy nim, pomoglam mu z tego wyjsc. Mial od cholery dlugow, stalam za nim. Ostatnio poszedl siedziec(wzial na siebie wyrok kolegi bo mial wrogow w tamtym wiezieniu i mogli go zabic) czekalam na niego. Mial problemy z ojcem zawsze mogl na mnie liczyc. I to samo u mnie chociaz mialam duzo mnie poplatane zycie to zawsze moglam na niego liczyc.
A teraz mialby nam sie zwiazek rozwalic przez czyjas smierc? Czy to logiczne??