Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

zubek67

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Szczecin
  1. Szkoła – uczy czy wychowuje? Ggłównym celem funkcjonowania placówek oświatowych jest nauczanie dzieci i młodzieży, a uczęszczanie na lekcje jest traktowane przez polskie prawo jako obowiązek. Poddać się mu muszą wszystkie dzieci, które ukończyły 7. rok życia, a nie osiągnęły jeszcze pełnoletniości (w polskim prawie obowiązek ten funkcjonuje w dwóch dopełniających się wymiarach: obowiązek szkolny zakłada konieczność ukończenia szkoły podstawowej i gimnazjum, natomiast obowiązek nauki obejmuje osoby od 7. do 18. roku życia). Tym samym przez przynajmniej 12 lat mają one okazję zdobyć podstawy wiedzy o świecie, w którym w żyją. Ale szkoła daje im dużo więcej, niż mogłoby się wydawać. Szkoła to miejsce, w którym dzieci – poza domem – spędzają najwięcej czasu. To w niej naawiązują się pierwsze przyjaźnie. Tu dzieci uczą się funkcjonowania w grupie społecznej, obierają autorytety i odkrywają w sobie zalążki przyszłych pasji. Mając stały kontakt z osobami o ukształtowanej osobowości, odmiennej mentalności i różnym doświadczeniu życiowym, są pod ich wpływem i to przez nie są kształtowane. Nauczyciel jest nie tylko dydaktykiem, przekazującym konkretną wiedzę, ale i pedagogiem, który kształtuje małego człowieka - ukazuje mu wartości, uczy, jak postępować i żyć w zgodzie ze sobą i otaczającym go światem. Nie bez powodu nauczyciel, opiekujący się klasą, nazwany został wychowawcą. Proces wychowania odbywa się w szkole na wielu płaszczyznach – poczynając od zwykłych lekcji wychowawczych, poprzez pogadanki, spotkania wewnątrz szkoły, aż po wyjazdy integracyjne i imprezy okolicznościowe. To wszystko sprawia, że choć wychowanie jest domeną rodziców, nie sposób nie odnotować ogromnej roli szkoły w tym procesie. Współodpowiedzialność Rodzice powinni mieć pełną świadomość roli, jaką pełni szkoła w formowaniu ich dzieci. Ta wspólna odpowiedzialność za ich wychowanie nie tylko zachęca, ale i wymaga dialogu i współpracy w tworzeniu przestrzeni i warunków do prawidłowego rozwoju dziecka. Zadaniem nauczycieli jest wypracowanie wspólnej płaszczyzny porozumienia z rodzicami i wyjście naprzeciw ich oczekiwaniom. Ze strony rodziców współpraca polega przede wszystkim na zainteresowaniu się postępami dziecka i udzieleniu odpowiedzi na zaproszenie nauczyciela do zaangażowania się w pracę szkoły na rzecz dziecka. Wielu rodziców na dźwięk wyrażenia „wkład własny” ucieka w popłochu, kojarząc je z przymusowymi spotkaniami w gronie rodziców, organizowaniem wycieczek i opieką nad dziećmi na zabawach szkolnych. Więcej na stronach: Onet.pl - MEN - Rodzice i szkoła. Jak wspólnie wychowywać dziecko?
  2. Blisko 650 grzechotek groźnych dla zdrowia, a nawet życia dzieci wprowadził na rynek importer zabawek z Gdyni. Trafić one mogły nie tylko do trójmiejskich sklepów. Grzechotki najpierw wzbudziły podejrzenia celników, którzy sprawdzali je w bazie kontenerowej. Ale chodziło głównie o niewłaściwe oznakowanie zabawek, dlatego po pomoc zwrócono się do Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Gdańsku. Ta przekazała próbki kontrolne do specjalistycznego laboratorium badania zabawek w Lublinie. - W trakcie badań przeprowadzonych na grzechotkach wskazanych nam przez celników zabawki rozpadły się, pojawiły się plastikowe odłamki, wypadły grzechoczące kuleczki, a to stwarza ryzyko uduszenia albo udławienia. Oprócz tego zabawki te mogą spowodować uszkodzenia słuchu - informuje Dariusz Klugmann, rzecznik pomorskiej inspekcji handlowej. Więcej na stronach: Niebezpieczne zabawki na rynku. Ok. 650 grzechotek zagraża dzieciom - Polska
  3. W połowie lat osiemdziesiątych amerykański biochemik Wiliam H. Frey II zbadał skład chemiczny łez i okazało się, że te mające podłoże emocjonalne, różnią się od tych natury odruchowej, czyli mówiąc po ludzku: czym innym płaczemy oglądając smutny film, niż kiedy kroimy cebulę. Z najnowszych badań izraelskich naukowców wynika, że nasze łzy - te powodowane emocjami - są dodatkowym kanałem komunikacyjnym. Okazuje się bowiem, że kiedy płaczemy wysyłamy sygnały chemiczne, które wpływają na zachowanie innych. Być może zatem naukowcom uda się w końcu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie – w odróżnieniu od innych gatunków- płaczą emocjonalnymi łzami. Płacz o emocjonalnym podłożu jest słabo zbadanym aspektem ludzkiej egzystencji, a o tyle ciekawym, iż podejrzewa się (i wszystko na to wskazuje), że jesteśmy jedynym gatunkiem na ziemi, który płacze emocjonalnymi łzami. Z badań nad myszami wynika, iż łzy u tych zwierząt służą jako chemiczny sygnał. To odkrycie postanowiła przenieść na gatunek ludzki grupa izraelskich uczonych z Instytutu Weizmanna. Uznali oni, że skoro obmycie twarzy szczura łzami powoduje obniżenie agresji u pozostałych członków grupy, być może podobne zjawisko zachodzi u ludzi. Aby przeprowadzić eksperyment naukowcy znaleźli grupę kobiet, które deklarowały się jako „płaczące z łatwością”. Więcej na stronach: Dlaczego kobiety płaczą? | rp.pl
  4. Matczyne mleko jest uznawane za najlepszy pokarm dla noworodków - sama natura zadbała o to, by zaspokajało wszystkie potrzeby małego człowieka. Nie znaczy to, że nie ma ono wad: do mleka przenikają bowiem zanieczyszczenia środowiskowe, a zbadaniem ich poziomu zajęli się norwescy naukowcy. Norwegia jest najlepszym zapewne miejscem na przeprowadzanie podobnych badań, należy bowiem do krajów, gdzie karmienie piersią jest najbardziej powszechne, a zarazem trwa najdłużej (80% matek karmi piersią przynajmniej pół roku, a częste jest karmienie nawet przez półtora roku). Wcześniejsze badania potwierdzały intuicyjne założenie, że zanieczyszczenie środowiska odbija się na jakości mleka - szkodliwe substancje przenikają bowiem poprzez organizm matki. Więcej na stronach: Jak czyste jest "mleko od mamy"? - Pierwsze miesiące - Dziecko w INTERIA.PL - ciąża i wychowanie dzieci, planowanie ciąży, forum dla rodziców
  5. Pozornie niewinne potrząsanie płaczącym niemowlęciem może mieć poważne konsekwencje. Lepiej o nich wiedzieć, zanim puszczą nerwy. Trudno jest wytrzymać płacz niemowlęcia. Zwłaszcza gdy napady zdarzają się regularnie i gdy nie do końca wiadomo, co jest ich przyczyną oraz jak im skutecznie zaradzić. Rodzice stają się coraz bardziej zmęczeni, sfrustrowani i bezradni. Stopniowo tracą cierpliwość i ogarnia ich wściekłość. Podnoszą płaczące dziecko i zamiast spróbować je uspokoić, utulić, mają ochotę nim porządnie potrząsnąć. Najczęściej w ogóle nie zdają sobie sprawy, jak bardzo jest to dla dziecka niebezpieczne. CZUŁY PUNKT Gwałtowne potrząsanie noworodkiem i niemowlęciem powoduje silne ruchy głowy do tyłu i do przodu. Głowa tak małego dziecka w porównaniu z resztą ciała jest duża i ciężka, a słabo rozwinięte mięśnie szyi nie podtrzymują jej wystarczająco mocno. Raptowne ruchy mogą doprowadzić do uszkodzenia cienkich naczyń krwionośnych w głowie, a następnie wylewu krwi do mózgu. Skutki tego bywają naprawdę tragiczne. Maleństwo może dostać padaczki, ogłuchnąć, stracić wzrok, umrzeć. Nawet jeśli konsekwencje nie będą tak dramatyczne, dziecko po takim urazie może mieć w przyszłości trudności w nauce lub cierpieć na poważne zaburzenia zachowania. Żaden rodzic nie chce skrzywdzić umyślnie swojego dziecka. Zatem jak się nie dać frustracji, złości, przemęczeniu i sprostać tym kilku trudnym pierwszym miesiącom po porodzie? Miesiącom, kiedy daje się nam we znaki nie tylko niewyspanie, ale również fizyczne osłabienie, rozchwianie emocjonalne i hormonalne? Więcej na stronach: Dlaczego nie wolno potrząsać dzieckiem?
  6. Dyscyplina w wychowaniu może tylko pomóc. Dzieciom trzeba wyznaczać granice i nie obawiać się stosowania kar. Odbieranie im tego doświadczenia jest błędem – mówi w rozmowie z onet.pl psycholog Barbara Woszczyna, dyrektorka Krakowskiego Ośrodka Terapii Ile czasu dziennie poświęca statystyczny polski rodzic na kontakty z dzieckiem? W Polsce nikt tego kompleksowo nie sprawdzał. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wykazały, że rodzic w ciągu doby poświęca dziecku średnio 17 minut. I są to głównie kontakty oparte na relacji zakazu i nakazu: nie dotykaj tego, wyrzuć śmieci, odrób zadanie domowe. To polecenia, a nie bliski kontakt. Podobnie jest w Polsce. Rodzice to głównie nadzorcy? Rodzice, z którymi rozmawiam, często mówią, że nie mają czasu na to, by być z dzieckiem. Zabiegają o dobra materialne, są zmęczeni, zestresowani. Ich kontakty z pociechą ograniczają się w dużym stopniu do kontroli postępów w nauce. Są „policjantami edukacyjnymi”, którzy sprawdzą, czy dziecko nie ma złych stopni, czy odrobiło zadanie domowe, kiedy będzie miało klasówkę. Egzekwują to, co w ich świadomości ma decydujący wpływ na dalsze życie ich pociechy. Dbają o wykształcenie dziecka. Trudno im się dziwić. Oczywiście, to jak najbardziej zrozumiałe. Kontrola czynności edukacyjnych jest potrzebna, ale relacje z dzieckiem nie mogą rozgrywać się tylko na tej płaszczyźnie. Obserwujemy, że od kilku lat rośnie liczba dzieci z problemami emocjonalnymi. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że jest to spowodowane zaburzeniami w relacjach dziecka z rodzicami. Skąd się biorą dzieci agresywne, z dużym poziomem lęku, apatyczne, depresyjne? Bo rodzice popełnili błędy wychowawcze, zaniedbali swoje dzieci. Nie potrafili się z nimi komunikować, przekazywali złe emocje, odtrącali dziecko, byli nadmiernie wymagający. Lub przeciwnie: pozwalali na wszystko, chronili dziecko przed każdą niedogodnością, zdmuchiwali mu każdy pyłek spod nóg. Obie te postawy są błędne. Po kolei. Co to znaczy, że rodzic nie potrafi komunikować się z dzieckiem? Dzieje się tak wtedy, gdy rodzice mówią językiem barier komunikacyjnych: oceniają, moralizują, pouczają. Taki właśnie język dominuje w polskich domach. Więcej na stronach: Bezstresowe wychowanie krzywdzi dzieci - Starsze dziecko (5-12) - - Onet.pl Dziecko
  7. Jeśli rodzice chcą, by dzieci prawidłowo się rozwijały, muszą pozwolić im się kłócić - to główna teza opublikowanej we Włoszech książki pedagoga Daniele Novary. Jego zdaniem konflikty między rówieśnikami są niezbędnym elementem kształtowania postaw. Autor tomu "Kłócić się, by rosnąć" argumentuje, że nie należy uważać sprzeczek między dziećmi za incydenty, których trzeba unikać i nie można interweniować, kiedy do takich sporów dochodzi. Więcej na stronach: Pozwólcie dzieciom się kłócić! - Kobieta - Serwis dla kobiet - WP.PL
  8. zubek67

    Powrót pozytywki

    Dzieci karmione mlekiem matki mają w nastoletnim wieku silniejsze mięśnie nóg. Naukowcy z Uniwersytetu w Grenadzie i kilku innych europejskich ośrodków naukowych doszli do takich wniosków po przebadaniu 2.567 nastolatków (w tym 1426 dziewcząt) w wieku 12.5-17.7 lat. Badania te były częścią europejskiego studium o nazwie HELENA, w którym uczestniczyła młodzież z Niemiec, Francji, Grecji, Belgii, Austrii, Szwecji, Węgier, Hiszpanii i Włoch. Chcesz mieć silne dziecko? Karm piersią! Rodzice nastolatków udzielali informacji o sposobie, w jaki ich dzieci były karmione po przyjściu na świat i jako niemowlęta. Młodych ludzi poddano testom fizycznym, by ocenić m.in. siłę ich mięśni (statyczną i dynamiczną) oraz sprawność układu krążenia i układu oddechowego (tzw. wydolność aerobową). Musieli oni odbyć bieg na 20 metrów, skok w dal i ćwiczenia mierzące siłę uchwytu. Okazało się, że nastolatki (zarówno chłopcy, jak i dziewczęta), które po przyjściu na świat były karmione piersią uzyskiwały lepsze wyniki w skokach w dal niż rówieśnicy, którzy nie otrzymywali mleka mamy - niezależnie od wzrostu, masy tkanki tłuszczowej, masy mięśniowej, ogólnej aktywności fizycznej, dojrzałości płciowej czy palenia papierosów. Innymi słowy, młodzi ludzie karmieni piersią w dzieciństwie mieli silniejsze mięśnie nóg. A im dłuższej trwał okres karmienia piersią tym siła ich mięśni była większa. Więcej na stronach: Dzieci karmione piersią mają silniejsze mięśnie jako nastolatki - Pierwsze miesiące - Dziecko w INTERIA.PL - ciąża i wychowanie dzieci, planowanie ciąży, forum dla rodziców
  9. W opiece nad niemowlęciem warto kierować się planem, który odpowiada potrzebom maleństwa. Sprawdź, co proponują Tracy Hogg i Gina Ford - światowe guru w dziedzinie pielęgnacji maluchów, i jak ich metody sprawdzają się w praktyce. Każdy z nas żyje według jakiegoś schematu: pobudka, śniadanie, praca, kolacja i sen. Ty też zapewne funkcjonowałaś zgodnie z podobnym harmonogramem aż do momentu... gdy na świecie pojawiło się maleństwo. Jednak nocne pobudki, prysznic w biegu - czasem o świcie, a niekiedy w południe - śniadanie "połykane" w porze obiadu, a obiad zamiast kolacji, wywróciły twoje życie do góry nogami. Zaczęłaś sobie powtarzać, że każda mama przez to przechodzi i uwierzyłaś, że tak już po prostu musi być. Otóż nie! Tak samo, jak ty tęsknisz za uporządkowanym życiem - zdaniem wielu specjalistów - niemowlę także potrzebuje stałego porządku dnia. A moc codziennych rytuałów służy nie tylko samemu maleństwu, ale również ułatwia funkcjonowanie całej rodzinie. Co więcej - zdaniem Tracy Hogg i Giny Ford, autorek bestsellerowych poradników dla rodziców, do takiego ustalonego trybu życia możesz przyzwyczaić niemowlę bez większego trudu! Zanim jednak zdecydujesz się wprowadzić rutynę do życia maluszka, najpierw musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: czy na pewno jesteś na to gotowa? Trzymanie się określonych zasad wymaga wiele cierpliwości i samozaparcia. Więcej na stronach: Rytuały, które uspokoją dziecko - Pierwsze miesiące - Dziecko w INTERIA.PL - ciąża i wychowanie dzieci, planowanie ciąży, forum dla rodziców
  10. zubek67

    Powrót pozytywki

    Oczekiwanie na dziecko kojarzy się z najszczęśliwszymi dla rodziców chwilami. Zdarza się jednak, że wizja ojca przerasta mężczyznę, boi się wziąć na siebie tak dużą odpowiedzialność. Kiedy odchodzi, kobieta zostaje w szczególnie trudnej sytuacji, bez wsparcia partnera i pytaniem: Jak sama wychowam dziecko? Kiedy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreseczki, Dorota była nieco zaskoczona, bo nie planowała dziecka, ale szybko pojawiła się też radość. Miała prawie 30 lat, stabilną pracę w dziale analiz jednej z dużych firm i związek z mężczyzną, którego kochała. Po roku związku planowali wspólne mieszkanie. Bawili się, chodziliśmy po klubach, ale coraz częściej mówili, że są na to za starzy, że czas się zatrzymać. Myślała: cóż więcej mogę chcieć od życia, jestem szczęściarą. Zadzwoniła do ukochanego, nie chciała zapeszać, zanim lekarz nie potwierdzi, ale zasugerowała, że wspólnie może zamieszkają we trójkę. Wyobrażała sobie, że się ucieszy. Widziała z jaką czułością traktuje swoich siostrzeńców. Oni też go uwielbiają, bo wujek godzinami bawi się z nimi, zasypuje je zabawkami. Powtarzał, że uwielbia dzieci. Ale po drugiej stronie usłyszała ciszę, a potem: „zadzwonię później”. Może już wtedy powinna być zaniepokojona, ale pomyślała, że pewnie jest w pracy i nie może rozmawiać. Tylko, że on nie zadzwonił tego dnia. Miał wyłączony telefon. Więcej na stronach: Porzucone w ciąży - Ciąża - - Onet.pl Dziecko
  11. zubek67

    Powrót pozytywki

    Jeśli chodzi o seks, polskie dzieci wychowują się w schizofrenicznej atmosferze. Z jednej strony w bardzo wielu rodzinach panuje wciąż rygoryzm, seks jest absolutnym tabu. Z drugiej – dzieci otacza rzeczywistość rozerotyzowanych mediów i reklamy. Ujmując rzecz skrajnie, może się zdarzyć, że w jednej klasie spotykają się uczniowie z domów, gdzie nikt nikogo nie widuje nago, i tacy, którzy wyrośli przy agencji towarzyskiej zatrudniającej mamę. Ojciec uczennicy jednej ze szkół podstawowych w Poznaniu rozpoznał wśród matek przyprowadzających dzieci do szkoły prostytutkę świadczącą mu usługi. Zażądał bezzwłocznego usunięcia dziewczynki z klasy, do której chodziło także jego dziecko. Nie życzył sobie, aby stykało się ono z córką osoby pracującej w agencji „jako dziwka”. Profesor Maria Beisert z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Mickiewicza w Poznaniu, która zajmowała się tą sprawą, stwierdza, że ma do czynienia coraz częściej z problemami dzieci osób związanych z seksbiznesem. Zgłosiło się na przykład małżeństwo prowadzące agencję towarzyską. Nauczycielka w szkole poprosiła dzieci o wzięcie udziału w pracy zawodowej rodziców i opisanie swych wrażeń. Rodzice zastanawiali się, czy powiedzieć nastolatce prawdę. Ojciec się nie zgadzał, matka uznała, że skoro ona poradziła sobie z informacją o charakterze firmy, to i córka da sobie z tym radę, a nawet może, tak jak ona, kiedyś będzie pracować w firmie w neutralnym charakterze. Powiedziała córce prawdę. Dziewczynka przeżyła szok, zadawała histeryczne pytania, próbowała uciekać z domu. Więcej na stronach: Dziecko, istota seksualna - Polityka.pl
  12. Czujecie się już zmęczeni brakiem intymności w swojej sypialni i chcielibyście przenieść malucha do dziecięcego pokoju? Pomożemy wam odpowiednio przeprowadzić tę delikatną operację. Często podejmujemy tę decyzję, kiedy dziecko kończy dwa lata. Wydaje się, że to dobry czas - maluch czuje się już odrębną osobą, uczy się samodzielności, lubi być niezależny. Ale nadal jest malutkim dzieckiem i lepiej nie liczyć na to, że wszystko przejdzie gładko. Trzeba go do tej zmiany przygotować. DOBRY MOMENT Przenosiny do własnego pokoju nie powinny być dla dziecka dramatem, rozdzierającym rozstaniem. Nie mogą być konsekwencją pojawienia się rodzeństwa, które zajmie miejsce w łóżku rodziców, ani sposobem na zakończenie karmienia piersią. Warto obserwować malucha i wybrać taki czas, w którym jest pogodnie nastawiony do życia, żądny wyzwań i nowych doświadczeń, w miarę ustabilizowany psychicznie. Więcej na stronach: Pokój dziecięcy - pora na przeprowadzkę?
  13. Szybciej niż się spodziewamy, w życiu dziecka przychodzi taki moment, w którym chciałoby umieć nazwać WSZYSTKIE części swojego ciała. Tu ma oko, ucho, nos, tam brzuszek, nogę a tu? Dla wielu rodziców pojawia się problem - jakich słów użyć, nazywając części intymne? Używać terminów medycznych? Czy może tworzyć własne słowa? - Na szczęście jestem mamą chłopca. – uśmiecha się Aneta, mama sześcioletniego Bartka. - Gdy przygotowywaliśmy Bartusia do treningu czystości, wytłumaczyliśmy mu, że siusiaczek robi siku. Synek wie, że chłopcy mają siusiaki a dziewczynki dziurki. Na razie Bartek nie dopytuje się o więcej – tłumaczy mama pierwszoklasisty. A jak nazywać intymne części ciała małej dziewczynki? Piersi i…. tutaj pojawia się problem. Internauci wymieniają się różnymi określeniami, niektóre z nich nawiązują do siusiania – siuśki, siusiajki, pisiunie, inne nazwy to kwiatuszki, muszelki, sekreciki. Niektórzy optują za medycznym nazewnictwem – wagina lub waginka, pochwa. Jednak słowo „pochwa” w ustach trzylatki brzmi śmiesznie. Jeszcze inni starają się odczarować słowo "cipka", jako neutralny odpowiednik chłopięcego siusiaka. Więcej na stronach: Siusiaki i cipki czy penisy i waginy? - Wychowanie - - Onet.pl Dziecko
  14. zubek67

    Uniwersytet łgania

    Czy jest coś złego w tym, że uczymy dzieci kłamać? Zdaniem psychologów - nic. Namawiamy maluchy, by zapytane chwaliły ciocine ciasto, które jest klasycznym zakalcem, nową sukienkę, w której cioci zupełnie nie do twarzy, czy dziwaczny kask, który robi sobie ona z włosów za pomocą ultrasilnego lakieru w przeświadczeniu, że to supertwarzowa fryzura. W dosłownym sensie uczymy je w ten sposób kłamać. Klęska pedagogiczna O, pinda! - pewnego jesiennego popołudnia podczas spaceru po parku moja trzyletnia przyjaciółka Stefania ochrzciła tak obcą, Bogu ducha winną kobietę. Szybkim ruchem przygarnęłam do siebie wtedy te blond kędziorki i próbując podstępnie ratować sytuację, zapytałam z naiwnością: - Chciałaś powiedzieć Kinga, prawda? Ale przymilanie na niewiele się zdało. Stefa świetnie wyczuła moje zakłopotanie i jeszcze bardziej się rozochociła: Pinda, pinda, pinda!!! - wykrzykiwała dzika Indianka w tańcu radości. Tych, którzy są w posiadaniu dzieci, nie trzeba przekonywać, jakich ekwilibrystyk wymaga osiągnięcie kompromisu w takich sytuacjach. Czy to jest na pewno kompromis? Ostatecznie nakłaniałam nieletnią do małego kłamstewka. Kłamstewka, które pomogłoby nam obu wyjść z opresji z podniesionym czołem... Więcej na stronach: Uniwersytet łgania - Ekspert radzi - Dziecko w INTERIA.PL - ciąża i wychowanie dzieci, planowanie ciąży, forum dla rodziców
  15. Niezależność singielki przegrywa z instynktem macierzyńskim: 85 proc. Polek w wieku 18-40, które dotąd nie dochowały się potomstwa, chce je mieć w przyszłości. Z posiadania dzieci rezygnuje jedynie 6 proc. – pokazał sondaż przeprowadzony przez pracownię GfK dla firmy Bayer. – Jesteśmy społeczeństwem, w którym posiadanie dzieci jest ważne i postrzegane pozytywnie. Nawet jeśli tradycyjny obraz matki Polki przy kuchni odchodzi do lamusa, a u boku kobiety zamiast męża stoi partner życiowy – mówi Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog rozwoju z sopockiej filii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Czas do trzydziestki Pronatalistyczną postawę Polek podkreślają także lekarze. – Panie, które przychodzą po środki antykoncepcyjne, najczęściej dopytują, czy to na pewno nie wpłynie na płodność w przyszłości – mówi dr Grzegorz Południewski, ginekolog szefujący Towarzystwu Rozwoju Rodziny. I wyjaśnia, że samo stosowanie zabezpieczeń hormonalnych nie jest szkodliwe, ale odwlekanie (np. dzięki zażywaniu pigułek) macierzyństwa może mieć zgubne konsekwencje. – Płodność 40-latki jest mniej więcej o 80 proc. niższa niż płodność tej samej kobiety 15 lat wcześniej – podkreśla dr Południewski. Polki, co pokazuje badanie, zdają sobie jednak sprawę z tego, że zegar biologiczny tyka. Zdaniem ponad 60 proc. ankietowanych najlepszy wiek na macierzyństwo przypada między 25. a 29. rokiem życia. – Na urodzenie pierwszego dziecka dałam sobie czas do trzydziestki. Uznałam, że w tym wieku będę miała dużo siły i energii, by odpowiednio zająć się dzieckiem, a po jego odchowaniu wciąż będę młoda – mówi 27-letnia aktorka Katarzyna Cichopek, której syn Adaś właśnie skończył rok. Zmiany społeczne Zdaniem specjalistów to racjonalne podejście. – Z biologicznego punktu widzenia idealny czas na urodzenie pierwszego dziecka to 18-25 lat. Jednak kwestie społeczne i ekonomiczne sprawiają, że nieco późniejsza ciąża wydaje się lepszym rozwiązaniem – mówi dr Południewski. Poszukiwanie złotego środka między biologią a warunkami socjalnymi widać w salach porodowych. – Na początku lat 90. statystyczna Polka zostawała matką w wieku 23 lat, dziś o trzy lata później – podkreśla prof. Ewa Frątczak, demograf ze Szkoły Głównej Handlowej. Jej zdaniem to efekt zmian społecznych zachodzących w Polsce po 1989 r. – Wydłużył się proces edukacji, bo więcej młodych ludzi idzie na studia. Potem zaczynają się zmagać z problemami na rynku pracy. Dlatego później decydują się na zawarcie małżeństwa. A w zalegalizowanych związkach rodzi się nad Wisłą 80 proc. dzieci – tłumaczy. Być może w pogoni za karierą i dobrami spora część Polek odwlekałaby prokreację, gdyby nie wpadki. Jak wynika z badania, co trzecia matka w naszym kraju pierwszego dziecka nie planowała. – Zazwyczaj taka ciąża jest konsekwencją błędów antykoncepcji. Jednak metodycznie do ciąży przygotowuje się też mniej więcej co trzecia kobieta – mówi prof. Romuald Dębski ze Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie. Właśnie taki odsetek pań konsultował z lekarzem odstawienie hormonalnych zabezpieczeń. – Tego typu rozmowy nie są konieczne. Bardziej sensowna jest wizyta w celu wykonania np. badań genetycznych czy uzyskania wskazówek o przyjmowaniu kwasu foliowego, który m.in. zmniejsza ryzyko wad układu nerwowego dziecka – zaznacza prof. Dębski. Nawet starając się o potomka, warto być zabezpieczonym. Więcej na stronach: Dzieci, macierzyństwo, polki - Kobieta - Newsweek.pl
×
×
  • Dodaj nową pozycję...