Aniu, wiem przez co przechodzisz, ja ciągle nie mogę pogodzić się ze śmiercią swojego synka. Niedługo obchodziłby swoje 1 urodziny- czekaliśmy na niego bardzo, miał się urodzić w Swięta Bożego Narodzenia, tak sobie myśleliśmy że bedą to takie wymowne świeta... i nic, tydzień po terminie lekraka która prowadziła ciąże zlitowała się w końcu bo przez ostatni miesią ciąży byłam u niej co tydzień i wzieła mnie do szpitala, na wywołanie porodu, zielone wody nie skłoniły tej lekarki do wykonania cc, kazała rodzić naturalnie- szpital pod patronatem rodzić po ludzku- i to za wszelka cene widać, synek urodził się w ciężkiej zamartwicy, niedotleniony bo opił się tymi wodami, walczył chciał życ, trwało to 1,5 miesiąca, jednak niedoltelnie poczyniło takie spustoszenie w jego organiźmie ze odszedł...cicho, nie dane mu było mnie zobaczyć, zapłakać dla mnie. Był zdrowym dużym dzieckiem, ważył 3900 mierzył 58 cm, a decyzja jednej niekompetentnej doktor pozbawiła go życia i nas w gruncie rzeczy też. Teraz jestem w 21 tyg. ciązy, to ciężki trudny czas bo jestem świadoma tych wszystkich zagrożeń w ciąży, a poród...naturalny nie miesci sie juz w mojej głowie, dzieki szanownej p.doktor. Za moim synkiem płaczę ciągle i zawsze tak będzie, ktoś ostatnio mi powiedział że cierpi tylko dobre serce, a ktoś kto tego nie doświadczył może i współczuje, pociesza, by za chwilę wrócić do swoich spraw.
Łzy pomagają rozładować ten fizyczny ból po stracie, więc płacz.