Pewien król Wacław Drugi Wspaniały
Miał wielki problem. Dumał dzień cały,
Bo jego córka, Jowita mała
Zamiast się bawić wciąż chorowała.
Katar, kichanie, gorączka, poty,
Królewna takie miała kłopoty.
Medycy swoje marszczyli czoła,
Ale uzdrowić żaden nie zdołał
Małej królewny, więc król w rozpaczy
Wezwał do siebie kilku siłaczy.
„Kto z córki mojej boleść wyciągnie
Dostanie złoto, sławę osiągnie!”
Rzekł król, lecz żaden potężny siłacz
Nic nie mógł zrobić. W kraju tym żyła
Wróżka Mirella, co nad strumykiem
Mieszkała w chatce ze swym słowikiem.
Przyszła do króla i rzekła: „Panie,
Daj mi Jowitę na wychowanie.
Dwa lata ze mną i będzie zdrowa.
Ja dotrzymuję danego słowa.”
Wzięła królewnę do swojej chatki.
Gdy wyszło słońce, sadziły bratki,
Pęłły ogródek, spacerowały
I ze słowikiem razem śpiewały.
Królewna jajka jadała kurze,
Z drzew w sadzie rwała jabłuszka duże
I ozdrowiała. Król klaskał w ręce,
Kłaniał się nisko wróżce w podzięce
I pytał co ma robić Jowita,
Żeby nie była już chorowita?
Wróżka Mirella tak powiedziała:
„Twoja córeczka, Jowita mała,
Powinna, królu, gdy tylko może
Nie w zamku bywać, ale na dworze,
Gdzie słońce grzeje, bo małe dzieci
Winny wychodzić, gdy ono świeci.
Wytwarza bowiem w nich witaminę,
Oj, królu, jaką dziwną masz minę!
Czyżbyś nie wiedział, że tak się dzieje
Kiedy słoneczko milutko grzeje?
D witaminę w skórze wytwarza
I chorób mniej nam wówczas zagraża!”
Od dnia owego Jowita mała
Już aż tak często nie chorowała.
Oprócz spacerów, zabaw na dworze,
Jeździła często z tatą nad morze.
Tam w blasku słonka się wygrzewała,
Smaczne pieczone rybki jadała,
a gdy do zamku swego wracali
jajka i sery pałaszowali,
które bogate w D witaminę
przed chorobami strzegły dziewczynę.
Ot cała bajka. Morał z niej płynie:
Pamiętaj wciąż o D witaminie!