hmmm zostałam sama
a że mam czas to Wam napiszę epopeję co u mnie się działo przez weekend: a więc - jednym słowem tragedia chyba, tzn już prawie na pewno wynosimy się od M z domu - nie dam rady z teściem i w ogóle. panuje tu chora atmosfera, nie wiadomo o co chodzi, traktują mnie jak służącą i nikt nie szanuje tego co robimy, że dbamy o to, żeby przed domem było ładnie i w domu. pierdzielę, nie chcę spaprać sobie życia.....
pójdziemy do mnie na mieszkanie, jeszcze się nie wyjaśniło czy dostanie je mama czy tata, czekamy na rozprawę.....ale staram się załatwić to z tatą.
przeczekamy parę lat na mieszkaniu, zaoszczędzimy kasiorki, może dostanę stałą pracę i będziemy mogli wziąć kredyt i myślimy o budowie. ale to za parę lat. mama we Włoszech jeszcze z 10 lat pobędzie - mówi tak - więc będziemy mieć czas.
a ja będę się zajmować sobą i mężem i utrzymywać się będziemy sami a nie jeszcze jakiś innych domowników. druga spraw jest taka, że chyba będę chora.....
opcje są dwie :
1. przeziębiłam się - często mam katar a dokładniej zatkany nos i mam wrażenie że jestem taka obolała, jak przy gorączce 2. mam nerwicę żołądka - prawdopodobnie przez sytuację w domu - niedobrze mi po jedzeniu, i często boli mnie brzuch więc same widzicie, że katastrofa. ech....... i do tego @ jeszcze nie przyszła
skoro nie ma dzidzi to by się mogła streścić, bo trzeba dalej działać a bez niej nie da rady......ironia losu nie...... to nic kończę moje wywody i spadam gotować
a co tak sama będę siedzieć....