Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Anna78

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Ciechocinek
  1. Razem z mamą odkrywam świat - mama ma języczek i Piotruś też ma języczek i nie zawaha się go użyć :) A później będę go łapał paluszkami - zajęcie na pół dnia co najmniej ;) Piotruś, 6 miesięcy
  2. Anna78

    Konkurs "Aktywni z dzieckiem"

    Uwielbiamy z synkiem pluskać się na basenie :) Nie trzeba wymieniać korzyści i frajdy z pływania, rozpisywać się o odprężeniu fizycznym i psychicznym po wizytach basenowych też nie będę, bo to dość oczywiste i chyba wszystko już zostało o tym napisane i powiedziane. Oprócz radości ze wspólnie spędzonego czasu, rozwijania więzi i bliskości z moim już 6 - latkiem, pływanie jest dla mnie formą terapii i pamięcią o braciszku, który utonął w misce wody na podwórku, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie :( Jaką traumę przeszli moi rodzice mogę tylko sobie wyobrazić zostając mamą, ale ta tragedia przełożyła się na całe nasze życie (kolejnych dzieci). Pływać nauczyłam się dopiero na studiach, nad wodę (jezioro, morze itp.) również pierwszy raz pojechałam mając 21 lat - rodzice na samą myśl o wodzie i swoich dzieciach w niej dostawali ataków paniki (ze zrozumiałych powodów). Dlatego teraz pływanie z moim synem jest dla mnie wyjątkowym przeżyciem w aspekcie, którego maluch jeszcze nie rozumie. Pozwala mi mierzyć się z lękiem przed wodą, który skutecznie zaszczepili nam rodzice, pozwala pamiętać o braciszku, którego nigdy nie poznałam i o tym, że zarówno brak umiejętności pływania, jak i brawura czy nieuwaga w wodzie mogą prowadzić do niewyobrażalnej tragedii. Ale umiejętne i mądre korzystanie z tego żywiołu może też sprawiać masę radości i wnosić pozytywną energię. Tym bardziej doceniam te nasze wspólne wycieczki na basen raz w tyg.i szczęście wspólnej zabawy i tulenia dziecka, kiedy wykończony pływaniem zasypia wieczorem w swoim łóżeczku...bezpiecznie.
  3. Tomek, 7 lat To dopiero początek roku szkolnego, więc minka bosko uśmiechnięta - oby tak dotrwała do czerwca ;)
  4. Hura!! Udało się sklonować minkę razem z piżamką :o) Tomek 3,5 roczku
  5. Maj - kwitną kasztany, kwitnie miłość babcino-wnusiowa, kwitnie ŻYCIE!!!
  6. Anna78

    Konkurs z marką Pampers

    Moja przygoda z macierzyństwem zaczęła się dość późno,bo sporo po 30-stce i niestety radość z ciąży przysłaniały nam chmury badania prenatalnego,które wskazywało,że nasze maleństwo będzie obciążone wadą genetyczną.Lekarze proponowali aborcję w tej sytuacji,ale wśród łez, lęku i bezsilności podjęliśmy z mężem decyzję,że nie pozbędziemy się naszego upragnionego maluszka.Dużo czytaliśmy o zespole Downa w czasie ciąży,ale miłość do siebie i nienarodzonego dziecka dodawała nam tyle siły, że czuliśmy iż stawimy dzielnie czoło wyzwaniu-wychowaniu nieuleczalnie chorego dziecka.Łatwiej się o tym mówi, myśli przed narodzinami, ale gdy nadszedł czas rozwiązania już taka dzielna nie byłam. Poród miał być naturalny, ale skończył się o 2:50 w nocy cesarskim cięciem. Synka widziałam przez chwilę - miał taką pomarszczoną buźkę; ucałowałam go i został odniesiony. Gdy ok.godziny 4:00 trafiłam do sali - moi chłopcy się "kangurowali" - jeden płakał ze wzruszenia, a drugi popiskiwał na świecie.Zasnęłam.Obudziło mnie słońce wpadające przez okno i głaskanie męża po głowie, a na moich piersiach odpoczywał synek. Piękny poranek, piękna scenka, a ja przepełniona lękiem bałam się spytać męża o zdrowie synka - przecież i tak kocham go nad życie i nic nie zmienią słowa. Ale usłyszałam:Kochanie, wszystko jest dobrze z Tomusiem (synek), nie jest chory, nie ma Downa - to była pomyłka :) Ryczałam jak bóbr, trzęsłam się jak osika i pierwszy raz nie przeszkadzało mi słońce świecące prosto w oczy :) Najpiękniejszy poranek:o 6 rano dowiedzieć się, że nasze wspólne życie we trójkę nie będzie aż takie trudne, jak się na to przygotowywaliśmy :) Miłość i instynkt nagrodzone po 100-kroć o poranku :o)
  7. Najpiękniejszy i najdroższy na świecie klejnot dostałam blisko rok temu w postaci naszyjnika z malutkich ramion mojego synka. Naszyjnik wykonany z najszlachetniejszego kruszca, bo z mojego ciała z dodatkiem mężowym (pewnie mniej szlachetnym ;) Naszyjnik ma piękne szafirowe oczka i rubinowe usteczka, a główkę zdobi lawina brylantowych loczków przeplatana kosmkami z cyrkonii. Ostatnio ta wspaniała kolia została wzbogacona dodatkowo dwiema perełkami w postaci ząbków. Jak widzicie, kolia jest bezcenna i unikalna, a żaden projektant w swym kunszcie nigdy jej nie podrobi. I choć nie jestem materialistką - za ten klejnot oddałabym życie :o)
  8. Długo nie mogliśmy zdecydować się na imię dla naszego synka, ale nie sądziliśmy, że w tej decyzji kluczową rolę odegra moja 90-letnia....BABCIA! Kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży wybraliśmy się z mężem do dziadków, którzy obchodzili akurat wspaniały jubileusz 60 lat pożycia małżeńskiego! Podróż daleka (330 km) i jak sądziłam ostatnia przed rozwiązaniem. Imię dla synka mieliśmy wstępnie wybrane - Kajetan. Kiedy podzieliłam się z Babcią naszym wyborem kobietka ze zdziwieniem wykrzyknęła: A to masz ci los!!! Cóż to za imię?! Nie byliśmy do końca również do niego przekonani, ale że Babcia jest osobą bardzo bezpośrednią, nie wzięliśmy jej za złe oburzenia. Było coś w tym, co powiedziała Babcia i potraktowaliśmy wypowiedziane imię jako dobrą wróżbę dla naszego brzdąca – „A to masz ci los!!!” Tomasz, Tomuś, Tomeczek to nasze szczęście i ulubieniec swojej Prababci :)
  9. Anna78

    Konkurs "Zaradny Maluch"

    Tomuś 13 września skończył roczek, ale swoją przygodę z samodzielnym chodzeniem rozpoczął już na początku sierpnia :)
  10. Anna78

    Konkurs "Mały czytelnik"

    Kiedy jeszcze samemu nie można poczytać, najlepiej znaleźć kogoś, kto już to potrafi :) Synek z kuzynką z książeczką pełną rycerzy, koników, groźnych niedźwiedzi i legend - Merida Waleczna.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...