Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

karolaa.93

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Czechowice-Dziedzice
  1. Cześć dziewczyny błagam o pomoc, bo jestem na skraju wykończenia nerwowego. Mieszkam z moim chłopakiem od pół roku, mamy 3 miesięczną córeczkę. Bardzo się kochamy ale pochodzimy z dwóch kompletnie innych rodzin. Mnie rodzice wychowali na osobę samodzielną, od najmłodszych lat wszystko wokół siebie robiłam sama, rodzice nigdy mi nie sprzątali, rzadko gotowali , w ogóle dużo musiałam się nauczyc sama. Jako nastolatka miałam o to lekkie pretensje, ale teraz z biegiem czasu widzę że dużo mi to dało bo mieszkając na swoim potrafię zadbać o dom i dziecko. U mojego chłopaka zaś, każde z jego rodzeństwa było bardzo rozpieszczane, nic nie musieli robić w domu, wszystko robiła za nich mama. Do tego stopnia że teraz mój chłopak nawet nie potrafi zanieść kubka po herbacie do zlewu nie mówiąc już o jakiejkolwiek innej pomocy w domu. Mieszkając razem staram się dzielić obowiązki pomiędzy nas, oczywiście mając na uwadze jego wychowanie nie zmuszam go do pomocy mi ale zachęcam . Problem tkwi w tym, że od urodzenia dziecka teściowa cały czas wtrąca sie w nasze życie. Robi mojemu chłopakowi wodę z mózgu że w prawdziwiej rodzinie to kobieta zajmuje sie wszystkim a mężczyzna nie musi robić nic. Może inaczej bym na to patrzyła gdyby on chodził do pracy i był zmęczony na takie rzeczy ale ma lekki rodzaj pracy, pracuje w domu na zlecenia więc nie zawsze jest zawalony robotą, ma dużo wolnego czasu. Do tego ciągle krytykuje moje wychowywanie dziecka. Źle ubrane, źle karmione, źle noszone, źle szczepione, wszystko źle. Chodzi po rodzinie i znajomych i opowiada że wg niej jestem złą matką... Nie mówi mi tego w twarz tylko wszystkim innym wokół. Zawsze miałam bardzo dobry kontakt z jego rodzeństwem i rodzicami ale od urodzxenia dziecka to jest koszmar. Wszyscy murem stanęli za mamą i naskakują na mnie przy każdej możliwej okazji :( Przez to w naszym domu są ciągłe kłótnie. Nie chce chodzić do jego rodzinnego domu bo każdy traktuje mnie jako wyrodną matkę i złą kobiete bo zmuszam biednego Krzysia do posprzątania po sobie. Przez to mówią że izoluje go i wnuczkę od babci. Zaznaczam że nie barykaduje się w domu i kato chce może mnie odwiedzać, chłopak zresztą często bywa u swojej mamy i bierze Julke ze sobą jeśli ma możliwość. Już nieraz płakałam przez jego mamę i jej zdanie o mnie, mówiłam Krzyśkowi że jest mi przykro z tego powodu, ale on twierdzi że nie mam się czym przejmować i że płaczę bez powodu a te moje problemy to tylko wymysły. Mówi że zawsze przed swoją mamą mnie broni jak mówi na mnie coś złego. Jednak szczyt szczytów był wczoraj. Pokłóciliśmy się po raz kolejny o to, że zaszczepiłam dziecko, bo jego siostra i mama przeczytały w internecie że szczepienie powoduje autyzm u dzieci. Pomijam w tym momencie temat tego czy faktycznie szczepienia szkodzą bo uważam że każdy ma swoje zdanie i szczepi swoje dziecko jak tylko chce i ja nie krytykuje nikogo za swoje wybory w tej kwestii, oczekując że inni również nie będą krytykować mnie. To samo powiedziałam jego siostrze i mamie ale niestety one tego nie zrozumiały i poopowiadały mojemu chłopakowi że skrzywdziłam dziecko, więc on po powrocie do domu zrobił mi dziką awanture o to mimo że wcześniej zgadzaliśmy się. Żadne argumenty z mojej strony nie dochodziły do niego, nie chciał słuchać mnie, mojego pediatry położnej, nikogo bo zdanie mamy jest najważniejsze. Powiedziałam że to z nami układa sobie teraz życie, nie z jego mamą, mamy być rodziną. Na co on że ja nie będę jego prawdziwą rodziną bo na teraz jestem tylko obcą szmatą... Po tych słowach wyszedł z domu i pojechał do mamy. Napisałam mu smsa że lepiej będzie jak zostanie u mamy na noc. Wrócił o 1 w nocy, kolejna awantura, pełno przykrych słów, między innymi to że nie jestem wystarczająco dobra żeby się zmieniać dla mnie, że gdy odejdę nie dostanę złamanego grosza i że odbierze mi dziecko... Sytucja uspokoiła się dzis rano, przeprosił mnie , kwiaty, prezenty itd... ale niesmak pozostał... Przyznał się że z każdą naszą kłótnią leciał do mamy, wszystko jej mówił, czytał smsy któe pisaliśmy... rozpłakałam się. Nie mam pojęcia jak mam spojrzeć mu teraz w twarz. Nie wyobrażam sobie spotkać się z kimkolwiek z jego rodziny. Najchętniej uciekłabym na koniec świata żeby mieć spokój i żyć sama z moją córeczką. Pomocy, co robić ... :-(
  2. Ja moje dziecko zaszczepiłam i na pneumokoki i na rotawirusy. Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby moja córcia zachorowała przez to że szkoda mi było pieniędzy na jej szczepienie. Na zdrowiu sie nie oszczędza :)
  3. Hej :) Moja córka 6 kwietnia będzie miała chrzest. Od mojej mamy dostaliśmy odświętną sukienkę (docelowo na święta Wielkanocne) ale zastanawiam się nad tym czy nie założyć jej na chrzest. Ma białą satynową górę z koronką i granatowy dół w białe kropki. Nie jest to codzienna sukienka tylko elegancka, a poza tym w kościele i tak będzie zapakowana w becik. Myślicie że wypada ją tak ubrać? Po uroczystości w kościele planujemy odświętny obiad w restauracji i nie wiem czy rodzina nie będzie na nas krzywo patrzeć. Według mnie córcia wygląda w niej prześlicznie i odświętnie ale nie wiem czy nie bedzie to pewna profanacja tej uroczystości?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...