Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Ambiwalencja82

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Ciechocinek
  1. Dziękujemy! Jest nam bardzo miło :)
  2. Zosia i jej pierwsze bliskie spotkanie z pączkiem ;)
  3. O zaletach karmienia piersią wiemy chyba wszystko. Wystarczy otworzyć poradnik dla rodziców, stronę internetową lub włączyć film edukacyjny. Specjaliści wymieniają same plusy: skład mleka kobiecego jest bogaty w witaminy i mikroelementy; mleko kształtuje odporność dzidziusia, nic nie kosztuje, ma właściwą temperaturę, buduje więź matki z dzieckiem, uspokaja maleństwo, pomaga mu w zasypianiu itp. To wszystko jest prawdą i te same zalety karmienia (choć ujęte w inne słowa) znajdą się w każdej wypowiedzi osób biorących udział w konkursie. Postaram się jednak opisać moje własne doświadczenia. Gdy byłam w ciąży, czytałam poradniki, jak właściwie przystawiać dziecko do piersi, jakie pozycje są odpowiednie, ile czasu powinno trwać karmienie, z której piersi itp. To wszystko wydawało się takie proste. Oczywiście fakt, że mleko matki nic nie kosztuje i jest bardzo korzystne dla zdrowia maluszka sprawił, że byłam przekonana, iż bez problemu będę karmić piersią. Rzeczywistość jednak wcale taka piękna się nie okazała. Moja Zosia urodziła się przez cesarskie cięcie (była duża, ważyła 4.550 g.). Na początku w ogóle nie miałam pokarmu. Pierwsze próby karmienia wspominam koszmarnie. Leżałam obolała po operacji, a położna przystawiła mi maleństwo. Zosia chciała ssać, ale nie umiała złapać brodawki, a ja nie potrafiłam jej w tym pomóc. Położna wciskała małą buzię do piersi, ale wszystko to zakończyło się niepowodzeniem. Kolejne godziny w szpitalu wcale nie były lepsze – Zosia chciała jeść, a nie umiała się skutecznie przyssać, ja się stresowałam, a każda położna proszona przeze mnie o pomoc w zupełnie inny sposób próbowała sprawić, by mała zaczęła jeść. Ja jednak się nie poddawałam i przez długie minuty trzymałam Zosię w ramionach i próbowałam sprawić, by udało jej się zassać. Czasem trwało to nawet godzinę: maleństwo się irytowało, a i ja byłam bliska załamania. Położne mówiły „Eee… pewnie się nie uda pani karmić piersią, trzeba będzie przejść na butelkę”. I nawet w szpitalu kazali mi ją dokarmiać mieszanką. Ja jednak byłam ogromnie zdeterminowana. Dopiero wizyta specjalistki z poradni laktacyjnej pomogła nam znaleźć pozycję, w której Zosi udawało się w końcu przyssać. Córcia urodziła się w środę, a dopiero bez problemu nauczyła się jeść w poniedziałek. Nie zapomnę jak głodna, spocona, zapłakana walczyła o to, by udało jej się przyssać do piersi. Jak walczyła, a ja razem z nią… Wszyscy mówili – daj sobie spokój, z butelką będziesz miała wygodniej, nie będziesz się męczyć… Ja jednak byłam konsekwentna i karmię do dziś, a moja Zosia ma już prawie siedem miesięcy. Karmienie piersią ciągle sobie chwalę! Jednakże wśród wielu osób jestem – o dziwo – odbierana negatywnie. Już w pierwszych dniach po porodzie od rodziny i znajomych słyszałam – „Zosia na pewno jest głodna, nie wystarcza jej twojego mleka”; „Zosia taka duża się urodziła, nie wykarmisz ją mlekiem, daj jej butlę”; „Zosia tak krótko ci spała, na pewno masz mało wartościowy pokarm i się nie najadła”; „Całe dnie będziesz musiała siedzieć z dzieckiem na piersi, będziesz uwiązana, nie będziesz miała czasu dla siebie”… Zaś po czterech miesiącach słyszałam „Jeszcze karmisz piersią? Starcza ci mleka? Zosia chyba głodna”; „Dlaczego jej jeszcze nie dajesz warzyw i owoców?”; „Dawaj jej butlę chociaż wieczorem, bo ile można wstawać do dziecka w środku nocy!”; „A chrupki już jej dawałaś? Powinnaś” (!). Jak widać – o korzyściach karmienia piersią wiele się mówi, ale w praktyce chyba większość mam rezygnuje z tej metody. Ja jednak ogromnie się cieszę, że walczyłam, że nie ugięłam się negatywnym komentarzom, że nadal karmię… A Zosia jest śliczna, mądra i zdrowa ;) Uwielbiam leżeć z wtulonym we mnie maleństwem. Cenię sobie to, że nie muszę ciągle parzyć butelek i przygotowywać mleka (na dodatek drogiego!), że w każdej chwili mogę zaspokoić nie tylko głód, ale i potrzebę bliskości mojej Zosi. Fakt, czasem jestem „uwiązana”, ale to mi nie przeszkadza. Przecież jestem na urlopie macierzyńskim, więc mogę być z dzieckiem cały czas i ofiarować mu to, co mam najcenniejszego…
  4. Chodź, Mężu! Nie ociągaj się! Czas wyruszyć w długą, wspólną podróż...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...