katarzyna1234

Kobieta, 34 lata, mińsk mazowiecki

Ostatnie posty użytkownika
katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Właśnie koleżanki też się dziwią i mówiły że one nie miały takich problemów z lekarzami.Widocznie ja mam jakiegoś pecha do tych lekarzy...

Ola no niestety taki już chyba los matek...:)

A ja od wczoraj doła mam.Nie mam w ogóle nastroju najchętniej to bym coś sobie zrobiła...Nawet ciąża mnie nie cieszy i najchętniej pozbyłabym się jej...Dziś byłam u znajomej w cukiernio-piekarni i zamówiłam torcik dla pati bo ma w niedziele urodzinki i jak wracałam wysiadłam z autobusu to mnie taki ból złapał pod brzuchem że myślałam że nie dojdę do bloku.Nie wiem co to było...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Aaaaa...dziekuje juz lepiej chodz jeszcze zatoki mi dokuczaja...Nadal jestem na zwolnieniu choc przyznam ze czuje sie jakbym cos zlego robila proszac o zwolnienie bo ciagle jakies ale ma.Tym razem jak poprosilam o zwolnienie to popatrzyl na mnie z szokiem jakbym nie wiem co powiedziala zapytal czy on mi dawal zwolnienie a potem powiedzial ze on nie ma czasu na to i ze znowu bedzie siedzial po godzinach...Porazka.:(Mala znowu po chorobie ostatni tydzien siedzialysmy w domu no i dzis poszla pierwszy dzien do przedszkola i okazalo sie ze wirus jest w przedszkolu... Mam nadzieje ze nie zlapie ja znowu. No ale kolejny problem mnie gnebi.Finanse.Coraz gorzej jest.Nie wiem jak to dalej bedzie...Najgorsze jest to ze moj maz nie poczuwa sie do zapewnienia bytu rodzinie totalnie po nim to splywa i tylko slysze a skad ja mam ci wziasc na to kase?A moze ja jestem zbyt wymagajaca?Czy to nie powinno byc tak ze to facet jest glownym zywicielem rodziny?Bo jesli nie to chyba ja jestem jakas inna...Bo u nas malzestwo wyglada tak ze kazdy sobie rzepke skrobie i nie wiem czy to tak da sie na dluzszy dystans...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Na szczęście dostałam zwolnienie ale tylko do końca miesiąca.W poniedziałek mam usg więc poproszę o przedłużenie.Coś czuję że będę się tak czuła przez całą ciążę...Na dodatek mam katar bolą mnie zatoki i najchętniej bym usnęła i obudziła się po wszystkim.Ostatnio śniło mi się że urodziłam zanim cokolwiek było widać...
Z małą okazało się wszystko ok (nie wiem jakim cudem).Zobaczymy na jak długo...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

No nie wiem czy dobrze jest jak mi się zwolnienie kończy bo się źle czuje a skoro nie mam kolejnego zwolnienia to muszę iść do pracy.No może i może wypisać 3dni wstecz ale jakby mi przełożyli wizytę np za tydzień to już by mi nie wypisał...
Okazało się że źle zrozumiałam esa bo chodziło o to że tą placówkę przenieśli gdzie indziej i adres się zmienił.Ale tak napisali jakby chcieli a nie mogli.Mogli napisać że zmienił się adres przyjęć a nie że zmieniły się przyjęcia...Na szczęście wizyta się odbyła tak jak byłam zapisana i dostałam zwolnienie do końca miesiąca a co dalej to nie wiem bo wizytę dopiero będę miała 14marca więc pewnie będę musiała iść do lekarza ogólnego bo i tak już nie mam do czego wracać.
Jesteśmy już po wizycie w Centrum Zdrowia Dziecka i powiem szczerze że nie wiem po co tam pojechałam bo niczego się nie dowiedziałam tylko tyle że ze słuchem wszystko ok i że nie jest aż tak przerośnięty migdał żeby go usuwać i ma być z pod kontrolą lekarza.No ok ale skoro choruje spowodu tego migdałka to jesteśmy w punkcie wyjścia bo wiecznie będzie chorować i wiecznie będzie na lekach.Jutro jeszcze jedziemy znowu do Centrum Zdrowia Dziecka na badanie tego migdałka przez nos...No i zobaczymy co nam powiedzą po tym badaniu bo ja juz pier... dostaje...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Nie jeszcze nie byłam na wizycie.Miałam mieć jutro wizytę ale w piątek dostałam smsa że zmieniły się przyjęcia mojego gina cokolwiek to miałoby znaczyć.Nie wiem jak mam rozumieć tego esa i chyba zostałam na lodzie z wizytą.Co najśmieszniejsze że napisali mi tego esa o 18.30 gdzie ośrodek jest czynny do 18 także na sam początek weekendu że nic nie mogłam zrobić.I teraz zostałam z niczym a jutro kończy mi się zwolnienie i co dalej?Nie uśmiecha mi się iść ponownie prywatnie i płacić kolejne 200zł.Wkurzają mnie takie sytuacje.Jeszcze jutro miałam iść po wypłatę do firmy i na zebranie małej a we wtorek jeszcze muszę z małą jechać na wizytę do międzylesia... Wszystko się pierniczy...
Możliwe że mi tak wyliczyła ale ja potrzebowałam pilnej konsultacji bo brałam leki.A z tego co wiem to jest nowe becikowe przez rok i nie ma tego obowiązku że trzeba być pod opieką lekarza od któregoś miesiąca...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

7 tydzień dopiero.Owszem polecały mi ale prywatnie a przy moich zarobkach w tej firmie nie stać mnie na chodzenie prywatnie a państwowo wiecie jakie terminy są...Chciałam się przepisać ale kazała mi w recepcji iść do lekarza i zapytać czy mnie przyjmie.Pozatym jak pierwszy raz się zapisywałam do gina to chciała mnie zapisać na 2017rok a później jak powiedziałam że jestem w ciąży to zapytała kiedy miałam ostatnią miesiączkę i nie wiem w jaki sposób ale wyliczyła że wizyta u gina wypada na 10lutego...Termin nie wiem kiedy mam bo nawet mi lekarz nie wyliczył i nie mam założonej karty ciąży ale z moich obliczeń wypada sierpień-wrzesień...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

U mnie leci pomału a w pracy ciężko bo minimalne stawki są i nie da się nawet zarobić 1000zł.Teraz jestem na zwolnieniu lekarskim (w ciąży jestem i kiepsko się czuje) więc trochę odpocznę.Od stycznia dostałam umowę o pracę na 1/2 etatu (ale tylko dlatego że koleżanka zrezygnowała) ale i tak bardziej opłaca mi się siedzieć w domu na zwolnieniu bo zapłacą mi kwotę z umowy a własnoręcznie bym zarobiła 200-300zł mniej...Teraz pewnie siedzą i się złoszczą że ledwo umowę dostałam i na zwolnienie poszłam.Ale nie zrobiłam tego specjalnie.Tak wyszło.W ogóle nie myślałam że dadzą mi umowę bo chodziłyśmy z koleżanką i prosiliśmy o umowę a w zamian usłyszeliśmy że nie wyrabiamy normy i że nie może nam szefowa dać umowy o pracę więc cały czas robiliśmy na zlecenie.Cieszę się że teraz zaszłam w ciążę (jak mama umowę o pracę) a nie jak pracowałam na zlecenie bo bym z niczym została.Z mężem jako tako.Trochę się zmieniło a teraz gdy kolejne dziecko w drodze niestety ale będzie musiał się bardziej zaangażować w obowiązki nad córką...Boję się jak to będzie jak urodzę bo Pati strasznie jest zazdrosna o mnie i tylko mama i mama...No i często Pati choruje teraz znowu siedzi w domu już tydzień i kolejny tez będzie siedziała w domu.Wykryli u niej przerośnięty 3migdał jej laryngologa ma nie być przez dwa miesiące (a miał już podjąć decyzję czy operujemy) no i jesteśmy w dołku...Dostaliśmy skierowanie do poradni audiologicznej i chyba pojedziemy do centrum do międzylesia tylko czekamy na jakieś wieści od znajomej która ma nam załatwić szybszy termin:)I tak leci dzień za dniem.Ja mam już dosyć tego siedzenia w domu mimo że dopiero siedzę od tygodnia i tej ciąży mam dosyć bo mi daje w kość.Z Pati miałam lajcikowo w porównaniu do tej ciąży...15stego mam drugą wizytę u gina i akurat kończy mi się zwolnienie i obawiam się że nie będzie chciał mi przedłużyć bo na pierwszej wizycie mi nie chciał dać bo powiedział że jestem zdrowa i nie widzi przeciwskazań żebym poszła na zwolnienie i dał mi tylko zaświadczenie dla pracodawcy że jestem w ciąży i powiedział że pracodawca ma obowiązek stworzenia mi bezpiecznych warunków pracy.Dlatego też poszłam prywatnie (do tego co prowadził moją ciążę z Pati) i też mi dał z łaski bo powiedział że to są normalne obiawy ciąży i że żaden lekarz mi nie da zwolnienia i jeszcze bezczelnie powiedział:"na tak chcecie zwolnienia a potem 500zł na dziecko ciekawe ska to brać"...Także jak coś to pójdę po znajomości prywatnie do ogólnego i ona mi na pewno wystawi zwolnienie...Na dodatek znowu trafiłam na jakiegoś starego dziada gina...Ech...czy tylko ja mam takiego pecha...?

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Witam!Trochę zamarł ten wątek...:(
Ostatnio miała zbyt mało czasu wiecie sami praca przedszkole dom ale teraz jak na razie mam kupe czasu wolnego (jestem na zwolnieniu lekarskim) więc się odezwałam:) Widzę że nowe osoby doszły ale i tak jakoś żadko ktoś pisze tu na forum. No może jest jeszcze szansa na ponowne rozwinięcie forum?

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 masz rację może w końcu coś zrozumiał ale jakbym się zgodziła na terapię to musiałabym zrezygnować z tych spotkań z psychologiem na które chodzę.Oczywiście że to nie wstyd tylko chodzi mi o to że kolejny problem za którym trzeba biegać i bez ćwiczeń się nie obejdzie...No a wiecie jak to jest na NFZ mozna czekac na wizytę do usranej śmierci więc chyba będziemy musieli iść prywatnie.Tak pytałam kierowniczki to powiedziała że koleżanka (która przyszła w tym samym czasie co ja do pracy) lepiej pracowała.Co kolwiek to miało oznaczać nie jesteśmy w porzedszkolu żeby bawić się w porównywanie pozatym to jest praca na akord...Nie wiem czy mogę to nazwać obcięciem wypłaty bo chodzi o to że jak przyszłam do pracy i miałam okres próbny na godzinę to powiedziała mi że mam 8,60 za h a przy wypłacvie policzyła mi 7,50 za h a najśmieszniejsze jest to że koleżanka nie robiła tyle czasu na godzine co ja bo ja nie robiłam na swojej maszynie a mimo to porównała jedno z drugim.Ech...jak ktoś chce zrobić coś na złość to zawsze znajdzie pretekst...Zobaczymy jak będzie przy tej wypłacie.Aaaa...i jeszcze co najsmieszniejsze ze jak kolezanka wrocila po tyg do pracy i poszla po wyplate to kierowniczka jej powiedziala zeby mi nic nie mowila ile dostala wyplaty a zarobila ze swojego akordu mniej niz ja a dostala wyplaty o wiele wiecej.I czy to nie jest chamstwo?I nawet ktoregos dnia przyszla pani z biura i dala wszystkim premie to kierowniczka chodzila wsciekla ze ja tez dostalam i nawet widzialam jak wychodzila z pracy (bo ja dluzej zostalam) podeszla do jednej z pan (ktora tez dluzej zostala) i na ucho cos jej mowila i dziwne przeczucie mi mowilo ze to chodzi o mnie no i jakies kilka minut pozniej przyszla ta pani do mnie i pytala sie czy ja tez dostalam premie.Jakis dziwny zbieg okolicznosci...

A my cały tydzień w domu.Pati sie rozchorowala no i ja musialam wolne se wziasc do konca tyg.W sumie nie mam zadnej umowy wiec nie jestem zobowiazana z nikim i to ja na tym strace bo mam tydzien w plecy:(No ale nie mialam wyjscia chociaz pozniej wpadlam na pomysl ze moglam poprosic zeby wypisali zwolnienie na meza to by wzial opieke na dziecko ale nie wiem czy tak mozna no i on ma teraz fuche dodatkowa wiec nie moze jej przerwac no i nie oszukujmy sie on wiecej zarobi niz ja...Dobrze ze pojechalam wczoraj z nia do lekarza bo mogloby to sie zle skonczyc.W sobote zaczela mala marudzic ze ucho ja boli a potem ze ziemby ja bola no i rozpalona byla wiec posmarowalam jej olejkiem kamforowym ucho i co prawda marudzila (do 24 smazylam nalesniki bo mi nie dala) ale w niedziele juz nie narzeka na bol ale za to goraczka nie ustepowala i tak tez wczoraj rano wstala rozpalona i matula wyjela nam nr.Myslalam ze pojade na kontrole okaze sie zwykle przeziebienie i we wtorek wrocimy do codziennosci niestety pani doktor powiedziala ze ma powaznie chore ucho i ze ma zakaz wychodzenia na dwor. Wiec nie mialam innego wyjscia jak zostac z nia...Mam nadzieje ze szybko wyzdrowieje.No i ja przy okazji poprosilam o leki bo niedawno meczyl mnie katar i teraz wszystko mi poszlo na zatoki tak wiec obydwie jestesmy na antybiotyku...:(Ale jak to w piosence "dobrze w domu z mamą być...:)"

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Dawno mnie tu nie było:(Już nie raz się przymierzałam do napisania kilka słów ale niestety zmęczenie robiło swoje...U nas leci dzien za dniem.Mała chodzi do przedszkola ja pracuje i tak w kołko.Ostatnio mieli w przedszkolu wizyte pani logopedy no i mialam rozmowe i kazala mi sie zglosic z nia do poradni logopedycznej...ech...No i u mnie w pracy niezaciekawie bo ostatnio wzielam pierwsza wyplate i okazalo sie ze kierowniczka opciela mi 160zl...Az plakac mi sie chce jadac do tej pracy.Co najsmieszniejsze ze tlumaczyla sie tym ze kolezanka lepiej wykonywala prace i dlatego mi opciela a jej niedosc ze zaplacila calosc tyle ile zarobila to jeszcze jej premie dala.A nie wspomne o tym ze ja wiecej od niej zarobilam bo mialam duzo godzin.Boze jaka niesprawiedliwosc na tym swiecie nawet zarobione pieniadze ktore nam sie naleza ucinaja.Teraz mam dylemet co dalej bo powiem ze czuje sie jak piate kolo u wozu.A dziwne to jest bo jakbym zle pracowala to czy trzymali by takiego pracownika?I czy szefowa dalaby mi premie wiedzac ze zle pracuje?Bo ostatnio przyszla pani z biura i wszystkiem rozdala premie wiec nie sadze zeby szefowa wiedziala o tym...Nie wiem co powinnam zrobic w takiej sytuacji...:(Na dodatek dostalam propozycje od meza na pojscie na terapie malzenska...Nie wiem co o tym myslec...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Nareszcie weeeekend...:)

Nareszcie zajrzałam do was.

Ola 2710 owszem mój mąż kupuje piwo papierosy ale ja nie kupuje sobie ciuchów.Ja nie mam nic przeciwko żeby on miał perę groszy dla siebie ale czemu ja mam na tym cierpieć?On będzie sobie kupywał duperelki a ja nawet nie będę mogła ciucha kupić więc nie sądzę żeby to było sprawiedliwe...My nie remontujemy domu ale mieszkanie zżera całą kasę...W sumie to dobry kompromis.U nas jest podobnie tylko że mój mąż tylko zarabia więc z jego wypłaty opłacaliśmy CZĘŚĆ opłat i życie a reszte z dorywczej no ale teraz nie pracuje dorywczo bo nie ma chętnych więc w tym miesiącu jest dosłownie katastrofa bo przyszła jego wypłata zapłaciłam czynsz on wziął na bilet i 300 zł (a juz 50zł) zostało na życie do końca miesiąca... A gdzie inne rachunki i opłaty?Nie wiem co dalej będzie jak nas nie wywalą z tego mieszkania albo nie odłączą nam prądu to będzie cud.Np. do wczoraj mieliśmy termin zapłaty czynszu do spółdzielni a mój mąż co? nic a nic się nie odezwie bo w dupie to ma bo to ja zawsze opłacałam a z czego mam opłacić jak mi nie dał kasy?Ciągle tylko słyszę: "skąd mam wziąść"?Coraz częściej się zastanawiam o czym myślał mój mąż jak się decydowała wynajmować... Wyprawkę do przedszkola też moja mama zapłaciła... Ech...

anaaa ach ci faceci...Ja to ostatnio słyszę od swojego męża że to ja go nie słucham...

fakt przykre że twój mąż joanno ma takie podejście.Mi ostatnio nawet pani psycholog powiedziała że przydaje nam się takie pozbycie się dziecka.

Ja też nie chciałam się rozstawać z dzieckiem ale zostałam zmuszona i powiem szczerze że wszystkim na dobre to wyszło...

A ja dziś w pracy miałam sajgon.Koleżanka wyjechała na tydzień (mozna powiedzieć że w podróż poślubną) i muszę ją zastępować a wcześniej jedna z pan zasłabła i poszła na zwolnienie i kto ja zastepuje?oczywiscie ja...i na dodtaek kierowniczka dzis zaczela kur... na mnie i to bez powodu... Nieżle sie zapowiada przyszly tydzien...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa masz racje mogłam tak powiedzieć ciekawe co by powiedział...

ola2710 też tak uważam ale niestety mój mąż nie przeznacza wszystkich "dodatkowych" pieniędzy na nas i podejrzewam że mi nie mówi o wszystkim tzn o tym jak zdobędzie jakieś dodatkowe pieniądze a portfela broni bardziej niż swojej cnoty żebym czasem mu nie zajrzała...
Przykro mi następnym razem może się uda...

To on chciał i naciskał na wyprowadzkę to on chciał wynajmować a teraz mam wrażenie że ma pretensje do mnie że nie wyrabia z kasą...Nie oszukujmy się wynajmowanie zżera jak nie wiem co...Wczoraj wypłaciliśmy męża pensję z której odłożyłam na czynsz mąż wziął na bilety miesięczne i zostało 300zł do końca miesiąca.A gdzie reszta opłat i życie?I wyprawka małej...Miejmy nadzieję że mi w miarę wypłacą bo jak narazie nic nie zapisuję bo kierowniczka rzuca mnie po "kątach" więc chyba na razie mam na godzinę...Ostatnio nawet się dowiedziałam że nie wszyscy mają na akord więc skoro kierowniczka nie mówi żebym zapisywała więc może i ja będę miała na godzinę.Fajnie by było...

joanna19 masz rację.U nas jest podobna sytuacja jeśli jest dobrze to już nie to samo.Ja ostatnio usłyszałam że mąż szykuje dla siebie strych u teściów bo musi się zabezpieczyć jak go zostawię... W ogóle kłamie jak nie wiem co wciska mi jakieś rzeczy których nie zrobiłam ani nie mówiłam i potem dziwi się że chodzę wkurzona.Nie nawidze kłamstwa i wciskania mi czegoś co nie miało miejsca.Tak jak ostatnio jak szukałam pracy chciałam się zarejestrować na pośredniaku ale powiedzieli mi że muszę mieć meldunek i powiedziałam to mężowi a on chciał zadzwonić do właścicielki mieszkania które wynajmujemy żeby nas zameldowała więc mówię żeby się wstrzymał bo idę na próbę do pracy no i zostałam w tej pracy i ostatnio usłyszałam od niego że ta pi... (z urzędu pracy) nie zna się na przepisach bo wystarczy że mamy umowę wynajmu i ona powinna na podstawie tego mnie zarejestrować więc ja się pytam dlaczego mi tego wcześniej nie powiedział a on mówi że ja go nie chciałam słuchać.No myślałam że mnie szlak trafi.Ktoś (teściowa) mu nagadał głupot a on teraz na mnie zwala. Nie ma swojego rozumu ani jakichkolwiek wiadomości na te tematy tylko a to jedna osoba mu coś powie a to druga i potem chodzi i się wmądrza bo on ma rację.I powiedział że weźnie wolne i pójdzie na pośredniak zrobić awanture że mnie w błąd wprowadziła ta pi...

Dziś mam wolne bo nie miałam z kim córki zostawić bo przedszkole zamknęli na ostatni tydzień sierpnia i moja mama siedziała z nią przez tydzień no a dziś musiała już do pracy wracać.Co prawda nie chciała mi dać wolnego moja kierowniczka ale chyba trafiłam na zły dzień bo w piątek sama mnie zagadała na ten temat.No i miała siedzieć teściowa tzn mąż gadał z teściem żeby się zapytał teściowej a ona na to żebyśmy ją przywieźli na wieczór w niedzielę i żeby została na noc i na poniedziałek.No myślałam że mnie szlak trafi. Skoro ona łaske robi żeby przyjechać to huk jej w du... same se poradzę.Wielmozna pani się obraziła i niedość że na mnie składa że to ja się obraziłam to na dodatek jeszcze ciężko jej przyjechać.Była mowa o tym żeby posiedziała z nią w poniedziałek a nie w niedziele i poniedziałek.Na szczęście dostałam wolne i nie musi siedzieć z małą.Ale jak w sobotę odbieraliśmy małą od mojej mamy to aż się żuciła na szyję... Chyba się stęskniła po tygodniu...To był pierwszy raz jak na tak długo się rozstaliśmy.A już myślałam że nie będzie tęsknić bo jak rozmawiałam z mamą przez tel to nawet nie chciała rozmawiać ze mną.Ale któregoś dnia mama mówiła że poszła w kąt i zaczęła płakać że chce do mamy...Czyli jednak brakowało jej matki hehehe...A pani psycholog jak byłam w czwartek na spotkaniu powiedziała że nam (mi i mężowi) przyda się od czasu do czasu takie pozbycie się dziecka...:)

Dobra zmykam bo jeszcze nawet śniadania nie jadłam a mam jeszcze kupe roboty i m.in małą do przedszkola wyszykować bo od jutra nowy rok...:)

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

W końcu zajrzałam do was.Odkąd pracuje na nic nie mam czasu a jak tylko siądę to mi się oczy zaraz kleją.

Niestety nic nie dotarło do męża. Tylko zainteresował się gdzie jestem i cisza.No a jak styknęliśmy się w domu to się zachowywał jak by nigdy nic a jak wychodziłam już na spotkanie z psycholog to nagle nabrał chęci na rozmowę (ale ma zapłon....).No i zaczął dociekać o której wrócę yyyy...No i jak wróciłam z małą od rodziców to się zaczęło...Tym razem usłyszałam: "stało się"....Tylko że to "stało się" zapewne jeszcze się powtórzy. Kuźwa i tak jest za każdym razem kłótnia wyzwiska nawet zgodził się na rozwód a jak zobaczył że się pakuję to zmiękł i zaczął prosić żebym się nie wyprowadzała.Ja już naprawdę nie mam siły...Czuje się jak idiotka.A co najśmieszniejsze to że ostatnio mój mąż wyskoczył do mnie z pytaniem na co ja mam zamiar przeznaczyć te pieniądze które zarobie.Jeszcze nie zarobiłam nic a on już plany robi... Też dziwnie się poczułam.Jakby mu tylko na kasie zależało.No ostatnio nawet bulwersował się że nie wie ile ja będę zarabiać bo on juz nie ma siły robić na fuchy dorywcze (a i tak wraz bierze fuchy).Poczułam tak jakby chciał żebym to ja przejęła jego rolę i pracowała z miesięcznym wynagrodzeniem 1700zł (do ręki) bo tyle np ostatnio zarobił z fuchy przez 3tyg.W głowie mi się nie mieści.Jego chyba gryzie to że nie wie ile ja będę zarabiać.Nie wiem co mam o tym myśleć może to są tylko moje odczucia a możliwe że on naprawdę tak myśli i chce...

W niedzielę wywiozłam małą do swoich rodziców na tydzień bo w przedszkolu jest remont i już czuję pustkę...:(Jednak to prawda że dziecko pochłania cały wolny czas... Ciekawa jestem czy się stęskni za mną...?

Dziś jadąc do pracy zdałam sobie sprawę że to jest pierwsza praca do której chętnie jadę bez kitu czasami to aż gnam do tej pracy... Tylko szkoda że to na akord.Fajnie by było jakby było na umowę.No i właśnie trochę szkoda by mi było rezygnować z takiej pracy robię co lubię godziny mi odpowiadają godz 16sta jestem już w domu i cóż chcieć więcej...:)No a jeszcze na dodatek co i rusz muszę chodzić pomagać i zastępować jedną panią na maszynie (bo ta pani się nie wyrabia i mimo tego że wróciłam już na swoją maszynę) i wkurza mnie to bo nie podoba mi się ta robota na tej maszynie nudna jest i stresująca a jeszcze dziś się dowiedziałam że jutro też tej pani ma nie być do śniadania więc pewnie mnie kierowniczka weźnie ech...A jeszcze któregoś dnia kierowniczka do mnie powiedziała że mam tam na tej maszynie (co ta pani jest) poomagać jej i uczyć się kleić wię nie wiem czy też nie chce mnie na stałe tam przenieść...Oby nie bo ja od razu zrezygnuje...No i ostatnio popełniłam błąd ogromny bo do piątku miałam liczone na godz (mimo tego że minęły dwa tyg) bo nikt nie przychodził mi powiedzieć że od "teraz" mam liczyć sobie akord więc i ja się nie dopytywałam a w piątek coś mnie podkusiło i poszłam zapytać no i usłyszałam: "no w sumie możesz juz sobie liczyć"...No kuźwa po jaki wół ja się pytałam...tak to bym miała cały czas liczone na godzine. No ale jeden plus bo jak dziś poszłam na tą drugą maszynę do tej pani to kierowniczka mi kazała zapisać tylko od której do której tam będę więc chyba mi policzą na godz.A że byłam tam od siadania do końca dnia to trochę mi naleciało...:)Aaaaa....i dziś mnie wkurzyła jedna facetka bo przyszła w czasie pracy do mnie i zapytała się czy może wziąść kartęczkę ze zleceniem która leżała na moim stoliku powiedxziałam że tak i po jakimś czasie wyszła awantura bpo zaginęła kartka ze zleceniem więc ja mówię że to zlecenie ja konczyłam i że kartkę ta pani wzięła a ona do mnie że to nie to zlecenie bo ona tnie na to zlecenie włókninę a w tym zleceniu (co niby kartki nie było) to jest juz włóknina. No to jej mówię że ona wczoraj to cięła a ja wczoraj nie skończyłam tego zlecenia i kończyłam dzisiaj i pokazałam jej w notatkach że to zlecenie kończyłam a ona z pretensja do mnie dlaczego ja jej nie powiedziałam że juz jest ucięta włóknina bo ona drugi raz to samo tnie...No kuźwa najlepiej złozyć na kogoś...Następnym razem to najpierw zapytam po co jej ta kartka albo nie pozwolę jej wziąść i tyle...Mogła sama się zapytać czy to zlecenie jest juz zaczęte....Aż się boję jutrzejszego dnia...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 dobre pytanie zadałaś ale niestety i ja nie znam odpowiedzi na nie sama sobie zadaje to pyt.Masz rację ale w naszm przypadku gdzies ktos robi blad i dlatego jest jak jest.

No a teraz to juz na 99% koniec naszego malzenstwa.Wlasnie jestem u rodzicow i stad jutro jade do pracy potem ide na sotkanie z psycholog no i mam przyjechac po mala jeszcze poniewaz moj maz niby mial siedziec z dzieckiem ale po wczorajszym zapewne wyrolowal by mnie.Otoz nie dosc ze wrocil o 1.30 to nie wiem gdzie był tyle czasu a jak dzwonilam to slyszalam ze za 5min wychodzi (od faceta u ktorego mial TYLKO obejrzec fuche) albo z pretensjami wyskoczyl ze ja mysle ze to jest robota na 5min.To po cholere mowi takie rzeczy ze za 5 min wychodzi.No i tak zeszlo mu sie do 1.30 i na dodatek tak go spila ta praca ze ledwo stal na nogach.Mówiłam mu tyle razy co mnie boli co czuje ale on robi z tego blachostke mówiac: to bylo tylko pytanie albo jak ostatnio jak go skorcilo do baru isc to ze juz wiecej to sie nie powtorzy.I to ma byc kochanie?Przyjechalam do rodzicow a on dzwoni do mojej matuli ze on robi na dwie fuchy a ja ucieklam z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci.I tak jest za kazdym razem. To ja jestem najgorsza bo to ja przeciez ucieklam z domu bez zadnej wiadomosci.Ale najsmieszniejsze jest to ze nawet nie zapytal kiedy wracam i co z praca...Dla niego to on jest idealny bo pracuje na dwa fronty i tego sie kurczowo trzyma. Zawiodlam sie na calej lini i nie wiem co dalej.Najgorsze jest to ze teraz wiem i zaluje ze nie warto bylo poswiecac tego co mialam dla kogos takiego jak on...

Praca-spoko.Godziny mi pasuja na miejscu no i to co lubie bo to jest produkcja obowia dzieciecego klejenie wycinanie skladanie itp.Ja lobie takie dlubaniny ze tak powiem.Tylko jest oczywiscie jakies ale (za pieknie by bylo) ze to jest praca na akord...:( No coz lepsze to nic a po wczorajszym mialam chec juz zucic to wszystko w chol....

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

No widzisz anaaa a mój mąż ma jakieś ale...Jeszcze bym zrozumiała jakbym ja poszłam do niego z jakimś problemem i poważnie to potraktował a nie wzruszył ramionami albo nie przejął się specjalnie...Ostatnio w piątek też poszło o to że chcę jechać do rodziców na drugi dzień a potem chciał mnie chyba udobruchać bo chciał jechać na ryby...Ja mu powiedziałam że mu nie zabraniam jechać na ryby tak jak on mi zabrania jechac do rodziców i pożąłowałam tego bo miał jechać na 4godz do 9 a wrócił o 13 i jeszcze na dodatek kłamie mi przez tel że on już wyjeżdża...W sobotę tez chciał jechać do swoich rodziców (bo była ich rocznica) ale ja powiedziałam że nie będę jeździła do jego rodziców.Pozatym co później się dowiedziałam że wogóle nie byłam zaproszona bo teściowa stwierdziła że się obraziłam po ostatnim (wyjasnie innym razem).

ola2710 no u nas jest trochę inaczej bi mąż nic nie je wiec tak czy siak kupuje tylko dla nas.Ale ostatnio wkurzył mnie bo oczywiscie dął mi kase (nie całą) co zarobił z fuchy i wieczanie tylko słyszę kup mi to kup mi tamto a potem dziwi się i pretensje do mnie ze kasy nie ma.A swoje wydaje na browary...A wczoraj przegiął pałę juz bo nawet nie chciał małej odebrać z przedszkola jak ja byłam na mieście mimo to że był pierwszy w domu...

Tylko na chwile weszlam pochwalic sie ze prace dostalam. Wiecej moze napisze innym razem bo dzis padam z nog i ide ogarniac babla i pcia lulu bo nog nie czuje...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa tak nadal nie zaciekawie i sama już nie wiem może to ja jestem jakaś dziwna czy też źle postępuję...

joanna19 przeważnie tak jest że w wakacje wykorzystują że biorą tylko na wakacje (albo na sezon) a potem wywalają...Ale nie martw się znajdziesz coś jeszcze:)

ola2710 wiem że faceci się nie domyślają i trzeba im wszystko mówić prosto z mostu ale już nie chodzi o to żeby się domyślał tylko żeby się zainteresował nami bo czuje się jak dodatek a nie jak żona i matka.A jeśli nawet powiem mu coś prosto z mostu to on się obraża albo mówi: "a skąd ja mam ci wziąść?" a nawet ostatnio usłyszałam: "ja nie sram pieniedzmi"...A wczoraj jak mu wspomniałam że zostawił mnie bez środków do życia to on na to że on sam nie ma kasy.No tak najlepiej tak powiedzieć i wyjechać sobie z dala od problemów i udawać że wszystko jest ok.Więc wolę nic mu nie mówić.

No i jednak byłam prywatnie u laryngologa i jak zobaczył recepty które mi przepisała pani doktor to się przeraził.Oczywiście wypisał swoje ale tańsze (m.in antybiotyk) leki i tak jak podejrzewałam znowu odzywa się jej 3migdał.No i wczoraj rozmawiałam z mężem o tym (aż się dziwie bo ostatnio jak chciałam jechać po skierowanie i receptę do matuli to zapytał czy to takie pilne już nie wspominając że sobie pojechał do pracy zabierając fotelik) i mąż zadzwonił do pani u której robi tą fuchę (mama naszego znajomego) i która zna się i prowadzi sklep z ziołami i po długiej rozmowie z nią usłyszałam od niej że skoro mała nie gorączkuje to że ona nie podałaby jej antybiotyku i powiedziała mi co powinnam jej podać jakie zioła zamiast leków.No ok ale czy małe dzieci tez powinny brać zioła?Czy nie zaszkodzi im?

No i też nie obeszło się bez szerszej dyskusji z mężem na temat pracy i teściowej.Otóż mąż "dowiedział się" że są organizowane darmowe kursy tylko warunek jest taki że trzeba być zarejestrowanym w urzędzie pracy.Na to ja że widziałam ogłoszenie o darmowych kursach to on zaczął się sprzeczać ze mną że to nie możliwe żeby były darmowe bo niby kto mi za to zapłaci?I zaczął się upierać na swoim że te wiadomości które on usłyszał są prawidłowe i że jak zrobie kurs to że oni mi zagwarantują staż po nim.Dopiero jak powiedziałam że to ogłoszenie co widziałam o kursach organizuje Centrum Szkolenia Ustawicznego to dopiero mi przyznał rację i już się nie upierał tak na swoim.Ale dziwne miałam wrażenie że on chce mnie zmusić żebym się zarejestrowała na pośredniaku.Wkurza mnie takim zachowaniem.Wszystko robi na siłę.Jak szukałam dodatkowej pracy to nawet się tym nie zainteresował a teraz chodzi i się mądrzy.Aaaa...i po tym jak się dowiedział kto organizuje te kursy to zaczął się chwalić że to jego znajomy ale on nie będzie mi załatwiał po znajomości.No wiecie co...Więc się pytam dlaczego a on pobłażliwym głosem mówi: "a co chcesz żebym ci załatwił po znajomości"?A ja na to że i tak nic nie wskóra bo mają mało chętnych na ten kurs co ja chcę i że skoro tak bardzo chce żebym znalazła pracę to niech mi załatwi pracę a on coś zaczął dumać więc ja mówię tylko taką żeby mi pasowało do przedszkola małej a on oczywiście z pretensją że ja mam jakieś wymagania...No kuźwa a niby jak on sobie to wyobraża że kto niby będzie zajmował się małą jak ja i on będzie w pracy?Czasami mam wrażenie że on nie liczy się z tym że dla niego to jest wywijanie się od pracy i że dla niego jest ważniejsze żebym ja pracę znalazła niż dziecko.Ja chcę robić coś bo chcę a nie bo muszę czy on tego nie rozumie?Wczoraj zapytałam się go czy jego to boli że ja siedzę w domu a on zdziwiony udał że nie wie o co chodzi.Więc powiedziałam mu żeby nie mówił do mnie takich tekstów typu czy ja szukałam pracy podczas jego nieobecności bo czuje się zaszczuta i ciśnięta a on na to a co nie mogę się zapytać to tylko pytanie i szyderczo się uśmiechnął że ja coś takiego powiedziałam że czuje się kontrolowana przez niego jakby mnie zmuszał do znalezienia pracy.No i oczywiście temat teściowej też się zaczął i wypomniałam mu co jego mama ostatnio powiedziała bo on zaczął klnąć na mojego ojca więc powiedziałam że jest jaki jest i że nikt tego nie zmieni a on przytaknął i dodałam że jego rodzice też są jacy są i nikt tego nie zmieni i po tym już się zbulwersował że jak to o co mi chodzi...No i się zaczęło...Koniec końców wszystko zwalił na chorobę swojej matki że to przez nią ona się tak zachowuje i mówi no ale to że mój ojciec jest alkoholikiem i że to też jest choroba to już tego nie rozumie...No i jeszcze wkurzył mnie tym że wypomniał mi że dzwonię do swojej matuli i że pytam się jej o coś no gdyby on mnie słuchał i nie gadał takich farmazonów i bardziej angażował się w rodzinę i zdrowie to bym nie dzwoniła do swojej matuli.Ale tego też nie rozumie.Nie wiem co mam zrobić albo co musi się stać żeby on to zrozumiał...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 nie no moja mama by mi czegoś takiego nie powiedziała ona nawet jak nie miałam z kim zostawić małej a miała swoją robotę to i tak brała małą pod opiekę.Co prawda jeden plus jest że moje siory często bywają u rodziców a wtedy moja mama ma spokój bo jest tylko ciocia i ciocia...W niedzielę byłyśmy u rodziców (najstarsza siora przyjechała też) i nie mogła nawet z mamą pogadać bo mała cały czas coś chciała od niej a to ją gdzieś ciągnęła za rękę...Co innego ojciec bo w niedzielę jak byliśmy to usłyszałam od niego "a co to dziś jest mój dyżur"? gdy w pewnym momencie wszedł do mieszkania a małą zostawił samą na podwórku a mama się go zapytała gdzie dziecko zostawił.Nigdy nie zrozumiem tego człowieka skoro wie że mała leci za nim jak tylko go zobaczy a nie chce jej pilnować to po co wychodzi na dwór.On chyba se myśli że ja przyjechałam i będę ją pilnować.Jego to w oczy kole że matka siedzi bezczynnie a on musi za dzieckiem biegać...A jak juz mu się znudzi pilnować małej albo nie może się wyrwać od niej to przychodzi i drze się żeby matka się zajęła tym dzieckiem...Szkoda słów.Gbór niesamowity.Dobrze że ja już tam nie mieszkam bo bym życia nie miała.

Wczoraj byliśmy u pana doktora ale niestety nas nie przyjął.Co prawda moja mama załatwiła mi skierowanie i przy okazji wypisała mi pani doktur recepty na leki ale spr w necie cenę i 200zł jak bit trza wywalić więc chciałam najpierw skonsultować się z laryngologiem no ale niestety nie przyjął nas i musimy wykupić recepty.Co prawda zapiszę małą do laryngologa ale wiecie jakie są terminy...No i znowu wyzdrowieje zanim nadejdzie wizyta i nic nie stwierdzą ech...Już nie wiem co mam robić.Myslałam że to przeziębienie byłam u lekarza leki wykupiłam wybrała leki i wraz coś się dzieje.Pani z przedszkola podpowiedziała że to mogą być zatoki bo strasznie jej zielone giluchy lecą.No ale co ja mam zrobić?Jakiś czas temu chodziłam kilka razy do laryngologa z małą bo dostaliśmy skierowanie od lekarza ogólnego żeby zbadać jej migdał no i nic takiego nie stwierdził i powiedział że nie ma potrzeby go usuwać i nie wiem czy możliwe że znowu on się odzywa.Nie wiem może te leki za 200zł jej pomogą bo jeśli nie to nie wiem co to za virus.Jeden z tych leków to lek na odporność który daje się tydzień i potem dwa tyg przerwy i tak przez jakiś czas.Pamiętam że w tamtym roku mała brała coś takiego (inna nazwa leku) i pomogło jej.Ale właśnie te leki są drogie (30tabl ponad 100zł).No ale cóż jak trzeba to trzeba.Nawet pani doktor powiedziała że mała jest delikatna i że łapie często jakieś virusy i zaproponowała żeby jej zrobić testy na alergię.No i matula jeszcze zaproponowała żebym prywatnie poszła ale znowu szkoda mi kasy żeby matula tak wydawała na wszystko na małą nie dość że na receptę to i na lekarza bo oczywiście powiedziała że zapłaci za to no ale mi jest głupio tak brać i wykorzystywać ją...Siora też w niedzielę zaproponowała żebym posłała małą do logopedy i że ona za to zapłaci bo nie ma tu państwowo logopedy ech...

Teraz jestem sama bo maż na fuche pojechał i nie wraca.Wczoraj tylko przyjechał przywieźć mi pieniądze i gaz bo się skończył oczywiście musiałam go poinformować bo sam to nie może się domyśleć i zapytać czy czegoś mi nie brakuje.Ważniejsze jest dla niego czy szukam pracy tak jak ostatnio rozmawialiśmy przez tel i zamiast zapytać się czy mamy co jeść to on wyleciał z tekstem czy ja podczas jego nieobecności szukałam pracy...No myślałam że go rozerwę na strzępy.Pokłóciliśmy się oczywiście i skończyła się rozmowa.Typowy facet.Ale ja tego nie rozumiem skoro facet utrzymuje rodzinę żona nie ma żadnych dochodów a on wyjeżdża na dłuższy czas to powinien zapewnić byt żonie i dziecku żeby nic im nie brakowało a nie wyjeżdża sobie niczym się nie martwiąc i nawet nie zapyta się czy czegoś nam brakuje.W głowie mi się to nie mieści.Albo ja jestem jakaś głupia że mam takie podejście albo coś jest nie tak z moim mężem...Przykro mi z tego powodu bo mój mąż swoim zachowaniem przypomina mi mojego ojca i stereotyp facetów mężów a tego właśnie najbardziej chciałam uniknąć...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 moja mama na szczęście ma złote serce i w każdej chwili mogę na nią liczyć...Teraz jak sobie tak pomyślę to mam wyrzuty sumienia że ciągle coś chce od niej ale ja naprawdę jej potrzebuję zawsze mogę liczyć na nią nie to co teściowa czy mąż.Nawet pamiętam jak mama była w kiepskim stanie i płakała to powiedziała że najlepiej by było jakby kipnęła a ja na to że ona nie może kipnąć bo mi jest ciągle jej potrzebuję...Zresztą co tu gadać matka jest jedna i teściowa nigdy jej nie zastąpi...A jeszcze a propo tego zdjęcia co teściowa ściągnęła to wchodząc na jej profil zorientowałam się że chyba tylko mnie tam nie ma więc mnie nie zalicza do rodziny.Kiedyś ktoś mi powiedział że najlepsza synowa jest ta która zostaje z teściową w domu i to w ich przypadku jest świętą racją...Aaaaa...i jeszcze nie wspomniałam że ostatnio na grilu u teściów jadłam kiełbaskę z pojemnika plastikowego a wszyscy jedli z talerzyków plastikowych bo teściowa powiedziała że ona nie będzie potem zmywać i nawet chciała mi dać kubeczek plastikowy po lodzie do piwa...Aż odechciało mi się grillowania... Skoro nie chciało jej się zmywać to sama powinna jeść z pojemnika a nie gościom dawać...Śmieszne to jest dla mnie bo uważa się za nie wiadomo kogo a słoma z butów jej wystaje...No a dziś znowu miałam spięcie z mężem bo zadzwoniłam do niego (jak był u lekarza przedłużyć zwolnienie) że jest sprawa że musimy podjechać do mojej mamy po recepte i skierowanie do lekarza dla małej a on odrazu zaczął klnąć coś pod nosem huk wie o co mu chodziło nie chciał nawet powiedzieć o co chodzi i wyskoczył z tekstem czy to pilne?No kuźwa nie nie pilne dziecko se może chore chodzić...No myślałam że wybuchnę.Zaczął stwarzać jakieś problemy więc powiedziałam że dziękuję sama sobie poradzę.I jak przyszedł do domu to wziął coś i se pojechał.A w dzień mówił że on nigdzie już dziś nie będzie jeździł.Domyśliłam się że pojechał spowrotem na fuche. No i umówiłam się z siorą że przyjedzie po nas w niedzielę ale zapomniałam że fotelik jest potrzebny który został w samochodzie więc napisałam esa do m żeby mi przywiózł a on na to że jest na robocie więc mu odp to było nie zabierać fotelika.I cisza.I tak jest za każdym razem jak jadę do rodziców a po co a musisz jechać siedź w domu a on wystarczy jeden tel od jego rodziców i jedzie i wszystko jest ok nawet ostatnio zamiast iść z dzieckiem do szpitala to on se pojechał do rodzinki bo go wzywała...Skoro się nie interesuje dzieckiem to ja tym bardziej mu nic nie będę mówiła.A z tym fotelikiem to już nie pierwszy raz. Chyba tylko po to go kupiłam żeby sobie z nim jeździł na pusto i tak naprawdę to nie wiem po co ja go kupiłam skoro jak trzeba to i tak nie mam go...Boże najchętniej bym się spakowała i się wyprowadziła. A moja mama ma ciągle nadzieję że wrócimy...Nawet nie wiedziałam co jej powiedzieć... Kurdę czy życie musi być aż tak skomplikowane?

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Co najśmieszniejsze że wspomniałam mężowi o tym że teściowa najeżdża na moich rodziców a on na to: "oj tam"...I dziwi się później że ja jeżdżę do swoich rodziców bronię ich i mam dobry kontakt z mamą dziwi się że idę gadać z mamą a nie z nim...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Komentarz teściowej był taki: "nie mam zamiaru niczego Cię uczyć synowo, życzę abyś nigdy nie usłyszała złego komentarza od swojego przyszłego zięcia na temat Twojej córki. A swoją drogą uważam, że świetnie wychowujesz swoją córkę(moją wnusię Pati) ....A co do Twoich uwag na temat mojego syna...no cóż.... Twój wybór, nikt nie obiecywał, że będzie słodziutko, ale przynajmniej nie jest nudno.... Sorry za przydługi komentarz."

Po pierwsze nie wstawiłam zdjęcia po to żeby ona go skomentowała a po drugie pisanie takich "prywatnych" rzeczy pod zdjęciem gdzie wszyscy to czytają to chyba nie jest stosowne...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

A jeszcze nie wspomniałam że teściowa pisze mi na fb komentarze typu: "Nie ma to jak w objęciach u taty....bezpiecznie....aż miło popatrzeć." albo "Ale szczęśliwa u taty na ramionach..." do zdjęć które wstawiam (córki i męża) po których mam rażenie że specjalnie tak pisze żebym się źle poczuła tzn robi ze swojego synka ukochanego tatusia jakby nie wiem jakim tatusiem był a wie nie raz jej mówiłam co mnie boli w moim mężu.Albo teraz mi przyszło na myśl że specjalnie tak pisze żeby sobie chyba udowodnić że jej synuś jest lepszym tatusiem niż mój ojciec.Też nie wiem co myśleć o tych komentarzach.Co prawda skomentowałam ich ale tak naprawdę nie wiem czy ona to pisze po złości czy może ja to tak sobie odbieram.No i jeszcze dziś mi podniosła ciśnienie jak zobaczyłam jej komentarz do zdjęcia z napisem o teściowej które wstawiłam na fb. Napis na zdjęciu brzmiał tak:

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

joanna19 ja niedawno pisałam o tym...Myślałam że coś ze mną nie tak a jednak to nie tylko mi się przytrafia...

es_ze zgadzam się miałam tak samo też sama zrezygnowałam i równoznacznie szefowa mi podziękowała podejrzewam że przez dziewczyny.Tylko dziwi mnie takie zachowanie zamiast powiedzieć o co chodzi to robią wszystko po złości.No i też łudziłam się i wszyscy mi mówili żebym zawalczyła o siebie ale to łatwo się mówi...Żałuję tylko że na koniec nie powiedziałam co nieco...

No i znowu powróciły upały.Wczoraj u nas miało padać więc wzięłam parasolkę w podróż do rodziców a tu nawet kropelka nie spadła.Czułam się nie sfojo chodząc z parasolką w taki upał. Pamiętam kiedyś (jeszcze byłam panna) byłam na zakupach w mińsku i wracałam z parasolką (chyba ją właśnie zakupiłam) i właśnie była ładna pogoda świeciło słońce i czekałam na autobus i gdy jakiś podjechał podeszłam się zapytać czy jedzie w moje str a pan kierowca się mnie zapytał czy deszcz ma padać...Stanęłam jak wryta nie będąc pewna o co mu chodzi powiedziałam "nie" i poszłam spowrotem na stoisko i czułam skrępowanie...
No i nadal szukam pracy.Nie wiem czy w ogóle ją znajdę.Kiepsko to widzę a jeszcze na dodatek mój mąż zamiast mnie wspierać to mnie dołuje.W środę zadzwonił do mnie i zamiast zapytać czy nam nic nie brakuje czy mamy co jeść (bo wyjechał na fuchę i nie wraca) to on się zapytał czy ja podczas jego nieobecności szukałam pracy...To był cios poniżej pasa.Nie wiem co mam o tym myśleć.On najchętniej by się zamienił ale nie oszukujmy się ja nie zarobię tyle co on z jednej fuchy...Mam wrażenie że go to boli że ja siedzę w domu sama a on pracuje.Ale ja mu się nie pchałam do kieszeni sam chciał nas utrzymywać a teraz wszystko na mnie się odbija.Żałuję że się zgodziłam na to i gdybym mogła to bym cofnęła czas...No i córka mojego męża już od ponad miesiąca nie chce przyjeżdżać do mojego męża i mam wrażenie że dlatego że nie może tu spać ale mąż twierdzi że się obraziła bo jak nie przyjechała pierwszym razem to się obraziła że mąż był w pracy.Sama nie wiem co mam o tym myśleć.I jeszcze ostatnio teściowa non stop najeżdża na moją rodzinę a szczególnie na moją mamę twierdząc że moja mam się mną nie interesuje że nie obchodzi ją gdzie ja mieszkam bo mnie nie odwiedza a jak ostatnio jej powiedziałam że moja mam jakby przyjechała do mnie to by się popłakała z żalu że w domu cała chałupa stoi wolna a ja wynajmuję i na nic mnie nie stać a teściowa na to że płakać a coś robić to są dwie różne rzeczy i mówienie że moja mam nie ma czasu przyjechać bo pracuje a w weekendy chce odpocząć nie pomagają bo ona wraz swoje gada że ona sobie nie wyobraża żeby matka nie przyjechała do córki.Denerwują mnie takie osoby.Teściowa nie pracuje siedzi całymi daniami w domu włóczy się wszędzie autobusami i myśli że moja mama będzie tak samo postępowała.Moja mama jest typem domownika że nie lubi jeździć po różnych dziurach a tym bardziej autobusem ale co niektórzy nie rozumieją tego...Na dodatek ostatnio mieliśmy wizytę z małą na ostrym dyżurze i oczywiście mąż miał ważniejsze sprawy na głowie. Nie wiem co mam o tym myśleć. Mam wrażenie że nasze małżeństwo dobiega końca...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

magdus witamy i zapraszamy w jakim wieku masz synków?

ola2710 no u nas to chyba nie mam co liczyć na gminę chyba że tu gdzie teraz mieszkamy ale wątpię w to...
Co do psychologa to nie mogę chodzić na dwie konsultacje jednocześnie.Musiałabym zrezygnować z dotychczasowych spotkań.Pozatym już nie raz myślałam o terapii małżeńskiej ale...

ola2710
Czy te chłopy mają nierówno pod sufitem?!

Chyba nie....:)

ola2710 ja bym na twoim miejscu zapytała czy można założyć wspólne konto jak się nie ma ślubu. U nas na szczęście mamy wspólne konto do którego ja mam dostęp przez neta ale ostatnio problem był z adresem zamieszkania bo inny był do korespodencji a inny zamieszkania...

Zły nastrój minął ale ciekawe na jak długo...W sobotę byłam u rodziców ale oczywiście były "ale" przez mojego męża.No i w końcu doczekałam się pomalowanych krzeseł wczoraj ale chyba tylko dlatego że się nie odzywaliśmy do siebie przez cały dzień (rekord).A i tak wiedziałam że na wieczór mój mąż pęknie żeby domagać się sexu i szczególnie że mała usnęła w miarę wcześnie.Czasami mam wrażenie że jemu chodzi tylko o jedno...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa tak dokładnie jakieś choróbsko się przypętało i dziś nawet już z chrypką rano mówiła ale to podejrzewam że przez inteligentnego męża który wczoraj w burzę wolał z małą wracać do domu niż podjechać autobusem.Co do malowania to pewnie że bym dała radę ale nie znam się na tym nie wiem czy to wystarczy pomalować czy oczyścić i co to jest bejca bo tym miał niby mąż malować.No też prawda że nie wszędzie są żłobki.

mamuskaa no tak tez jestem tego zdania że to ostateczność ale niektóre mamy właśnie zaraz po urodzeniu oddają dzieci do żłobków żeby nie siedzieć w domu i wrócić do pracy.

es_ze no właśnie a mój mąż chyba myślał że ja z dnia na dzień skocze z jednej pracy na drugą...

ola2710 masz rację tak samo moja córcia się zaklimatyzowała nie chce wychodzić z przedszkola i zdarza się że płacze i mówi że ona chce do cioci do przedszkola. Nawet ostatnio pani ją pochwaliła że jest rezolutna nie sprawia problemów je wszystko (nawet to czego nie jadła do tej pory w domu) śpi ładnie w dzień...ale mi by było szkoda oddać takie maleństwo do żłobka stracić najpiękniejsze chwile bycia przy dziecku przecież dziecko najlepiej się wychowuje przy matce no chyba że zmusiłaby mnie do tego sytuacja to wtedy już by była ostateczność.

es_ze no właśnie tu jest cały pies pogrzebany.My zapisaliśmy małą do prywatnego przedszkola (chociaż nie musimy dojeżdżać) ale teraz trochę żałuję...

ola2710 to sporo płacicie u nas wychodzi 520zł pierwsze słyszę że gmina może refundować?a to trzeba spełniać jakieś warunki czy coś w tym stylu?

A tak trochę z czarnej str to ostatnio nie chce mi się żyć.Od wczoraj ryczę a jak byłam na spotkaniu z psycholog wczoraj to nie dość że spotkanie było skrócone to ja siedziałam i milczałam przez całe spotkanie.W ogóle nie miałam chęci na gadanie.Przerosło mnie chyba wszystko.Od kilku dni chodzę jak zatruta nie mam chęci do życia.Najgorsze jest to że nie mam nawet wsparcia psychicznego w najbliższej mi osobie.Jeśli mogłabym cofnąć czas to bym przemyślała jego propozycję bycia na jego utrzymaniu...Czuję że moja psychika jest na skraju załamania.Mam wrażenie że ja nigdy nie znajdę pracy bo do niczego się nie nadaję...Tak jak wczoraj powiedziałam na spotkaniu że czuje się jak niedojda...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

as_ze tak jestem na etapie szukania pracy ale marnie to widzę bo moja córka ledwo zaczęła chodzić do przedszkola a już siedzi w domu...

ola2710 u nas nad ranem też była burza.W końcu się trochę ochłodziło.Tak to jest z samochodami.U nas też ostatnio akumulator się zużył i były problemy z odpaleniem ale na szczęście teściowie kupili nowy akumulator za to że korzystają z samochodu.Co do siedzenia w domu to masz rację bo ja już wariacji dostaje wczoraj już z nudów wzięłam koc rozłożyłam na balkonie i leżałam patrząc w niebo.No i też dlatego leżałam na balkonie bo mój szanowny mąż się rozłożył na łóżku że nawet siąść nie można było no a innego siedzenia niestety nie posiadamy:( Tylko pufy stare takie bez oparcia więc stwierdziłam że trza coś pomyśleć nad tym.W ogóle sporo rzeczy tu by nam się przydało tylko hajsu brak i nie wiadomo co pierwsze kupować.Ja to się martwię za co opłacimy rachunki bo lada moment przyjdą a mój mąż nie ma żadnej fuchy...:(No i przez to chyba w główce już mu się przewraca bo sam nie może se miejsca znaleźć.Wkurzył mnie ostatnio bo czepiał się że nie rozpakowałam rzeczy i że on nie może nic znaleźć (mimo że wszystkie swoje ubrania miał w jednej walizce i worku) więc przeniosłam jego ubrania do salonu do komody to teraz się czepia że reszty rzeczy nie rozpakowałam.No wiem że już ponad miesiąc mieszkamy tu ale on se nie zdaje z tego sprawy że nie ma miejsca żeby to wszystko pochować i głupie teksty wali po co kupywaliśmy regał.Tylko że ten regał zawiera 3szafki w których nie wiem czy ja się pomieszczę a gdzie reszta rzeczy?Ech...Wczoraj jak mu powiedziałam że skoro taki mądry jest to niech mi powie gdzie co mam włożyć a on na to że on się do tego nie wtrąca.No tak bo najlepiej zostawić najgorsze komuś i jeszcze poganiać kogoś.Teściowa też ostatnio mnie delikatnie wkur... bo przyjechała i zaczęła mi meble przestawiać (słownie). Chodziło jej chyba o to żeby w pokoju córka mojego męża miała gdzie spać i żeby regał przenieść do salonu na kupę chyba bo nie wiem gdzie bym wstawiła łóżko i komodę. Pokój Pati byłby pusty a my w salonie byśmy siedzieli jak w klitce nienormalna chyba...Ostatnio też odnoszę wrażenie że mój mąż ma pretensje że ja siedzę sama w domu a on musi do pracy jeździć i ostatnio nawet wyskoczył z pretensją że nie szukam pracy.A niby jak on sobie wyobraża szukanie pracy?Latanie z CV po mieście?To nie moja wina że nikt się nie odzywa.Mam już dosyć tego najeżdżania na mnie.Żyję cały czas pod presją.On chyba myśli że mi tak dobrze siedzieć i nic nie robić i myśleć o rachunkach. Ostatnio przywiózł od teściów krzesła bo nam dali bo mówiłam że nie ma na czym usiąść i nie mam na czym wywiesić pościeli i miał je pomalować odświeżyć i co stoją bezużytecznie a od niedzieli słyszę że on się weźnie za nie. Stolik tak samo przywiózł i stoi zajmuje miejsce bezużytecznie.Nie wspominając że komodę którą kupiliśmy na narodziny dziecka przy montażu uszkodził i miał naprawić i stoi do dziś tak jak ją złożył.I ciągle tylko słyszę że on czasu nie ma bo pracuje a to na stałą pracę a to na prywatki a jak siedzi w domu to on też czasu nie ma... Zwariuję chyba...Wczoraj to mnie totalnie wkurzył i stwierdziłam że skoro dziś ma jechać do teściów to mu powiem żeby zabierał te krzesła i stolik spowrotem do nich bo ja nie mam z nich pożytku a stać i zajmować miejsca nie będą i już więcej go o nic nie poproszę uzbieram kasę i kupię nowe nawet nie będzie wiedział kiedy...

anaaa masz rację wczoraj jak odbierałam pati rozmawiałam z inną panią która właśnie tak powiedziała jak ty że to są dzieci jedno na drugie ma prawo się zezłościć a ona poznaje zasady i reguły przedszkola ale pozatym nie ma zastrzeżeń do niej powiedziała że jest uśmiechnięta bawi się ładnie wszystko zjada bez problemu woła siku więc byłam aż pod wrażeniem...:)Pewnie miała zły dzień i dlatego była nie dobra.

mamuskaa są jeszcze żłobki wiele matek rodzi dzieci i oddaje do żłobków...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

A tak na marginesie to wczoraj jak to moja mama powiedziała że mnie doleciało z samego poniedziałku bo panie z przedszkola się poskarżyły na Pati że była niedobra.Z drugiej str nie ma grzecznych dzieci poza tym ona jest jedynaczką więc wydaje mi się że to też ma wpływ na jej zachowanie.No ale dostała wczoraj "kazanie" więc miejmy nadzieję że dziś już będzie lepiej...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa dokładnie to jest tylko moje odczucie a to co on miał na myśli to ja tego nie wiem...Co do autobusów to masz rację ale czasem ten "ostatni" się przydaje w przypadku mojego męża jak wraca z fuchy...No z busami tak jest i nic nie poradzimy... Niedługo to w ogóle wykasują wszystkie autobusy bo stwierdzą że niepotrzebne bo każdy ma auto...

es_ze witamy i zapraszamy:)w jakim wieku masz dzieci?masz rację ciężko znaleźć po tak długiej przerwie pracę ale co zrobić ktoś musi się zajmować dziećmi.Ja jestem w trakcie szukania pracy (w końcu) i marne są efekty ech...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa nio jak się okazuje pozory mylą...

Dziewczyny widzę że nie tylko u mnie bywają takie teksty i docinki...Chyba faceci sami nie wiedzą co chcą bo co byśmy nie zrobili to zawsze jest jakieś "ale".Ostatnio nawet na spotkaniu grupowym z panią psycholog miałam wymianę zdań z jednym z ojców na temat mieszkania dziecka z rodzicem który jest w trakcie rozwodu no i powiem wam szczerze że miałam troszkę wyrzuty sumienia że mu powiedziałam co powiedziałam ale wydaje mi się że właśnie faceci nie zdają sobie sprawy jak może być zżyte dziecko z matką i na odwrót i jaka by nie była ta matka to faceci nie zdają sobie sprawę ze za wszelką cenę może walczyć o dziecko...

U nas ostatnio nie da się żyć przez ten upał aż zaczynam żałować przeprowadzki do bloku...W sobotę byliśmy na grilu u teściów (pojadłam) i niezbyt mi się uśmiechało jechać ale skusiła mnie ta kiełbaska z grila i pifko hehehe...:PNo i teścio pochwalił się dachem (bo odnawiali sobie) i poddaszem które pomału wykańcza a i barierkami przy schodach się pochwalił...:)Aż miałam wrażenie że specjalnie to robi żebym żałowała że nie chciałam u nich zamieszkać...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa masz rację strasznie to przeżywałam ale to chyba dlatego że każdy wywoływał na mnie presję i poczucie winy...Szefowa?Nie nie odezwała się ja zadzwoniłam w poniedziałek ale oczywiście nie odebrała tel więc wkur.... się i napisałam jej esa i o dziwo odpisała mi że zaprasza mnie jutro (czyli wczoraj) na 15 do tej drugiej pizzerii.Aż mnie ciarki przeszły jak przeczytałam tego esa...Ale nawet na mnie nie spojrzała nawet "dzień dobry" nie łaska było jej powiedzieć.Pierwsze co to zapytała o koszulki czy mam ja mówię że mam i wyciągnęłam je z reklamówki i dodałam: "a tak w ogóle to dzień dobry" i wtedy dopiero mi odpowiedziała ze spuszczoną głową.Dała mi wynagrodzenie wzięła koszulki powiedziała do widzenia i poszła... Szczyt bezczelności...
No moje dziecko ciężko obudzić o 8 a co dopiero o 6...Chociaż powiem że dziś zaspałam i pierwsze co to obudziłam pati i poszłam siku i ona już się obudziła i zaczęła gadać i zawołałam ją do łazienki żeby zrobiła siku i momentalnie przybiegła także to chyba zależy od jej humorków bo czasami to jest tragedia z budzeniem.Na szczęście dziś ją później odwoziłam (niż planowałam wcześniej) bo na 9 akurat na śniadanie więc nie musiałam jej robić śniadania i na szczęście zdążyłyśmy:)Jeśli chodzi o dojazd to myślałam właśnie żeby córcię wcześniej zaprowadzać do przedszkola ale chyba nie będzie szans bo dzieci się schodzą od 6.45 więc wcześniej chyba nie da rady... Nic zobaczymy czy w ogóle zadzwonią do mnie...Wczoraj jeszcze złożyłam CV do piekarni niedaleko nas ale pani powiedziała że otwierają jeszcze w kilku innych miejscach więc może tu się uda... No i dziś jeszcze znalazłam ciekawa ofertę jako pomoc biurowa (moja wymarzona praca) więc czekam na odzew...
anaaa ja mam takie same myśli czy ja kiedykolwiek znajdę pracę i czy ja w ogóle się nadaję do pracy...Ale dziwie się że cie poinformowali o tym że nie dostałaś tej pracy bo zazwyczaj informują tylko tych co dostali pracę.No i to też mnie wkurza bo siedzisz i czekasz na nie wiadomo na co...

ola2710 dzięki kamień mi z serca spadł bo już myślałam że nigdy tego nie doczekam...:)

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

A tak na marginesie Pati dziś zaczęła dni akceptacyjne w przedszkolu i tak jak myślałam mogłoby obejść się bez tej akceptacji.Nie płakała i nawet widziała że odchodzę a mimo to pomachała mi i powiedziała "papa". Aaaaa....i nie powiedziałam najważniejszego że Pati zaczęła sama sikać do nocnika i na kibelek.Od 3dni ma majtki a pampersa zakładam jej tylko na noc.Aż w szoku jestem bo to z dnia na dzień się stało.No i dziś miałam dylemat czy do przedszkola założyć jej pampersa bo bałam się że zajmie się zabawą i zapomni ale stwierdziłam że od tego są tam te panie żeby ją pilnować i przypominać i założyłam jej majtki i pani powiedziała że raz zrobiła siku na kibelek...Nawet sama chodzi i sobie ściąga majtki więc jestem pod wrażeniem.Tylko z kupą jest problem bo dziś przyniosła mi pampersa żeby jej założyć bo mówi że kupa idzie...Ale na szczęście dała się przekonać żeby siąść na nocnik.Co prawda ma małe zatwardzenie więc nie zrobiła do nocnika ale to już jest coś...:)

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 dzięki ale cienko to widzę:)

ola może właśnie boi się bólu może kiedyś już bolało i dlatego wstrzymuje ja kiedyś jak miałam problem z wypróżnieniem to tez wstrzymywałam bo bałam się iść do wc.Może zapytaj w aptece albo idź do lekarza.

anaaa tak przez tą i nie tylko tą jedną dziewczynę.W końcu w środę dodzwoniłam się do szefowej i powiedziałam jej że rezygnuję a ona na to że to samo mi chciała powiedzieć i chciałam zapytać kiedy moglibyśmy się rozliczyć za ten weekend ale ona nie dała mi dojść do słowa tylko powiedziała że jutro (czyli w czwartek) zadzwoni do mnie.No i do obecnej chwili cisza...I nie wiem czy mam dzwonić ubiegać się o zapłatę czy poczekać aż ona się odezwie.No jeszcze mam koszulki firmowe więc też muszę ich oddać ale chyba najwyraźniej nie zależy jej na nich. Poza tym boje się że ona będzie kombinować i kręcić żeby mi nie zapłacić...

joanna19 to super że znalazłaś pracę.trzymam kciuki żeby ci się udało na stałe zostać:)

No właśnie a mnie wczoraj pani psycholog uświadomiła że moje dziecko raczej nie wstanie do przedszkola na 6.45 a jeśli nawet to i tak nie zdążę na 7 dojechać do pracy...Także nie wiem jak ja pogodzę te dwie rzeczy...Ech...Jak nie urok to sraczka...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

ola2710 miło cię znów widzieć.Nie mam już pracy...:(Po tym co się wydarzyło w niedzielę mąż powiedział żebym to pier... rzuciła w diabły.To nie była praca tylko jakieś wojsko...Najgorsze jest to że muszę poinformować szefową że rezygnuję bo już mnie wpisała na weekend ten co ma być tylko jak ja mam jej to powiedzieć?Boje się jej reakcji że tak z dnia na dzień rezygnuję i że będzie się wymigiwać od zapłaty mi za ten weekend.Co prawda już dziś dzwoniłam do niej ale nie odebrała tel i nie wiem jak mam to teraz odebrać czy mnie unika czy po prostu nie mogła rozmawiać ale to mogła oddzwonić.Nie wiem czy napisać jej esa że rezygnuję i że chciałam się rozliczyć ale to tak głupio przez esa zresztą ona na początku też mi esa wysłała na którą i kiedy mam przyjść.Znowu jak oleje to i nic się nie odezwę to stracę kasę za ten weekend chociaż i tak nie wiadomo czy mi zapłaci ale warto spróbować.Nie wiem co mam zrobić w takiej sytuacji...

mama_new nie ciąża nie była powodem naszego ślubu i też razem planowaliśmy ciążę i może masz rację co do mojego męża ale z drugiej str jeśli by nie chciał tego dziecka to po co mówiłby że chce po co by siedział ze mną w szpitalu i po co by mówił że zostanie z małą żebym ja mogła iść do pracy? Gdyby naprawdę miał jej dosyć to by raczej unikał sytuacji gdzie by się nią zajmował a nie proponowałby z własnej woli że się nią zajmie...

Zgadzam się z tobą ola2710 u nas też ja mam inne poglądy co do wychowywania karmienia i ubierania niż mój mąż...Mój mąż jak się nią opiekuje to daje jej byle co do jedzenia i ubiera ją w byle co nie ważne czy to jest dobre ubranko czy za małe...

anaaa dzięki też uważam że jest dziwny hehehe bynajmniej ma dziwne zachowania i poglądy których nie mogę rozgryźć...

No tak wasze dzieciaczki zaczynają wakacje a moja córcia zaczyna rok przedszkolny hehehe...Dopiero się zacznie...

Dziś byłam zawieźć CV w spr pracy no i od razu miałam rozmowę i możliwe że pójdę na próbę od 1lipca...:)Tylko jak zwykle godziny mi nie pasują...Ech...ja chyba nie dopasuję pracy do przedszkola...:(

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

joanna19 ja mam tak samo a jeszcze ostatnio na dodatek muszę coraz częściej kombinować opiekę nad małą podczas gdy ja idę do pracy a była mowa że jak ja idę do pracy to mąż siedzi z dzieckiem no i właśnie widać jak siedzi że ja muszę kombinować opiekę...I jeszcze mąż narzeka na moich rodziców bo rozpieszczają małą jak ją zawieziemy do nich na weekend. I po co ja podejmowałam tą pracę...Tak to jest jak facet coś obieca...On chyba ma już dosyć siedzenia z dzieckiem i ucieka do pracy.Tylko że on siedzi (bynajmniej powinien) dwa dni a ja siedzę z dzieckiem od urodzenia więc nie ma żadnego porównania...

ola2710 ja będąc z mężem w domu nie pozwalam mu wykonywać codziennych czynności wolę to sama zrobić niż poprawiać po nim. I właśnie jak mnie nie ma i on wykonuje te czynności i ja widzę jak on to zrobił to mnie szlak trafia...A ostatnio to zaczęłam się zastanawiać czy mąż w ogóle karmi małą bo w czwartek ugotowałam zupę żeby mała miała co jeść w piątek no i wczoraj cały saganek wylałam bo nikt jej nie tknął i jeszcze mąż kłamie mi w żywe oczy że trochę dawał małej tą zupę (a przy nim wyciągnęłam z lodówki i widziałam że nic nie ubyło) i na dodatek była nie doprawiona...Szok...

A ostatnio nawet postawiłam swojego męża pod wyborem dokonanym tzn pozostawiłam małą pod jego opieką bo któregoś dnia chciałam podjechać z mężem po jego pracy do sklepu (żeby było szybciej bo mi zależało na czasie) no co prawda mąż trochę marudził bo mu się spieszyło na drugą robotę ale się zgodził.Gdy zbliżał się już do naszego bloku zadzwonił żebym mu rzuciła klucze od samochodu bo on jedzie na druga robotę.No myślałam że mnie szlak trafi.Sam przyszedł do mieszkania po klucze a ja w tym czasie się ubierałam bo powiedziałam że łaski mi nie robi i że pojadę sobie sama rowerem tylko że niepotrzebnie na niego czekałam i tak to już bym dawno sobie obróciła.No i razem wyszliśmy z mieszkania i jak mała zobaczyła że on zbiegł ze schodów to się popłakała ale na dole spotkała dzidzi i zapomniała o tym.Ale to był nie koniec bo tylko wyszliśmy z osiedla mała zobaczyła teścia wsiadającego z mężem do samochodu i na dodatek teścio jak na złość odezwał się do niej więc ona stanęła i zaczęła płakać więc ja się wkurzyłam zostawiłam rower obok sklepu (bo mamy przy bloku żabkę) i weszłam do sklepu po chwili wyszłam zobaczyłam że mąż stoi na chodniku z małą na rękach więc wsiadłam na rower i pojechałam do sklepu a on musiał wziąść małą.Niech zobaczy jak to jest.Nie dość że wielmożnemu panu nie chciało się wejść na górę po klucze i chciał żebym ja na niego poczekała żeby mu klucze zrzucić to jeszcze specjalnie pokazuje się małej wiedząc że będzie płakać.Dwa dni później się nie odzywaliśmy.Tyłek to mi pewnie nieźle obrobił ze swoimi rodzicami jaka to ja jestem wyrodna matka.Ale leje na to bo oni nie widzą jaki jest ich synek tylko zawsze co by nie zrobił go bronią a to ja jestem ta zła.Mąż też przed rodzicami i na ulicy udaje cudownego tatusia a w domu się wyzywa na dziecku i bez powodu ją bije.Tak jak wczoraj mała zaczęła zygać do niego (chciała się powygłupiać) i uderzyła go czapką w twarz a on odrazu zaczął się drzeć na nią i klepnął ją w tyłek bo powiedział że go uderzyła ręką. Potem była sytuacja jak mąż siedział i jadł przy stole a ja trzymając małą na rękach podeszłam do niego i mała zaczęła zygać do niego trącając go ręką a on wpadł we wściekłość mówiąc że ona łapy do niego wyciąga...No myślałam że mnie szlak trafi... Przypomniałam mu sytuacje która ostatnio miała zdarzenie jak wychodziliśmy z samochodu do bloku i mała nie chciała wyjść z samochodu ale ją wyciągnęłam siłą bo mąż stał i się patrzył po czym mała schowała się za schodami i nie chciała wyjść a ja z mężem staliśmy na ulicy i namawialiśmy ją do wyjścia.Nic nie pomagało a ludzie przechodzili i się patrzyli na nas po czym mąż poszedł bez słowa do sklepu na zakupy zostawiając mnie z małą na ulicy.Gorzej ją traktuje niż 14stoletnie dziecko... Aż zal mi się robi patrząc na to wszystko i nie mogąc nic zrobić...I zauważyłam że coraz częściej są kłótnie między nami właśnie o dziecko i o rodziców...A już nie wspomnę o problemach finansowych...

I na dodatek ja jeszcze mam problemy w pracy bo ta dziewczyna o której wspominałam jeździ po mnie jak po szmacie i nie wiem czy długo wytrzymam psychicznie...Ale są jakieś dodatkowe pieniądze no i mam fajna i wyrozumiałą szefową i szkoda mi odchodzić.A jeszcze nie wiem czy teściowa będzie mi siedziała w piątki z małą bo zaczyna rehabilitację i na dodatek szefowa chciała żebym w następny piątek przyszła (nie wspominając że na ten piątek już mnie wpisała) i to wcześniej niż zwykle a mnie wczoraj olśniło że w następny piątek mała idzie już do przedszkola więc trzeba ją zaprowadzić i odebrać no i nie mamy nic wpłacone ani wyprawki zrobionej.Najchętniej to bym rzuciła w pioruny wszystko spakowała się i wyjechała na jakieś odludzie...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

anaaa hehehe...takie psy to dobra motywacja do przyspieszenia hehehe...Do mnie też ostatnio wyskoczył pies jak wracałam rowerem z pracy i o mały włos się nie wywaliłam bo z nienacka wyskoczył i o dziwo właściciel obok niego szedł. Niektóre psy chyba już tak mają że wyskakują do rowerzystów...Kiedyś słyszałam że psy nie lubią rowerzystów i samochodów i dlatego wyskakują...
Dzięki anaaa też mam nadzieję że te problemy finansowe miną. Ostatnio zdałam sobie sprawę że gdyby nie ta moja dodatkowa praca to nie wiem jak byśmy sobie dali radę...:(Chociaż ta moja praca też jest pod znakiem zapytania bo ostatnio mąż przyjechał z pracy i oświadczył mi że kolejną fuchę będzie miał i że jeszcze jedna mu się szykuje od września i nie wie czy nie będzie nocował bo to na włochach i nie będzie mu się opłacać wracać więc nie wiem z kim ja zostawię małą jak będę szła do pracy...:(W ogóle to ostatnio stwierdziłam ze swoją mamą że to że poszłam do pracy źle wpłynęło na małą bo strasznie jest rozdarta pomiędzy rygorem rodziców a rozpieszczaniem dziadków i strasznie się pogorszyła w zachowaniu...No ale niestety musiałam coś poświęcić bo inaczej byśmy tkwili w długach...Może ktoś pomyśli że jestem wredną matką która poświęciła wychowanie dziecka dla kasy ale naprawdę nie miałam innego wyjścia a teraz się zastanawiam czy dobrze zrobiłam.Z tym prywatnym przedszkolem też chyba zbyt szybko podjęliśmy decyzję bo jak teraz sobie pomyślę to mogłam ją zapisać na 5godz bezpłatnych ale wtedy bym nie mogła podjąć pracy ale przynajmniej mała by miała kontakt z dziećmi ech...sama już nie wiem czy dobrze zrobiłam... Teraz to mi nawet głupio zrezygnować z tej pracy bo i tak pewnie bym musiała poczekać aż kogoś znajdzie na moje miejsce...
Czy się nauczyłam liczyć?Nie bo nawet nie próbuję się nauczyć. Od rozmowy z szefową ta dziewczyna sama z własnej woli przychodzi i liczy stan więc ja trzymam się tego co szefowa powiedziała że skoro nie umie liczyć to niech ktoś inny liczy i nawet nie mam zamiaru prosić tej piz... o to żeby z łaski policzyła a tym bardziej żeby mi wytłumaczyła.Ostatnio nawet przyszła i powiedziała żebym wstrzymała się na razie z mieleniem sera bo jej się coś nie zgadza i ona musi policzyć i okazało się że brakuje 50kg sera i tak se w duchu pomyślałam że dobrze że ja tego nie liczyłam bo już bym nie miała życia...:)Ale innych rzeczy się czepia i szuka zaczepki więc z tym to się nic nie zmieniło.Ale pomału już zaczynam to skracać bo już przegina pałe tak jak ostatnio chyba przeszkadzało jej to że ja już posprzątałam swoje stanowisko i czekałam aż ona policzy stan żeby zmyć podłogę i zaczęła się plutać że ona musi jeszcze zrobić stan a ja na to podniesionym głosem że przecież ja nic nie mówię i że o co jej chodzi...Rozumiem jakbym ją poganiała czy coś w tym stylu ale ja stałam i nic się nie odzywałam a ona do mnie z pretensją że ona musi stan policzyć no jakaś nie normalna...Chyba naprawdę kuło ją to w oczy że to ja się pierwsza obrobiłam ze wszystkim...Dziwni są dla mnie tacy ludzie nie wiadomo o co im chodzi...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

Witam!Jesteśmy już w nowym mieszkaniu:)Ogólnie jesteśmy zadowoleni z mieszkania ale mamy małe problemy finansowe z których mam nadzieję że wyjdziemy i że one są tymczasowe...Jeszcze wszystko mamy w proszku i nie wiem tak naprawdę gdzie to wszystko upchać bo trochę mało miejsca jest...No i jeszcze się okazało się że brakuje trochę rzeczy ale to są drobnostki.Najgorsze to że okazało się (przez nasze niedogadanie) że tutaj nie ma pralki (możliwe że wspominałam) i właśnie przez to się zadłużyliśmy...No i jak na razie jesteśmy bez tv bo nie mamy anteny...:(Uroki bloku...Po tej przeprowadzce mam niesamowite zakwasy...No i jeszcze jak na złość w sobotę jak byłam w pracy rozcięłam sobie rękę nożem ale na szczęście już się goi tylko że boli i muszę uważać...I teraz czeka mnie pracujący cały weekend pt sob i nd ale niestety kasa potrzebna.Mam tylko nadzieję że nie będę się tak nudzić jak w poprzedni weekend to szybciej zleci...:)

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

No właśnie patrzyłam w necie że 3częściowe wózki używane kosztują najmniej 250zł ale ten wózek co ja sprzedaje ma popsute hamulce co prawda jako tako działają ale to jednak jest duża wada...To co że fotelik jest nowy gondola jest nowa spacerówka jest nowa jak w stelażu są popsute hamulce...W każdym bądź razie oddałam do komisu i podałam cenę 200zł i umówiłam się z panią że w razie czego to spuścimy z ceny...

No i zaczęłam etap pakowania.Aż przeraża mnie to wszystko... Wczoraj była już jedna dziewczyna z chłopakiem i dwóch chłopaków z dziewczyną oglądać mieszkanie i ja zastępowałam właściciela bo musiałam im pokazać co i jak...A jeszcze okazało się że ta pralka co jest w tym mieszkaniu do którego się przeprowadzamy należy nie do właścicielki tylko do tej pary co mieszkali do tej pory...Także zostaliśmy bez pralki i czeka nas kolejny wydatek tylko za co...?No i jeszcze dzwonił do mojego męża ten chłopak że musi zrezygnować z kablówki i netu i czy my nie chcielibyśmy żeby przepisać na nas..No kuźwa jak my już swój net kupiliśmy nie mógł wcześniej zadzwonić...No i nie wiadomo czy nie będziemy musieli kupić anteny swojej...Ech...Czułam że będę żałowała tej spontanicznej decyzji...

Dziś i jutro idę do pracy i czuję znowu stres...Na szczęście niedziele mam wolną ale muszę najpierw przeżyć dziś i jutro.Aż brak mi motywacji do tej pracy...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

No i kolejny weekend za nami...:)
W sobotę miałam rozmowę z szefową bo przed pracą rozmawiałam z koleżanką o pracy i o tej dziewczynie o której wspominałam (bo w piątek znowu zaczęła się wywyższać i to przy szefowej) i koleżanka obiecała przyjechać do mnie do pracy i mi wytłumaczy jak się liczy stan no i faktycznie przyjechała i zapytałam ją czy nie mogła by przyjść w niedzielę przyszłą za mnie do pracy bo mamy przeprowadzkę a szefowa nie miała kogo wstawić za mnie no i się zgodziła więc powiedziałam szefowej i szefowa odrazu zadzwoniła do mnie i właśnie potem przyszła i mnie się pyta czemu ja się stresuję tak tym serem więc jej powiedziałam wszystko co mnie gnębi i o tej dziewczynie jak się odzywa do mnie a szefowa powiedziała żebym się nie przejmowała tym co ona mówi i robiła swoje i żeby chłopaki albo ona liczyła ser skoro ja nie umiem...Także trochę się uspokoiłam ale wczoraj znowu doszło do spięcia pomiędzy mną a tą dziewczyną bo zdziwiłam się że jest w pracy bo miało jej nie być a ona z sarkazmem że przyszła do pomocy na kuchnie a ja na to "żartujesz" a ona powiedziała "nie przecież grzesiek (pizzermen) sobie sam poradzi"...Potem znowu się spiełyśmy bo się pomyliłam i polałam sałatkę (dla klienta) sosem zamiast nalać sos do socjerki i mówię że tak to jest jak każdy inaczej robi a ona na to że nigdy nikt nie polewa sałatki sosem tylko wlewa w socjerkę więc ja mówię że na początku dziewczyna która odeszła ze mną robiła i polewała sałatkę a ona wraz swoje i przyszła dziewczyna która była na kasie i powiedziała że może mi się pomyliło z daniem bo jak się robi danie to tak to wtedy się polewa sałatkę więc ja mówię że możliwe że mi się pomyliło i że każdy może się pomylić a one wielką aferę zrobiły.I jeszcze później miałam z tą dziewczyną spięcie bo zajrzała do zamrażalki i zobaczyła że jest 1pudełko sera mozzarella zmielonego i do mnie z pretensją że czemu nie powiedziałam że sera nie ma że trzeba zmielić a ja na to że jak to nie ma że dzień wcześniej zmieliłam 4pudełka a ona na to żebym niekrzyczała na nią bo ona się mnie boi.No walnięta jakaś...A chodziło o to że ona już maszynkę umyła i jakby trzeba było zmielić to musiałaby drugi raz maszynkę myć.Tak jak w piątek na koniec dnia szefowa kazała mi jeszcze skroić ser więc wzięłam jeszcze 3 paczki i kroiłam patrze a tu ta dziewczyna przychodzi do mnie i kroi ser więc ja skroiłam trochę sera i wzięłam się za sprzątkanie bo to już była końcówka dnia i ona wyszła z kuchni bez słowa zostawiając brudną deskę więc wzięłam i umyłam ją a ona przyszła z pretensją gdzie jej deska dlaczego ja jej deske zabrałam i jak ona teraz będzie kroiła jak deska jest mokra będzie się jej ślizgać i rączki sobie pokaleczy...Wczoraj jeszcze po tym jak zrobiły aferę że się pomyliłam była sytuacja że ta kasjerka przyszła mi pomóc zrobić sałatkę i też się pomyliła z sosem (bo chciała wziąść nie ten co trzeba) i co nikt z tego nie zrobił afery...Tak jak z mamą dziś rozmawiałam to to jest wszystko prowokacja i szukanie zaczepki. Poza tym jeszcze wczoraj się wkurzyłam bo one oczekują ode mnie że jak jestem tam już 5weekend to że już powinnam wszystko wiedzieć umieć i robić ekspresowo...Na to też trzeba czasu a one chyba nie pamiętają że one też się uczyły...Całe życie człowiek się uczy...

Wiecie co mam dylemat bo chce sprzedać wózek po małej 3w1 i on ma popsute hamulce ale jako tako działają i wstawiłam go na olx i podałam cene 50 zł i tyle chętnych do mnie napisałao że nawet chcieli od ręki wziąść i tak samo z rowerkiem biegowym i tak się zastanawiam czy nie za niską cenę podałam.Byłam dziś w komisie i pani powiedziała że może przyjąć ten wózek ale ja właśnie nie wiem jaką cenę jej podać za ten wózek i rowerek.Rowerek taki patrzyłam na necie to kosztuje 200zł a nie jest wcale zniszczony a wózek nówka sztuka 1400zł więc chyba trochę przesadziłam z tą ceną bo jak patrzyłam po necie to nie ma najtańszego wózka niż 250zł... Sama nie wiem doradźcie coś...

katarzyna1234

Re: Mamy, które nie pracują, zajmują się dziećmi i domem - zapraszam

No i znowu wczoraj wróciłam z płaczem...Znowu ta dziewczyna wyśmiała mnie przed wszystkimi. Nie rozumiem takich ludzi najpierw mili dla ciebie a potem jeżdżą po tobie. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że gdy ją poprosiłam o pomoc ona zaczęła się śmiać i powiedziała że będzie się przebierać i mi mówić ale ja się pogubiłam poza tym ona se gadała z dziewczynami zamiast mi mówić więc zostawiłam to i kończyłam sprzątać bo zostałam na ostatku a ona się pyta czy policzyłam ja mówię że nie a ona na to że jak się ubierze to ona wychodzi więc ja na to że to sobie wychudź łaski mi nie robisz i ona później przyszła wzięła segregator i jeszcze dodała złośliwy komentarz "ale tu brudno" i poszła do drugiego pomieszczenia liczyć i przyszła do mnie z karteczką na której zważyłam rzeczy które się liczy i nie umiała prostego działania zajarzyć a ze mnie się wyśmiewa...A potem zaczęła gadać że zacznie pobierać 500zł za korepetycje...Nie mam już siły na to.Nie wiem co ja mam zrobić. Wczoraj próbowałam dojść do tego jak to się liczy i nie mogłam załapać...Dziś (i chyba jutro) akurat nie ma tej dziewczyny więc nie wiem jak ja to policzę. Najchętniej to bym więcej już tam nie poszła...:(