Wczoraj o 18 miałam zabieg. Ok 22 bylam juz w domu. Tabletki zaczęły działać pół godziny przed 18ta. Także wszystko zaczęło oczyszczać się fizjologicznie. Mój cudowny mąż był cały czas byl że mną 14godz nie opuszczał mnie na krok. Nie jadl i nie pił w solidarności że mną. Gdyby nie on byłoby jeszcze ciężej. Mój lekarz prowadzący wspanialy, co godz był u mnie żeby sprawdzić jak się czuje tłumaczył cały proces. Bardzo rozważnie podchodził do sprawy. Nie chciał niczego przyspieszać żeby nie uszkodzić szyjki. Pielęgniarki bardzo pomocne i empatyczne. Zaglądaly do mnie tłumaczyły. Jedyny minus który bardzo działał na moją psychikę to kilkanascie ktg które słyszałam ale nie byli możliwości zmiany sali bo mają tylko jedna pojedyncza sale. Wszystko zależało od tego która pielęgniarka podłączania ktg. Niektóre ściszaly głośnik żebym nie słyszała. Moje maleństwo miało podobno 11 tyg. Serduszko zatrzymało się jakieś 3 tyg wcześniej.
I na koniec dziewczyny jesteście wspaniałe nie spodziewałam się takiej odezwy od was. Trzymajcie się. Zagladne do was kiedyś jeszcze żeby zobaczyć jak się macie. Narazie muszę przeżyć swoją stratę.