Mój trzema i półlatek jest niezwykle wybredny; w ciągu ostatniego roku stopniowo rezygnował z kolejnych ulubionych potraw, a ja zaczynam się tym stresować.
Co ciekawe, w przedszkolu zjada wszystko. Wydaje mi się, że chodzi o kwestię przyzwyczajenia – jeśli przygotuję mu w domu to samo danie, ale smakuje ono choć trochę inaczej, nie chce go tknąć. Tam je klopsiki, kurczaka, makaron – wszystko. To sugeruje, że problem nie wynika z nadwrażliwości sensorycznej, lecz z przywiązania do konkretnych smaków czy marek. Potrafi być bardzo wybredny, jeśli chodzi o konkretnych producentów.
W domu nie ma mowy o takich potrawach. Je tylko bananowe placuszki proteinowe, chleb lub wafle ryżowe z masłem orzechowym, burgery, frytki i truskawki. Czasami zje banana, nuggetsy z kurczaka, serek śmietankowy albo kilka kęsów pizzy. Jako przekąski akceptuje tylko popcorn i lody waniliowe. Nie chce jeść nawet słodyczy, lodów na patyku czy innych smakołyków.
To dosłownie wszystko, co je. Na szczęście to całkiem zdrowa dieta, więc nie martwię się zbytnio o wartości odżywcze; nie ma też problemów ze wzrostem ani zdrowiem. Niepokoi mnie jednak to, że lista akceptowanych przez niego produktów jest coraz krótsza. A przecież kiedyś jadł wszystko!!!
Nie wywieram na niego presji, bo uważam, że to tylko pogarsza sprawę. I tak jak mówiłam – na szczęście lubi zdrowe rzeczy – ale coraz trudniej jest mi zapewnić mu posiłki tak, by był najedzony i zadowolony.
Problem w tym, że za dwa miesiące zmienia przedszkole i będę musiała przygotowywać mu lunch. Obawiam się, że przez to ta jego zdrowa dieta może zostać całkowicie zaprzepaszczona.