Minęły dwa miesiące, odkąd córka zaczęła chodzić do przedszkola, a ja czuję się, jakbym prowadziła całodobową przychodnię. Mała coś łapie, zdrowieje na góra dwa dni, a potem przynosi do domu kolejną infekcję. Ciągle walczymy z katarem i kaszlem, a w zeszłym tygodniu musiałam odpuścić ważną prezentację w pracy z powodu jej gorączki. Chciałabym usłyszeć szczerą opinię innych rodziców. Czy tak to już wygląda na początku? Czy wasze dzieci w końcu przestały przynosić do domu wszystkie zarazki z placówki, czy może cały pierwszy rok był jedną wielką katastrofą? Jak sobie z tym radzicie? Mam wrażenie, że próbowałam już wszystkiego, ale bezskutecznie.