Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Tamit4612

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Warszawa
  1. Osobiście nie jestem zwolenniczką karania dzieci, a na pewno nie stosowania kar fizycznych. Najpierw odniosę się do wspomnianych przez Panią sposobów karania dziecka. Jeżeli zastanawia się Pani, czy łaskotki nie są za mocną formą kary – muszę się zgodzić, że są. Jest to kara fizyczna uwłaczająca godności dziecka, co więcej – uważam, że w przyszłości dziecko może kojarzyć łaskotki właśnie z karą i nawet w mniejszej ilości – nie widzieć w nich formy zabawy, nie czerpać przyjemności z takiej formy kontaktu fizycznego. Szlaban wydaje się lepszą karą, jednak warto się zastanowić, czy daje faktycznie taki efekt, jakiego pożądamy. W założeniu – stosowanie kary ma sprawić, że dziecko nie będzie robiło czegoś, na co my nie wyrażamy zgody, lub będzie robić to, czego od niego oczekujemy. Alfie Kohn w swojej książce „Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe”, w rozdziale czwartym przedstawił problem, dlaczego kary zawodzą. Pozwolę sobie podeprzeć nieco treścią tego rozdziału. Według autora stosowanie kar wobec dziecka może sprawić, że dziecko nauczy się wykorzystywania swojej siły czy posiadania wyższej pozycji – cytując: „Z kar dziecko uczy się jednego: kiedy najważniejsze osoby w jego życiu, na których powinno się wzorować, mają problemy, starają się je rozwiązać za pomocą siły, unieszczęśliwiając inne osoby i zmuszając je do kapitulacji.”. Innym istotnym aspektem płynącym z karania dzieci jest chociażby to, że z czasem kara traci swoją skuteczność. Czy w takim wypadku rodzic chce stosować wobec dziecka coraz to surowsze i bardziej bolesne (w sensie fizycznym lub psychicznym) dla dziecka kary? Karanie psuje nasze relacje z dziećmi – dziecko zaczyna widzieć w nas tych, którzy upatrują jego błędów, traci przez to do nas zaufanie i, nawet gdy chciałoby się przyznać to jakiegoś złego czynu – nie widząc w nas sprzymierzeńców, woli ukrywać swoje przewinienie. Tym samym uczą się kłamać i robić wszelkie uniki, byleby uniknąć kary – zamiast poczynić refleksję nad swoim występkiem. Nie myślą też wtedy o innych, którym być może sprawiły przykrość czy zrobiły krzywdę, a jedynie o sobie. Zamiast zwrócić uwagę na to, jak ich czyny wpływają na ludzi z ich otoczenia, skupiają się na tym, jakie ich czekają ewentualne konsekwencje, o tym, że zostaną ukarani. Jest to więc utrwalanie w dziecku pewnego egocentryzmu. Zamiast tego – stosujmy dialog - Antossia i nik123 słusznie piszą o tłumaczeniu i wyjaśnianiu, chociaż akurat wpędzanie dziecka w poczucie winy nie jest tym, co jest, moim zdaniem, warte uzyskania. Ważne jest zauważenie w dziecku nie dziecka, jako kogoś, kto stoi niżej w hierarchii i kim możemy w pewien sposób sterować, ale zwyczajnie drugiego człowieka – autonomicznego, zasługującego na nasz szacunek i empatię. Bardzo dobrą i, moim zdaniem, niezwykle pouczającą jest książka Marshalla Rosenberga „Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według Porozumienia bez Przemocy” – można ją tanio dostać w wielu księgarniach. Można tam znaleźć nie tylko teorię, ale też (lub nawet przede wszystkim) praktyczne spojrzenie na wychowanie dzieci w duchu dialogu. Porozumienie bez Przemocy skupia się wokół obustronnego wyrażania uczuć i potrzeb. Rozmawiając z dzieckiem, w oparciu o tę metodę, zakłada wyeliminowanie podejścia „oceniającego”, a zamiast tego wyrażanie swoich odczuć i potrzeb – zarówno przez nas, jak i dziecko. Powinniśmy nauczyć się słuchać dziecka na tych właśnie zasadach, a więc pozwalać mu mówić o swoich uczuciach i potrzebach, by dotrzeć do źródła nieposłuszeństwa dziecka. Tak samo my powinniśmy przedstawiać dziecku nasze oczekiwania wobec niego – nie krytykując jego postępowanie, czy wysuwając żądania, ale mówiąc mu, jak się czujemy, w związku z jego zachowaniem i dlaczego chcielibyśmy, by było inaczej. Wtedy wspólnie z dzieckiem możemy wypracować wspólne rozwiązanie dotyczące danego problemu. Podejście to zakłada bezwarunkową miłość, by dziecko wiedziało, że cokolwiek się stanie, cokolwiek zrobi – może liczyć na nasze wsparcie i akceptację, że jego wartość w naszych oczach nie zależy od jego czynów. Nie chodzi o to, by pozwalać dziecku na wszystko, akceptacja dziecka jako osoby to nie akceptacja jego przewinień. Jednak jeżeli podejdziemy do tego w sposób, jaki przedstawia Porozumienie bez Przemocy, możemy liczyć na wzajemne zrozumienie i pogłębienie więzi z dzieckiem, niezależnie od jego wieku, bo, wbrew być może utartej opinii – młodsze dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Jeżeli twierdzi Pani, że sama nie lubi stosować kar fizycznych, może warto spróbować przedstawionego przeze mnie pokrótce rozwiązania? Takie podejście do dziecka na pewno będzie wymagało sporo pracy i wysiłku, zarówno ze strony Pani jak i Pani dziecka, jednak jestem przekonana, że się opłaci. Odsyłam do samodzielnego zapoznania się z książką pana Rosenberga i, jeśli zdecyduje się Pani na taką zmianę podejścia do dziecka – trzymam kciuki, by się powiodło. Pozdrawiam :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...