Wiesz jak dowiedzialam sie o ciazy to nie moglam uwierzyc ze wkoncu po tylu latach walki o dziecko nam sie udalo. Gdy uslyszelismy bicie jego serduszka po raz pierwszy to oszalelismy ze szczescia. Juz planowalam przyszlosc, godzinami wyszukiwalam jak urzadze pokoik, jaki wozek i ubranka. Wkoncu chodzac po sklepach moje wybory nie byly tylko niespelnionym marzeniem. Potem to usg i kolejna walka o niego. Lekarze nie dawali nasziei a my walczylismy. Wtedy pomyslalam ze moglabym byc w tej ciazy do konca zycia. Zeby nigdy sie nieskonczyla. Termin mialam na wrzesien wiec myslalam ze mam czas. Zaczelismy cieszyc sie malenstwem jeszcze bardziej. Celebrowalam kazdy moment gdy on byl we mnie. A teraz go nie ma i jest tak pusto, smutno. Niby udaje ze musze sie ogarnac i wrocic do normalnosci ale najzwyczajniej mi sie niechce. Nic juz nie ma sensu