Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

edit37

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Kraków

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. edit37

    Szpital w Krakowie

    Zastanawiałam się czy napisać w końcu jednak zdecydowałam, że tak. Mamy XXI wiek i takie rzeczy jak w tym szpitalu nie mają prawa się dziać. Od początku ciąży planowałam rodzić w Żeromskim bo po pierwsze pracuje tam mój lekarz po drugie innych szpitali nie znałam. I od początku ciąży mi się tam nie podobało-nie chodzi o warunki (o tym za chwilę) ale o podejście do pacjentki- takiej arogancji i obojętności i wręcz pogardy nie doświadczyłam od lekarzy nigdzie indziej. Kiedy siedziałam na ławce oddziału ginekologicznego w 5 a potem w 8 tygodniu ciąży przez godzinę albo i dłużej (nie żeby byli jakoś mocno zajęci plotkując w pokoju obok), lekarze mijali mnie jak powietrze. Kiedy w końcu któryś łaskawie się zainteresował i zrobił usg -słyszałam teksty "po co zgłaszacie się tak wcześnie, przecież tu jeszcze nic nie ma, ciążę ratujemy po 12 tygodniu" - miło słyszeć kiedy drży się o ciążę po dwóch wcześniejszych poronieniach. Obojętność, zniecierpliwienie i całkowity brak empatii tego doświadczyłam w tym szpitalu kiedy zgłaszałam się tam z problemami ciąży a przyjmował mnie ktoś inny niż mój lekarz prowadzący. Teraz o samym porodzie. Zgłosiłam się ze skurczami które następowały co dwie minuty nie były na początku bardzo mocne- koło godz. 24 . Przyjęto mnie dość sprawnie. Dwa badania usg i dwa badania ginekologiczne. Pani doktor stwierdziła rozwarcie na 2 cm. Już na wstępie pytałam o znieczulenie -usłyszałam, że w nocy nie mam szans na nie bo anestezjolog z całą pewnością się do mnie nie pofatyguje. Wiedziałam o tym wcześniej, że może tak być więc nie byłam zdziwiona odpowiedzią-raczej postawą lekarki którą ta sytuacja chyba prawie bawiła -w każdym bądź razie całą swoją postawą okazywała luz i dystans. Potem trafiłam na salę porodową. Tu zgadzam się z opinią niżej-warunki bardzo średnie. Sala porodowa przypomina raczej surową celę niż "przyjazny pokój porodowy". Jeśli dość duża sala z zielonymi ścianami , łóżkiem porodowym na środku i kilkoma gadżetami w kącie typu piłka, krzesło i drabinka mają robić klimat przyjazny rodzącej to gratuluję wyobraźni. Położna pokazała mi toaletę i prysznic, które znajdują się poza salą-wygląd, higiena i czystość tych miejsc pozostawia wiele do życzenia. Poinformowała mnie również o tym, że po badaniu ktg będę mogła sobie pochodzić, skorzystać z gadżetów do porodu a mąż to nawet będzie mógł mi przynieść herbatę albo czekoladę z automatu na korytarzu. Podłączono mnie pod ktg. Skurcze nadal co 2 minuty przez ten czas przybrały na sile. Kiedy położna przyszła zapytałam ponownie o znieczulenie ponieważ nasilające się skurcze co 2 min plus rozwarcie na 2 cm które słabo postępowało zwiastowały długi i bardzo bolesny poród-czyli kilka godzin koszmaru. Usłyszałam, że jak już pani doktor mnie poinformowała -nie ma takiej możliwości ale jak będę miała 4 cm to zrobi coś tam czego już nie pamiętam (chyba jakaś maść) co niby ma mi pomóc a przy 6 cm to nawet może dostanę paracetamol w kroplówce. Szał po prostu. Poprosiłam, żeby porozmawiała z panią doktor aby ta spróbowała jednak zadzwonić chociaż do anestezjologa i zapytać czy jest szansa żeby przyszedł. Położna stwierdziła, że poprosi panią doktor żeby przyszła to sama będę mogła porozmawiać. Pani doktor pofatygowała się po około 20 minutach (musiała być bardzo zajęta o pierwszej w nocy na oddziale) ...Przyszła z rękami w kieszeniach z dokładnie taką sama zadowoloną miną jak podczas przyjęcia, popatrzyła na mnie jakbym się z choinki urwała i poinformowała zblazowanym tonem, że znieczulenia nie będzie i ona nie zamierza nigdzie dzwonić po czym wyszła. Skurcze przybierały na sile i wciąż były co 2 min po badaniu wyszło, że rozwarcie nie postępuje nadal jest 2 cm. Byłam już poważnie wystraszona bo miałam przed sobą wizję kilku co najmniej godzin koszmarnego bólu i wierzcie mi, że nie było mi w głowie korzystanie z piłek ani czekolady z automatu kiedy ledwo byłam w stanie dojść do łazienki z przystankami na skurcze. Kiedy wróciłam z takiej wyprawy i położyłam się na łóżku powiedziałam do męża, że chcę opuścić ten szpital i szukać pomocy gdzie indziej. Pytał mnie czy jestem pewna i próbował namówić żebym mimo wszystko została bo skurcze były już bardzo silne i nie wiadomo było jakie jest ryzyko opuszczenia szpitala w tym stanie ale ja byłam pewna, że wolę urodzić w swoim samochodzie niż tam. Poprosiłam położną żeby zwróciła mi wszystkie badania i dokumenty. Położna zawołała lekarkę-pani doktor znów przyszła trzymając ręce w kieszeni -poinformowałam o decyzji na co szanowna pani doktor stwierdziła "ok dobrze , ja nawet panią rozumiem" i tyle miała do powiedzenia po czym przyniosła mi jakiś świstek papieru na którym kazała sobie potwierdzić, że zostałam poinformowana o zagrożeniu jakie wiąże się z wyjściem w tym stanie ze szpitala (NIE ZOSTAŁAM POINFORMOWANA nie powiedziała w tym temacie ani słowa- i nawet nie raczyła spróbować mnie zatrzymać ) . Napisałam, że wychodzę ze względu na odmowę podania znieczulenia-nie podano żadnej przyczyny zdrowotnej u mnie, która byłaby przeciwwskazaniem-napisałabym więcej ale zwyczajnie nie byłam w stanie. Po czym przybiegła położna i kazała sobie napisać w papierach to samo. A przepraszam...obie jeszcze chciały mnie zbadać po raz chyba szósty czy siódmy od momentu przyjęcia czyli ok w ciągu 1,5 godziny. Nie zgodziłam się-nie miały mi nic do zaproponowania. Na koniec położna bardzo szybko przyleciała z wózkiem ponieważ chodzić o własnych siłach z powodu bólu już nie byłam w stanie i szybciutko wywieziono mnie z oddziału -żeby jak najszybciej pozbyć się kłopotu i odpowiedzialności-jednym słowem zbędnego balastu w postaci niewygodnej pacjentki. I powiem tak-takiego braku empatii, takiej arogancji, braku podstawowej opieki i zaangażowania nie doświadczyłam nigdzie indziej w całym moim życiu-nie tylko podczas wcześniejszych dwóch porodów ale w ogóle. Myślę, że weterynarze mają więcej współczucia i bardziej pomagają zwierzętom niż ja uzyskałam opieki i pomocy w tym szpitalu. Po wyjechaniu na wózku(bo nie wyjściu o własnych siłach) mąż pomógł mi położyć się w aucie i przewiózł mnie do szpitala Siemiradzkiego. Tam uzyskałam taką opiekę jaką powinnam otrzymać od razu a szanowna pani doktor z Żeromskiego i część lekarzy z tego szpitala powinna zostać odesłana na staż i przeszkolenie do Siemiradzkiego, żeby nauczyć się jak można i trzeba traktować rodzącą kobietę... a osoby decyzyjne za dofinansowanie i wyposażenie oddziału porodowego w Żeromskim żeby zobaczyły jak wygląda pokój przyjazny rodzącej. Jedno mogę zaświadczyć z całą pewnością : znieczulenie w tym szpitalu NIE JEST podawane rodzącym bez uzasadnionych przyczyn zdrowotnych wbrew temu co jest napisane tam wyżej. Nie bo nie. Z całą pewnością nie jestem odosobnionym przypadkiem. W skrócie-opuściłam szpital nie tylko na kategoryczną odmowę podania znieczulenia bez uzasadnienia bo na tę ewentualność byłam przygotowana-uprzedzał mnie o tym mój lekarz- ale również a może przede wszystkim na postawę "pani doktor" która nie wykazała się niczym prócz obojętności, bezradną położną oraz ogólne warunki i wrażenie nieprzyjazności ...Mały plus dla położnej, pani Anny która przynajmniej starała się być miła i w ramach swoich bardzo skąpych możliwości pomocna.
  2. Bardzo polecam ten szpital. Opieka od pierwszej minuty do ostatniego dnia wyjścia wzorowa. Przyjęcie błyskawiczne ze względu na zaawansowany postęp porodu. Sale porodowe piękne (płatne), ciepłe przyjazne z wystrojem jak w domu. Położna anioł: cierpliwa, sympatyczna bardzo pomocna (niestety ze względu na mój stan w jakim trafiłam na salę porodową nawet nie wiem jak miała na imię). Pani doktor i anestezjolog pomocne. Odmówiono mi znieczulenia ze względu na tatuaż w okolicy lędźwiowej ale proponowano inne sposoby znieczulenia i pomocy. Ogólnie mój poród to był koszmar z bezustannymi skurczami co dwie minuty i ogromnym bólem przez kilka godzin ale dzięki personelowi było mi go lżej znieść.Dziecko po porodzie zostawione z mamą na dwie godziny. Sale poporodowe (niepłatne) duże przestronne (moja 4 osobowa) ale naprawdę absolutnie nie ma na co narzekać. Łazienka wspólna dla sal na korytarzu ale bardzo zadbana -minusem dwie kabiny prysznicowe w jednym pomieszczeniu przez co bywa, że myjemy się z inną osobą. Opieka nad noworodkiem wzorowa. Opieka laktacyjna bardzo dobra, położne pomocne w karmieniu piersią.Mama informowana o wszystkim co się tyczy dziecka, pytana o zdanie jeśli chodzi o zabiegi. Szpital bardzo zadbany i czysty. Ogólnie począwszy od położnych na sali porodowej, położnych na salach poporodowych, lekarzy opiekujących się mamą i dzieckiem -wszystko z mojego punktu widzenia bez zarzutu. Nie miałam opłaconej położnej, płaciłam tylko za salę do porodu bo taką wybrałam, nie miałam opłaconej opieki lekarskiej ani sali poporodowej-trafiłam z "ulicy" a byłam potraktowana z ciepłem, sympatią, empatią i zapewniono mi i mojemu dziecku bardzo dobrą opiekę. Bardzo polecam poród w tym szpitalu. Polecam również w razie kłopotów z karmieniem po wyjściu ze szpitala poradnię laktacyjną i pracujące w niej dwie bardzo ciepłe i pomocne Marie.
  3. Poproszę o zaproszenie :-)
  4. * broń Boże- przepraszam za błąd.
  5. Lambamber nie nacierałabym dziecka z atopową skórą spirytusem. Atopowa- znaczy przesuszona, łuszcząca się, skłonna do podrażnień i alergii a spirytus na taką skórę to ostatnia rzecz która jest jej potrzebna. Od tego mamy odpowiednie kosmetyki i leki. Te "złote rady" naszych teściowych wynikają- na ogół- nie ze złej woli tylko z tego, że one wychowywały nas w innych czasach, kiedy borykały się z innymi problemami niemowlaków i małych dzieci, z braku dostępności innych środków niż spirytus, smalec, maść kamforowa, krochmal i bańki...wtedy może te metody zdawały egzamin -teraz...różnie ale raczej, żadna z nas nie naciera dziecka spirytusem czy smalcem. To, że nasze dzieci rodzą się z alergiami , problemami skórnymi i innymi problemami to też wynika z tego że od kilkunastu lat kładzie się szczególny nacisk na sterylną czystość w otoczeniu i używanie stery chemii. Dzieci nie mające szans na nabycie odporności w bezpośrednim kontakcie z bakteriami czy wirusami-chorują. Koło nam się zamyka. Sama przyznaję, że dbam o czystość w otoczeniu dziecka, żeby broń borze nie było brudne, nie dotykało tego czy tamtego, nie przemarzło, nie przegrzało się...i kiedy moje dzieciaki jadą do dziadków a tam w lecie biegają boso przed domem w samych majtkach a zimą bawią się na śniegu do przemoczonych gaci-to wpadam w panikę...bo się rozchorują. Prawda jest taka, że tam zdrowieją a chorują u mnie. Tam mają dostęp do świeżego czystego powietrza i kontaktu z naturalnymi bakteriami a u mnie wychuchaną czystość w domu i smog za oknem.
  6. Strawberry niestety osobiście zgadzam się z Magdą.... nawet jeśli nasze matki czy babcie nam dosładzały tarte jabłuszko czy herbatkę to i tak robiły tym o niebo mniej szkody niż w tej chwili robi żywność do której na dzień dzisiejszy mamy dostęp. Nie powtórzysz smaku rosołu babci z świeżo zabitej biegającej po babcinym podwórku kury, z włoszczyzny którą zbierała w ogródku gdzie jedynym nawozem było za przeproszeniem świńskie g..., makaronu który robiła ręcznie sama z świeżych kurzych jaj ...kaszy gotowanej na mleku dla niemowląt -które nota bene wykazywały o niebo mniej reakcji alergicznych niż teraz. Nie da się -po prostu zwyczajnie nie da się powtórzyć tych smaków z dzieciństwa używając produktów do których mamy dzisiaj dostęp w sklepach. Jeśli widzę jakikolwiek problem z tamtych czasów i wpływ na zdrowie to raczej wskazałabym na stan uzębienia -spowodowany dosładzaniem zwłaszcza napojów na noc i brakiem dostępu do opieki dentystycznej wtedy. I nie pamiętam żeby ludzie z mojego rocznika borykali się z otyłością -przeglądając zdjęcia z tamtych czasów nie widzę ludzi otyłych tylko szczupłych. Ja sama problemy z wagą mam od 3-4 lat i wynikają one z złego żywienia i choroby tarczycy z chwili obecnej a nie tego, że kiedyś mama dosłodziła mi jabłuszko. Przez te wszystkie lata byłam osobą bardzo szczupłą i tak też moi znajomi. To co teraz widzisz -czyli otyłość w różnym wieku tak ludzi w okolicach 20-stki, 30-stki, 40-stki jak i dzieci to jest wynik żywności która pojawiła się w latach 90 i do dnia dzisiejszego systematycznie się pogarsza. Z całą pewnością ilości cukru, soli, chemii i całego tego paskudztwa przekracza wszelkie normy które były stosowane w czasach mojego dzieciństwa . Ta łyżka czy dwie do jabłuszka ma się nijak do tych ilości cukru które używane są w chwili obecnej do wszelkich napojów, serków, jogurtów i całej reszty... Do tego wszechobecna dostępność fast foodów i innego szybkiego jedzenia... To dlatego teraz mamy ludzi otyłych w każdym wieku. Nawet jeśli kiedyś rosołek był tłuściejszy a jabłuszko dosłodzone. To własnie w dzisiejszych czasach spożywamy ogromne ilości cukru, soli i chemii i nawet nie bardzo mamy na to wpływ-bo właściwie jeśli ktoś nie ma własnego ogródka, świnki i kurki to nie ma wyboru i je to co nam zapodają w sklepach a tam zdrowej żywności brak. Krytyka naszych matek ma się nijak do współczesności...owszem popełniały błędy-matki wszystkich pokoleń je popełniają...natomiast to własnie dziś widzę o niebo więcej patologii i skrajnych zachowań u matek niż kiedyś. Mamusie skrajnie fit...albo mamusie fast food-owe, mamusie z depresjami, mamusie zapatrzone w smartfony i instagramy, mamusie wychowujące swoje cudowne pociechy bezstresowo albo wręcz odwrotnie znęcające się nad nimi aż do skrajnych przypadków zabójstw, mamusie traktujące swoje pociechy jak lalki na wystawkę fb i instagramów....długo by jeszcze można tak wymieniać...nie niestety teraz jest o wiele gorzej. Narzekania na teściowe to problem wszystkich pokoleń :) A dzieci wychowujemy sami każdy wg własnych kryteriów tego co jest dobre a co złe . PikPok ja takie bóle też mam już od paru tygodni zwłaszcza po dłuższym chodzeniu, lub leżeniu. Wczoraj natomiast niefajnie bolał mnie brzuch a właściwie linia biegnąca pod brzuchem-i nie wiem czy to był pęcherz, jelita, więzadła macicy czy ból od kręgosłupa...przeszło dopiero wieczorem. Czasem te objawy bólowe mnie niepokoją.
  7. PikPok w nosie miej fochy położnej. Masz prawo się bać jeśli dziecko dłuższy czas się nie rusza i nikt nie może tego kwestionować. Jesteś matką i Ty najlepiej wiesz jaka jest aktywność dziecka. Dziś sobota więc Pani położna pewnie liczy na spokojny dzień.
  8. Niestety nie określono mi typu wirusa i nie robiono badań w tym kierunku-w pierwszej niedobrej cytologii i dwóch kolejnych była informacja : grupa III LSIL i podejrzenie wirusa HPV. Mój lekarz wybrał drogę leczenia poprzez kolposkopię i wycinki . Natomiast gdzieś tam w rozmowie zalecał zrobienie prywatnych badań w kierunku diagnozowania wirusa. Nie zdecydowałam się jednak na to. Na moje szczęście wszystko wróciło do normy a grupa I w ciąży mnie mocno zaskoczyła :)
  9. Widzę, że sporo nas...chorujących na tarczycę...mi niedoczynność ujawniła się tuż przed ciążą. Zaczynałam od dawki 50 eutyroxu, w trakcie ciąży podwyższone na 75 i drugi raz na 100. Fakt też jest taki, że tyję i to za mocno. Częściowo to wina braku ruchu , na pewno diety ale nawet lekarz stwierdził ostatnio , że niedoczynność ma na to swój wpływ zwiększając mi dawkę. Na początku ciąży waga ruszyła ostro w górę...ale w tej chwili się unormowało. Mam 12 kg na plusie z czego 8 kg to pierwsze trzy miesiące.
  10. Zielizka tekstem o pierdnięciu dziadka rozwaliłaś mi system ... no niestety ja też mam wrażenie, że ludzie udają, że nie widzą ciąży ...mało tego jakby mogli to jeszcze wryli by się przede mną :) ale co tam...życie jest za krótkie, żeby się przejmować innymi ;) Miłego dnia :)
  11. Ulisek nie miałam zabiegu skrócenia szyjki chociaż mnie tym straszono...tyle, że na wyrost. Miałam dwukrotnie pobierane wycinki. Nie wiem jak jest po usunięciu części szyjki ale u mnie po tych dwóch zabiegach przez ok 2 lata utrzymywały się skutki uboczne w postaci bardzo obfitych wręcz krwotocznych miesiączek i krwawień podczas stosunków. Jeśli chodzi o antybiotyki to nie twierdzę, że one wyleczyły hpv ale z całą pewnością pomogły w stanie zapalnym szyjki w wyniku czego poprawiła mi się grupa cytologiczna na II. Natomiast co do samego wirusa to wiem, że często samoistnie ustępuje w ciągu pierwszych dwóch lat od zarażenia i w moim przypadku tak się stało. Przynajmniej tak tłumaczył mi to lekarz. W obecną ciążę zaszłam za trzecim razem po dwóch poprzedzających poronieniach w 5 i 6 tygodniu. Nie miałam problemu z zajściem w ciąże tylko z jej utrzymaniem. W tej chwili od samego początku biorę cały zestaw leków : letrox na tarczycę z powodu wysokiego tsh, acard na zakrzepy, duphaston w pierwszych trzech miesiącach zamieniony teraz na luteinę, magnez, oczywiście standardowo kwas foliowy i dha. 34 lata to absolutnie nie jest jeszcze wiek w którym trzeba się martwić o zajście w ciążę-oczywiście jeśli kobieta jest zdrowa-jeśli nie trzeba znaleźć dobrego ginekologa , który odpowiednimi badaniami a następnie odpowiednim doborem leków i terapii sprawi, że ciąża będzie możliwa. Pomijam tu temat bezpłodności . Trzymam kciuki za wszystkie kobiety tutaj starające się o dziecko i te, które szczęśliwie są już w jej trakcie. Pozdrawiam :)
  12. Alitia Susanna bardzo ładnie nawet ładniej niż Zuzia zwłaszcza , że Zuzanna to najpopularniejsze imię dla dziewczynki w Polsce :) Manuel natomiast nie bardzo mi się podoba już zdecydowanie lepiej Konrad. Ja kawy nie piję mimo niskiego ciśnienia, może dlatego dużo i długo śpię i jestem wciąż zmęczona.
  13. Witajcie, podczytuję.... u mnie w grudniu 2013r w rutynowej cytologii stwierdzono III gr LSIL z podejrzeniem wirusa HPV. Nie da się opisać szoku i niedowierzania. Dostałam skierowanie natychmiastowe do szpitala na pobranie wycinków a przedtem kolposkopia, która wykazywała drobne zmiany. W styczniu szpital i wycinki. Wynik histopatologiczny nic nie wykazał. Kolejne cytologie wciąż wykazywały III gr LSIL -w końcu w marcu inny lekarz czytając moje wyniki histpat zauważył , że pobrano mi trzy wycinki a wyniki są z dwóch. Śledztwo w szpitalu wykazało, że ktoś wrzucił do jednego pojemniczka dwa wycinki zamiast je rozdzielić....zlecenie kolejnego zabiegu....W grudniu po roku czasu kolejny zabieg (przez cały ten czas grupa III). Wyniki po drugim zabiegu- przewlekły chroniczny stan zapalny szyjki i polipy szyjki. Leczenie antybiotykami odniosło skutek w postaci pojawienia się II grupy w 2015 roku. Po pierwszym zabiegu krwotok po zabiegu-lekarz uszkodził naczynie krwionośne -więc natychmiastowe kolejne szycie. Potem już w domu utrzymujące się przez pół roku koszmarnie obfite miesiączki , które nie pozwalały ruszyć się z domu. Krwawienia przy każdym zbliżeniu. Po drugim zabiegu również obfite miesiączki ale jakby objawy lżejsze. Na dzień dzisiejszy jestem w 26 tygodniu ciąży szyjka póki co trzyma i ma ok 4cm ale rozwiera się od wewnątrz. Mam prowadzić leżący i oszczędzający tryb życia...i mam ogromną nadzieję utrzymać ciążę do końca. a grupa w cytologii -pierwsza...nie do wiary :)
  14. Roska18 słodkie lubię ale bez przesady a w tej ciąży to w sumie nieszczególnie. Natomiast głód bardzo źle znoszę. Wyniki chyba dobre :) Co do wesela my mieliśmy zaproszenie na zeszły weekend ale nie poszliśmy. Nie było sensu. Raz, że zalecenie lekarza brzmi "prowadzić tryb spoczynkowy" a dwa, że zwyczajnie nie czułam się na siłach. Gdybyśmy poszli to posiedzielibyśmy ze 3-4 godziny przy stole i wrócili do domu a młodzi tak czy siak zapłacić za nas musieliby za całą noc. Jeśli chodzi o kropelki na kolkę to nigdy nie używałam chociaż rzeczywiście syn miał kolki ze względu na konieczność podawania mu żelaza . W sumie jestem ciekawa czy działają. U mnie też upał-siedzę w domu , nie otwieram okien a w lodówce zapas wody mineralnej...może jakoś przetrwam.
  15. M.onika u mnie córka ma imiona Matylda Alicja :) (Alicja śliczne i kobiece imię) teraz gdyby była dziewczynka to byłaby albo Helenka Laura albo Laura Helenka :)...natomiast z synkiem mam okropny dylemat ... Noemi natomiast podoba mi się bardzo ze względu na to , że jest oryginalne i niespotykane . Ze zdrobnieniem tego imienia fakt jest kłopot ale to samo można powiedzieć o Błażeju. Roska18nie strasz...:( ja idę w czwartek i już się martwię , że tak jak Ty zasłabnę....Najważniejsze, że masz za sobą.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...