W oczekiwaniu na bociana

Zespół policystycznych jajników - zajście w ciążę

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~renkloda

~renkloda

a nie myślisz, że to właśnie ta przysadka i podwzgórze odegrały kluczową rolę? czyli współistnienie drugiej choroby...?na pcos raczej nie powinny takie suplementy zaszkodzić

dag86

dag86

Kochana, w tym układzie nie ja jestem od myślenia, tylko lekarz :). Ufam mu, bo to podstawa i nie zastanawiam się, bo nie mam wykształcenia medycznego z endokrynologii :). Taka strategia bardzo pomaga, bo każdy robi swoje i nikt nikomu nie wchodzi w kompetencje. Polecam :).

--

http://fajnamama.pl/suwaczki/8v7wfad.png

http://fajnamama.pl/suwaczki/jmfe3fj.png

42783 dag86 Kobieta, 33 lata, podkarpackie
~MamaJulczens

~MamaJulczens

Witam,
chciałam opisać swój przypadek. Od kilku lat mam stwierdzony PCOS. Na początku, przez około 3 lata brałam tabletki antykoncepcyjne (m.in. Diane-35 - najdłużej, bo 2 lata), ponieważ miałam problemy z nieregularnymi miesiączkami - zdarzały się co 3 miesiące - oraz z trądzikiem. Po tych 3 latach odstawiłam tabletki, ale znowu wróciły problemy z cerą i miesiączką. Tym razem postanowiłam skupić się tylko na regularności miesiączki, więc lekarze zapisał mi duphaston. Brałam go przez 4 miesiące i sobie znowu odpuściłam. Przestałam je brać jakoś w lipcu. Miesiączka pojawiała mi się regularnie. W październiku pojawiła się ostatni raz. W grudniu wybrałam się do lekarza, w obawie, że coś mi się znowu dzieje z hormonami, baaa, nawet bałam się jakieś choroby. Jedyną choroba jaką stwierdził u mnie lekarz była 8 tygodniowa ciąża. Dzieci zawsze chciałam posiadać, ale właśnie w tamtym okresie stwierdziłam, że to nie jest dla mnie, że się nie nadam i podjełam decyzję, że chwilowo odpuszczam sobie myślenie o dzieciach, nawet przy zatrudnianiu się w nowej pracy powiedziałam, że nie planuje dzieci - to było we wrześniu. I tak moja Kruszynka ma już skończone 7 miesięcy :) ciąża praktycznie przebiegła bez komplikacji. Opisuję swoją historię, aby wzbudzić w kobietach nadzieję, żeby nie traciły wiary. Czasem warto na chwilę zwolnić tok życia, wyciszyć się, znaleźć sobie jakieś hobby, nie myśleć o problemach. Wszystko rozwiąże się samo :)

dag86

dag86

~MamaJulczens piękna historia. Daje mnóstwo nadziei i pozytywnego myślenia. Wrzucenie na luz często ma właśnie taki happy end :). Gratuluję siły.

--

http://fajnamama.pl/suwaczki/8v7wfad.png

http://fajnamama.pl/suwaczki/jmfe3fj.png

42783 dag86 Kobieta, 33 lata, podkarpackie
martusia85

martusia85

Dziewczyny,
też chciałam podnieść was na duchu, bo gdy ja dowiedziałam się o tym, że mam PCOS to przekopywałam internet w poszukiwaniu informacji na ten temat.
Po jakiś 6 latach stosowania tabletek anty (Yasmin i Yasminelle) na koniec stycznia 2014 postanowiliśmy z mężem odstawić tabletki. Chciałam dać szansę organizmowi na "oczyszczenie" i po ok.3 miesiącach zaczeliśmy działania. Pierwszy cykl po odstawieniu 35dni, drugi 48, trzeci - brak miesiączki. Naiwnie myślałam że może się udało ale nie chciało mi się wierzyć, że tak w pierwszym miesiącu starań. No i kiedy nie dostawałam miesiączki poszłam do lekarza, który właśnie zdiagnozował PCOS i dostałam Duphaston. Na usg miałam bardzo dużo drobnych pęcherzyków, które nie chciały rosnąć. Duphaston brałam przez 3 miesiące bez efektów w postaci ciąży, dlatego postanowiliśmy działać radykalniej. Mąż zrobił badania nasienia, ja skonsultowałam sprawę z jeszcze jednym lekarzem i rozpoczęłam monitoring i picie inofoliku. Pierwszy miesiąc monitoringu - pęcherzyk nie rośnie. W drugim dostałam clostilbegyt, po którym miałam ładny pęcherzyk, który jednak mimo zastrzyku na pęknięcie (pregnyl) nie pękł. Tym razem na drugą fazę luteina dopochwowa. Załamka. Miesiąc przerwy i kolejny (mamy już początek listopada) z clo. Na monitoringu w 10 i 13 dniu cyklu nic nie widać. Lekarz decyduje się na zwiększenie dawki clo w przyszłym cyklu. Do tej pory brałam 1 tabletkę dziennie przez 5 dni, teraz mają być 2. Kupuję leki na przyszły cykl, szukam już najlepszych lekarzy w Warszawie. Obiecałam sobie że jeszcze jeden cykl z clo i idziemy do Novum i najprawdopodobniej będzie inseminacja aż tu robię test przed odstawieniem luteiny, zupełnie bez nadziei bo przecież monitoring nic nie pokazał i ... dwie kreski. Siadłam na kanapie i w ryk. A teraz jestem w 14 tygodniu ciąży.
Co myślę o tym wszystkim z tej perspektywy. Po pierwsze za bardzo chciałam, za bardzo planowałam tą ciążę. Bo najlepiej urodzić na wiosnę, bo umowa o pracę, bo wszystko ma być perfekcyjnie w moim życiu, bo chcę urodzić przed 30. Natura nauczyła mnie pokory.
Po drugie myślę że do pozytywnego efektu przyczyniła sie zmiana diety. W ciagu 2 m-cy schudłam 7kg (pod opieką dietetyka, dieta dostosowana do PCOS).
Po trzecie wiem, że łatwo się mówi, ale nie spinajcie się. Nie wierzyłam kiedyś w blokadę psychiczną, teraz wierzę.
Mam nadzieję, że dodałam komuś otuchy moim przypadkiem. Medycyna nie zawsze ma racje a natura jak chce to zrobi swoje. Trzymam za wszystkie starające się kciuki.

--

http://www.suwaczki.com/tickers/p19ucsqvbui4na7u.png

42422 martusia85 Kobieta, 34 lata, Piaseczno
Annna1

Annna1

Witam serdecznie
Nazywam się Anna Urbaniak, jestem studentką położnictwa na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Piszę pracę magisterską na temat problemów zdrowotnych kobiet z rozpoznanym Zespołem Policystycznych Jajników. Chciałam zwrócić się z serdeczną prośbą do kobiet z Zespołem Policystycznych Jajników o wypełnienie poniższej ankiety. Ankieta jest całkowicie anonimowa. Wynik, który dzięki Paniom uzyskam posłuży do napisania mojej pracy. http://www.interankiety.pl/interankieta/1c518841240bb50662d0adbee9891d8f

43986 annna1 Kobieta, 29 lat, Kraków
~Colllanna

~Colllanna

Witajcie.
Postanowiłam napisać tutaj do Was, ponieważ kiepsko radzę sobie ze swoją obecną sytuacją. W zeszłym roku moja nowa ginekolog wykryła u mnie zespół policystycznych jajników. Moja reakcja była okropnie histeryczna, ponieważ posiadanie dziecka było moim największym marzeniem i to od bardzo dawna. Lekarka też nie nastawiła mnie optymistycznie. Wpadłam w płacz i przez następne dni szperałam w internecie wyszukując wszystkiego co pomocne na ten temat. Lekarka wypisała skierowanie do kliniki w Katowicach i przepisała luteinę na miesiączkę (ponieważ jej nie było). Z tym mnie zostawiła. Temat się skończył. Miesiączka występowała tylko przy braniu luteiny. Niestety któregoś ranka przy zginaniu się i podnoszeniu ciężaru poczułam ogromny ból w podbrzuszu. Bardzo charakterystyczny nie do zniesienia ból. Myśląc że to nic groźnego wzięłam proszki przeciwbólowe i położyłam się. Po obudzeniu się brzuch był tak duży, że wyglądał tak jakbym była w 4 miesiącu ciąży. Przyznaję, że to było przerażające a ból nie do zniesienia. Skończyło się na wzywaniu pogotowia, bo nie byłam w stanie się w ogóle wyprostować. Karetką zostałam przewieziona do szpitala. Przyjęto mnie na oddział ginekologiczny. Lekarze o godzinie 22 robili mi chyba wszystkie możliwe badania. Okazało się, że jedna z moich cyst na jajniku miała średnicę 4 cm i po prostu pękła, płyn i krew zalały macicę. Prawdziwym problemem okazała się druga cysta która była tego samego wymiaru co poprzednia. Lekarze nie wiedzieli co powinni zrobić, debatowali przy mnie o tym, czy mnie kroić czy nie. W końcu skończyło się na uświadomieniu mnie, że jeśli do tego dojdzie, jeszcze bardziej może to ograniczyć moje szanse na posiadanie potomstwa. W końcu podjęli dosyć ryzykowną decyzję aby zostawić mnie w szpitalu, podać antybiotyk. Nie mogłam wstawać z łóżka, wszyscy martwili się o drugą cystę. W każdym razie została przepisana mi antykoncepcja hormonalna, po przyjmowaniu jej okazało się, że cysta zaczęła się wchłaniać. W każdym razie wciąż nie wolno mi dźwigać, nadwyrężać się w żaden sposób. Do tego lekarze wciąż naciskają, że to może być ostatnia szansa na posiadanie dziecka. Teraz czekam na przyjęcie do kliniki do Katowic...ale nie ma chyba dnia, żebym się nie martwiła...

dag86

dag86

~Colllanna, kochana, cysty w naszym przypadku są częstym zjawiskiem. Doskonale rozumiem Twoje obawy. Kilka razy przechodziłam to samo co Ty. Moje cysty były jednak znacznie większe (8 cm, 7 cm, 6 cm). Bolały - to fakt i miałam spore obostrzenia od mojego lekarza (nie mogłam się schylać, skręcać, starać się jak najmniej skakać i wykonywać jakieś skomplikowane ruchy, nawet pływanie i jakieś sporty poszły w odstawkę). Dzięki temu uniknęłam skręcenia się czy pęknięcia cyst - to co spotkało właśnie Ciebie. Zazwyczaj dostawałam hormony, które po kilku miesiącach pomagały wchłonąć się tym gigantom. Najważniejsze, to znaleźć lekarza, który sprawnie sobie poradzi z tą przypadłością, nie skalpelując i nie ingerując w Twój organizm. Walczyłam o płodność przez 10 lat - warto walczyć, ale pod okiem wykwalifikowanego lekarza, dla którego cysta nie jest zagrożeniem, a lekiem na PCOS, który pojawiając się pomaga potem w naszej płodności. Powodzenia!

--

http://fajnamama.pl/suwaczki/8v7wfad.png

http://fajnamama.pl/suwaczki/jmfe3fj.png

42783 dag86 Kobieta, 33 lata, podkarpackie
~Colllanna

~Colllanna

Dziękuję Ci bardzo za szybką odpowiedź. To pokrzepiające bo widzę, że jednak Ci się udało! :) Dla mnie też dosyć sporym problemem jest to, że przepisane mi aktualnie tabletki i te poprzednie wpływają na mnie mega depresyjnie. Wokół mnie dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, otaczają mnie cudowni ludzie a ja nie potrafię się cieszyć z niczego. Awans w pracy, pełne wsparcie rodziny i partnera, a mimo to najchętniej zagrzebałabym się w pościeli i w ogóle nie wychodziła z domu. Moja samoocena też okropnie spadła. To wszystko przez hormony które biorę.

~coralky

~coralky

A czy któraś z was pije inofem? Mi lekarz go zapisał ale kazał pić dwie saszetki dziennie. Tyle, że na opakowaniu jest napisane, że powinno się pić jedną... Teraz jestem w kropce. Możecie mi doradzić jak go dawkować?