Kiedy moje maleństwo płakało 4–7 godzin dziennie, desperacko potrzebowałam „czasu dla siebie”. Mój mąż jest pilotem wojskowym; pracuje w niezwykle wymagającym trybie i często przebywa poza domem przez dłuższy czas. Tak – nawet przy noworodku.
Gdy po karmieniu o 3:30 czy 4:00 nad ranem dziecko zasypiało, po prostu wstawałam. Przechodziłam do salonu lub kuchni, by wypić kawę, poczytać, zrobić wpis do dziennika, poćwiczyć… robiłam, na co tylko miałam ochotę… ponieważ był to mój jedyny czas „dla siebie”. Wiedziałam, że maluch pośpi tylko do 5:30 czy 6:00, ale ten czas był dla mnie na wagę złota.
Moje maleństwo ma teraz 6 miesięcy i jest radosne jak skowronek. Wciąż wrażliwe i wymagające… ale nie płacze już dłużej niż godzinę dziennie!