Skocz do zawartości
Forum

gotika1

Użytkownik
  • Postów

    0
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Świętokrzyskie

Osiągnięcia gotika1

0

Reputacja

  1. serdecznie dziękuję wszystkim za udział w rozmowie. Każdy post ma swoje znaczenie. Poprosiłam o zamknięcie tematu. Pozdrawiam i życze wiele dobrego.
  2. stokrotka_87ja tam też nie należę do osób które będą klaskały i przytakiwały kiedy dziecko w domu prawdopodobnie nie ma tak jak mieć powinno... może wyjdę na idiotkę.. ale wydaje mi się że właśnie stąd się biorą Katarzyny W. ze śliskimi kocykami.... i albo Gotika pójdzie po pomoc do specjalisty.. bo być może to nie jest chwilowy dół.. tylko początek jakiejś mega depresji która wymaga specjalisty... bo ja przy "marudnych" dniach.. mogę w 3 zdaniach się wypłakać a potem kiedy moje dziecko do mnie podchodzi i mówi że mnie kocha ... albo się uśmiecha i powie jakiś swój mega tekst.. to jestem pozamiatana... i nikt mi nie powie że tak to nie działa.. w normalnym świecie... tylko u ludzi z poważniejszymi zaburzeniami może takie coś nie podziałać...takie jest moje zdanie najsmiejszniejsze jest to, ze tak mało o mnie wiecie a takie uderzające snujące się podejrzenia co do jakiejś choroby. A skąd wiesz że tak nie jest kiedy moje dziekco przychodzi i się uśmiecha albo przytula to wszystko mi mija? to tylko domniemywania, jakieś głupie osądy bezpodstawne bez żadnego zaplecza informacji. Napisałam już że kocham swoje dziecko najbardziej na świecie. Ale chyba ten spór już nie ma znaczenia, bo to widzę pograża się w złą stronę i ociera o fanaberię. Jestem normalna. Pozdrawiam i zycze wiele dobrego.
  3. jbioW takim razie, GOTIKA ale Ty jesteś biedna...wspieramy Cię. Rozumiem, że każdy ma inne zdanie bądź spojrzenie na coś ze swojej perspektywy, ale można zawsze wyrazić po ludzku a to jest już czysta złosliwość... i jakieś jakby małe przemądrzalstwo, że ja to jestem kurde super-baba z betonu i nic mnie nie zgnoi, bo jestem super-baba i kurde maszyna do pirogów i maszyna która nigdy nie narzeka. i jestem super-biznes-house-woman nie do zajeżdżenia. Ech no nic tylko pogratulować. Bardzo się cieszę, ze tak się układa, to wspaniale, trzeba się cieszyć i żyć dalej pełnią życia i tej pełni życia życzę jeszcze więcej skoro i tak już jest jej pod dostatkiem. A skoro człowiek jest taki szczęsliwy i w pełni życia to niech nie patrzy na innych z góry... pozdrawiam i życzę naprawdę wszystkiego dobrego, szczerze.
  4. o jeszcze ten kawałek artykułu jest mi niezmiernie bliski:" Czułam się jak niewolnica” „Gdy urodził się Mateusz, obiecałam sobie, że dam mu wszystko, co najlepsze. Szybko jednak poczułam się jak w więzieniu. Mąż wychodził na 10 godzin do pracy, wszystkie koleżanki też pracowały, moi rodzice mieszkali w innym mieście. Byłam zupełnie sama. Nie miałam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać i komu mogłabym się wypłakać. Mateusz przestał mnie cieszyć, a stał się ciężarem. Miałam dość siedzenia z nim w domu, dość spacerów codziennie tą samą trasą, dość robienia ciągle tego samego, dość bycia mamą. Czułam się jak niewolnica, głupia i nieatrakcyjna. W dodatku z byle powodu wybuchałam złością na dziecko. Potem obwiniałam się, że jestem fatalną matką, skoro nie potrafię poświęcić mu kilku miesięcy swojego życia”. Ewa, mama 13-miesięcznego Mateusza Jeśli od wielu tygodni lub miesięcy żyjesz w osamotnieniu, spędzając całe dnie tylko z dzieckiem, nie obwiniaj się, że czasem masz już tego dość. Nie jesteś jedyna. Sheila Kitzinger, autorka książki „Rok po urodzeniu dziecka” odkryła, że najbardziej nieszczęśliwe czują się te kobiety, które pozostają sam na sam z dzieckiem przez osiem lub więcej godzin w ciągu dnia. Takie matki często przestają czerpać radość z kontaktów z dzieckiem, stają się apatyczne i drażliwe, tracą poczucie własnej wartości. – W tradycyjnym rozumieniu roli matki, to my kobiety jesteśmy odpowiedzialne za opiekę nad dzieckiem, dobre relacje w rodzinie, porządek w domu – tłumaczy Agnieszka Czapczyńska. - Urodzenie dziecka zmienia dotychczasowe życie w nieoczekiwany dla wielu kobiet sposób. Zamknięte w czterech ścianach mieszkania, odizolowane od dotychczasowego życia i kontaktów ze światem zewnętrznym, pozbawione własnej przestrzeni zarówno w sensie emocjonalnym jak i często fizycznym, zaczynamy czuć się źle. Złość jest reakcją właśnie na tę sytuację. Jeśli czujesz się źle, siedząc z maleństwem w domu, to nie oznacza, że jesteś złą matką. Może to być natomiast sygnał, że jesteś trochę zmęczona macierzyństwem, w którym brakuje miejsca i czasu na Twoje najbardziej podstawowe potrzeby. Być może wystarczy Ci pół godziny dziennie na spokojne poczytanie książki albo gorącą kąpiel w pianie. Możliwe jednak, że potrzebujesz, by odciążyć Cię na kilka godzin dziennie. Warto się o to postarać. Gdy zadbasz o siebie we właściwy sposób, odzyskasz spokój i poczucie własnej wartości, będziesz lepiej radzić sobie z własnymi emocjami i czerpać więcej radości z kontaktów z dzieckiem. To jest potrzebne Wam obojgu. "
  5. marzen@Oki, chyba już śpiące obie jesteśmy To nam ciężko czytanie idzie :P Idzie wiosna bedzie lepiej. masz jakis plac zabaw w pobliżu? Moja moglaby cały dzień na nim siedzieć i nie musze jej zabaw wtedy wymyslać. Zapisałam ja tez na zajecia dla maluchów - przez 1,5h się porządnie zmęczy i przez pół dnia jest spokój (o ja wyrodna matka) Nie chciałam naskoczyć, broń bóg, czy cos w ten dekiel... może czasami takie sprawiam wrażenie, nie twierdze że nie, skorpionem jestem a wiem, że to trudne ale i mocne osobowosci. Moga czasem wiele zamętu zrobić, jestem tego świadoma i przyznaję się bez bicia. Mam najbliższy plac zabaw 8km stąd, więc z buta odpada, trzeba jakimś mobilem. U nas osiatnio taka zima była, ż nalezało przeczekać, bo jak wyjść, jak snieg tu był po pas. A jak lepiej było z pogodą to wirusy i bałam się ją do ludzi by czegoś nie załapała. a co to za zajęcia dla maluchów dokładnie?
  6. KoliberekMyślę, że Twoje dziecko jest po prostu przyzwyczajone, że mama zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście nie twierdzę, że jest w tym coś złego, tylko po prostu konsekwencje tego są takie, jak opisałaś - nie da się do toalety wyjść (choć swoją drogą ja nigdy nie wpuszczałam Syna do toalety ze mną - jak był mniejszy wkładałam na chwilę do łóżeczka, a teraz stoi pod drzwiami i puka, a ja Mu "odpukuję"). I myślę, że tu trzeba zacząć. Na początek - jak przyjdzie teściowa bądź mąż - na kilka minut do drugiego pokoju, później wydłużać czas, żeby dziecko się przyzwyczaiło do takiej rozłąki. Jak już będą jakieś efekty, to na krótki samotny spacer. Małymi kroczkami dziecko przyzwyczai się do czasowej rozłąki i nie poczuje się odrzucone. Dziękuję za Twoją wypowiedż, bo pięknie przedstawiłas sytuację w jakiej się znajduję, idealnie to okresliłaś, dokładnie tak jest, a to ma też duży wpływ na moją rozterkę. Takie chwilowe rozłąki staram się wprowadzać, nawet pobawi się z teściami, ale zaraz przylatuje, sprawdza, czy jestem, ech mam czasem wrażenie, że to walka z wiatrakami. Ale sam fakt, że masz podobnie nie czyni mnie dziwolągiem...
  7. marzen@Mam wrażenie, że w postach doszukujesz się drugiego dna. Gdzie ja ci napisałam, że jesteś złą matką, że się użalasz. Przecież napisałam, że ma wymagające dziecko i też bywają chwile zwątpienia. Ech, szkoda gadać. Czytaj ze zrozumieniem proszę. Nie napisałam o Tobie marzen@ ale ogólnie pisałam, a przytoczyłam Twoją wypowiedż bo chodziło mi o wyjścia z domu, bo mogę wyjść, ale nie o to chodzi, to nie jest lekiem na całe zło, wiesz o co chodzi... jeśli odebrałaś to do siebie to przepraszam, ale nie chciałam.
  8. najbardziej odzwierciedla mnie teraz ten kawałek artykułu. I czy to użalanie się nad sobą? jak piszą tutaj niektóre kobiety? to nie ma nic z tym wspólnego, przeczytajcie te artykuły a ten kawałek jest najbardziej dosadny: "Łykałam leki uspokajające, żeby nie złościć się na dziecko” „Odkąd Agatka stanęła na własnych nóżkach, płakała histerycznie, gdy wkładałam ją do kojca lub łóżeczka. Nie mogłam spokojnie ani ugotować obiadu, ani sprzątnąć, ani nawet wyjść do łazienki. Byłam stale na nią zła, bo zawsze chciała robić coś innego niż ja akurat miałam w planie. Tłumiłam tę złość, ale gdy już wybuchłam, to krzyczałam jak wariatka. Agatka przestraszona zaczynała płakać, a ja przytulałam ją i płakałam razem z nią. Z bezsilności i poczucia winy. Z zazdrością i wstydem patrzyłam, jak opiekunka świetnie bawi się z moim dzieckiem. Ja tak nie potrafiłam. Wcześniej czy później traciłam cierpliwość albo nudziły mnie zabawy lalkami i misiami. Martwiłam się, że coś jest ze mną nie tak, skoro nie potrafię wytrzymać z własnym dzieckiem. By się nie złościć, zaczęłam łykać tabletki uspokajające”. Monika, mama dwuletniej Agatki W naszej kulturze złość matki na dziecko jest zakazana. Tymczasem dziecko na różne sposoby może wyprowadzić rodziców z równowagi i jest to zupełnie naturalne. Podczas swojego rozwoju maluch przechodzi fazy mówienia „nie” i robienia wszystkiego na przekór, wystawia cierpliwość mamy i taty na próbę sprawdzając, na ile może sobie pozwolić. Wielu rodziców próbuje udawać, że wcale nie są tym zdenerwowani. Ale tłumienie złości przynosi fatalne skutki. - Gdy blokujemy uczucia, to później wybuchamy w zupełnie nieodpowiednim momencie i wystarczy, że dziecko zbyt wolno sznuruje buciki, by wyprowadzić mamę z równowagi – mówi Beata Rosińska. – Choć to trudne, lepiej jest pozwolić sobie na przeżywanie uczuć na bieżąco, wtedy, kiedy się one pojawiają. Nie chodzi o to, by krzyczeć na dziecko, gdy jesteśmy zdenerwowani, ale by przyznać się do swojej złości. Dla dziecka jest znacznie lepiej, gdy usłyszy od mamy: „Jestem teraz bardzo zdenerwowana. Daj mi przez chwilę odpocząć” niż wtedy, gdy mama zaprzecza złości, którą dziecko intuicyjnie wyczuwa. Nawet niemowlakowi, który niewiele rozumie, warto mówić głośno o takich uczuciach, ponieważ nazywanie emocji słowami często pomaga w ich opanowaniu. Możesz też zastosować starą metodę liczenia w myślach do dziesięciu albo wyjść do drugiego pokoju i tam uderzyć kilka razy w poduszkę. Dzięki temu nie wyżyjesz na Bogu ducha winnym maluchu".
  9. marzen@Eeee tam. Jakbyś miała wcześnie dziecko to narzekałabyś żeś "niewyszalana", że na disco byś chciała jak koleżanki etc. Dziecko jest jeszcze małe więc mamy potrzebuje. Spróbuj trochę ogarnąć dzień, poukładać sobie, coś zaplanować. Nawet jeśli mieszkasz w jakiejś miejscowości bez rozrywek, to w dobie samochodów, słoiczków i pieluch jednorazowych wyjść gdzieś z dzieckiem nie jest sprawą niemożliwą. Też mam "high need baby" (poczytaj co to za typ :))na stanie i są dni, kiedy mam dość, ale wszystko mija. Idzie wiosna, będzie więcej słońca, chandra minie :) A tak poza tym, jeśli masz deprechę i czujesz, że nie potrafisz sobie sama z tym poradzić to możesz poszukać pomocy np. u psychologa czy w grupach wsparcia. Dziwny ten odbiór wasz na mój dołek, naprawdę. Ja nie napisałam, że wyjście jest sprawa niemożliwa i że jest aż tak źle że nic nie mogę zrobić, mam doła, radzę sobie, ale chciałam się z tym podzielić chciałam usłyszec od innych: wiemy mamy podobnie, nie przejmuj się" to wszystko... a tu zaraz problem, bo świadome rodzicielstwo, bo użalanie, nie radzenie... ech kobity kobity, pomyliłyście wszystko i zrobiłyście ze mnie uciemiężoną. mam doła, a jak się ma doła to stawia się opór, chce sie wykrzyczeć coś, wyrzucić coś z siebie, pomarudzić, pogadać, podzielić się i zostawić coś za sobą jakiś kolejny etap. Póki co nie jest tak, że nie umiem sobie radzić ze sobą-jeszcze nie jest (chyba)az tak źle, myślałam że babska pogaducha wyleczy moje bolączki, okazało się że jedynie użalam się nad sobą bo jestem złą matką, i wogole jak mogę marudzić? no jak? a utworzenie wątku zawdzięczam tym o to artykułom, bo mnie natchnęły... i dosłownie wszystko wygaje mi się takie bliskie, swojskie, tak jak w nim napisano tyle, że o watku myslałam, że podobnie będzie a tu bęc... Macierzyństwo - mam już dość - Dzidziusiowo.pl albo ten, jakże prawdziwe,przeczytajcie, zachęcam, bo zupełnie odzwierciadlają moje życie i w pełni jestem taka matka jaką opisują, czy zatem aby na pewno jestem z tym sama?odosobniona, czy jednak dotyka to także inne kobiety? Czasem możesz mieć dość - Mama też człowiek - Rodzice - BabyOnline.pl
  10. i jeszcze doszukałam się wypowiedzi że nie lubię się bawić z dzieckiem. Wcale tak nie napisałam, przeszukałam wszystkie swoje posty, nigdzie tak nie napisałam. Nie mylcie moich wypowiedzi. Napisałam w pierwszym poście, że nie mam ochoty więcej, a to zupełnie co innego niżeli nie lubię, bo.. bo nie lubię to dla mnie coś czego nie chcę robić juz od jakiegoś czasu, a nie mam ochoty to dla mnie pojęcie chwilowej dysfunkcji....
  11. jeszcze chciałabym wiele napisać, co wiążę się z ta sytuacją i moim zagubieniem, ale nie mam czasu już, maż też chciałby opowiedzieć mi swój miniony dzień, ale napisze jeszcze więcej, ne tylko o przyzwyczajeniach, bo wydają mi się znacząco wpływają na człowieka. Im póżniej dziecko tym trudniej się odzwyczaić od swobody. My póżno mieliśmy córę, długo byliśmy sami, niezależni a to też ma swój oddźwięk w postaci spornych emocji...
  12. lutkaczasami chodzi właśnie o to, żeby spokojnie ugotować ;) Lutka, serdeczne podziękowania dla Ciebie, bo jako jedyna tak dogłębnie zrozumiałaś mnie w każdej kwestii. Nie raz miałam wrażenie jakbym chciała dosłownie to samo powiedzieć,ale Ty to tak precyzyjnie umiałaś napisac. Mam wrażenie, ze zwyczajnie, tak po prostu zrozumiałaś, że mam doła. I to wszystko. serdecznie dziękuję. za tą zwyczajność i szczerość, kobiecość i charakter. "Kobieta zmienną jest"... nasuwa mi się w myślach, zrozumiałaś, ze każda kobieta przechodzi różne etapy, ma prawo do rozdrażnienia , chwilowego zwątpienia, żalu...jakiegoś lekkiego obłędu. I za to Ci dziękuje.
  13. agusia20112czytam watek na bierzaco,ale postanowiłam sie nie udzielać napisze tylko bejbelaczek i racuszek wielkie brawa za podejście,nastawienie i zorganizowanieudowadniacie,ze mozna bejbelaczek gratuluje kolejnej fasolki znam kobiety tu z forum i nie tylko co maja własnie liczne poromstwo ,a czasem i chore dzieci wymagajace częstych wizyt lekarskich,pobytów w szpitalu...a słowa żalu od nich nie usłyszy się ja sama tez mam za soba okresy "zmeczenia materiały" ale jak sie chce to mozna wszystko nadal to jest niejasne. Ja mam jedno dziecko i mam doła. Jola ma troje dzieci i ma doła. Wiola nie ma dzieci i ma doła. Nie wiem czy jasno się wyraziłam. Tu nie chodzi o kwestię radzenia sobie, bo ktoś ma troje i sobie radzi ok, ale miewa doły? ano miewa, bo to normalne, tylko jak się z nimi obchodzi to jest wazniejsze. Może inaczej, w inny sposób niż ja i inaczej jest odbierany. Ja radze sobie ( tak mi się wydaje) tylko mam doła (tak w skrócie) i mam dość... czasami każdy ma dość czegoś. Jejku, to nie znaczy że sobie nie radzę, nie mylmy kwestii.
  14. jbioMOSIU ale to nie był pierwszy post, ale odpowiedzi na posty juz poniżej. W pierwszym poście sprawa wyglądała inaczej. Siedzę w domu i mam dość. Jakby napisała od razu kobiet mam chandrę, dołka czy jak to nazwać i potrzebuję pomocy , bo mam ochotę poużalać się nad sobą odpowiedzi mogłyby być inne. Nie raz u nas na wątku, narzekamy i mówimy, uwaga dzisiaj mam marudera i jest inaczej...No niestety tak wybrała i tak ma. A ten bunt czemu w naszym kierunku? i dlaczego do nas wyrzuty. Jeśli ma inne zdanie niech robi w/g niego i nie pyta o rady czy podpowiedzi. Ojej, ale się narobiło... po pierwsze odpisuję po kolei, jak czytam. Po drugie nie prosiłam o rady ani podpowiedzi, tylko o wsparcie. I wydaje mi się, ze kwestią sporną jest podejście do pewnych spraw a mianowicie do chandry. Ok, radzą sobie inne matki nawet jesli mają troje dzieci, ale to nie zmienia faktu, ze nie mają doła, tak, jak ja mam. Ja mam doła, nie użalam się nad sobą, a to różnica. I skończ już jbio z tym użalaniem bo to jakieś nietrafione zupelnie stwierdzenie. Ja mam jedno i mam doła. Jejku i nie boję sie tego powiedziec przed mamami co mają troje, podziwiam naprawdę, ale mam doła i już. Co nie zmienia faktu, że nie kocham też sowjego dziecka, wybrałam, tak chciałam, świadomie, kocham, ale mam doła noi co z tego? To już nie wolno? Podejście do chandry też każdy ma inne, ktos tam napisał, nie wiem nie jestem w stanie opanowac wszystkich, ktoś napisał, że podchodzi do tego pół zartem pół serio, ze mówi od razu, ze ma chandrę czy coś w tym rodzaju i dalej jedzie, ze mną jest tez tak dalej jadę, ale mam inne podejście do chandry, każdy ma inne podejście. Każdy inaczej to przechodzi czy ma jedno czy dwoje. Tu nie ma znaczenia ile dzieci ale sam fakt, że każdy ma chandrę, którą też inaczej przechodzi, tylko tyle..i aż tyle..
  15. Otkaa w tym my niestety nie pomożemy tego sama musi chcieć ale ja nigdzie nie napisałam że nie chcę!!! rety, niech ktoś mi napisze, wskaże gdzie napisałam, że nie chcę zmiany?!!! jezus, chcę, ale nie wiem o co biega. Ja piszę, że nie mam możliwości, chęci wielkie ale zero perspektyw na dzień dzisiejszy. Wiem, że to przejściowe, to minie, dziecko w końcu podrośnie i wszystko się zmieni, ale kurde nie piszcie że mam nie takie nastawienie itd bo wcale tak nie jest, już ja sama wiem najlepiej, nie oceniajcie pochopnie, błagam żebym się zapienila i nie wiem jak chciała, na razie zyję na etapie przejściowym, wiem o tym, ale czasami wariuję, stąd mój wątek wogóle. Chcieć chcę, ale na razie jestem taka trochę jak moje dziecko-uzależniona od kogoś i uziemiona tutaj. Pomarudze i mi przejdzie, jakoś musi, ale na Boga nie piszcie zapakuj dziecko na rower i wio przed siebie, bo tak może zrobić ktoś kto pod czapką ma jak najbardziej równo-chodzi mi o psychę. Ja na razie mam chora psychę bo zdeprechowaną deko. A najmniej napisałam o swoim dziecku, jakie ono jest wogóle. Dzieci są różne, a moja córa nawet chwilę nie chce się pobawić sama, jak ktos już napisał gdzieś, że dwulatek nie wymaga już 12 godzinnej opieki itd, nieprawda, może moje dziecko jest specjalne albo dziwne (przyjmę to bo dużo już moich bliskich stawialo oczy na zachowanie mojego dziecka, więc nic mnie nie zdziwi, przyzwyczajona jestem to tego typu reakcji) ale wymaga ciągłej mojej uwagi, zabawa non stop ze mną, nawet bajki muszę oglądac razem z nią, siedzieć koło niej, sama nie posiedzi. Gotuję i gotowałam wiele razy znią na rękach, sikałam nawet w łazience z córką na rękach, nie myłam i nie raz nie myję nawet buzi jak wstanę, bo koło niej mam tyle zajęć, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, a jak wyjdę zostawie ją samą to wrzeszczy, płacze i przychodzi do mnie ciągnie mnie za bluzkę, za nogę , włazi na mnie. Tak samo jest jak przyjdzie teściowa, ona siedzi z nią, tak, ale ja musze być razem z nimi, efekt? I tak nic nie zrobię, bo muszę być razem z nimi, jak wyjdę do kuchni, przylatuje sprawdzać czy jestem, i trochę pobawi się z nią ale sprawdza co chwila czy jestem, nie raz nie daje mi nic zrobić, bo płacze i wchodzi na mnie. Jest i teść z dzieckiem ale to czasami nawet jest bez sensu, bo latam koło nich dwoje i tak nie mam nic wolnego by nawet stanąć o dom ogarnąć, bo ciągle jestem od czegos odrywana, a to męczy i o tym zmęczeniu właśnie chciałam napisac tu na tym forum. Dziwne jest to, ze córka zachowuje się zupełnie inaczej jak mnie nie ma przy niej, bawi się i jest mniej marudna, bo jak teście zabiorą ją nie raz na popołudnie do siebie to mam chwilę wytchnienia bo jestem sama, ale czasu zawsze mało dla siebie nic nie zostaje bo latam i sprzatam dom. To jedyna chwila. Nie zdążyłam wszystkiego opisać. Wynikły ostre dyskusje, ale wszystko to ma swój sens. Na razie zainspirował mnie tu ktoś kwestią założenia żłobka, serio wzięłam to pod uwagę, jutro dowiem się o możliwościach, kurde szkoda, że mam tak mało czasu. odpowiem jeszcze ale najpierw musze wszystko przeczytać, piszę kawałkami, bo jak coś mi na myśl najdzie ważnego to musze napisac... pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...