agf

Kobieta, 38 lat, Łódź

Ostatnie posty użytkownika
agf

Re: Konkurs "Aktywni z dzieckiem"

Sama biegam i nie, nie tylko za dziećmi. Biegam hobbistycznie, dla zdrowia, kondycji, lepszego samopoczucia, utrzymania jako takiej sylwetki. Podejmowałam z moim 6-latkiem próby wspólnego biegania, jednak ani jemu to nie wychodziło na dobre ani mnie ;) Nie ten rytm, nie to tempo, poza tym ja podczas biegu nie lubię odpowiadać co 3 sekundy na jakieś pytanie ;) Jednak żeby nie było mu przykro, że mama tak sobie sama w te polne drogi się wypuszcza, zaczęliśmy razem jeździć na rowerze. Początkowo z tatą, który asekurował, potem odbywaliśmy już wycieczki we dwoje. Od razu powiem , że nie są to nie wiadomo jak długie trasy, ale to nieważne. Jest ruch, powietrze, mamy czas tylko dla siebie. Podziwiamy zachody słońca, wąchamy podczas postojów kwiaty na łące, zbieramy jesienią żołędzie spod pobliskiego dębu. W przyszłym roku będzie nas więcej - moja obecnie dwulatka już szykuje rowerek by nam potowarzyszyć:)

agf

Re: Konkurs „Czas mamy i córki”

Najpierw zakupy, potem przymierzanie,
tak, wszystkie to lubimy, prawda, drogie panie? ;)
Gdy więc tata z synkiem bawią się samochodami,
my kobiety w tym czasie o siebie dbamy.
Fryzury zrobione, spineczki zapięte,
i mama i córka są uśmiechnięte.
Taki czas babskich zajęć nauką też się stanie,
ćwiczymy bowiem samodzielne ubieranie :)

agf

Re: Konkurs "Czas z dzieckiem"

Lubimy wszyscy prace plastyczne,
dlatego wymyślamy zabawy liczne.
Wspólny czas często malując spędzamy
(potem drugie tyle podłogę ścieramy...)
Farby są świetne, pędzle idą w ruch,
widzę,że i młodsza córcia artystyczny to duch :)

Ps. Rzeczywistość czasem jest też smutniejsza i całkiem przyziemna... gdy jedyny wspólny czas na sprzątanie poświęcamy, to rodzicielstwa strona ciemna :/

agf

Re: Konkurs "Bohater"

Mój superbohater miałby tylko jedną supermoc - nie męczyłby się.W związku z tym do woli, z uśmiechem na ustach mógłby prać, prasować, zmywać, myć podłogi, gotować, ganiać się z dziećmi, nie czując przy tym odrobiny zmęczenia.
Jak to podsumował mój syn-NUDA.

Za to jego bohater, ooo, to byłoby coś!...

Byłby szybki jak Zygzak.
Wygrywałby zawsze jak Blaze.
Umiałby latać nawet w burze i zawieje jak Dusty.
Byłby odważny i pomocny jak Strażak Sam.
Nieustraszony pływałby w morzach i oceanach jak Nemo.
Byłby waleczny jak żółw ninja.
Budziłby postrach jak lord Vader.
Umiałby czarować i tworzyć światy piękne i kolorowe jak Trolle.

I na koniec... "Mamo, przebierzesz mnie za takiego bohatera na bal w przedszkolu?" ... :O :O

agf

Re: Konkurs "Otulacze"

Gdy synek miał 3,5 tygodnia trafiliśmy na tydzień do szpitala i niestety tam jedyną formą uspokojenia go i uśpienia było noszenie na rękach. Była z nami na sali mama z małą córcią, która miała straszne kolki i płakała niemiłosiernie. Rodzice uspokajali ją szumem z telefonu. Postanowiłam spróbować w domu włączając radio między stacjami. Chwilkę tuliłam, klepałam po pleckach coraz wolniej, aż w końcu nieśpiącego jeszcze synka odkładałam do łóżeczka. Okazało się to wspaniałym "przyspieszaczem" usypiania i świetną metodą wyciszenia go. Niesamowite jest to, że czasem po kilku dosłownie sekundach tego szumu widziałam jego opadające powieki i zamykające się oczka! Gdy mieliśmy łóżeczko w naszej sypialni pilot do radia był między naszymi poduszkami, bo np. po dniach pełnych emocji, gdy synek miał niespokojny sen i zaczynał się wiercić czy pojękiwać, wystarczyło włączyć szum i po chwili się uspokajał.
Teraz, gdy mamy małą córcię od początku stosujemy tą metodę, choć ona jest bardziej wrażliwa i niespokojna. By ją uspokoić trzeba ją wziąć na ręce, brzuszkiem do brzuszka i poklepywać po pleckach, coraz wolniej i wolniej. Wtedy się odpręża i z szumem niemalże fal zasypia dalej ;)

agf

Re: Konkurs "Trolle"

Oliwia trollica pokazuje swe lica. Włosem zarzuci, piosenkę o kwiatuszku niczym piękna syrena zanuci...

agf

Re: Konkurs "Karmienie piersią jest dla mnie..."

Karmienie piersią jest dla mnie ... naturalne. Choć przy pierwszym dziecku na początku, po kilku dniach prób zaczęłam odnosić wręcz przeciwne wrażenie :/
Z góry zakładałam, że będę karmić piersią, bo to naturalna kolej rzeczy, bo chcę dać dziecku wszystko, co mogę, bo tyle mówi się o plusach mleka matki. Jednak najpierw wcale mi nie szło. W domu po pierwszej nocy mąż jechał do nocnej apteki po mleko modyfikowane, bo mały nie chciał ciągnąć, a coś jeść musiał.Ja nie chciałam zaprzepaścić szansy, więc kupiłam zwykły ręczny laktator by utrzymać laktację. Piersi miałam w strupkach, chyba każda mama na początku to przeżywa. Bolało potwornie, ale ze łzami w oczach stwierdziłam, że się nie poddam. Mąż wychodził z pokoju, bo jak ściągałam to strupki pękały, krew leciała, ja z bólu musiałam zapierać się nogami o szafę... I tak tydzień czasu ściągałam, karmiłam z butelki tym ściągniętym i dokarmiałam mm. W końcu pomogła mi położna środowiskowa - kazała użyć kapturków. I pomogło - synek miał za co załapać i rozpoczęliśmy karmienie tylko piersią. Nie powiem, było to uciążliwe. Co 2 godziny karmiłam, karmienia trwały nawet po 60 minut. Byłam uwiązana, nie mogłam się wyrwać, odpocząć. Na początku miałam dość, karmienie nie okazało się być tak wspaniałe jak to opisują czy jak to widać na obrazkach, gdzie jest radosna mama i wtulone w nią maleństwo... Jednak obiecywałam sobie, że dam radę, postaram się, oby tylko pokarmić synka choć 3 miesiące. Potem udało zgrać i zaczęłam te chwile odczuwać jako przyjemność, postanowiłam, że będę karmić do 6 miesięcy. Jednak w okolicach 5 miesiąca synek zaczął przy karmieniu się wiercić, odpychać, płakać. Szukając przyczyny zwiedziłam gabinety pediatry, neurologa, poradni laktacyjnej. Tak się zaparłam! W końcu musiałam się pogodzić z tym, że on po prostu z sobie tylko znanych przyczyn czasem nie chce. I tak przez 1,5 miesiąca karmiony był mieszanie przy czym przez kilka tygodni ja miałam mega depresję. Każde danie mu butelki z mm to był mój płacz, nerwy, nieraz chyba z tego stresu leciała mi krew z nosa. I nie chodziło tylko o jego dobro, o to, że tyle mówi się o tym, że mleko matki jest najlepsze. Nie. W którymś momencie zaczęło chodzić o mnie. Czułam z synkiem taką więź, uczucie towarzyszące mi podczas karmienia było tak niesamowite, że płakałam na samą myśl o tym, że on nie chce i że zaraz się to skończy. Stopniowo synek cyckał coraz mniej, aż w końcu każde karmienie kończyło się mm. Po 6 miesiącu dopadło mnie jakieś zatrucie, przez 3 dni brałam silne leki i musiałam zdecydować co dalej. Pomyślałam, że może to zrządzenie losu, może to okazja by karmienie zakończyć. Bo przecież kiedyś trzeba będzie przestać i może być jeszcze trudniej. I tak się skończyła nasza przygoda z karmieniem. I tak sobie teraz myślę, że jestem szczęśliwa, że w ogóle było mi to dane, bo niejedna kobieta karmić nie może. A to, co mogłam zrobiłam, dałam synkowi wszystko i nie mogę mieć wyrzutów, że mogłam zrobić coś więcej. I chyba to jest najważniejsze - żeby matka się dobrze czuła, nie wyrzucała sobie nic, nie miała wyrzutów sumienia, które popsułyby te niezapomniane chwile z dzieckiem.

Pamiętam ile nerwów kosztowało mnie karmienie piersią. Zarówno na początku jak i na końcu. W drugiej ciąży miałam nadzieję, że uda mi się karmić moje dziecko, jak tylko długo będzie mi dane. Miałam nadzieję, że może jakoś uda się to 6 miesięcy, ale nic nie zakładałam.

Teraz córeczka ma 11,5 miesiąca, a ja jestem od 2 tygodni na etapie delikatnego odstawienia. Początki znów nie były łatwe, choć całkiem inne, do 6 miesięcy się spinałam, a później jakoś samo tak się potoczyło, że udało się karmić 2 razy dłużej. Później miałam przestać, ale czułam, że to ja jeszcze nie dojrzałam by to zakończyć. Teraz dieta córci jest już mocno rozwinięta, a ja czuję, że to już ten moment, gdy naszą przygodę pora zakończyć. Z lekkim żalem, nie powiem, łezka czasem się w oku zakręci, ale przecież kiedyś musi to nastąpić, prawda ;) Karmienie piersią to wspaniała, choć czasem niełatwa, przygoda, której każdej kobiecie, jeśli tylko ma życzenie, z całego serca życzę.

agf

Re: Konkurs "Hity Mother&Baby 2015"

HIT PRZYJAZNY DZIECKU:
16. Nawilżacz powietrza
Nawilżacz powietrza uh 1070 od HB.

Niemal każdy rodzic, a już z pewnością każdy mieszkający w bloku, wie, jak suche bywa powietrze jesienią i zimą, gdy kaloryfery zaczynają grzać, a sezon chorobowy w rozkwicie. Zapchany nosek czy podrażnione gardło po przebudzeniu to jedne z objawów właśnie zbyt małej wilgotności w pomieszczeniu, gdzie dziecko śpi. Dlatego uważam, że doskonałym pomysłem jest zainwestowanie w komfort, ale i zdrowie dziecka, właśnie za pomocą takiego nawilżacza powietrza. My włączamy go jak tylko zaczynają grzać kaloryfery, zapobiegawczo, by śluzówka nosa i gardła nie była wysuszona, a synkowi dobrze się oddychało. Gdy zaś się przeziębi, choruje, ma gorączkę, katar czy kaszel - wtedy jest to już nawet konieczność - mocniejszy strumień pary i szybkie podniesienie poziomu wilgotności pozwala ulżyć dziecku w chorobie. To zdecydowanie produkt przyjazny dziecku!

HIT PRZYJAZNY MATCE:
10. Poduszka do karmienia

W pierwszej ciąży, gdy dopiero stawiałam pierwsze kroki w tym matczyno-dziecięcym świecie, z dużą dozą rozsądku podchodziłam do zakupów. Może właśnie dlatego, że ilość towarów, usług i gadżetów "absolutnie koniecznych i potrzebnych" była zatrważająca, postanowiłam nie dać się zwariować. I jak się okazało na szczęście poza termometrem do wody, który rozpadł się po dwóch kąpielach i w ogóle nie był w sumie potrzebny, udało mi się nie kupić nic, co uznałabym za stratę pieniędzy. Było za to coś, czego nie kupiłam i powiedziałam sobie, że jeśli kiedyś jeszcze będę w ciąży, to będzie to pierwsza rzecz, którą kupię. I tak oto dziś, w 8 miesiącu ciąży towarzyszem jest mi nocami... duża poduszka do karmienia :) Kupiona tak naprawdę bym miała komfort później przy karmieniu, jednak już teraz pozwala wygodnie się ułożyć do snu, oprzeć podczas czytania czy oglądania tv. Natomiast przy karmieniu będzie niezastąpiona! Do dziś pamiętam jak się męczyłam z dziesiątkami poduszek układanymi pod rękoma podczas karmienia synka, jak przez tą godzinę drętwiała mi ręka, bo się wysuwały, ugniatały, albo nie mogłam ich wygodnie ułożyć. To zdecydowanie mój hit dla mamy!

agf

Re: Konkurs "Samodzielne dziecko"

0. Samodzielnie smaruję się kremem na słońce!
1. Pierwsze samodzielnie jedzone w całości jabłko.
2. Samodzielnie wykonane grafiiti kredą w parku ;)
3. Jeden z pierwszych, samodzielnie na nóżkach pokonanych spacerów.
4. Wspaniała umiejętność! Samodzielnie znaleziony grzyb!

agf

Re: Konkurs "Strażnicy miasta"

Prawie 4-letni Natanek spytany o przyjaciela odpowiedział, że to kolega z przedszkola, który daje mu się bawić dinozaurem, co robi burzę i z którym jeżdżą śmieciarką :)

agf

Re: Konkurs z przytulankami Tuli

Idealna przytulanka to po pierwsze taka, którą wybierze sobie dziecko by pełniło tę funkcję. Mój synek maskotek wszelkich ma wiele, jednak rolę takich prawdziwych przytulanek pełnią tylko niektóre. Niekoniecznie są to też wszystkie te, które widziałabym w tej roli ;)

Jednak póki maluszek jest mały i sam sobie nie wybiera, do kogo będzie się tulił wieczorem czy w trakcie podróży, warto zadbać by dać mu najlepszą przytulankę z możliwych.

Za 1,5 miesiąca urodzi się nam córeczka, a ja już szukam odpowiedniej dla niej przytulanki. Ponieważ mam już synka, wiem, do czego tak przytulanka może być potrzebna i wiem, jakie cechy powinna mieć.
1. Po pierwsze musi mi się podobać wizualnie - no nic na to nie poradzę ;) Żaden potworek, chińskie niewykończone szkaradztwo nie wchodzi w grę ;)
2. Przytulanka musi być miła w dotyku - czy to aksamitna czy flanelowa, muślinowa czy z innego materiału - ważne by nie podrażniała skóry i był przyjemna. Mój synek na przykład taką przytulankę kładł sobie zawsze podczas zasypiania na twarzy, więc nie może ona drapać czy drażnić skóry w jakiś inny sposób.
3. Z przytulanką dzieci nie tylko śpią wieczorem w łóżeczku. My lubimy jeździć, podróżować, więc przytulankę często zabieramy do auta, gdzie ułatwia ona zaśnięcie podczas jazdy. I to, co mi się ogromnie w przytulankach Tuli podoba to to, ze są jednocześnie niejako kocykiem! To doskonała sprawa właśnie na takie podróże, bo wystarczy zabrać tylko ją, bez dodatkowego kocyka.
4. Z całkiem praktycznego punktu widzenia - przytulanka powinna nadawać się do prania w pralce i być na tyle dobra jakościowo by nie zmieniał po praniu swojego koloru, faktury materiału czy kształtu.

PS. Przyznaję, że i mnie nieraz zdarzało się wtulić w przytulanki synka, więc wiem , co mówię. Sprawdzone na sobie ;)

agf

Re: Konkurs „Jemy pysznie z Bonduelle”

Mamie synek chętnie pomaga w warzyw obieraniu,
by następnie i asystować jej w gotowaniu.
Czy to surowe, na parze czy gotowane,
mój łakomczuszek ma ochotę na nie :)

agf

Re: Konkurs "Dobre buty - zdrowe nogi"

Postaw (na) stopę w zdrowym buciku, unikniesz w przyszłości chorób bez liku!

Zdrowym krokiem rok za rokiem - Bartka jakość widać gołym okiem.

Natura tworzy ideały, nie psujmy tego, zadbajmy o zdrowych bucików pary!

W zdrowym ciele zdrowy duch, w zdrowym bucie zdrowy chód!

agf

Re: Konkurs "Miś i but"

Odpowiedź mamy:
I buty i misie zapadają w sen zimowy - misie w jaskiniach, letnie buty w czeluściach szaf...

Odpowiedź synka (3 latka i 8 miesięcy):
Są brązowe.
(nie ma to jak konkret ;)

agf

Re: Konkurs "Puk, puk! Co słychać..."

Z rysowaniem Natanowi (3 latka i 8 miesięcy) idzie średnio, ale za to wszelkie inne zabawy w strażaka, łącznie z tworzeniem z ubrań, idą mu świetnie :)

agf

Re: Konkurs "Każdy jest ważny"

Wydawać by się mogło, że nawyki, słowo tak pejoratywne, nie dotyczą dzieci. A jednak. Na dodatek mogą dotyczyć najróżniejszych sfer życia czy etapów rozwoju.
Przykładowo - mimo mojej walki z rodziną niemal od pierwszych miesięcy życia dotyczącej karmienia mojego dziecka tym, czym uważam, że karmione być nie powinno, u mojego przedszkolaka doszło ostatnio do nawyku jedzenia słodyczy pomiędzy posiłkami. Niestety, gdy dziecko ma stały kontakt nie tylko z rodzicami, ale i dziadkami, na nic zdały się moje próby nie uczenia go, co to znaczy słodkie. Doszło w końcu do tego, że co 15 minut synek łapał mnie za rękę, prowadził do kuchni i pytał "dasz coś?" , a na moją odpowiedź "tak, obiad, kolację, kanapkę, owoca..." zawsze słyszałam "coś fajniejszego". W końcu powiedziałam dość. Nie po to przez 3 lata wprowadzałam w domu jasne zasady, wpajałam zdrowe odżywianie, picie wody, trzymanie się stałych godzin posiłków, by teraz się poddać. Wprowadziłam zasadę - słodycze w jeden dzień w tygodniu. Był płacz, awantura, histeria. Trudno. pomyślałam - lepiej przetrwać to w jeden, dwa czy trzy dni niż znosić fochy, nerwy dziecka i ciągłe prośby o słodycze całymi dniami. Następnego dnia synek sam wybrał, że takim dniem będzie sobota i przez cały dzień o nic nie poprosił.
Można? Można. Ja wiem, że to dopiero początek, ale według mnie odpowiedź jest jedna - na złe nawyki tylko odpowiednia reakcja rodziców, ustalenie sposobu działania i konsekwencja.

Innym nawykiem, z którym walczyliśmy, ale już pod okiem specjalisty było seplenienie. Zaczęło się po 3 miesiącach w przedszkolu, mimo, ze wcześniej synek mówił ładnie. Po miesiącu odkąd to zauważyliśmy zdecydowaliśmy się na pomoc logopedy. Przypuszczam, że tutaj sukcesem była szybka reakcja i rzeczywiście skrupulatne, codzienne ćwiczenie z synkiem - a po 2,5 miesiąca ten zły nawyk zniknął. A w przypadku akurat takiego nawyku wiem, że brak działania w odpowiednim momencie może niestety prowadzić do sporych problemów z pozbyciem się go w przyszłości.

agf

Re: Konkurs "Komiks"

G ra planszowa nie tylko bawi, ale uczą
R eguły - jest doskonałą okazją do nauki ich respektowania
A trakcyjnie pozwala spędzić czas

P rzegrana - lekcja radzenia sobie z porażką
L ekcja fair play
A ktywizuje wielu członków rodziny
N awet najmłodsi korzystają, np. uczą się liczyć
S połecznie, rodzinnie - ćwiczy komunikację
Z dobywa się nowe słownictwo
O bmyślanie, planowanie - uczy myślenia "w przód"
W yobraźnia pracuje!
A kcja-reakcja - uczy szybkiego reagowania.

agf

Re: Konkurs "Kraina uważności"

Moje dziecko jest bardzo uważne. Czasem mam wrażenie, że ma rentgena w oczach tudzież lupę czy po prostu trzecie oko. Jego spostrzegawczość nieraz mnie zdumiewa i wprawia w zakłopotanie, bo okazuje się, że to on jest bardziej uważny niż ja ;) Nie zapomnę, gdy jeszcze mało mówił, a już na jakimś tekturowym pudle w domu wskazując na znaczek HP mówił "dzidzia dziadzia", bo faktycznie dziadek ma laptopa HP, który zawsze stoi na ławie... Albo później, gdy pokazywał na bufet w kuchni i mówił "tlaktol", a my z mężem nie mogliśmy tego traktora znaleźć. Okazało się, że owszem, był, taki maluteńki traktorek- znaczek na kartonie od mleka...
Tak więc z jego uważnością jest wszystko, co nie zmienia faktu, że często po prostu się bawimy korzystając np. z obrazków, na których trzeba wskazać różnice. Świetne są też książki, my mamy taką z dinozaurami, gdzie na całych kartkach jest obrazek z mnóstwem szczegółów i zadania polegające na wyszukaniu i wskazaniu pokazanych z boku przedmiotów. Fajna zabawa i nauka nie tylko uważności, ale i koncentracji.

agf

Re: Konkurs "Bebi Kids"

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami była sobie kraina zwana Wannolandia. Tam też raz w ciągu dnia z największego wodospadu leciała życiodajna woda. Wtedy to budziły się do życia Bobiki, czyli malutkie bąbelki, które uwielbiają harce, fikołki, psikusy. Pewnego dnia do Wannolandii zawitała mała dziewczynka -Barwinka. To było nie lada wydarzenie, bo od lat do tej ukrytej głęboko krainy nikt nie trafił. Dziewczynka od razu świetnie się poczuła w obecności bąbelków, które popisując się przed nią skakały, latały, łaskotały. Tak się wszyscy doskonale bawili, że nikt nie zauważył, że do Wannolandii wpłynęły wszystkie okoliczne bąbelki, a woda zamieniła się w gęstą pianę. Było jej tak dużo, że pozwolono część piany i bąbelków zabrać dziewczynce Barwince do jej domu. co odważniejsze Bobinki miały poznać inny kawałek świata i inne dzieci. Tak to bąbelki zaczęły robić karierę na świecie :)

agf

Re: Konkurs "KATAREK PLUS"

Ach ten katarek, jak my to znamy!
W kółko i wciąż z nim się zmagamy :(
Teraz znów za ścianą synek mi postękuje,
bo właśnie katar i od niego kaszel go atakuje!

Katarku więc się pozbywamy,
teraz już i nosek dmuchamy.
Im częściej tym lepiej by wydzielina do wnętrza nie spływała
i potem w płucach czy oskrzelach nie zalegała.
Przy katarku najpierw zakrapiamy,
a potem wraz z mężem się wygłupiamy.
Miny głupie robimy by synek się nie stresował
i za rękami machającymi noska nie chował.

Po drugie woda morska zawsze wygrywa-
po niej albo kicha albo katar łatwiej wypływa.
Gdy zaś katar gęsty i w środku klucha masakryczna,
wtedy jest niezbędna woda morska hipertoniczna!
Ona ma takie ciśnienie, że katar rozrzedzi raz dwa,
och, jak z nią dobrze o nosek się dba!

agf

Re: Konkurs "Zupy Babci Zosi"

Gdy zaś w grę wchodzi rodzina z wyłączeniem dzieci (te jeszcze grzybów nie jedzą), furorę robi

KREMOWY PRZYSMAK GAJOWEGO, czyli zupa-krem z kurek:

kurki
włoszczyzna
cebula
udko kurczaka
śmietana 18%
sól
pieprz
natka pietruszki
słonecznik

Zupę-krem przygotowujemy na bazie rosołu:
gotujemy udo kurczaka razem z włoszczyzną i odrobiną vegety. Gdy wywar jest gotowy wyjmujemy warzywa i kurczaka. W międzyczasie obieramy i myjemy kurki i podsmażamy na odrobinie oleju. Gdy leciutko się skurczą i zrumienią wrzucamy je do wywaru. Drobniutko siekamy cebulkę i jak się zeszkli dorzucamy do zupy. Gotujemy pod przykryciem, następnie miksujemy zupę blenderem. Na koniec dodajemy śmietanę i mieszamy do zgęstnienia. W ostatnich paru minutach dodajemy posiekaną natkę pietruszki, sól i pieprz do smaku. Zupę-krem podajemy posypaną ziarnami słonecznika.

agf

Re: Konkurs "Zupy Babci Zosi"

Świeża botwinka - na zdrowie!

Zupa idealna już nawet dla roczniaka. Pożywna, zdrowa, wiosenna i pyszna - od lat 1 do 101 :)

Składniki:
mały szponder czy inny kawałek mięsa
pęczek botwinki z małymi buraczkami
włoszczyzna
jajka
koper śmietana 12%
łyżka masła

Mięso gotujemy wraz z włoszczyzną startą na tarce. Botwinkę kroimy drobno (łodygi i kilka liści), a buraczki ścieramy na tarce. Wrzucamy do rondelka razem z masłem i chwilę dusimy. Następnie dodajemy do wywaru. Gdy mięso zmięknie dodajemy roztrzepaną wcześniej z odrobiną zupy śmietanę. Osobno gotujemy jajko i podajemy pokrojone z zupą. Obficie posypujemy posiekanym koperkiem. Można także zrobić wersję bez mięsa, na samym wywarze warzywnym.

agf

Re: Konkurs „Co wiesz o probiotykach?”

1. Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103)
2. Uzupełnienie diety w suplementy zawierające bakterie wspomagające pracę zdrowej mikroflory jelit w okresie ciąży jest szczególnie ważne. Pozytywny wpływ probiotyków na zdrowie matki przekłada się również na ochronę płodu. Dr. Kalliomaki przedstawił dane wskazujące, że duża liczba cesarskich cięć i okołoporodowe podawanie antybiotyków znacząco zakłócają florę bakteryjną jelit noworodków, co w następstwie związane jest z podwyższonym ryzykiem chorób atopowych we wcześniejszym i późniejszym dzieciństwie.
3.Profilaktyczne działanie probiotyku Lactobacillus rhamnosus GG pozwala na prawidłową kolonizację przewodu pokarmowego nawet u niemowląt. Bezpośrednio po urodzeniu, jałowy przewód pokarmowy dziecka w kolejnych dniach życia kolonizuje się bakteriami z jego najbliższego otoczenia. Jeśli dziecko przebywa w tym czasie dłużej w szpitalu, istnieje ryzyko kolonizacji przewodu pokarmowego szpitalnymi drobnoustrojami patogennymi, co może skutkować m.in. infekcjami przewodu pokarmowego. U takich pacjentów probiotyki warto stosować prewencyjnie.

Reasumując probiotyki znajdują zastosowanie u wszystkich grup wiekowych. Szczególnie szczep probiotycznych bakterii Lactobacillus rhamnosus GG został szeroko przebadany i bezpieczeństwo stosowania tego właśnie szczepu zostało potwierdzone u wszystkich grupach wiekowych, poczynając od wcześniaków oraz dzieci z niską masą urodzeniową, kończąc na osobach w podeszłym wieku i chorych z zaburzeniami odporności.

4. Odkąd mój synek zaczął chodzić do przedszkola i przynosi do domu wszelakie zatrucia, wiem, że stosowanie probiotyku jest niezbędne. Czy to wymioty, czy biegunki, zawsze wtedy wspomagamy się probiotykami by przywrócić równowagę flory jelitowej i skrócić czas męczarni maluszka. Czasem się zastanawiam czy nie podawać probiotyku profilaktycznie, by być może uchronić go za którymś razem przed tym niemiłym doświadczeniem.

agf

Re: Konkurs "My się zimy nie boimy"

Jak to mówił Shreck do Osła - "(...) warstwy. Cebula ma warstwy. Ogry mają warstwy..." Idąc tym tropem powiedziałabym dalej - dzieci zimą maja warstwy. I to właśnie one są podstawą ubierania mojego synka zimą. Jakby nie był - na dworze zimno, w przedszkolu cieplej, podczas zabaw i bieganiny gorąco. Dlatego ubierając go zimą zakładam mu zawsze kilka warstw - najpierw bawełniana koszulka, taka bieliźniana, potem koszula/bluzka z długim rękawem, na to bluza czy ciepły sweter (najchętniej rozpinane) i dopiero potem kurtka. Taka kombinacja sprawdza się wszędzie - i w przedszkolu , i na zakupach (łatwo szybko częściowo rozebrać dziecko by się nie zgrzało) i na spacerze.
Podobnie jest z nóżkami, choć tu kombinacji jest mniej ;) Gdy wybieramy się na dłuższy czas tylko na dwór, na sanki czy długi spacer, wtedy pod spodnie zakładam rajstopki. Gdy na dworze nie ma aż takiego mrozu, albo mamy przed sobą tylko drogę do przedszkola czy sklepu - wtedy spodnie, skarpetki plus mega praktyczne krótkie ochraniacze/getry. Szybko można zdjąć i szybko założyć, a nawet w maminej torbie nie zajmują dużo miejsca ;)

agf

Re: Konkurs z marką Pampers

Nie napiszę, że każdy poranek z moim synkiem był czy jest radosny. To nie byłaby prawda, bo codzienność nie jest oblana lukrem.
Nie napiszę, że nawet po nocy z tysiącem pobudek (uroki ząbkowania), promienieję, gdy zobaczę o poranku jego uśmiech.
I nie jest dla mnie radosnym poranek, nawet gdy budzi mnie słodkie gaworzenie, a noc spędziłam przy łóżeczku podając leki przeciwgorączkowe i czuwając...
Wyidealizowany, przesłodzony, piękny świat mamy i dziecka z reklamy jakoś w moim przypadku nie ma miejsca ;)

Pamiętam jednak wiele tak radosnych, najszczęśliwszych poranków w moim życiu. Tylko, że one nie dzieją się z jakiejś specjalnej okazji, nie mają specjalnej przyczyny czy nie oznaczają wydarzenia się czegoś wielkiego. Nie.

Jeden z nich wyglądał tak... Dla osoby postronnej, obserwującej z boku pewnie nic wielkiego. Dla mnie czującej wszystko w środku niezapomniany. Promyk słońca stuka w okno. Otwieram oko słysząc wzmożony ruch w łóżeczku. Wzdycham z ulgą, że już widno, że pospaliśmy jak na moje oko co najmniej do ósmej. Widzę pas niebieskiego nieba pod roletą. I mam to poczucie - to będzie piękny dzień. Nie wiem skąd się ono bierze, nie wiem jak zapewnić je sobie, zatrzymać, by mogło mi towarzyszyć każdego poranka. Ale chłonę je całą sobą.
Wstaję, idę do łóżeczka, synek otwiera już oczka, zaczyna coś d mnie po swojemu mówić, po chwili już stoi w łóżeczku i wyciąga do mnie rączki. Jestem wyspana, głowa nie boli, uśmiecham się do niego całą sobą. Biorę go do siebie do łóżka i jeszcze polegujemy z pół godziny. To taki nasz poranny rytuał. Myzianie, smyranie, przytulaski, całuski. (W te gorsze dni ograniczam się do głaskania, bo powieki ie chcą się podnieść, a wszystko we mnie krzyczy "śpijmy jeszcze, jeszcze chwilę, proszęęę!: ;) )
Jednak podczas tego radosnego poranka rozpiera mnie może nie tyle energia co właśnie radość i miłość. Tak wielka, ze chciałabym by i on ją poczuł każdym swoim centymetrem malutkiego ciała.
Nie jestem idealna. Nie jestem mamą idealną. Mam jednak nadzieję, że mój synek ze swojego wczesnego dzieciństwa zapamięta właśnie te nasze wspólne wspaniałe momenty, te poranki pełne radości, czułości, gdy byliśmy tylko dla siebie i tylko we dwoje. A było ich całkiem sporo :)

Teraz czekamy na drugie maleństwo. Brata lub siostrzyczkę. Pojawi się latem. Mimo, że wiem, jakie zmęczenie się z tym wiąże, szczególnie w pierwszych tygodniach, to już nie mogę się doczekać tych kolejnych promyków słońca i tych kolejnych leniwych poranków. Tym razem w trójkę :)