Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

jel00nka

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Warszawa
  1. jel00nka

    Konkurs Mikołajek

    1.Ulubione powiedzonko Mikołaja tochyba będzie: "No bo co w końcu, kurczę blade!". 2. Basia mówi jeszcze niewiele, ale są już pewne wyrażenia, które pokazują jej temperament: - NIE! NIE! NIE! (to jej ulubione, co mnie przeraża!!!) - MAMA! TOoo TO? (Mamo, co to?) i moje ukochane: - OJO AABAAAAAB! NIAJA AJAA AAAAAAA BAAABAOJ! co oznacza - Kocham Cię Mamusiu! Jesteś najwspanialszą Mamusią pod słońcem! - Jak byście nie wiedzieli :)
  2. W pierwszej kolejności staram się nie dopuszczać do przeziębień: dobra dieta, dużo ruchu, hartowanie na powietrzu, seanse w grocie solnej, to pozwala nam unikać takich przykrych sytuacji. Ale jak wiadomo, czasem się nie dopilnuje wszystkiego i nagle bach! Gil do pasa! Psikanie, pokasływanie, czasem zaczerwienione gardło, a na dodatek gorączka :( Ostatnią rzeczą po jaką sięgam są medykamenty, póki na liczniku nie ma 38,5 st, to ratujemy się naszym magicznym, wspaniałym, wszczechleczącym mlekiem mamy. Jesteśmy jeszcze w tej komfortowej sytuacji, że bufet pełen :) Zatem kiedy tylko infekcja nas dopada, to poza standardowymi posiłkami dochodzą dodatkowe "mleczne". A ja w tym czasie zmieniam swoją dietę na zdecydowanie bogatszą w witaminy, szczególnie witaminę C, zajadam się czosnkiem i innymi domowymi specyfikami na przeziębienie, przekazując jednocześnie moc tych dobrodziejstw i przeciwciała poprzez moje mleko. Do tego pamiętam o wietrzeniu pomieszczeń i dbam, by dziecko nie było przegrzane. Nie wiem czy to dobre sposoby, ale u nas się sprawdzają, zatem polecam!
  3. Moje dziecko przez pierwsze miesiące życia było ryczydłem :( Nie jakieś tam jęki tylko żywy wrzask. Nie było kolek, nie było innych niemowlęcych problemów, a mimo to był wrzask. Wrzask był spowodowany niewyspaniem!!! Moje dziecko spało mało, prawie wcale i tylko wtedy kiedy było noszone na rekach. Potem zbawienna była chusta, ale ile mozna nosic dziecko na rękach i co z nocą?! Ratowaliśmy się wszystkim! Chusta, w której w ciagu dnia nosiłam mojego "pisklaka" w nocy służyła jako hamak, by dziecko spało choć trochę. Uważam, że taki cucuchamak wtedy by nas uratował. Przy drugim dziecku ma ogromne szanse być jednym z zakupów, bo wiem jak ważny jest spokojny sen dziecka, a tym samym jego rodziców. Zatem to zakup nie tylko dla wygody dziecka!!!
  4. Oczywiście cech dobrego obuwia jest mnóstwo, ale moim zdaniem można te wszystkie cechy zamknąć w jednym zdaniu. Idealne obuwie to takie, którego po prostu nie czuć na stopie!!!! Moje dziecko to maniak jeśli chodzi o zdejmowanie butów, skarpet i wszelkich "otulin" stóp :) Najlepiej się czuje kiedy małe stópki mogą radośnie baraszkować niczym nie skrępowane. Zatem dla mnie wyznacznikiem idealnego obuwia jest fakt, że moje dziecko pozwala mu pozostać na stopach.
  5. Ja polecam baśnie, po prostu baśnie. Bez wskazywania konkretnego autora, konkretnego tytułu, po prostu baśnie jako gatunek. Dlaczego? Za uniwersalizm, za fakt, że są aktualne pomimo upływu setek lat. Zmuszają nawet małego odbiorcę do refleksji, zadumy i zadawania pytań o życiu. Ja uwielbiam baśnie za magię, którą emanują, swego rodzaju enigmatyzm i za powrót do korzeni, za odrobinę folkloru i wierzeń ludowych. Baśnie to świetny materiał do edukacji, szczególnie tej emocjonalnej. Uważam, że pomagają dziecku zrozumieć podstawowe wartości i uczą nazywać uczucia. Jestem zdania, że bardzo stymulują wyobraźnie. A poza tym są po prostu......piękne!
  6. jel00nka

    Konkurs z Królem Maciusiem

    Basia ma dopiero 10 miesięcy, ale ma też swoje upodobania i bajkowych faworytów. Czytamy dużo, bardzo dużo, więc Basia świetnie rozpoznaje książeczki, ale jeśli chodzi o bajkowych bohaterów to chyba najlepiej lubi Królewnę Barbarę czyli.....siebie samą. Mnie macierzyństwo bardzo uskrzydliło i zmotywowało, jeszcze kiedy byłam w ciąży zaczęłam pisać opowiadania, na początku dla dzidziusia, a potem jak dzidziuś okazał się Basią to dla Basi. Zazwyczaj to krótkie opowiastki, przez które staram się przemycić Basi wartości dla mnie najważniejsze. Opowiastki są drukowane razem z ilustracjami, czyli zdjęciami Basi graficznie wystylizowanymi pod temat opowiadania, np. Basia pastereczka itp. Nie wiem czemu, ale Baśka je uwielbia!!!!
  7. Wszystko zależy od wieku dziecka, pomysłów jest masa, ale ja wiadomo nie wszystko dla wszystkich, bo jak tu np. grać z półrocznym bobasem w pamięć?! Ja akurat jestem mamą dziewięciomiesięcznej Basi i może na pozór ciężko jest ćwiczyć pamięć takiego bobasa. Powiem Wam jednak, że można i to całkiem skutecznie. Okazuje się, ze nawet najbardziej "prymitywne zabawy" są genialnym treningiem. Zwykłe " gdzie foczka ma oczka" ćwiczą pamięć bobasa. My mamy cały zestaw zabaw pamięciowych: 1. Wspomniane "gdzie foczka ma".........oczka, ogonek, uszko itd. Zabawa jest genialna na pamięć i kojarzenie. 2. "Zwierzaki rozrabiaki" Mamy wydrukowane karty ze zwierzątkami i bawimy się nimi na kilka sposobów. Po pierwsze standardowo pokazuję zwierzaka i wydaję dźwięk, który wydaje (tzn. imituję, oczywiście paszczą :)) Po drugie wykładam trzy karty, wydaję wspomnianą wyżej paszczą odgłos zwierzaka i zachęcam Basię, by wskazała, który to zwierz. Po trzecie (ale to nam zbytnio nie wychodzi) wykładam trzy karty, dwa zwierzaki z jednej gromady i jeden nie pasujący i zachęcam, by mała pokazała co tutaj nie gra, ale to jednak opcja dla starszaków :) Ta zabawa poza ćwiczeniem pamięci, wymusza myślenie przyczynowo skutkowe. 3. "Tańce hulańce" - śpiewamy piosenki, do których dorabiamy choreografię, przy takim malutkim bobasie to bardzo proste ruchy, np. klaskanie w konkretnym momencie, głaskanie się po brzuszku, wysyłanie buziaczka. Bardzo skuteczna zabawa. jestem w szoku, że taki malec jest w stanie słysząc piosenkę wykonywać konkretne czynności. 4. Ostatnią zabawę praktykujemy od narodzin. Polega na zwyczajnym pokazywaniu i mówieniu o przedmiotach. Przyjęliśmy z mężem strategię, że nie nosimy bezproduktywnie dziecka na rękach. Szkoda marnować takiej okazji. Kiedy ląduje na naszych rękach bawimy się w taksówkę, czyli mama lub tata to taksówka, a Basia to mała pasażerka, która ma podróż po domu z przewodnikiem :) Zaglądamy do lodówki, pralki, szafek i wskazujemy konkretny przedmiot wyraźnie go nazywając. Dzięki temu Basia bardzo szybko nauczyła się wskazywać prawidłowo przedmioty, które ją otaczają.
  8. No ja chyba mogę się pożegnać z nagrodą, bo nie będę dla pieluszek wielorazowych tak łaskawa jak pewnie większość odpowiadających na ten temat. Na początek powiem, że bardzo cenię ekologię i staram się być eko, ale pieluchy wielorazowe to jedyny ekoprodukt, który mnie nie przekonuje :( Niestety dla mnie nie są one tak eko jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Po pierwsze ekologia to również oszczędność wody i energii. Niestety pieluchy wielorazowe to dodatkowe pranie, dodatkowa woda i dodatkowy prąd. Jasne można powiedzieć, że i tak robi się pranie, ale..... ja nie robię prania dziecięcego codziennie tylko dwa razy w tygodniu, a nie wyobrażam sobie sterty pieluch kisnących w koszu i czekających 3 dni na pranie. Ponad to chyba nie miała bym odwagi prać zaqpkanych pieluszek razem ze śliniaczkami. Potem jeszcze dodatkowe prasowanie tetry i znów dodatkowy prąd. Po drugie są niestety mniej chłonne niż pieluszki jednorazowe. Mają tę wadę, że jednak kontakt wilgoci ze skórą jest bardziej prawdopodobny. Dlaczego mam zatem narażać pupę mojego dziecka na potencjalne odparzenia, kiedy może mieć sucho? Po trzecie, pieluchy wielorazowe nie są wcale tanie. Nawet się kiedyś do tego przymierzałam i o zgrozo - zestaw startowy to spory wydatek. I bzdurą jest, że jednorazowy, bo wszystko się przecież amortyzuje i wymaga wymiany. A do tego teraz jeszcze skoczą w górę, bo tetra załapała się na 23% VAT. W związku z tym całkowicie świadomie zdecydowałam się na jednorazowe. Tak wiem, żel w nich zawarty długo się rozkłada. Ale z drugiej strony mam świadomość, że oszczędzam wodę i prąd, na co mało kto zwraca uwagę :(
  9. W pierwszy w swoim życiu Nowy Rok Barbara wkroczyła przebojem, na całego, z fajerwerkami. Były tańce, hulance, swawole, przesyłanie buziaków, pokazywanie oczka, wkręcanie żaróweczek, brawo, aQQ, aż do momentu gdy dziecko zrobiło pa pa! i......padło. O poranku pełna energii Barbara ściągnęła nas z łóżka, a że pogoda za oknem dopisywała to postanowiliśmy pierwszy dzień nowego roku spędzić na świeżym powietrzu, w myśl zasady, jaki Nowy Rok, taka i reszta. I oby się nie sprawdziło, bo to był by koniec pozytywnych aspektów tegoż dnia. Po niespełna 15 minutach beztroskiego spaceru, psikus!!! A konkretnie pęknięta guma. Potłuczone szkło po imprezie sylwestrowej było wszędzie. Na nic zdały się akrobacje. Pomimo starań musieliśmy na coś na jechać i to konkretnego, bo świst spuszczanego z dętki powietrza, przypominał co najmniej świst fajerwerków. Obiecany Basi spacer skończył się błyskawicznie. Wracaliśmy z kuśtykającym wózkiem, z nadzieją, że w drodze powrotnej nie uszkodzimy felgi. W sumie nie był by to problem, gdyby nie fakt dnia świątecznego, więc o zakupie nowej dętki można było marzyć. A dziura był atak duża, że nawet zestaw "małego magika" nie pomógł. Takim oto sposobem Baśka została pozbawiona Baśkowozu i byłyśmy uziemione przez dwa dni :( Niestety Baśka bez spaceru, to Baśka marudząca i niezadowolona. Zatem mam nadzieję, że nie będzie tak przez cały rok :)
  10. 9 miesięcy ciążowego oczekiwania to czas kiedy... działo się we mnie niezłe przemeblowanie :) A wyglądało to tak: Od kiedy maluch postanowił zrobić fikołka i na stałe przyjąć pozycję śpiącego pawia w brzuchu rozpoczęła się istna rewolucja - nowy harmonogram dnia i innowacyjny program ćwiczeń: 1. Początkowo penetracja terenu z innej perspektywy metodą opukiwania :) Bardzo radosne uczucie dwóch szalonych stópek uklepujących grunt pod nogami, który niegdyś służył za sufit :) 2. Przemeblowanie metodą siłową. Moje dziecko nie do końca zgadza się z koncepcją natury, która urządziła jego domek. Postanowiło zatem postawić wszystkie "meble" po swojemu. Okazało się, że wystarczy troszkę siły i można znacznie przesunąć żołądek. Problem stanowi tylko kręgosłup, który walony z siłą młota pneumatycznego twardo trzyma się na swoim miejscu. 3. Zwiększanie przestrzeni metodą rozpychową. Okazało się, że z ciasnej kawalerki da się zrobić niemałe M2. Troszkę można ucisnąć pęcherz, rozepchnąć ściany, podnieść rusztowanie z żeber i mamy o jeden pokój więcej :) 4. Urządzanie siłowni i nowy zestaw treningowy. Nowa pozycja - nowe sprzęty: bardzo często wykorzystywany worek treningowy wykonany z najlepszej jakości tkanki. Żołądek okazał się świetny na tę okoliczność ze względu na często zmieniającą się zawartość. Żebra doskonale służą za drabinki. Wystarczy wślizgnąć nogi między szczebelki i można do woli ćwiczyć brzuszki. 5. Urządzanie sypialni. Pęcherz to świetna poduszka, bardzo plastyczna, którą można dostosowywać do kształtu głowy, a łożysko niegdyś stanowiące kołderkę, świetnie sprawdza się jako materac, po którym można czasem poskakać. I tak o to troszkę pracy i troszkę wysiłku i uzyskujemy całkiem nowy, wygodny i przestronny inkubator na ostatnie miesiące treningu przed wyjściem na świat :)
  11. Moja Basia jest jeszcze za mała, ale testuję nietypowe zabawy na siostrzenicy, ma 9 lat i kocha komputer i gry. Jednak kiedy zostaje ze mną nawet nie myśli by odpalić pudło, albo telewizor. A co ja tak porywa? Prościzna!! Zajmujemy się rękodziełem. Ciotka na jej szczęście ma trochę łapkowych zdolności i uczy chłonny umysł podstaw decoupagu, scrapbookingu, filcowania, projektowania biżuterii i ubranek dla lalek, razem też szyjemy, próbujemy dziać i szydełkować. Te zabawy potrafią ją wyrwać z wirtualnej rzeczywistości na wiele godzin i chyba efekt tych zajęć bardzo ją dowartościowuje i zadowala. Pamiętam jak zrobiłyśmy pierwszy scrapbookingowy notes, oj jaka ona była wtedy dumna. A kiedy uszyłyśmy ubranka dla jej lalek to następnego dnia nie grała w internetowe ubieranki tylko zaprosiła koleżanki na prawdziwy lalkowy pokaz mody. Nawet nie spodziewałam się, że takie niby nic może uczyć tak ogromnej kreatywności. W ubiegłym roku na gwiazdkę wspólnie wykonałyśmy biżuterię dla jej najlepszych koleżanek i wiecie co dziewczyny powiedziały: "ale Ty masz fajną ciocię" Zrozumiałam, że jeśli tylko poświęcimy dzieciom troszkę uwagi to nie będą uzależnione od sieci. One siedzą przy komputerach z nudów!!!!
  12. jel00nka

    Przygoda ze smakami w ciąży

    nam się nie udało, ale tym co się udało gratulujemy :)
  13. To będą Basi pierwsze święta, w ubiegłym roku jeszcze radośnie baraszkowała w brzuszku. Będzie to niewątpliwie ogromne wydarzenie. Póki co planujemy :) Tuż przed wigilią wybieramy się do dziadków na Mazury. Liczymy, na prawdziwą Panią Zimę, szczypiący w uszy mróz i dużo śniegu. O poranku ubierzemy choinkę i sprawdzimy czy oby Mikołaj nie zapomniał zabrać listu. Gdy na zewnątrz wiatr będzie hulał, my siedząc przy rozgrzanym kominku, w ciepłych kapciach, przy herbacie w imbryczku, będziemy przez okno podziwiać śnieżne płatki, wypatrywać pierwszej gwiazdki, nucić kolędy i oczekiwać tego, o którym Basia tak dużo słyszała, a którego nigdy jeszcze nie widziała, czyli Mikołaja. Jeśli nie zdąży przybyć w wigilię zostawimy mu na kominku pierniki i mleczko, by zaglądając do nas mógł biedak troszkę odsapnąć, po tej ciężkiej nocy. Rano szybko popełzamy do choinki, by sprawdzić co Święty tam zostawił. Potem razem z dziadkami wybierzemy się na spacerek i sprawdzimy czy na dachu zostały jeszcze ślady po saniach Mikołaja i reniferkowych kopytkach. Mamy nadzieję, że uda nam się naliczyć ile reniferów ciągnęło w tym roku sanie Mikołaja. Święta spędzimy na odwiedzaniu bliskich, są jeszcze tacy w naszej rodzinie, którzy nie mieli okazji poznać małej Barbary, zatem zamierzamy te zaniedbania nadrobić :)
  14. dziękuję, gratuluję pozostałym :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...