Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

blue13

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Piękne Roztocze
  1. A ja nie doczytałam do końca i popłynęłam :(
  2. Dawno dawno temu za 7 górami, za siedmioma morzami i za 3 rzekami w wielkim, pięknym pałacu mieszkała piękna królewna Paulinka z mamą i tatą. Jej rodzice zajmowali się rządzeniem królestwem a Paulinka spędzała dnie na zabawie ze swoją nianią. Żyli sobie jak w bajce a królewnie nic nie brakowało. Była dobra i miła więc jej poddani bardzo ją kochali i obsypywali prezentami. Miała więc królewna suknie szyte ze złotych i srebrnych nitek, korale i szklane pantofelki, barwne ptaszki w klatce, konia i psa. Paulinka była wesoła i wszędzie jej było pełno. Czasem wpadła do kuchni i dostała od kucharek jakiś smakołyk, odwiedziła ogrodnika lub wspinała się na wspaniały tron swojego taty i dawała mu buziaka w długą, czarną brodę. Uwielbiała tańczyć przed rodzicami w swoich ślicznych bucikach i biegać po ogrodzie z psem o imieniu Rubinek Lecz pewnego dnia stała się straszna rzecz. Królewna zachorowała i nikt nie potrafił jej pomóc. Płakał król i królowa bo bardzo kochali swoją jedynaczkę. Sprowadzali lekarzy, naukowców i magów lecz oni tylko kręcili głową i nie potrafili pomóc biednej królewnie. W pałacu zrobiło się cicho i smutno. Paulinka już nie biegała po schodach wesoło podśpiewując tylko leżała w łóżku. Wszyscy poruszali się na paluszkach mówiąc szeptem by przypadkiem nie zbudzić biedaczki i nawet ptaszki odganiano z parapetu, by swoim śpiewem nie przerwały snu królewnie. Paulinkę bolała głowa, była marudna i ciągle zmęczona. Nie miała siły wstać. Smutna wieść rozeszła się po królestwie. Poddani bardzo martwili się o zdrowie małej królewny Pauliny. I kiedy król i królowa tracili już nadzieje do zamku przybyła stara kobieta. Była stara i pomarszczona i miała wielką torbę z różnymi dziwnymi przedmiotami. Obejrzała królewnę i pokiwała ze zrozumieniem głową. Królu wiem na co choruje Wasza córka i pomogę jej ale pod jednym warunkiem – starowinka uśmiechnęła się chytrze. Mów czego chcesz kobieto. Złota nie żałuje i drogocennych klejnotów. Ulecz moje jedyne dziecko a szczodrze Cię obsypie darami. Lecz stara kobieta tylko pokręciła głową. -Nie chcę królu Twojego złota i klejnotów. Nie potrzebuje srebra ani pieniędzy. Jeśli przyniesiesz mi złote jajko z Diamentowej góry ja Ci dam lekarstwo dla królewny. Natychmiast król wypisał ogłoszenie i kazał rozwieść gońcom po całym królestwie. I niemal natychmiast zaczęli się zjeżdżać śmiałkowie bo król obiecał wspaniałą nagrodę dla zdobywcy złotego jaja. Byli młodsi i starsi, biedni i bogaci, zręczni rycerze i prawdziwi olbrzymi. Jednak droga na Diamentową górę była długa i niebezpieczna i wielu zawracało w połowie trasy przyznając się do porażki. Żeby dotrzeć na Diamentową górę trzeba było przejść przez Straszący Las, minąć jaskinie trolów a potem pokonać magiczny strumyk. Przejście przez ten strumyk wcale nie było proste bo ilekroć ktoś się w nim zanurzył z miejsca zamieniał się w szkaradną ropuchę i już na zawsze pozostawał w strumyku. Wielu odważnych, silnych i zręcznych mężczyzn próbowało przeskoczyć strumyk ale był zbyt szeroki i nieszczęśliwcy lądowali w wodzie od razu zamieniając się w żaby. A jeśli komuś udało się pokonać fartem strumyk musiał zmierzyć się z kolejną trudnością. W wiosce znajdującej się za strumykiem panował zwyczaj, że każdy gość musiał upolować 10 śnieżnobiałych zająców, inaczej pozostawał w wiosce na zawsze. A zające w tej wiosce, zwłaszcza te śnieżnobiałe słynęły ze swojej szybkości. Kiedy komuś udało się przejść przez wioskę stawał przed Diamentową górą, która zrobiona była z najprawdziwszych diamentów i tak lśniła w słońcu,że od razu oślepiała każdego kto na nią spojrzał, więc nikt nie docierał na szczyt. Załamywał ręce król i królowa nad losem swojej księżniczki i bardzo martwili się o jej zdrowie bo mijał czas i nikt nie wracał ze złotym jajem dla starej kobiety. I wtedy na zamek przyjechało trzech braci z dalekiej krainy. Ich konie były wspaniałe i okryte pięknymi siodłami. Rumaków było trzy tak jak braci. I każdy się od siebie różnił tak jak bracia między sobą. Czarnego rumaka dosiadał najstarszy brat Mezamir, który łamał drzewa na pół. Kasztanowego konia miał średni brat Myślosław, który był znany ze swojej mądrości a na białym koniu siedział Mieszko – najmłodszy z braci i najszybszy. Bracia obiecali królowej, że przywiozą złote jajko i wyruszyli w pełną niebezpieczeństw podróż. Szybko przeszli przez Straszący Las i minęli jaskinię złośliwych troli bo odwagi im nie brakowało i zatrzymali się magicznym strumykiem. Na pewno by tam powpadali tak jak ich poprzednicy ale mądry Myślosław znalazł sposób, żeby przejść przez wodę nie mocząc się. Potężny siłacz Mezamir wyrwał drzewo z korzeniami i przerzucił na drugi brzeg i wszyscy bezpiecznie przeszli i przeprowadzili swoje konie. Najmłodszy z braci, który najszybciej biegał wyłapał zające, nawet nie 10 a 20 i oddał mieszkańcom wioski. Bracia mogli spokojnie udać na Diamentową górę ale najmądrzejszy z braci ich powstrzymał. Doskonale wiedział, że góra odbijając promienie słońca oślepi ich, dlatego nakazał im wyruszyć o zmroku. I tak też się stało. Wyruszyli późno w nocy a kiedy dotarli pod Diamentową Górę to aż im dech zaparło bo taka była piękna w świetle księżyca. Wspięli się szybko na górę i znaleźli ukryte jajo. Kiedy wracali schwytali 10 śnieżnobiałych zająców a potem przeszli przez kładkę, którą wcześniej zrobił siłacz Mezamir. Od ter pory nikt już nie zamieniał się w ropuchę przeprawiając się przez strumyk. Dalsza część podróży minęła im spokojnie i uradowani weszli do pałacu i wręczyli wzruszonej królowej złote jajko. Wdzięczny król obsypał braci mnóstwem złota i drogich kamieni a było ich tyle, że przez miesiąc wozami wywozili je do swojego kraju. Natychmiast też posłano po staruszkę, która przytargała jeszcze większą i cięższą niż ostatnio torbę. - Zaprowadź mnie królu do Paulinki a ja podam jej lekarstwa, Biedna dziewczynka była jeszcze bledsza i smutniejsza niż wcześniej. Wyglądała jak 7 małych nieszczęść. Tymczasem wszyscy zastanawiali się co jest w torbie staruszki i dyskutowali między sobą zawzięcie. Jedni twierdzili, że to jakieś magiczne antidotum, inni, że lekarstwa z dalekich krain a jeszcze inni nie twierdzili nic bo nie wiedzieli co myśleć. W końcu ktoś odważył się zapytać staruszkę co chowa w wielkiej torbie. Staruszka lekko się uśmiechnęła i powiedziała krótko: - witamina D. Wszyscy zgromadzili się wokół staruszki bo byli bardzo ciekawi co to takiego ta witamina D. Jakież było ich zdziwienie kiedy wyciągnęła na stół najzwyklejsze w świecie jajka, mleko, kiwi i śledzie. Zdenerwował się stary król i pomyślał, że staruszka go oszukała. Już chciał ją wtrącić do lochu na 100 długich lat, kiedy staruszka wyjaśniła, że te rzeczy zawierają właśnie witaminę D i należy je dawać do jedzenia królewnie bo do tej pory kaprysiła i nie chciała ich jeść, dlatego zachorowała. Stara kobieta poleciła też by Paulinka wychodziła na słońce i by dużo bawiła się na dworze, bo to jej pomoże szybciej wyzdrowieć. Gdy królewna to usłyszała bardzo się ucieszyła bo uwielbiała bawić się na dworze ze swoim pieskiem. Zdziwienie króla i królowej nie miało granic bo mieli lekarstwo tak blisko a szukali w odległych krajach. Wszyscy pytali tajemniczej staruszki po co jej było złote jajko ale ona się tylko uśmiechała. Pożegnała się z królem i poszła czule trzymając złote jajko. Królewna Paulina dostała nową dietę zawierającą witaminę D i wkrótce tryskała energią szczęśliwa i zdrowa. Biegała po całym pałacu głośno się śmiejąc a król i królowa nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Wszystko się dobrze skończyło i żyli długo i szczęśliwie. A miesiąc później po podwórku starej kobiety biegała sobie złota kurka.
  3. blue13

    Konkurs z przytulankami Tuli

    Hej. Przytulanka to sprawa bardzo ważna. Chyba najważniejsza zaraz po Mamie, smoczku i potem długo, długo nic się nic nie liczy .... Powinna być miła w dotyku, gładka i mięciutka. Wiadomo, powinna być też bezpieczna. A żeby była bezpieczna nie powinna zawierać twardych i przyszywanych elementów np.oczu. Na to przyjdzie czas później jak nieco nabierzemy doświadczenia o życiu i zrozumiemy, że nie wszystko co dają nam do rączek jest do zjedzenia i obślinienia ;) Z tego samego powodu maskotka powinna być gładka. Nie ma mowy o sierści, która mogłaby wypadać lub wchodzić w małe oczka kiedy misiek znajdzie się blisko buzi dziecka. Oczywiście nie ma ryzyka, że popękają szwy podczas prania czy walki toczonej między rodzeństwem akurat o ta zabawkę. Najlepiej by cały misiek składał się z jednego kawałka. No i powinien być lekki. Z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze primo małe rączki nie mają jeszcze takiej koordynacji i mogą upuszczać misia na buzie a po drugie podczas noszenia misia żeby nie wypadał dziecku z rączki. Z tego samego powodu maskotka powinna być nie za duża i mieścić się w małej łapce. Zakładamy, że będzie towarzyszem dziecka na dobre i na złe, pomoże przezwyciężyć lęk przed nowym otoczeniem i pomoże jakoś znieść ten ciężki czas gdy nie ma mamusi. Więc będzie pewnie zabierany w różne miejsca i podróże a co za tym idzie musi być poręczny, łatwy do trzymania w rączce i schowania gdzieś. Po zabawie czy powrocie ze szpitala takiego misia dobrze by było wyprać i miło by było z jego strony żeby kolory się nie sprały i żeby szybko wysechł. No i idealna maskotka nie uczula, nie podrażnia, nie drapie. Moja siostra swojego pluszowego kotka miętoliła, ssała, gryzła i obśliniała. Zależnie od tragedii jaka ją akurat spotkała. Nosiła go bardzo bardzo dlugo a teraz dalej z nim śpi i nazywała go Maj Maj (czyt. Miau Miau) bo maleńka był jak go dostała. To taki przytulak, pocieszacz i partner do zabawy w jednym. Dlatego to dziecko powinno go kochać a nie my. Ważne by to jemu się podobała, interesowała i była godna zająć zaszczytne stanowisko Zastępcy mamowego przytulania :)
  4. A Angelika postanowiła mieć niebieską, magiczną krowę w kropki ;) pewnie daje czarodziejskie mleko .... niebieskie ?
  5. blue13

    Konkurs "Rosnę i poznaję"

    "Księżniczka Ami" Angelika, 7 lat rysuje
  6. Myślę, że książkę będę czytać z zapartym tchem bo jest naprawdę niezwykła. Napisana przez dziecko, które jest niezwykłe. Inaczej postrzega świat i rzeczywistość. Często się jej boi. Zastrzelę listonosza długo nie będzie przynosił paczki
  7. Mało nie przegapiłam mojego niebieskiego nicku.
  8. Obserwacja przyrody ro obserwacja ciągłych zmian zachodzących w niej. To nauka cierpliwości, obserwacji i tego, że życie to ciągły ruch-nigdy się nie zatrzyma, ciągle coś się dzieje. Takie zmiany jak noc i dzień i następowanie po sobie pór roku to ważne doświadczenie dla malca ale przyroda żyje swoim życiem, składa się wielu innych małych żyć, które ją tworzą. Coś co się porusza, jest kolorowe lub po prostu inne niż to co było dotychczas wzbudza zainteresowanie. Zainteresowanie popycha do poznawania i oglądania a to już jest nauka przez zabawę i ważna lekcja o życiu. Bo jeśli nawet dziecko oparzy się pokrzywą lub zostanie udrapane przez niecierpliwego kota zapamięta, ze pokrzywa parzy dużo lepiej niż mama tłumaczyłaby to sto razy. Obcowanie z przyrodą to też szereg różnych przeżyć i emocji i nauka jak nad nimi panować. Przecież nie da się popatrzeć na ptaszka jak się będzie ciągle krzyczeć bo się wystraszy i odleci. A za tym idzie też szacunek do mniejszych i bezbronnych istot, to że nie wolno im czynić krzywdy w ramach zabawy. To ważna umiejętność dla dziecka i myślę, że pomaga tak gdzie pojawią si e młodsze dzieci np rodzeństwo. Uczy też szacunku to zwierząt brzydkich i budzących uzasadniony wstręt. One też mają swoją rolę w społeczeństwie. Nie wolno ich niszczyć bo np żaba zjada ślimaki i owady niszczące rośliny a dżdżownica spulchnia ziemie. Przyroda zmusza do ostrożności, poznawania świata, szanowania jej ale zręcznego i odważnego podróżnika. Więc dziecko pokonując małe trudności uczy się szukać rozwiązań a to będzie przydatne w wielu innych okolicznościach, uczy się sprytu i pomysłowości. Motylka można złapać tylko sposobem. ;) Rozwija się zdolność uwagi i koncentracji, kojarzenie następujących po sobie faktów. Przyroda jest dla dziecka jak ogromne puzzle uczy myślenia logicznego, widzenia przestrzennego ,strategii, zapamiętywania. A już widzenie przestrzenne i zapamiętywanie to bodziec by to co widziało opowiedzieć z przejęciem mamie czy namalować. A więc mamy tu rozwój komunikacji werbalnej i niewerbalnej, przekazywanie tego co się zobaczyło i usłyszało. Pobudzanie do pytań i zdobywania wiedzy. Dziecko zdobywa elementarną wiedzę o świecie obserwując pory dnia, opady atmosferyczne, zachowania zwierząt i roślin. Wysuwa bardzo logiczne wnioski, ze po deszczu trawa jest mokra a nagrzany słońcem piasek ciepły. Dziecko uczy się też obowiązkowości. zwierzęta trzeba karmić a rośliny podlewać jeśli chcemy by żyły. Przyroda to ważny wychowawca w życiu naszego dziecka. Dzięki ciekawości świata dziecko uczy się ważnych, często podstawowych prawd o świecie a nabytą podczas obcowania ze zwierzętami wrażliwość przenosi na inne płaszczyzny życia wykształcając współczucie, chęć bycia dla kogoś opiekunem i delikatność.
  9. Ja zostałam testerką a Orsalit do testowania dostałam niedawno. Produkty były zapewne wysyłane partiami i dlatego oceny też są w różnym czasie. Jakby tak nie było to wątek by już dawno został zamknięty. Pozdrawiam
  10. My Orsalit znaliśmy ale w trochę innej formie. Teraz znany i lubiany Orsalit w saszetkach zamieniamy na Orsalit w buteleczkach :) Angelice bardzo on posmakował i mówi, że to są witaminki. jakby mogła toby wypiła cały od razu. Ma fajny smak zupełnie nie jak lekarstwo. Mi przypomina soczki, które były sprzedawane u mnie w podstawówce. Orsalit polecił nam Pan doktor o tak już zostało. Nie zmienialiśmy nic na siłę bo młodej smakował i to jest zdecydowanie plus Orsalitów bo inne płyny są gorzkie albo maja taki zapach antybiotyku. Ma słodkawy zapach chociaż myślałam, że będzie pachniał truskawkami. ważne , że dziecku pasuje. Opakowanie wygląda zupełnie nie jak opakowanie lekarstwa. Kolorowe, atrakcyjne w zupełnie innym kształcie niż znane nam leki. Przekonuje małego uparciucha do spróbowania bo czasami dziecko się zapiera, że nie i tyle i wie z góry, ze jest coś niedobre :) Uważam, że ten nowy Orsalit to strzał w dziesiątkę. Po pierwsze jest bardzo smaczny i truskawkowy po drugie słodko pachnie a po 3 ma fajne opakowanie. To bardzo ważne aby dziecko samo chciało przyjmować płyn nawadniający bo w czasie choroby wymiotów czy biegunki szarpanie się z dzieckiem żeby coś wypiło naprawdę nie jest potrzebne. I tak jest wystarczająco dużo stresu dla takiej małej osóbki jak się źle czuje. Ta nowa forma znaczy płyn jest dużo lepsza i wygodniejsza np. poza domem i dla młodych mam jak im czasem brakuje rąk do ogarnięcia wszystkiego ;) Nie będę tu komplementować bo tu nie ma nic do gadania. Orsalit drink jest po prostu odpowiedni. Dobry. W sam raz. Bezdyskusyjnie. I mamy do niego zaufanie. A i zapomniałam powiedzieć, że nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych ani po saszetkach ani po piciu. Pozdrawiam :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...