może ja też sobie przypomnę moje porody:)
obydwa zaczęły się tak samo odejściem wód ale koniec był zupełnie inny, tylko dzień ten sam
z córką ( a było to trochę lat temu) termin miałam na 14.02 i nic nie wskazywało na poród
15.02 jeszcze siedzieliśmy sobie wieczorkiem z teściami a ok godz. 23.30 odeszły mi wody, zero skurczów, więc wystraszona w pędy w samochód i do szpitala, dostałam wtedy dwa zastrzyki na wywołanie skurczy i o 6.30 16.02 córka była na swiecie, a że była super położna to nawet nie wiem jak ten czas szybko zleciał
W drugiej ciąży w 24 t plamiłam - skrócona szyjka- wylądowałam w szpitalu, potem już było ok ale poród miał nastąpić wcześniej Termin miałam na 25.09 a dwa tygodnie wcześniej na wizycie mój gin powiedział, że wcześniej to ja na pewno nie urodzę. I nic na to nie wskazywało, ale 15.09 ok 17 powtórka z rozrywki zero skurczy, zero rozwarcia a tu wody odeszły(lałó się że ręcznik nie wystarczył), położyli mnie w szpitalu na sali przedporodowej, i nadal nic ok 21. kroplówka, bóle powoli nadchodziły i nad ranem rozwarcie na 4cm, chcieli podać drugą kroplówję, i nadal czekać.Ponieważ minęło 12 godz od odejścia wód dostałam antybiotyk. Kolejne badanie i strach w oczach coś nie tak, okazało się ze mały chciał wyjść nosem i szybka akcja, sala operacyjna i cc.
Moj mąż nie chciał ze mną rodzić w przypadku porodu naturalnego, ale ze rano przyjechał do szpitala to miał okazję pierwszy widzieć syna co mu się bardzo spodobało:), ponieważ lekarz nigdy na usg nie mówił jaka płeć to zaskoczenie było bardzo miłe.Teraz cały czas się chwali ze pierwszy widzial dziecko