Tak jak na poprzednio wypowiadających się osobach, największe wrażenie zrobiła na mnie historia Caroline i Ricka. Jestem przeciwniczką domowych porodów, widzę w nich więcej wad niż zalet, ale ta historia dała mi sporo do myślenia i sprowokowała do zrewidowania swoich poglądów. Myślę teraz, że gdybym była na ich miejscu, pomimo wielu obaw związanych z tym rodzajem porodu, podjęłabym podobą decyzję.
Zalety porodów domowych:
- komfort psychiczny rodzącej - jest otoczona znajomymi przedmiotami, ludźmi, których chce mieć przy sobie w tej chwili
- brak konieczności spędzania najtrudniejszych momentów (zaraz po porodzie) na szpitalnej sali
- prawdopodobnie dzięki lepszemu nastawieniu psychicznemu - szybszy powrót do pełni sprawności i mniejsze prawdopodobieństwo depresji poporodowej.
Wady:
- możliwość przeżycia życiowej tragedii, gdy coś potoczy się nie tak
- konieczność wydzielenia w domu miejsca odpowiedniego do rodzenia (moim zdaniem powinno być ono choć trochę bardziej sterylne niż w normalnych warunkach)
- konieczność zajęcia się dzieckiem od razu po porodzie (nie ma pielęgniarek, którym oddajemy dziecko na noc, chyba że mamy rodzinę, która się tym zajmie)
- fakt, że prawdopodobnie wszyscy sąsiedzi dowiedzą się gdy zacznie się poród (albo pomyślą, że mąż znęca się nad ciężarną;))
- w momencie gdy jest to drugi poród, a pierwsze dziecko jest starsze, ale nadal małe (ma np. 2-3 latka) - trudność w wytłumaczeniu mu całej sytuacji. Usłyszy jak mama krzyczy i może dorobić się traumy. Można pewnie poprosić na ten czas np. babcię o opiekę nad dzieckiem, ale nie zawsze jest taka możliwość.