drewienko

Kobieta, 40 lat, Piekary Śląskie

Ostatnie posty użytkownika
drewienko

Re: Konkurs "Zimowe wieczory z klockami LEGO® DUPLO®"

24 miesiące Poleńki i jedną mam myśl w te nasze zimowe dni... najlepszymi rzeczami w życiu nie są rzeczy.
Niech to będzie przytulas, gilgotka w poduszkach ukryta, uśmiech i dobre słowo. Dorzucamy do tego z córeczką zabawę w cooooraz śmieszniej i głuchy telefon, na który córcia ma swój patent z lustrem. Rozmawia z nim tak czule. Ba. Bo kiedy uczymy się czytać we własnym sercu, poznajemy serca innych. I to nic, że mamy tylko 24 miesiące. :)

drewienko

Re: Konkurs "Minka Miesiąca - Marzec 2018"

Radość Poleńki jest wzruszająca, za serce wtedy swe się łapie.
Ona nam codziennie pięknie pokazuje, że rzeczy małe mogą taaak zachwycać.

Pozdrawiamy zielenią rzeżuszki! :)
Pola (1,4 miesiące)

drewienko

Re: Konkurs "Zimowe szaleństwo"

Małe dziecko (6 lat Hania) i duże dziecko (40 -stka Tomcia);) bawią się w łapanie mamy ( bezwiekowej oczywiście) na śniegu.
pozdrawiamy biało!

drewienko

Re: Konkurs "Rodzinne przygotowania do Świąt"

ŚWIĘTA to dla mnie zapach! Pachnie choinką nawet mydło którym myję ręce. Bukiety z gałązek choinkowych pachną w każdym zakątku małego m. Ja tak zawsze upycham je w święta. Cały rok mogę posiadać niedostatecznie sprzątnięte kąty. Okna nie muszą świecić czystością. Mogę nawet zapomnieć o ozdabianiu, wymyślaniu w słoneczny letni dzień. Mogę nie mieć bukietów na stołach i stolikach i nie upiec ciasta ani razu przez pół roku, ale w grudniu jest inaczej. W grudniu dbam o wszystko w nadmiarze. Ten zapach, ten stan umysłu, te plany na prezenty, emocje, sprawiają że życie nabiera niezwykłości. Święta od zawsze kojarzą mi się z największą radością. Bo w tym biegu obowiązków gdzieś obok jest choinka. W nienadążaniu jest radość spełniających się czyichś marzeń. W upieczonych ciasteczkach odbite nasze ręce. I to jest to, co dla mnie najważniejsze, najbardziej świąteczne!
Ze zdjęć przesyłam te, na którym są ONI... najjaśniejsze moje gwiazdy, tworzące wyjątkowe chwile ;), 'żółwiowo' ubierający choinkę... ale w końcu do celu dochodzą. ;)

drewienko

Re: Konkurs "Akademia Zdrowego Brzuszka"

Zdrowy brzuszek jest jak mój różowy balon - LEKKI, SZCZĘŚLIWY... I POZWALAJĄCY MI MARZYĆ! - duma sobie mała Poleńka. A ja, mama, czynię wszystko, by takim był zawsze.
Brzuszki naszych dzieci potrzebują wsparcia! Dlatego najbardziej cenię harmonię... w diecie, w rodzinie, w sobie.
Wartościowe posiłki w odpowiednich proporcjach są moim oczkiem w głowie. Choć jak to mówi tata naszych dziewczynek... "teraz to dojadanie po dzieciach nabiera smaku!" ;)
... więc i ja wyszeptam szczęśliwie coś od siebie o tej późnej porze śpiącym już miło brzuszkom: 'Po co się spieszyć, lepiej sobie odpocząć'. :)
Szczęśliwości brzusie.

drewienko

Re: Konkurs "Minka Miesiąca - Październik 2017"

Hania 2,5 roku - bo w podróży trzeba dopasować kolor bluzki do machiny, którą marzy się by podróżować... tak mówi mama, ciocia, a nawet babcia... a tata kręci nosem.

Z podróży po słońce!

drewienko

Re: Konkurs Emolium „Wspieramy Was od 1.dnia”

Gorąco witamy w przerwie na sen... bo u nas najtrudniej ze spaniem. Gdyby tak można było wyspać się na zapas! Ale w sumie, kiedy to zrobić?? ;)
Mała upodobała sobie spanie krótkie, przerywane, jakby od samego początku chciała zostać Panią swojego czasu. :)
I jak sobie radzę z niedospaniem? No tak, mój mąż radzi sobie znacznie lepiej niż ja - po prostu się kładzie.
A ja, to mierny geniusz w tym temacie - bo choć głowa, serce, ciało całe woła: spać, spać, spać! - wybiorę analizę, rozważania i rozterki oraz Metodę Małych kroków, która serio działa! Działa dlatego, że kroki, które wykonujesz, są tak małe, że nie wzbudzają w Tobie żadnego oporu - tak sobie stan rzeczy tłumaczę... i małymi kroczkami wprowadzam małej jednostajny rytm dnia, wieczorem spokojną kąpiel, muzykę relaksacyjną w tle i szum... (misia, odkurzacza, suszarki, bądź youtube'a - by nie pobudzić całej wsi). O dziwo, zaczyna działać... mąż zasypia szybciej niż cokolwiek/ktokolwiek w naszych czterech kątach.
A ja - ciut dumna jestem z siebie, że ktoś zasnął - szkoda, że nie mała, bądź czasem ja. ;)
P.S. Zdjęcie ze 'wspólnej' drzemki (5 minutowej).
Słodkich snów kochani!

drewienko

Re: Konkurs „Kreatywność dzieci”

cd. fotek - ups ;)
(- przepraszamy za wielkość i wielość)... ostatnie zdjęcie już nie wrzucam, bo faktycznie - tak jak mówi mąż - chińczyk ze mnie z tymi zdjęciami, robię i robię.

drewienko

Re: Konkurs „Kreatywność dzieci”

Witamy gorąco i bardzo smacznie!
... (ano) smacznie ;) - córeczka Hanulka przesyła swój projekt smacznie malowany "Wakacje! - lato, woda, góry, Rodzinka...", który TAAK pachnie, że chciałoby się go stale wąchać i być w pobliżu, opodal, tuż przy jego krawędziach, albo w samiuteńkim jego środku - tak się rozmarzyła, a że na wakacjach jeszcze nie była, to projekt owiany jest jej tęsknym i stale się powtarzającym aaa-chem i ech-echem!

"Mamo, czy tęsknota może być kreatywna?" - pyta mnie skupiona nad swoją pracą.
"Myślę, że tęsknota może góry przenosić... a nawet je przybliżać... "

Poniżej załączam pracę tęsknej Hanulki :) i mały opis jej wymarzonych wakacji:
Najbardziej 'zapachowy' jest cynamon, wyznaczył kontury gór i strefy basenowej, a nawet rysy twarzy naszej rodzinki. Wnętrze 'projektu' bogate jest w grapefruita (opalone słońcem szczyty gór), jabłko (turyści na wyciecze górskiej), paprykę czerwoną i liście laurowe (to wodne orzeźwienie basenów). Słońce to piękne must have WAKACJI - cytrynowe i cynamonowe, ale w wersji light! ;)
Promienie słoneczne oraz nasze 'łapki', nóżki i czupryny, Hanulka stworzyła z makaronu suchego - (stwierdziła, że faktycznie suche mamy końcówki włosów), a nasze ciała - to bananowa masa. ;) oj tam, takie tam szczegóły. ;)

Fotki:
1. Przygotowanie bananów 'pod człowieka'.
2. Chwilka na zastanowienie się nad całością... i spróbowanie czy banan ma odpowiedni smak. ;)
3 i 4 i 5. Słońce świeci coraz bardziej cynamonowo.
6. Robi się rodzina... choć chwilka, teraz jednak góry...turyści, do rodziny jeszcze wrócimy. :)
7, 8, 9,10,11. Powstają góry, szczyty i kontury tras.
12. cd. rodziny.
13, 14, 15,16. Liście laurowe to cudowne baseny.
17 i 18. Wymarzone Wytęsknione Wakacje :)

Pozdrawiamy smacznie i wonnie ;)
Hania lat 5 - wykonanie :)
O wakacjach marzą również:
siostra mała Pola, mama i tata, wspólnie lat - lepiej nie pamiętać. ;)
Serdeczności!

drewienko

Re: Konkurs „Czas mamy i córki”

Myśląc o córce, nasuwa mi się uczucie, że z bliskości nigdy się nie wyrasta.
A 'Razem' - to takie nasze słowo klucz... choć nie zawsze razem znaczy łatwo.
Gdy 8 miesięcy temu pojawiła się w naszym teamie mała siostra Hani, my jeszcze mocniej poczułyśmy, że potrzebujemy dzielić się czułościami, wbrew siłom grawitacji znajdować czas na wspólne wyjścia i wspierać się choćby nie wiem co.
No właśnie, tak zawsze łatwo było mi ją nosić na barana... a teraz prawię się łamię pod tą energetyczną sześciolatką (uwiecznione na zdjęciu) ... i tego mi szkoda, że ja nie mam już tyle sił. Zostaje mi jednak wciąż jedno marzenie...by nasze córki z upływem czasu wciąż chciały z nami być, bawić się, turlać się po podłodze, łaskotać w stopy pod stołem i wyjadać zielony groszek z talerza. :) Fajnie by było.
Faktycznie... nie jestem idealną mamą, chciałabym za to być fajną mamą, żeby moje córki mogły zawsze do mnie przyjść kiedy będą miały jakiś problem. Żeby miały poczucie akceptacji i bezpieczeństwa. Chciałabym, żeby nie czuły się przez nas (mamę/tatę) osaczone, tylko wspierane, żeby same odkrywały, co lubią a czego nie i szukały sposobów, jak do tego dojść.
A dziś, nasz czas jest do schrupania - każdą wspólną chwilę przeżywamy bardzo intensywnie, bo razem. Nie podejrzewałyśmy się nigdy o taką podobną ckliwość w tym temacie. My nawet cieszymy się, że razem możemy zjeść pomidorową, albo że właśnie mała zasnęła, a my - 'starsze panie', możemy poczesać swe włosy, zapleść powoli warkocza, zagrać w warcaby.
I choć sama się sobie dziwię, to przy córkach wyłączam gonitwę myśli, czego nie potrafiłam nigdy zrobić. I na przekór temu, że jedna córcia i druga to czynne wulkany i zawsze nie mam pojęcia skąd one czerpią energię, to nie wiem również, skąd ja czerpię energię na ich ujarzmienie... chyba najbardziej pomagają mi w tym Łaskotki… dużo łaskotek! Mamy do nich nawet ułożoną linię melodyczną. :) Tak, muzykę to my wielkie LOV. Hania tańczy nawet przy dźwiękach blendera... przyznaję się - ja z nią.
Pozdrawiamy nocą!

drewienko

Re: Konkurs "Minka Miesiąca - Lipiec 2017"

Poleńka - 8 miesięcy, tak jak jeden z największych myślicieli naszych czasów - Kubuś Puchatek - stwierdza w zadumie: "to nie ma co pisać, to trzeba poczuć". :)

drewienko

Re: Konkurs „Dzień dziecka z Kinderkraft”

Huśtawka leżaczek moskitiera NANI UP Kinderkraft to taki rarytas dla Dziecka i Mamy/Taty. Zauważyliśmy go niedawno temu u znajomych, a nie jesteśmy "gadżeciarzami" w ogóle, a najchętniej przyznalibyśmy się, że zabujał nas całkowicie. Tak bardzo ułatwia dzień! Przy stole, przy gotowaniu. wszędzie. Gdybym miała tylko jedną rzecz zostawić z wyprawki poprzedniego dziecka, to zostawiłabym ten leżak (no ale go nie miałam). Jest nietuzinkowy, nieporównywalny do żadnego innego. A ten komfort dziecka, wygodna pozycja siedziska, pasy, chroniąca moskitiera i to, że mamy pociechę obok siebie - to bezcenne. Jestem pewna, że tak wypoczywają spełnione marzenia! :)
Pozdrawiamy!

drewienko

Re: Konkurs "Trolle"

Bo ja mam ład w główce, a na główce... ;)
Maryś 1,5 roczku :)

drewienko

Problem techniczny?

Kochana Redakcjo, chciałam dodać wpis na konkurs dotyczący bajki/wierszyka, ale wpisując swą treść i klikając OPUBLIKUJ, treść znika i nie zostaje zapisana. Co robię nie tak? Z góry dziękuję za odpowiedź. Czy może wpis widoczny jest dopiero za jakiś czas? Serdeczności!

drewienko

Re: Konkurs "Kamera lub laptop z twojej bajki"

Pewnego dnia mała dziewczynka Hania dostała śliczny prezent od mamusi i taty. Była to kolorowa książeczka o Zaczarowanej Krainie, w której rządziły złośliwe pomidory. Hania słuchała opowieści z zapartym tchem. Dowiedziała się, że w magicznej krainie wiele lat temu osiedliły się złośliwe zielone pomidory, które całkowicie zdominowały świat jej zaczarowanych mieszkańców i zupełnie wywróciły go do góry nogami. Pomidory wygoniły stworzenia z ich domków, gdzie rozpanoszyły się na dobre. Mama niestety nie zdążyła przeczytać książeczki do końca, bo córeczka zrobiła się śpiąca. Przejęta dziwną historią z pomidorami, które w dodatku były zielone, poszła spać… Ale Hania rano zamiast obudzić się w swoim łóżeczku… obudziła się na zielonej łące, tuż obok strumyka. Nadal miała na sobie piżamkę, ale jej własne łóżeczko gdzieś przepadło! Jak to się stało i gdzie się znalazła?
- Gdzie ja jestem? – zapytała zdziwiona Hania.
- Jesteśmy w Krainie Czarów – powiedział piskliwy głosik tuż za nią i dziewczynka odwróciła się gwałtownie w stronę, z której dochodził. Koło niej siedział… jej ukochany pluszak siłacz Titi!
- Titi! Ty mówisz!
- Jasne, że tak. Tutaj w Krainie Czarów wszystkie zabawki, zwierzęta oraz przedziwne istoty potrafią mówić ludzkim głosem.
- Ale w jaki sposób się tutaj znaleźliśmy. Pamiętam tylko, że wieczorem mamusia czytała mi bajkę o tej krainie… a potem usnęłam i obudziłam się tutaj!
- Nie ma na co czekać, musimy dowiedzieć się o co chodzi – powiedział siłacz Titi i obydwoje ruszyli przed siebie.
Kraina Czarów była przecudna. Okazało się, że mieści się w samym środku leśnej polanki, a zewsząd otacza ją mroczny i tajemniczy las… Na samej polance rosło kilka pojedynczych drzew, w środku których, ktoś najwidoczniej mieszkał, bo miały maleńkie okna i drzwiczki. Natomiast inne domki były z piernika, albo po prostu z drewna, z tym, że te ostatnie były pomalowane na wszystkie kolory tęczy. Hania zauważyła, że rosło tutaj mnóstwo wielkich muchomorów. W nich także nie zabrakło drzwi i okien, więc z całą pewnością mieszkały w nich krasnoludki. Wąskimi ścieżkami przechadzały się skrzaty, zwierzęta, gobliny, a nawet smerfy. Siłacz Titi zauważył też wielkiego różowego słonia oraz kota w butach i kurę kokoszkę.
Natomiast Hani wzrok padł na największe drzewo, które rosło na samym środku zielonej polanki, tuż obok strumyka. Był na nim domek na drzewie. Ale… zaraz, zaraz! To wcale nie był domek tyko zamek!
- Tam mieszka Król Hiacynt i Królewna Hiacynta. Zanim do Krainy Czarów przybyły złośliwe zielone pomidory, właśnie Król Hiacynt sprawował tu rządy, a Królewna Hiacynta słynęła z tego, że zawsze dbała o zdrowie swojego kochanego tatusia i przypominała mu o ważnej witaminie D "mieszkającej" w zdrowych posiłkach i w słoneczku, dlatego często wychodzili razem na spacerki – wyjaśnił Titi.
Królewna Hiacynta… - powiedziała Hania rozmarzonym głosem – Ach… bardzo bym chciała ją poznać…
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wrota pałacu otworzyły się i po drabince z drzewa zeszła śliczna dziewczynka. Ale… Ojej! Ona wyglądała zupełnie jak Hania. Była nawet tak samo ubrana!
Królewna podeszła do Hani i siłacza Titi i pogładziła swoje kędzierzawe włosy oraz spojrzała na nich szaro-niebieskimi oczami i powiedziała:
- W końcu jesteś Haniu! Myślałam, że już nigdy nie dostaniesz zaczarowanej książki o naszych przygodach i nie przeniesiesz się do naszego świata! – po jej policzkach popłynęły gęste łzy.
Hani zrobiło jej się żal, ale wiedziona ciekawością co do wyglądu królewny zapytała:
- Powiedz mi, dlaczego wyglądasz tak samo jak ja?
- Jestem twoją bajkową bliźniaczką. Każde dziecko ma taką, tylko że w innej bajce. To jest twoja bajka i wysłałam ci zaczarowaną książkę żeby cię tutaj sprowadzić. Tylko ty możesz uratować nasz świat przed złośliwymi pomidorami. One są wszędzie. Mieszkają w naszych domkach. Jedynie ja z tatą mogłam pozostać w pałacu. Inne stworzenia śpią w szałasach w Mrocznym Lesie. Czy nam pomożesz? Pomidory są złośliwe i w naszej krainie wyrządziły już wiele szkód!
- Jasne, że wam pomogę, ale nie wiem jak…
- To bardzo trudna sprawa. Nawet ja nie wiem jak się do tego zabrać! Żadne czary nie działają na te łobuzy!
- Pokonać złośliwe zielone pomidory bez użycia jakichkolwiek czarów? Zdziwił się siłacz Titi – To przecież niemożliwe!
- Tylko Hania zna magiczny sposób, dlatego ją tu sprowadziłam – wyjaśniła Hiacynta.
Hania zaczęła się zastanawiam nad tym co w jej osobie jest takiego wyjątkowego. Przecież musi coś być, skoro tylko ona może zwalczyć te złe istoty. Wtem… Ze wszystkich domków zaczęły wyłazić zielone szkarady. Były wielkie, zielonego koloru, miały oczy, bulwiaste nosy oraz usta. Pomidory zaczęły skakać jak ogromniaste piłki. Niszczyły wszystko co znalazło się na ich drodze: kwiatki, rabatki, inne domki i ławeczki. Krasnale uciekły w popłochu, kot w butach ze strachu wskoczył na drzewo, a kura kokoszka zgubiła na chwilkę swoje złote jajko, ale szybko po nie wróciła (bo wiedziała, że tym jajku jest mnóstwo zdrowej witaminy D, która podnosi na duchu króla Hiacynta).
Hania ze zdumieniem zauważyła, że pomidory buszują tylko w zacienionych miejscach, a unikają słońca.
- Czy one boją się słońca? – zapytała Hiacyntę.
- Też mi się tak wydaje, ale nigdy nie mogłam dojść do tego dlaczego…
Hania pomyślała chwilę. U dziadka w ogrodzie pomidory były najpierw zielone, a potem, gdy dojrzewały ich kolor zmieniał się na czerwony. Pod taką postacią były pyszne i dziewczynka uwielbiała je jeść. Ale żeby pomidory zrobiły się czerwone, potrzebowały do tego słońca. Jak by tu je zachęcić do tego, żeby wyszły z cienia. Zaraz, zaraz… Przecież u dziadka zawsze śpiewała pomidorom, a dziadziuś mówił, że dzięki temu rosną szybciej i są smaczniejsze i zdrowsze i pełne witaminy D.
Hania nie zastanawiając się ani chwili wyszła na sam środek polany i zaśpiewała:
„ Kochane pomidorki,
Proszę wyjdźcie z norki…
Tam jest ciemno i nieładnie,
A cień całe słonko kradnie.
A na słonku jest przecudnie,
Nawet rano i w południe,
Zaraz w mig tu dojrzejecie,
Czy wy o tym wiecie?”
I gdy tylko Hania przestała śpiewać, wszystkie pomidory wybiegły na słońce, po czym otworzyły szeroko oczy ze zdumienia. Jeden z nich powiedział:
- Jak miło… Słońce jest naprawdę przyjemne…
Nagle pod wpływem promieni słonecznych pomidory zaczęły dojrzewać. Z zielonego koloru nie pozostało już nic. Teraz pomidory były czerwone, piękne i zdrowe. Ale to nie jedyna zmiana jaka nastąpiła. Pomidory przestały skakać i wszystko niszczyć, natomiast usadowiły się w ogródkach na grządkach, które były pielęgnowane niemalże w każdym bajecznym domku w Krainie Czarów. Osiadły spokojnie na rabatkach, przymknęły oczy i zasnęły w cieple.
- Huraaaaaaaaaaaa! Wiwat! – zawołali wszyscy mieszkańcy Krainy Czarów.
Królewna Hiacynta podziękowała Hani. Przecież gdyby nie ona, to cała Kraina Czarów popadłaby w ruinę.
- Nie wiem jak mam ci dziękować! Wiedziałam, że dobrze robię posyłając po ciebie.
- Nie ma za co… - powiedziała Hania – u dziadka zawsze śpiewam do pomidorów i to im pomaga. A teraz już muszę wracać do domu, bo rodzice będą się niepokoić.
- Jasne, rozumiem. Żegnajcie przyjaciele – powiedziała Hiacynta i wypowiedziała magiczne zaklęcie.
W tej samej chwili Hania znalazła się w domu. Pod pachą trzymała pluszowego siłacza Titi. Do pokoju weszła mama.
- Kochanie, czy już wstałaś? Zejdź na dół, zrobiłam kanapki z twoimi ulubionymi pomidorami.
- Mamusiu, ale one nie są zielone? :)

drewienko

Re: Konkurs "Jak twoje dziecko aktywnie spędza czas?"

Mania lat 4 "hiperaktywnie" spędza prawie każdą swoją minutkę.
Energią córki i również męża wybrukować mogłabym drogę stąd do gwiazd.
Wieczorkiem wtulona w koc patrzę na Nich biegających z prędkością światła z punktu A do punktu B.
Zostaję, nie ruszam się, nie oddycham prawie. Mój raj. Moja szalejąca rodzina. :) ... i czuję, że dane jest mi więcej niż na to zasługuję.